Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Senni zwycięzcy - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Senni zwycięzcy

Электронная книга - «Senni zwycięzcy». Краткое содержание книги:

Jedna z najbardziej znanych powieści polskiej fantastyki przed rokiem 1989, zaliczana do nurtu fantastyki socjologicznej.
„Powieść napisana jest potoczyście. Oramus ze swobodą, używając technicznych montażowych sztuczek, pokazuje nam splatające się ze sobą losy kilkudziesięciu postaci, ani razu nie tracąc kontroli nad skomplikowaną powieściową maszynerią. A oglądamy tu nie tylko przygody i zmagania ludzi lecz również ich swobodnie lewitujących i zwalczających się jaźni. Świat opisany przez Oramusa jest zły, posępny, ludzie w nim częstokroć czynią sobie wyrozumowane łajdactwa, rządzi tym światem intryga i manipulacja, lecz mimo to, nawet w tej klatce na szczury spotykamy co jakiś czas arystokratów ducha zdolnych do miłości, wielkoduszności, wreszcie — do wstydu.”
1 ... 49 50 51 52 53 54 55 56 57 ... 66
Перейти на страницу:

Pasjonował się odkrywaniem coraz to innych możliwości swego nowego stanu. Odkrył, że potrafi regulować szybkość i kierunek przemieszczania. Zupełnie przypadkowo, stojąc przez dłuższą chwilę w jednym miejscu zorientował się, że jego obecność deformuje upływ czasu. Wielki cyfrowy wskaźnik na jednej ze ścian najpierw wskazywał 16.37, potem nagle przeskoczył o cztery i pół godziny, a wreszcie cofnął się prawie o dobę. Odpowiednio do tego zmieniało się oświetlenie, ilość ludzi, ich stroje, treść rozmów.

Prosto stamtąd ruszył w górę, a właściwie przed siebie, gdyż pojęcia takie, jak góra, dół — przestały obowiązywać. Płynąc bądź korytarzem, bądź na przełaj, w poprzek kabin, bawił się czasem, przez co rozgrywające się przed nim sceny znienacka ustępowały miejsca innym. Kabina wypełniona ludźmi błyskawicznie wyludniała się, zaś ta, w której przed momentem jeszcze nikogo nie było, wypełniała się obecnością kobiety i mężczyzny dyszących w miłosnym zwarciu. Zabawa nie sprawiała Dooganowi żadnej radości; oddawał się jej prawie bezmyślnie, jak dziecko, które znalazłszy nowy przedmiot w kółko uruchamia go i wyłącza, ponieważ tylko w ten sposób potrafi się nim posługiwać.

Nie miał pojęcia, jak długo trwa jego eskapada, jaki ma cel i w jaki sposób do miej doszło. To było bez znaczenia. Kim był właściwie — teraz? Czy pozostał zdolny do sformułowania autodiagnozy w rodzaju “Myślę — więc jestem”? Czy w ogóle istniał? Całkiem przecież możliwe, że forma życia, jaką został obdarzony, dla świata przeraźliwie konkretnej fizyczności oznaczała po prostu niebyt. Ale i te wszystkie ważne pytania nie obchodziły go nic a nic. Znał na nie odpowiedź w tym sensie, że gdyby tylko zapragnął, potrafiłby ją natychmiast wydobyć — skąd? Uświadomił sobie, że na ten temat otaczającego świata dysponuje kompletem informacji, wie o każdym człowieku i o każdym przedmiocie, o ich losach w dowolnej chwili. Zapragnął się o tym przekonać; pomyślał o papierosie w ręku pewnej damy, stopniowo zamienianym w popici. W mgnieniu oka zawisł w chmurze dymu przed twarzą kobiety i przez prawie dwa zaciągnięcia przyglądał się, jak pali. Przez ten czas dowiedział się o papierosie wszystkiego — a równocześnie jakby mimochodem o samej kobiecie i przedmiotach, które ją otaczały. Potrafiłby powiedzieć, z ilu kawałeczków sztucznego tytoniu składa się zawartość papierosa, wymienić pierwiastki wchodzące w skład bibułki, ich udział z dowolną dokładnością i w dowolnej chwili — i tak dalej. Kompletnie go to nie bawiło. Zajrzał w puste oczy kobiety, przeniknął na drugą strome.

