Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Najczarniejszy strach
Najczarniejszy strach - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Najczarniejszy strach

Электронная книга - «Najczarniejszy strach». Краткое содержание книги:

Coben to wsp??czesny mistrz thrillera, kt?rego przyr?wnuje si? zarowno do Agaty Christie, jak Roberta Ludluma. Precyzyjnie skonstruowana intryga, mistrzowsko stopniowane napi?cie, fa?szywe tropy prowadz?ce donik?d, pozornie niemo?liwe do wyja?nienia zagadki pojawiaj?ce si? niemal na ka?dej stronie, zaskakuj?ce zako?czenie, kt?rego nie domy?li si? nawet najbardziej przenikliwy czytelnik, to podstawowe cechy jego pisarskiego stylu. A? w o?miu powie?ciach pojawia si? ulubiony literacki bohater Cobena, Myron Bolitar, by?y pracownik FBI, agent sportowy i detektyw-amator w jednej osobie, kt?ry nieustannie wpl?tuje si? w kryminalne k?opoty. Na Myrona jak grom spada wiadomo??, ?e ma nie?lubnego syna, kt?rego istnienia nawet nie podejrzewa?. Co wi?cej, Jeremy choruje na rzadk? odmian? bia?aczki – by go uratowa?, konieczny jest przeszczep szpiku kostnego. Niestety, jedyny zarejestrowany dawca, niejaki Taylor, przepad? bez ?ladu. Myron ustala jego prawdziwe nazwisko – Lex. Ale Lex jest nieuchwytny, a podaj?cy si? za niego cz?owiek przez telefon ka?e mu po?egna? si? z ch?opcem. Powtarza przy tym maniakalnie siej ziarno. Siej Ziarno to przydomek seryjnego porywacza i mordercy opisanego w serii artyku??w przez Stana Gobbsa – dziennikarza, kt?rego media i FBI oskar?y?y o fabrykowanie informacji. S? na to niepodwa?alne dowody. Czy rzekomy zab?jca i dawca to jedna i ta sama osoba…
1 ... 47 48 49 50 51 52 53 54 55 ... 66
Перейти на страницу:

Na końcu korytarza Susan Lex zatrzymała się, wzięła głęboki oddech i spojrzała na Myrona.

– Gotów pan?

Skinął głową.

Otworzyła drzwi i weszła. Myron za nią. W pokoju dominowało ogromne zabytkowe łoże z baldachimem, w stylu mebli z rezydencji Jeffersona Monticello. Ściany w kolorze ciepłej zieleni miały drewniane wykończenie. Na soczyście szkarłatnym perskim dywanie stała wiktoriańska kanapa barwy burgunda, z sufitu zwieszał się mały kryształowy kandelabr, a z głośników dobywał odrobinę za głośno nastawiony koncert skrzypcowy Mozarta. W kącie siedziała kobieta, która czytała książkę. Także ona, widząc, kto wszedł, zerwała się na równe nogi.

– W porządku – powiedziała Susan Lex. – Może nas pani na chwilę opuścić?

– Tak, proszę pani. Gdyby pani czegoś sobie życzyła…

– Zadzwonię, dziękuję.

Kobieta wykonała ni to dyg, ni skłon i pośpiesznie wyszła. Myron spojrzał na mężczyznę na łożu. Podobieństwo do obrazu stworzonego w komputerze było niesamowite, prawie doskonałe. Nawet martwe oczy wyglądały tak samo. Podszedł bliżej. Dennis Lex powiódł za nim oczami, martwymi i pustymi jak okna domu, w którym nikt nie mieszka.

– Panie Lex?

Dennis Lex tylko na niego patrzył.

– Nie mówi – wyjaśniła Susan Lex.

Myron obrócił się w jej stronę.

– Nie rozumiem – powiedział.

– Miał pan rację. To szpital. Coś w rodzaju szpitala. W innych czasach nazwano by go pewnie prywatnym sanatorium.

– Pani brat jest tu długo?

– Od trzydziestu lat – odparła. Podeszła do łóżka i po raz pierwszy spojrzała na brata. – W takich właśnie miejscach, panie Bolitar, bogaci ukrywają przykre tajemnice. – Pogłaskała policzek leżącego. Dennis Lex nie zareagował. – Jesteśmy zbyt kulturalni, żeby nie zapewnić naszym bliskim najlepszej opieki. Bardzo to humanitarne i praktyczne, nieprawdaż?

Myron czekał na dalszy ciąg. Susan Lex wciąż głaskała policzek brata. Nie udało mu się zobaczyć jej twarzy, bo głowę miała odwróconą i opuszczoną.

– Jak tutaj trafił? – spytał.

– Postrzeliłam go.

Myron otworzył usta, zamknął je i szybko policzył.

– Ależ pani była wtedy dzieckiem – powiedział.

– Miałam czternaście lat. Bronwyn sześć. – Przestała gładzić policzek brata. – Banalna historia. Słyszał ją pan tysiąc razy. Bawiliśmy się naładowaną bronią. Bronwyn chciał ją potrzymać, odmówiłam, sięgnął po nią i wypaliła. – Powiedziała to jednym tchem, wpatrując się w Dennisa i znów gładząc jego policzek. – Oto rezultat.

