Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Najczarniejszy strach
Najczarniejszy strach - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Najczarniejszy strach

Электронная книга - «Najczarniejszy strach». Краткое содержание книги:

Coben to wsp??czesny mistrz thrillera, kt?rego przyr?wnuje si? zarowno do Agaty Christie, jak Roberta Ludluma. Precyzyjnie skonstruowana intryga, mistrzowsko stopniowane napi?cie, fa?szywe tropy prowadz?ce donik?d, pozornie niemo?liwe do wyja?nienia zagadki pojawiaj?ce si? niemal na ka?dej stronie, zaskakuj?ce zako?czenie, kt?rego nie domy?li si? nawet najbardziej przenikliwy czytelnik, to podstawowe cechy jego pisarskiego stylu. A? w o?miu powie?ciach pojawia si? ulubiony literacki bohater Cobena, Myron Bolitar, by?y pracownik FBI, agent sportowy i detektyw-amator w jednej osobie, kt?ry nieustannie wpl?tuje si? w kryminalne k?opoty. Na Myrona jak grom spada wiadomo??, ?e ma nie?lubnego syna, kt?rego istnienia nawet nie podejrzewa?. Co wi?cej, Jeremy choruje na rzadk? odmian? bia?aczki – by go uratowa?, konieczny jest przeszczep szpiku kostnego. Niestety, jedyny zarejestrowany dawca, niejaki Taylor, przepad? bez ?ladu. Myron ustala jego prawdziwe nazwisko – Lex. Ale Lex jest nieuchwytny, a podaj?cy si? za niego cz?owiek przez telefon ka?e mu po?egna? si? z ch?opcem. Powtarza przy tym maniakalnie siej ziarno. Siej Ziarno to przydomek seryjnego porywacza i mordercy opisanego w serii artyku??w przez Stana Gobbsa – dziennikarza, kt?rego media i FBI oskar?y?y o fabrykowanie informacji. S? na to niepodwa?alne dowody. Czy rzekomy zab?jca i dawca to jedna i ta sama osoba…
1 ... 49 50 51 52 53 54 55 56 57 ... 66
Перейти на страницу:

Stan Gibbs spojrzał, ale nie zmienił miny.

– Dość chowania się za konstytucję, Stan. Ważniejsze jest życie dziecka.

– Chodzi też o mojego ojca.

– Który porwał trzynastolatka!

Gibbs podniósł wzrok.

– A pan co by zrobił?

– Z czym?

– Wydałby pan własnego ojca? Bez wahania?

– Gdyby porywał dzieci? Oczywiście.

– Myśli pan, że to łatwe?

– A kto mówi, że łatwe?

Stan Gibbs znowu skrył twarz w dłoniach.

– Jest chory i potrzebuje pomocy – powiedział.

– Tak jak i ten niewinny chłopiec.

– I co z tego?

Myron spojrzał na niego bacznie.

– Może to zabrzmi bezdusznie, ale ja nie znam tego chłopca. Nie jestem z nim związany. Za to ze swoim ojcem tak. I to się tutaj liczy. Dowiaduje się pan, powiedzmy, o katastrofie samolotu, w której zginęło dwieście osób. I co pan robi? Wzdycha i żyje dalej, dziękując Bogu, że nie leciał nim nikt z pana bliskich. Prawda?

– Do czego pan zmierza?

– A dzieje się tak dlatego, bo nie zna pan pasażerów tego samolotu. Podobnie jak ja tego chłopca. Nie przejmujemy się osobami, których nie znamy. Po prostu się dla nas nie liczą.

– Proszę mówić za siebie.

– Jest pan w bliskich stosunkach z ojcem?

– Tak.

– Więc niech mi pan odpowie, najszczerzej jak potrafi, czy poświęciłby pan jego życie, żeby ocalić tych dwustu? Proszę się zastanowić. Gdyby zstąpił do pana Bóg i powiedział: „Dobrze, ten samolot się nie rozbije. Wszyscy ci ludzie dolecą bezpiecznie. Ale zamiast nich umrze twój ojciec”. Zgodziłby się pan na taką wymianę?

– Nie będę się bawił w Boga.

– A żąda pan tego ode mnie. Jeżeli wydam ojca, zabiją go. Wstrzykną mu śmiertelny zastrzyk. Czyż to nie jest wchodzenie w rolę Boga? Dlatego pytam pana. Czy wymieniłby pan życie tych dwustu na życie pańskiego ojca?

– Nie mamy czasu…

– Wymieniłby pan?

– Owszem, Stan, wymieniłbym, gdyby to mój ojciec zestrzelił ten samolot.

– A gdyby był bez winy? Gdyby był chory albo obłąkany?

– Stan, nie mamy czasu.

Twarz Gibbsa jakby zwiotczała. Zamknął oczy.

– Porwano chłopca – dodał Myron. – Nie możemy dopuścić, żeby zginął.

– A jeżeli już nie żyje?

– Tego nie wiem.

– Wtedy zechce pan zabić mojego ojca.

– Nie przyłożę do tego ręki.

Gibbs wziął głęboki oddech i spojrzał na Grega Downinga. Greg przeszył go wzrokiem.

– Dobrze. Ale pojedziemy sami.

– Sami?

– Tylko pan i ja.

– Czy pani oszalała?! – spytała z wściekłością Kimberly Green.

