Ludzie [Humans - pl]
- Автор: Сойер Роберт Джеймс
- Серия: Neandertalska Paralaksa #2
- Год: 2007
- Язык: польский
- Год: Solaris
- ISBN: 978-83-89951-81-6
- Переводчик: Agnieszka Jacewicz
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Ludzie [Humans - pl]». Краткое содержание книги:
W drugim tomie Ponter Boddit doprowadza do ponownego otwarcia portalu między światami. Wraca na Ziemię zamieszkałą przez Homo sapiens i znowu spotyka profesor Mary Vaughan. Podczas pierwszej oficjalnej wizyty delegacji ze świata Neandertalczyków dochodzi do incydentu, który stawia pod znakiem zapytania dalsze kontakty między gatunkami. Na szczęście, udaje się pokonać pierwsze trudności i rozpoczyna się wymiana kulturowa między obiema Ziemiami.
— Tak — powiedziała w końcu bardzo cicho. — Kogo innego spotkała krzywda dlatego, że nic nie zrobiłam.
Zauważyła, że Caldicott się poruszył.
— Mógłbym ci polecić modlitwę lub lekturę Pisma Świętego jako pokutę, ale… — Ksiądz umilkł, najwyraźniej czekając, aż Mary dokończy myśl za niego.
W końcu odważyła się powiedzieć na głos to, co od dawna wiedziała.
— Ale jedynym rozwiązaniem jest pójście na policję i przedstawienie im wszystkiego, co wiem.
— Zdołasz znaleźć w sobie siłę, by to zrobić? — zapytał Caldicott.
— Zamierzałam tak postąpić, ojcze. Ale dowody gwałtu, które miałam… zniknęły.
— Mimo to możesz posiadać informacje, które pomogą policji. Jeśli jednak wolałabyś inną pokutę…
Mary raz jeszcze zamknęła oczy i pokręciła przecząco głową.
— Nie. Nie. Pójdę na policję.
— W takim razie… Bóg, Ojciec miłosierdzia, który pojednał świat ze sobą poprzez śmierć i zmartwychwstanie swojego Syna i zesłał Ducha Świętego na odpuszczenie grzechów… — Mary wytarła oczy, a Caldicott dokończył — …niech ci udzieli przebaczenia i pokoju przez posługę Kościoła. I ja odpuszczam tobie grzechy…
Choć czekało ją trudne zadanie, poczuła, jak opada z niej wielki ciężar.
— …w imię Ojca…
Zamierzała pójść na policję jeszcze dziś. Od razu.
— …i Syna…
Ale nie sama.
— …i Ducha Świętego.
Przeżegnała się.
— Amen.
Rozdział Dwudziesty Ósmy
Ponter siedział w jednej z ławek. Gdy Mary do niego podeszła, ze zdumieniem zauważyła, że na kolanach trzyma otwartą książkę i przerzuca jej strony.
— Ponterze?
Podniósł głowę.
— Jak poszło?
— W porządku.
— Lepiej się teraz czujesz?
— Trochę. Ale muszę jeszcze coś zrobić.
— Wszystko, co tylko będzie trzeba. Pomogę ci, jak tylko potrafię.
Mary przyjrzała się otwartej książce.
— Czytasz Biblię? — spytała zdziwiona.
— Ach, więc dobrze się domyślałem! To jest główny tekst twojej religii.
— Tak. Ale… sądziłam, że nie potrafisz czytać w moim języku.
— Nie potrafię. Hak też jeszcze tego nie umie. Może za to rejestrować obraz każdej strony i kiedy już posiądzie tę umiejętność, będzie mógł przetłumaczyć dla mnie ten tekst.
— Mogę ci załatwić nagranie Biblii, no wiesz, jedno z tych elektronicznych urządzeń, które odczytują słowa, albo taśmy z głosem aktora czytającego treść pisma. James Earl nagrał świetne wersję…
— Nie wiedziałem, że są takie opcje — przyznał Ponter.
— Aja nie miałam pojęcia, że chciałbyś przeczytać Biblię.
Nie sądziłam, że cię to zainteresuje.
— Skoro jest ważna dla ciebie, jest ważna również dla mnie.
Mary się uśmiechnęła.
— Miałam ogromne szczęście, że cię znalazłam.
— Nietrudno dostrzec mnie w tłumie — próbował zażartować Ponter.
Nie przestając się uśmiechać, pokręciła głową.
