Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Siódmy syn [Seventh Son - pl]
Siódmy syn [Seventh Son - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Siódmy syn [Seventh Son - pl]

Электронная книга - «Siódmy syn [Seventh Son - pl]». Краткое содержание книги:

…W rozsądnym świecie na pewno nic by się nie stało. Ale bajarz wiedział już, że ten świat wcale nie jest rozsądny. Alvin Junior miał potężnego, niewidzialnego wroga, który nie przegapił okazji.

Bajarz skoczył do przodu. Poczuł, jak drgnęła ziemia pod stopami, jak zapadł się ubity grunt. Niewiele, parę centymetrów, ale wewnętrzna krawędź kamienia obniżyła się właśnie o taki kawałek. W rezultacie szczyt wielkiego kręgu przesunął się o ponad pół metra i tak szybko, że nic już nie mogło go zahamować. Za chwilę młyński kamień runie na swoje miejsce na fundamencie, a Alvin Junior zostanie pod spodem, zmielony jak ziarno…

Powieść nominowana w 1988 do nagrod Hugo, World Fantasy Award oraz Locus za najlepszą powieść fantasy
1 ... 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58
Перейти на страницу:

— Gwiżdż dalej, Measure — poprosiła.

Gwizdał więc, a ona szyła. Gwizdał, gdy bandażowali nogę. Alvin spał jak niemowlę. Potem wszyscy troje stanęli obok łóżka. Tato bardzo delikatnie położył dłoń na czole chorego.

— Gorączka chyba minęła — oznajmił.

Measure pogwizdywał skocznie, kiedy cała trójka wychodziła cicho z pokoju.

Rozdział 14

Kara

Kiedy wrócił do domu, Elly była słodka jak miód. Otrzepała go ze śniegu, zdjęła kurtkę i nawet nie zapytała, jak to się stało.

Ale to bez znaczenia, czy była dla niego grzeczna. Został skompromitowany przed własną żoną, ponieważ prędzej czy później któreś z dzieci opowie jej o wszystkim. Historia stanie się znana w całej dolinie Wobbish. Historia o tym, jak Armor-of-God Weaver, kupiec z terytoriów zachodnich, przyszły gubernator, został zrzucony w śnieg przez własnego teścia. Będą się z niego śmiali. Na pewno. Nigdy w twarz, bo przecież aż po jezioro Canada nie znajdzie się chyba człowieka, który nie byłby jego dłużnikiem albo nie potrzebował jego map, by ustalić granice swojej posiadłości. A kiedy Wobbish będzie pełnoprawnym stanem, opowiedzą tę historię w każdym punkcie wyborczym. Mogą nawet lubić człowieka, z którego się śmieją, ale nie będą go szanować ani na niego głosować.

Miller zrujnował mu karierę, a żona pochodziła przecież z Millerów. Była ładna jak na kobietę z pogranicza, ale w tej chwili Armor nie dbał o jej urodę. Nie dbał o słodkie noce i spokojne ranki. Nie dbał ojej pracę u swego boku. Myślał tylko o poniżeniu i gniewie.

— Nie dotykaj mnie.

— Musisz zdjąć tę mokrą koszulę. W jaki sposób nasypałeś pod nią śniegu?

— Powiedziałem, żebyś mnie nie dotykała!

Cofnęła się zaskoczona.

— Chciałam tylko…

— Dobrze wiem, co chciałaś. Biedny Armor, trzeba go pogładzić jak dzidziusia, a od razu poczuje się lepiej.

— Możesz się przeziębić na śmierć…

— Powiedz to swojemu tatusiowi! Kiedy wypluję płuca, opowiesz mu, co to znaczy cisnąć człowieka w śnieg!

— Nie! — krzyknęła. — Nie mogę uwierzyć, że tato zrobiłby…

— Widzisz? Nie wierzysz własnemu mężowi.

— Wierzę ci, ale to niepodobne do ojca…

— Nie. To podobne do samego diabła. To właśnie wypełnia cały ten wasz dom. Duch zła! A kiedy ktoś próbuje głosić tam słowo boże, wrzucają go w śnieg!

— Co tam robiłeś?

— Chciałem ratować twojego brata. Teraz już pewnie nie żyje.

— Ty? Chciałeś go ratować?

Może nie chciała, by zabrzmiało to pogardliwie, ale Armor dobrze siedział, o co jej chodzi. O to, że nie ma żadnych tajemnych zdolności w niczym nie może nikomu pomóc. Po tylu latach małżeństwa wciąż pokładała wiarę w magię, dokładnie tak, jak jej rodzina. Nic się nie zmieniła.

— Jesteś taka sama — oświadczył. — Zło tkwi w tobie tak głęboko, że nie mogę go z ciebie wytłumaczyć, nie mogę wymodlić, nie mogę wykochać i nie mogę wykrzyczeć!

Kiedy powiedział „wytłumaczyć”, pchnął ją lekko, by zaakcentować to słowo. Gdy powiedział „wymodlić”, pchnął silniej. Mówiąc „wykochać” ujął ją za ramiona i potrząsnął tak mocno, że rozwiązał się jej kok, a włosy pofrunęły dookoła głowy. A kiedy rzekł „wykrzyczeć”, popchnął ją tak, że potknęła się i upadła.