Myron spojrzał w nieruchome oczy leżącego.

– Od tamtej pory przebywa tutaj?

Skinęła głową.

– Jakiś czas czekałam na jego śmierć w przekonaniu, że uznają mnie za morderczynię.

– Była pani dzieckiem. To był wypadek.

Spojrzała na niego i uśmiechnęła się.

– Dziękuję, wiele dla mnie znaczy, że właśnie pan to mówi.

Myron nic nie powiedział.

– Nieważne. Tata się z tym uporał. Załatwił bratu najlepszą opiekę. Był bardzo skrytą osobą. Broń należała do niego. Zostawił ją w miejscu dostępnym dla dzieci. Jego sława i majątek rosły. W owym czasie przejawiał ambicje polityczne. Krótko mówiąc, chciał się pozbyć problemu.

– I pozbył się.

Pokiwała głową.

– Tak.

– A co z pani matką?

– O co pan pyta?

– Jak na to zareagowała?

– Matka nie cierpiała rzeczy przykrych, panie Bolitar. Po tym wypadku nie zobaczyła więcej syna.

Dennis Lex wydał z siebie dźwięk, gardłowy chrobot, niepodobny do ludzkiego głosu. Susan uciszyła go delikatnie.

– Czy pani i Bronwynowi udzielono pomocy? – spytał Myron.

Uniosła brew.

– Pomocy?

– Czy ktoś się wami zajął? Pomógł dojść do siebie?

Susan Lex zrobiła minę.

– Niech pan nie żartuje – powiedziała.

Myron stał z wirującą pustką w głowie.

– A więc poznał pan prawdę, panie Bolitar.

– Tak sądzę.

– To znaczy?

– Ciekaw jestem, po co mi to pani powiedziała. Wystarczyło pokazać mi brata.

– Bo pan nic nie powie.

– Skąd ta pewność?

Uśmiechnęła się.

– Kto postrzelił własnego brata, ten z łatwością zastrzeli obcego.

– Sama pani w to nie wierzy.

– Na to wygląda. – Susan Lex stanęła twarzą do niego. – Rzecz w tym, że niewiele może pan powiedzieć. Sam pan stwierdził, że oboje mamy powody do milczenia. Aresztują pana za porwanie i Bóg wie co jeszcze. A dowodów mojego przestępstwa, jeśli w ogóle je popełniłam, nie ma. Jest pan w gorszej sytuacji niż ja.

Myronowi wciąż wirowało w głowie. Jej historia mogła być prawdziwa albo opowiedziała mu ją, żeby wzbudzić współczucie, zapobiec szkodom. Tak czy siak, wyczuwał w jej słowach prawdę. Może powody jej szczerości były prostsze. Może po tylu latach zapragnęła komuś się zwierzyć. Nieważne. Niczego nie osiągnął. Szukając Dennisa Leksa, zabrnął w ślepą uliczkę.

Wyjrzał przez okno. Słońce zaczęło się chylić ku zachodowi. Sprawdził godzinę. Jeremy’ego nie było od pięciu godzin – pięciu godzin spędzonych z szaleńcem – a jego najlepszym i jedynym tropem był człowiek z uszkodzonym mózgiem, leżący w szpitalnym pokoju.

Wciąż mocno świecące słońce kąpało rozległy ogród w bieli. Patrząc na labirynt z krzewów, Myron dostrzegł przy fontannie grupę pacjentów w wózkach. Nogi mieli przykryte pledami. Błogi widok. Promienie odbijały się od wody w sadzawce z posągiem pośrodku…

Zaraz… Posąg!

Poczuł, jak krew w jego żyłach zmienia się w kryształki. Przysłonił oczy dłonią i, mrużąc je, spojrzał jeszcze raz.

– Chryste! – powiedział.

A potem puścił się biegiem do schodów.

34

Kimberly Green zadzwoniła na jego komórkę w chwili, kiedy helikopter Susan Lex zaczął opuszczać się na szpitalne lądowisko.

– Złapaliśmy Stana Gibbsa – poinformowała. – Ale chłopca z nim nie było.

– Bo to nie on jest porywaczem.

– Czyżby wiedział pan o czymś, o czym nie wiem?

Myron zignorował pytanie.

– Czy Stan coś wam powiedział? – spytał.

– Nie. Zażądał wezwania adwokata. Oświadczył, że będzie rozmawiał tylko z panem. Z panem, Myron! Dlaczego mnie to specjalnie nie dziwi?

Nawet gdyby jej odpowiedział, to odpowiedź i tak zagłuszyłby huk wirnika. Cofnął się kilka kroków. Helikopter usiadł. Pilot wystawił głowę z kabiny i przywołał go gestem.

– Właśnie wylatuję – krzyknął Myron do słuchawki. Wyłączył komórkę i obrócił się twarzą do Susan Lex. – Dziękuję.

Skinęła głową.

Schylił się i podbiegł do helikoptera. Kiedy wzbili się w powietrze, spojrzał w dół. Susan Lex stała z zadartą głową, wpatrując się w niego. Pomachał jej. A ona jemu.

1 ... 47 48 49 50 51 52 53 54 55 ... 66
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)