Żelazna rada [Iron Council - pl]
- Автор: Мьевилль Чайна
- Год: 2009
- Язык: польский
- Год: Zysk i S-ka
- ISBN: 978-83-7506-352-3
- Переводчик: Tomasz Bieron
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Żelazna rada [Iron Council - pl]». Краткое содержание книги:
Następnego dnia kilku mężczyzn nie żyje. Patrzą w dach namiotu albo w niebo oczami całkowicie wyzutymi z koloru i z uśmiechem cichej radości.
Pewien starszy człowiek, który już dawno postradał zmysły, od wielu kilometrów wędruje razem z koleją. Siedzi przy robotnikach machających młotami albo dziwkach sprzedających chwile wytchnienia. Stał się czymś w rodzaju maskotki, amuletu. Po wizycie Tkacza stoi nad otworem tunelu i deklamuje gŁosolalicznie, a potem płomiennymi słowy. Mówi, że jest prorokiem pająka. Budowniczowie żelaznej drogi nie wykonują jego rozkazów, ale słuchają go z powściągliwym respektem.
Wędruje pośród wymuszonej bezczynności torowych. Krzyczy na tunelowców, żeby odłożyli oskardy, rozebrali się do naga i pobiegli na północ do nieznanych krain śródlądzia. Krzyczy na nich, żeby kopulowali z pająkami w kurzu. Wszyscy są poowijani nićmi Tkacza. Pozawęźlani w nową konfigurację.
— Widzieliśmy Tkacza — mówi Judasz. — Większości ludzi nie jest to dane. Widzieliśmy Tkacza.
Następnego dnia strajkują kobiety.
— Nie — mówią mężczyznom, którzy przychodzą do ich namiotów i wytrzeszczają oczy ze zdumienia.
Kobiety formują oddziały bojowe, uzbrojone w zaimprowizowane narzędzia walki. Pikieta w łachmanach i halkach.
Zebrało się ich kilkadziesiąt, zdeterminowane i zaskoczone własną zuchwałością. Odsyłają z kwitkiem młotkowych, tunelarzy, żandarmów. Odprawieni gromadzą się w jednym miejscu. Dyskutują. Niektórzy onanizują się za skałami, część po prostu idzie sobie. Wielu zostaje.
Kurz spowija obie grupy, które stoją naprzeciwko siebie. Przychodzą żandarmi, ale nie bardzo wiedzą, co mają robić. Kobiety nie naruszają porządku publicznego, mężczyźni czekają.
— Nie ma walenia bez płacenia! — intonuje Ann-Hari. — Nie ma walenia bez płacenia, nie ma walenia bez płacenia!
— Nie będziemy tego więcej robiły za piękne słowa — mówi Ann-Hari do Judasza. — Odkąd tu przyjechałyśmy i skończyły się Pieniądze, dziewczyny oddają się na kredyt. Naszym, żandarmom, teraz jeszcze tym nowym. A ci od dawna nie mieli kobiety i są bardzo brutalni. Przychodzą i mówią: „Dopisz mi do rachunku, mała”. Strach odmówić, chociaż wiemy, że nigdy nie zobaczymy tych pieniędzy. Cyra straciła oko. Przyszedł jakiś tunelarz i powiedział, żeby dopisała mu do rachunku, ona mu na to, że nie, a on tak jej przypieprzył, że oko pękło. Belladonna ma złamaną rękę. Nie ma walenia bez płacenia, Judaszu. Od teraz chcemy najpierw zobaczyć pieniądze.
Kobiety bronią Rypalnic. Wprowadzają patrole uzbrojone w kije i buty na szpilkach. Tworzy się linia frontu. Wymieniają się przy opiece nad dziećmi. Na pewno są wśród nich takie, którym ta konfrontacja się nie podoba, ale ulegają woli większości. Ann-Hari i inne kobiety ze śmiechem i podkasanymi spódnicami paradują przed mężczyznami. Judasz nie jest jedynym mężczyzną, który sympatyzuje z tymi rozjuszonymi dziwkami. On, Shaun Sullervan, Grubogoleń i paru innych pilnuje, żeby nie doszło do rękoczynów.
— Dajcie spokój, dziewczyny — mówi brygadzista, wcielając się w rolę pośrednika. — O co wam chodzi? Co wam wpadło do głowy? Potrzebujemy was, moje śliczne — dodaje z uśmiechem.
— Nie ustąpimy, John — replikuje Ann-Hari. — Nie damy się więcej nabrać na czcze obietnice. Płaćcie, bo nie będzie walenia.
— Nie mamy pieniędzy, Ann, przecież wiesz o tym, moja słodziutka…
— To nie moja sprawa. Powiedz Wrightby’emu, żeby płacił swoim ludziom, a wtedy…
Kołysze biodrami.