— Jesteś naprawdę wyjątkowy. — Spojrzała na krucyfiks nad amboną i przeżegnała się jeszcze raz. — Ale chodź już, musimy się zbierać.
— Dokąd teraz? — zapytał.
Mary odetchnęła głęboko.
— Na policję.
— „Skoro jest ważna dla ciebie” — powtórzył Selgan — „jest ważna również dla mnie”.
Ponter spojrzał na rzeźbiarza osobowości.
— Właśnie tak powiedziałem.
— I naprawdę był to jedyny powód, dla którego zajrzałeś do tej książki?
— O co ci chodzi?
— Czy to nie ona zawiera rzekome historyczne relacje, o których wcześniej wspominałeś? Czy to nie w niej znajduje się główny dowód istnienia życia po śmierci?
— Naprawdę nie wiem — odparł Ponter. — Była bardzo obszerna. Niezbyt gruba, ale znaki w niej były bardzo małe, a papier najcieńszy, jaki dotąd widziałem. Tłumaczenie jej zabrałoby sporo czasu.
— A mimo to czułeś potrzebę poznania tej książki?
— Na sali, w której czekałem na Mary, było sporo egzemplarzy. Po jednym przed każdym z miejsc do siedzenia.
— Wysłuchałeś potem wersji audio, tak jak radziła Mary?
Ponter zaprzeczył.
— A zatem wciąż zastanawiasz się, jaki jest ów domniemany dowód?
— Owszem, jestem tego ciekawy.
— Jak bardzo? — spytał Selgan. — Jak ważna jest dla ciebie ta kwestia?
Ponter wzruszył ramionami.
— Wcześniej zarzucałeś mi, że nie mam otwartego umysłu. Ale tak nie jest. Jeżeli w dziwacznym twierdzeniu jest jakaś prawda, chcę ją poznać.
— Dlaczego?
— Z ciekawości.
— Tylko?
— Oczywiście — odparł Ponter. — Tylko.
Dyżurny sierżant zmierzył Pontera wzrokiem od góry do dołu.
— Jeśli któryś z was, neandertalczyków, będzie szukał nowego zajęcia, bardzo przydałaby nam się setka takich w policji — powiedział.
Znajdowali się na 31. posterunku przy Norfinch Drive, zaledwie kilka przecznic od uniwersytetu.
Ponter się uśmiechnął, a Mary zaśmiała się krótko. Policjant był chyba najpotężniejszym przedstawicielem Homo sapiens, jakiego dotąd widziała, ale nie miała wątpliwości, na kogo by postawiła w bezpośrednim starciu.
— Słucham panią, jak mogę pomóc?
— W zeszłym tygodniu na terenie York University doszło do gwałtu — powiedziała Mary. — Pisano o tym w uniwersyteckiej gazecie „Excalibur”, więc domyślam się, że zgłoszono to także tutaj.
— Takimi sprawami zajmuje się detektyw Hobbes — stwierdził policjant, po czym zawołał: — Hej, Johnny, możesz sprawdzić, czy Hobbes jest u siebie?
Ten drugi odkrzyknął, że tak, i kilka chwil później wyszedł do nich ubrany po cywilnemu oficer — mniej więcej trzydziestoletni biały mężczyzna o rudych włosach.
— O co chodzi? — spytał, a gdy zorientował się, kim jest Ponter, dodał: — Jasna cholera!
Ponter uśmiechnął się blado.
— Ta pani chciałaby porozmawiać o gwałcie na uniwersytecie w zeszłym tygodniu.
Hobbes gestem zaprosił ich dalej.
— Tędy proszę.
Mary i Ponter weszli za nim do niewielkiego pokoju przesłuchań, oświetlonego fluorescencyjnymi panelami w suficie.
— Proszę chwilę zaczekać; tylko wezmę akta.
Detektyw wrócił z beżową teczką, którą położył na biurku przed sobą. Usiadł i nagle zrobił okrągłe oczy, tak jakby właśnie coś sobie uzmysłowił.
— Mój Boże — powiedział do Pontera — to nie był chyba pan, prawda? Chryste, będę musiał zawiadomić Ottawę…
— Nie — przerwała mu ostro Mary. — To nie był Ponter.
— Wie pani, kto to był?
— Nie, ale…
— Tak?
— Ja także zostałam zgwałcona na terenie campusu. W pobliżu tego samego budynku.
— Kiedy?
— W piątek, drugiego sierpnia. Około 9: 30 lub 9: 35.