Zanim jeszcze dotknęła podłogi, ogarnął go wstyd większy niż wtedy, kiedy jej ojciec wyrzucił go na śnieg. Silny mężczyzna budzi we mnie poczucie słabości, więc wracam do domu i biję żonę. Doprawdy, wspaniały ze mnie mąż. Byłem chrześcijaninem, który nigdy nie zranił i nie uderzył żadnego mężczyzny ani kobiety, a teraz własną żonę, ciało z mego ciała, przewracam na podłogę. Tak myślał. Miał zamiar paść przy niej na kolana, płakać jak dziecko i błagać o wybaczenie. I zrobiłby to, ale ona spojrzała na jego twarz wykrzywioną ze wstydu i gniewu, i nie wiedziała, że jest wściekły na siebie. Wiedziała tylko, że ją uderzył, więc zareagowała sposób naturalny dla kogoś wychowanego tak jak ona. Skrzyżowała palce w znak ochronny i wyszeptała jakieś słowo, które miało go nie dopuszczać.

Nie mógł upaść na kolana obok niej. Nie mógł zrobić nawet kroku w jej stronę. Nie mógł choćby pomyśleć o zrobieniu tego kroku. Czar ochronny był tak silny, że Armor zatoczył się, otworzył drzwi i wybiegł w samej koszuli. Dziś spełniły się wszystkie jego lęki. Kariera polityczna legła w gruzach, ale to drobiazg w porównaniu z czymś o wiele gorszym: jego własna żona odprawiała czary pod jego dachem. Użyła magii przeciw niemu, a on nie potrafił się obronić. Była czarownicą. Była czarownicą, a dom był nieczysty.

Marzł. Nie miał kurtki ani nawet kamizelki. Mokra koszula lepiła się do ciała i mroziła aż do kości. Musiał się gdzieś schronić, ale nie mógł znieść myśli o tym, że w takim stanie zapuka do cudzych drzwi. Znał tylko jedno miejsce, gdzie mógłby pójść: na górę, do kościoła. Thrower ma tam drewno, więc będzie ciepło. W kościele może się modlić i próbować zrozumieć, dlaczego Pan mu nie pomógł. Czy nie służyłem Ci, Panie?

Wielebny Thrower otworzył drzwi kościoła i wolno, lękliwie wszedł do wnętrza. Bał się spotkania z Przybyszem. Wiedział, że zawiódł. Wiedział, że sam jest winien swej klęski. Szatan nie powinien mieć takiej władzy, by przepędzić go z tego domu. Wyświęcony kapłan działający w imieniu Pana, wypełniający instrukcje przekazane przez anioła… A Szatan odepchnął go, zanim jeszcze Thrower zrozumiał, co się dzieje.

Zrzucił okrycie. W kościele było gorąco. Ogień w piecu musiał płonąć dłużej, niż się spodziewał. A może dręczyła go gorączka wstydu?

Szatan nie mógł być silniejszy od Pana. A zatem to Thrower był za słaby. To jego wiara okazała się nie dość silna.

Ukląkł przed ołtarzem i wykrzyczał imię Pana.

— Wybacz mi moją niewiarę! — płakał. — Trzymałem nóż, ale Szatan stanął przeciwko mnie i brakło mi sił.

Wyrecytował litanię samoegzorcyzmującą, wymienił wszystkie swoje dzisiejsze klęski. Wreszcie umilkł wyczerpany.

Dopiero kiedy oczy miał czerwone od płaczu, a głos słaby i zachrypnięty, pojął, w którym momencie zachwiała się jego wiara. To było wtedy, kiedy zażądał od Alvina wyznania wiary, a chłopiec kpił z tajemnic boskich. „Jak może siedzieć na szczycie czegoś, co nie ma szczytu?” Thrower uznał pytanie za dowód ignorancji i zepsucia, ale ono przemknęło aż do serca i przebiło jądro wiary. Pewniki, które były podporą życia, rozpadły się nagle pod ciosami pytań niewykształconego dziecka.

— Ukradł mi wiarę — załkał Thrower. — Wszedłem do niego jako sługa boży, a wyszedłem jako człowiek wątpiący.

— Istotnie — potwierdził ktoś za plecami. Thrower znał ten głos. Głos, którego w chwili klęski lękał się i pragnął jednocześnie. Wybacz mi i pociesz mnie, Przybyszu, mój przyjacielu! Ale nie zapomnij też ukarać mnie straszliwym gniewem zazdrosnego Boga.

— Ukarać? — powtórzył Przybysz. — Jak mógłbym karać tak wspaniały okaz człowieczeństwa?

— Nie jestem wspaniały — odparł żałośnie Thrower.

— Trudno nawet nazwać cię człowiekiem — stwierdził Przybysz. — Na czyj obraz zostałeś stworzony? Posłałem cię, żebyś niósł słowo moje do tego domu, a tymczasem to oni prawie cię nawrócili. Jak mam cię teraz nazywać? Heretykiem? Czy tylko sceptykiem? Odpowiedz mi.

— Chrześcijaninem! — zapłakał Thrower. — Wybacz mi i znowu nazwij chrześcijaninem.

1 ... 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)