Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Tytan [Titan - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Tytan [Titan - pl]

Электронная книга - «Tytan [Titan - pl]». Краткое содержание книги:

Habitat Goddard — kosmiczna arka z dziesięciotysieczną załogą na pokładzie — wchodzi na orbitę Saturna. Naukowcy wysyłają sondę na Tytana, ale zaraz po wylądowaniu przestaje ona wysyłać sygnały. Jednocześnie doktor Wunderly robi wszystko, żeby doszło do jeszcze jednego lotu przez pierścienie planety; podejrzewa, że żyją w nich mikroorganizmy.
1 ... 52 53 54 55 56 57 58 59 60 ... 106
Перейти на страницу:

Zanim ktokolwiek z uczestników uniósł się z miejsca, profesor dodał:

— Sądzę, że na ten temat powinno porozmawiać dwóch kandydatów na fotel głównego administratora. Zamierzam zorganizować taką debatę w najbliższej przyszłości.

Czerwone światełka kamer zgasły, a Holly westchnęła ze znużeniem.

— Bardzo dobry program — rzekł Wilmot jowialnie, wstając i przeciągając się. — Kapitalny!

Holly opadła z powrotem na krzesło.

— Jak dobrze, że to już koniec.

Pozostali uczestnicy dyskusji najwyraźniej podzielali jej uczucia i ze znużeniem sunęli w kierunku głównych drzwi studia.

Berkowitz uśmiechał się radośnie.

— Fantastyczna reakcja widzów — zwrócił się do Holly. — Z liczby telefonów wynika, że oglądała nas połowa populacji. Fantastycznie!

Holly była zbyt zmęczona, by ją to cokolwiek obchodziło. Wstała, gdy Berkowitz i Wilmot oddalili się pogrążeni w przyjaznej rozmowie. Prysznic i dużo snu, powiedziała sobie w duchu. Tego mi trzeba.

Zdziwiła się widząc Raoula Tavalerę w drzwiach studia. Miał niepewną minę.

— Raoul! — zawołała Holly. — Co ty tu robisz? Od jak dawna…

— Zacząłem cię oglądać — zaczął nieśmiałym tonem Tavalera — i pomyślałem, że może byś się wybrała na drinka albo coś takiego, jak skończycie, więc przyszedłem.

— Czekałeś na mnie na zewnątrz przez cały czas? Rzucił szybkie spojrzenie na swoje buty.

— Wśliznąłem się i oglądałem z tyłu studia. Chyba mnie nie widziałaś.

— Nie, nie widziałam.

— Masz ochotę na drinka? Może coś do jedzenia? Sięgnęła po jego rękę, czując, jak znużenie ją opuszcza.

— Umieram z głodu.

Tavalera uśmiechnął się i ruszył korytarzem.

— Kafeteria jest zamknięta, ale bistro powinno być jeszcze czynne.

— Super!

— A poza tym — rzekł Tavalera, nagle poważniejąc — chcę podpisać tę twoją petycję.

— Naprawdę? Skinął głową.

— Kiedyś chciałbym mieć dzieci. Holly poczuła, jak ogarnia ją euforia.

21 MARCA 2096: PÓŁNOC

Urbain nie pamiętał już, ile razy przemierzył dystans między własnym biurem a centrum kontroli misji w ciągu tej jednej tylko nocy. Biolodzy opanowali owalny stół konferencyjny w jego gabinecie i nadal przerzucali się teoriami na temat tego, co mogło zacierać ślady Alfy i jakie obserwacje należy poczynić, by rozstrzygnąć, która teoria jest prawdziwa. Jeżeli w ogóle to możliwe. Inżynierowie w centrum kontroli misji żmudnie śledzili znikające ślady i szukali nowych.

Gdy Urbain ponownie wkroczył do słabo oświetlonego centrum kontroli misji, sześciu inżynierów przy ekspresie do kawy kłóciło się z zapałem:

— Obejrzeliśmy całą pieprzoną powierzchnię Tytana i ani śladu sondy. Ta przeklęta kupa złomu musiała utonąć w jakimś morzu.

— Albo w mniejszym jeziorku. Tam prowadzą ślady.

— Ale widnieją też z drugiej strony.

— A potrafisz stwierdzić po śladach, z której strony wjechała, a z której wyjechała?

— Śladów jest za dużo, żeby wszystkie prowadziły tylko w jedną stronę. Poza tym…

— Poza tym to bzdura! Mamy obraz o rozdzielczości pięciu metrów. I stereoskopię. Obejrzeliśmy całą powierzchnię pieprzonego Tytana. I nic! Nic poza śladami i zatartymi śladami.

Urbain po raz pierwszy uświadomił sobie, że zespół jego inżynierów musi odczuwać dokładnie taką samą frustrację i złość jak on sam. Są bliscy załamania, pomyślał. Muszę coś zrobić, żeby podtrzymać ich na duchu. Ale co?