Tego wieczoru grupa mężczyzn na poły żartobliwie, na poły z wściekłością próbuje przerwać kordon, ale kobiety okładają ich kijami i zmuszają do rejterady. Mężczyźni trzymają się za porozbijane głowy i wrzeszczą trochę z bólu, a trochę ze zdziwienia.
— Ty kurwo jebana! — krzyczy jeden z nich. — Rozjebałaś mi głowę, zdziro!
Również następnego dnia kobiety nie ustępują ani na krok i sytuacja traci posmak nowości i absurdu. Mija nastrój rozbawienia. Jeden z mężczyzn wyjmuje fiuta i macha nim w ich stronę.
— Chcecie zapłaty? — wrzeszczy. — To zjedzcie go, wy niemyte, pazerne dziwki!
Części mężczyzn to się nie podoba — zżyli się z tymi dziewczynami, które dzielą z nimi trudy tego przedsięwzięcia — i uciszają go, ale inni go popierają.
— Zapraszamy z pieniędzmi! — wołają kobiety. — Nie wińcie nas, napaleni dranie!
Wygłodzeni mężczyźni organizują drugi atak, tym razem pod wodzą tunelarzy. Pałają gwałcicielską żądzą zemsty. Coś jednak krzyżuje im szyki: prze-tworzone kobiety, które wysłano do prania ubrań w pobliżu namiotów Rypalnic, wszczynają alarm. Mężczyźni błyskawicznie do nich przyskakują i próbują uciszyć, ale jest już za późno. Przybiega szwadron prostytutek.
Mężczyźni zostają podźgani, jedna z kobiet ma rozbitą twarz. Po odparciu intruzów prostytutki znajdują jedną z prze-tworzonych kobiet nieprzytomną i krwawiącą. Po chwili wahania zanoszą ją do swojego namiotu, żeby opatrzyć jej głowę.
Rano strajkują tunelarze. Zbierają się koło wylotu tunelu. Brygadziści biegną z nimi negocjować. Tunelarze mają swojego rzecznika: chudego geotaumaturga z dłońmi bazaltowo czarnymi od kamieni, które rozmiękcza za pomocą swoich nikłych mocy.
— Wrócimy do pracy, jak dziewczyny znowu nas wpuszczą — mówi i jego koledzy się śmieją. — Mamy swoje potrzeby.
Prostytutki, a teraz tunelarze przedstawili swoje postulaty. Niwelatorzy nie chcą pracować, a torowi nie mogą, siedzą na słońcu i grają w kości albo się biją. Stosunki w obozie stają się brutalne. Wieczny pociąg stoi w miejscu. Żandarmi naradzają się z brygadzistami. Pada deszcz, ale jest ciepły i nie przynosi ochłody.
— Kopulujcie z pająkami — głosi starzec. — Nadszedł czas zmian.
Sytuacja staje się patowa. Tylko most jest budowany. Wieczorami, kiedy zajmujące się tym brygady kończą pracę, przechodzą na drugą stronę kanionu do siostrzanego obozu, żeby obejrzeć to kuriozalne widowisko. Przychodzą hotchi w strojach z kolców, małpy wyszkolone i wytresowane metodą prze-tworzenia, prze-tworzeni z małpiatkowatymi ciałami. Przychodzą jako strajkowi turyści, po kolei odwiedzają kolejne grupy.
Dziennikarze, którzy wykorzystują każdą okazję, żeby wysłać artykuły do crobuzońskiej redakcji, nagle mają o czym pisać. Jeden z nich heliotypuje pełniące straż kobiety.
— Nie wiem, jak to sformułować — mówi do Judasza. — „Dysputa” chce być poważną gazetą i nie pozwala mi pisać o dziwkach.
— Zrób jak najwięcej zdjęć — radzi mu Judasz. — To jest historyczne wydarzenie, które powinieneś udokumentować.
Zauważa, że przemawia przez niego robak dobroci. Na moment traci dech, kiedy uświadamia sobie, że słyszy jego głos.
— Wszyscy jesteśmy dziećmi pająków — mówi sędziwy prorok.
Na skałach pojawiają się ręcznie napisane egzemplarze „RR”.
To nie są trzy strajki ani dwa i pół strajku. To jest jeden strajk przeciwko wspólnemu wrogowi, z jednym celem. Kobiety nie są naszymi przeciwniczkami. Nie wolno nam mieć do nich pretensji. Mówią nam: „Nie ma walenia bez płacenia” i to może być również nasze hasło. Ani razu nie walniemy młotem, dopóki nie otrzymamy obiecanych pieniędzy. One tak mówią i my też tak powiedzmy: „Nie ma walenia bez płacenia”.