Znów siedzieli w środku, przy stole z laminatu: Kimberly Green, Rick Peck i dwóch anonimowych agentów federalnych w identycznych zgarbionych pozach, Clara Steinberg z klientem, a Greg obok Myrona. Porwanie Jeremy’ego wyssało z jego twarzy całą krew. Skórę na rękach miał dziwnie wysuszoną i pomarszczoną, a oczy nienaturalnie nieruchome. Myron dotknął jego ramienia. Greg nie zareagował.

– Chce pani, żeby mój klient z wami współpracował? – spytała Clara.

– Mam wypuścić głównego podejrzanego?

– Nie ucieknę – zapewnił Gibbs.

– A kto mi to zagwarantuje?! – odparła Kimberly.

– Inaczej się nie uda – rzekł błagalnie. – Jeżeli wpadniecie tam, waląc z pistoletów, komuś stanie się krzywda.

– Jesteśmy zawodowcami! – oburzyła się. – Nie wpadamy, waląc z pistoletów!

– Mój ojciec jest niezrównoważony. Jeżeli zobaczy taką chmarę policjantów, ręczę, że poleje się krew.

– Wcale nie musi. To zależy od niego.

– Otóż to. Nie narażę jego życia. Wypuścicie nas i nie pojedziecie za nami. Namówię go, żeby wam się poddał. Cały czas będzie ze mną Myron. Z bronią i komórką.

– Jedźmy. Marnujemy czas – ponaglił Myron.

Kimberly Green przygryzła dolną wargę.

– Nie mam pozwolenia…

– E tam – przerwała jej Clara Steinberg.

– Słucham?

– Posłuchaj, panienko. – Clara wymierzyła w agentkę mięsisty palec. – Pan Gibbs nie jest aresztowany, tak?

– Tak – odparła z wahaniem Green.

Clara obróciła się w stronę Stana Gibbsa i Myrona i odprawiła ich machnięciem dłoni.

– No, to sio, poszli, żegnam. Gadamy bez sensu. Uciekajcie. Sio!

Gibbs i Myron wolno wstali.

– Sio!

– Jeżeli zobaczę ogon, rezygnuję – zapowiedział Gibbs, patrząc na Kimberly. – Zrozumiała pani?

Przetrawiła to w milczeniu.

– Śledzicie mnie od trzech tygodni. Dobrze wiem, jak to wygląda.

– Nie będzie pana śledziła – przemówił Greg Downing i ponownie wpatrzył się w oczy Gibbsa. Wstał. – Pojadę z wami. To mnie najbardziej zależy na tym, żeby pański ojciec nie zginął.

– Dlaczego?

– Jego szpik może uratować życie mojemu synowi. Jeżeli pański ojciec umrze, to umrze również mój syn. A jeśli Jeremy’emu coś się stało… chcę tam być.

Gibbs długo się nie zastanawiał.

– Pośpieszmy się – powiedział.

35

Prowadził Gibbs. Greg siedział z przodu na fotelu pasażera, Myron z tyłu.

– Dokąd jedziemy? – spytał Myron.

– Do Bernardsville, w powiecie Morris.

Myron znał to miasteczko.

– Trzy lata temu umarła moja babka – wyjaśnił Gibbs. – Jeszcze nie sprzedaliśmy jej domu. Ojciec czasem w nim mieszka.

– A gdzie poza tym?

– W Waterbury, w Connecticut.

Greg spojrzał na Myrona. Starzec w blond peruce. Skojarzyli to sobie jednocześnie.

– Używa nazwiska Mostoni?

Gibbs skinął głową.

– Najczęściej. Prawdziwy Nathan Mostoni też jest pacjentem z Pine Hills. Tak właśnie nazywamy to ekskluzywne wariatkowo. To Mostoni wpadł na pomysł wykorzystania tożsamości osób skazanych na dożywotni pobyt w zakładzie, głównie do robienia przekrętów. Ojciec się z nim zaprzyjaźnił. Kiedy Nathan popadł w kompletny obłęd, ojciec przejął jego tożsamość.

Greg pokręcił głową i zacisnął dłonie w pięści.

– Powinien pan wydać drania! – powiedział.

– Kocha pan syna, panie Downing?

Greg posłał Gibbsowi spojrzenie, które przebiłoby tytan.

– A co ma piernik do wiatraka?! – spytał.

– Chciałby pan, żeby pański syn wydał kiedyś pana władzom?

– Niech pan mi nie wciska kitu. Gdybym był obłąkanym psychopatycznym maniakiem, to mój syn powinien wydać mnie władzom. A najlepiej strzelić mi w łeb. Skoro wiedział pan, że ojciec jest nienormalny, to przynajmniej powinien był pan zapewnić mu opiekę.

– Próbowaliśmy – odparł Gibbs. – Prawie całe dorosłe życie spędził w zakładach. Nic to nie pomogło. W końcu uciekł. Zadzwonił do mnie po ośmiu latach. Wyobrażacie sobie? Nie widziałem go osiem lat. A tu raptem dzwoni i mówi, że chciałby porozmawiać ze mną jako z reporterem. Jasno zaznaczył: z reporterem! Nie mogłem ujawnić źródła bez względu na to, co mi powie. Zmusił mnie, żebym to przyrzekł. W głowie miałem zupełny mętlik. Ale zgodziłem się. I wtedy opowiedział mi swoją historię. O wszystkim, co zrobił. Dusiłem się. Chciałem ze sobą skończyć. Chciałem umrzeć.

1 ... 49 50 51 52 53 54 55 56 57 ... 66
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)