— To wielki księżyc — odezwała się jedna z kobiet. — Bestię mogliśmy przegapić mimo trójwymiarowego obrazu. Musimy polować dalej.

— Aż będziemy się potykać o własne, siwe brody, nie?

— Co jeszcze możemy zrobić?

— Wrócić do domu. Przyznać się, że zgubiliśmy to cholerstwo i wracać na Ziemię. Nie jesteśmy wygnańcami, tylko ochotnikami. Możemy wrócić, kiedy tylko zechcemy.

— O ile znajdzie się statek gotowy nas zabrać.

— Chcesz powiedzieć, jeśli znajdzie się ktoś, kto zapłaci za nasz bilet powrotny.

— MKU musi nas zabrać! Nie podpisywaliśmy kontaktu na siedzenie nie wiadomo jak długo nie wiadomo gdzie!

Urbain odchrząknął głośno i spojrzeli na niego.

— Jakieś postępy? — spytał krótko.

Nikt nie zadał sobie trudu udzielenia mu odpowiedzi. Wszyscy z ponurymi minami odpłynęli do swoich stanowisk. Wyglądali, jak niezadowoleni uczniowie, którzy woleliby być wszędzie indziej, byle nie w szkole.

— Wiem, że to frustrujące — rzekł na tyle głośno, żeby wszyscy w centrum kontroli misji go usłyszeli. Zanim ktoś zdołał odpowiedzieć, dodał: — Ale musimy kontynuować poszukiwania Alfy. Biolodzy już dokonali ważnego odkrycia.

— Już — mruknął ktoś kwaśno.

— Alfa jest na Tytanie, i potrzebuje naszej pomocy. Musimy…

Jeden z mężczyzn przy konsolach zawołał głośno:

— Mam coś! Wygląda jak świeże koleiny.

Urbain podbiegł do jego konsoli i zajrzał inżynierowi przez ramię na środkowy ekran. W gąbczastym gruncie widać było wyraźny, głęboki odcisk gąsienic.

— Sprawdź, dokąd prowadzą! — krzyknął. — Natychmiast!

Krajobraz zmienił się. Ślady ciągnęły się dalej, wyraźne i proste. Nagle ekran zgasł.

— Co się stało? — dopytywał się Urbain.

Nie odrywając się od ekranu inżynier wyjaśnił:

— Dotarliśmy do końca zasięgu tego satelity. Przełączę na innego…

— Szybko! — syknął Urbain, tracąc oddech. — Vite, vite! Inni inżynierowie zebrali się wokół nich. Urbain czuł ciepło ich ciał, zapach ich wód kolońskich, płynów po goleni i potu. Ale nie odrywał oczu od ekranu.

Ekran zapalił się znów i Urbain poczuł falę podniecenia Widok był o wiele szerszy niż przed chwilą.

— Zaraz wyostrzymy — mruknął inżynier. — Wiecie, że to obraz w czasie rzeczywistym.

— Tak, tak — warknął niecierpliwie Urbain. — Wyostrz nam koleiny.

— Właśnie to robię — odparł z niechęcią inżynier.

— Włącz automatyczną ostrość — zaproponował ktoś sto jacy za Urbainem.

— A myślisz, że co ja niby robię, do cholery? — odburknął inżynier.

Na ekranie pojawiły się podwójne koleiny. Urbain usłyszał westchnienie pozostałych zgromadzonych.

— Prześledź, dokąd prowadzą! — naciskał.

Krajobraz znów się zmienił. Ślady rozmyły się, po czym znów pojawiły się, ostre. Urbain poczuł, że serce bije mu mocno, uderzając o żebra. W ustach miał sucho.

— Jest — oznajmił inżynier.

Urbain wpatrzył się w ekran. Sonda Tytan Alfa tkwiła na lodzie, nie ruszała się, ale najwyraźniej nic jej się nie stało. I wtedy obraz na ekranie rozmazał się.

Urbain uświadomił sobie, że ma łzy w oczach.

Gdy Ramanujan zdał Eberly’emu relację z popołudniowego wiecu Holly, pierwszą reakcją Eberlyego było:

— Inicjatywa zmierzająca do złożenia petycji? Wiesz, ile będzie musiała zdobyć podpisów?

— Sześć tysięcy siedemset — odparł Ramanujan.

— Dokładnie to sześć tysięcy sześćset sześćdziesiąt siedem.

Ramanujan pochylił podbródek w uznaniu doskonałej znajomości tematu swojego szefa. Był wyższy niż większość Hindusów znanych Eberly’emu, ale straszliwie chudy: twarz Ramanujana wyglądała jak czaszka z naciągniętą na nią wychudzoną ciemną skórą.

1 ... 52 53 54 55 56 57 58 59 60 ... 106
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)