Najbardziej zainteresowało go krzesło, na którym siedziała. Właśnie krzesło. Nie fotel, nie mini-instar a krzesło. Ktoś, kto je zrobił, żył bardzo dawno temu. Doogan zapragnął dowiedzieć się o nim więcej — lecz nie potrafił. W opinii siedzącej przed nim kobiety, ciągle bezmyślnie wciągającej kłęby dymu, mógłby uchodzić za Boga, ale jego wszechmoc i wszechwiedza — wkrótce to sprawdzi — ograniczały się jedynie do czasoprzestrzennego kontinuum “Dziesięciornicy”.

Na następne ograniczenie natrafił próbując sforsować jedną ze ścian, wyłożoną po drugiej stronie nie znanym i nie spotykanym dotąd materiałem. “Uderzając” w wykładzinę, jakby rozpłaszczał się na niej, rozpraszał, częściowo w nią wnikał — tracił wtedy kontakt z rzeczywistością i odzyskiwał go dopiero po pewnym czasie, oddalony o kilka metrów od bariery.

Okrążył całą powierzchnię i przekonał się, że wykładzina tworzy układ zamknięty, do którego wtargnięcie jest niemożliwe. Do wnętrza prowadziło tylko jedno wejście, bardzo dokładnie przylegające do krawędzi otworu i pokryte od wewnątrz tym samym rodzajem materiału, choć o innej nieco strukturze. Postanowił poczekać na właściciela, ale oczekiwanie przedłużało się. Doogan wykonał “pstryknięcie” czasowe. W kierunku pomieszczenia o dziwnych ścianach zbliżali się korytarzem dwaj mężczyźni.

— Zostaniesz tutaj — powiedział jeden z nich. — Jeżeli główka indykatora zapłonie, przetniesz błonę wiązką z pistoletu i wpadniesz do środka. W porządku?

Drugi mężczyzna, młody chłopak, kiwnął głową.

Wyciągnęli pistolety i pierwszy z mężczyzn otworzył wejście. Minął je; otwór zasklepił się natychmiast, ale Doogan i tak zdołał przecisnąć się do środka. Było ciemno, a mężczyzna, który wszedł, z jakichś powodów wolał nie zapalać oświetlaczy. Doogan czuł się w pomieszczeniu źle — jak w klatce. Ulotniła się — nie wiadomo gdzie — jego wszechmoc i wszechwiedza. Po raz pierwszy doświadczył ograniczenia dotychczasowej swobody w sposób tak ewidentny — to zmuszało do rewizji niektórych poprzednich ustaleń, nakazywało ostrożność i poważniejsze traktowanie świata “fizyczności”.

Stąpając po miękkim dywanie mężczyzna z pistoletem w dłoni zbliżył się bezszelestnie do stolika, na którym stała pusta butelka z wzorzystą etykietką i trzy nie wymyte kieliszki. Za biurkiem spał inny mężczyzna; na jego widok facet z pistoletem uśmiechnął się krzywo. Pomieszczenie rozświetliło się.

Śpiący otworzył oczy, w których nie było śladu senności. Przez parę sekund mężczyźni przyglądali się sobie spokojnie.

— Witam — powiedział wreszcie ten, który wszedł. — Długo pan na mnie czekał.

Na rzeczy przyjemne zawsze czeka się długo — odparł Boskersq. — Ale właściwie dlaczego celuje pan we mnie z pistoletu?

— Dla pewności. Ma pan coś przeciwko temu?

— Nie, skądże. Zawsze ceniłem pański sposób żartowania. Taraday przełknął ślinę.

— Nie wykonał pan rozkazu.

Niespodziewanie Doogan przypomniał sobie kompletnie informacje na temat Taradaya, choć nikt przedtem mu ich nie przekazywał. Mimo iż miały one związek z cielistą formą, którą niedawno opuścił, wcale go nie obeszły. Starając się dowiedzieć w analogiczny sposób, kim jest mężczyzna zza biurka, Doogan natrafił na kolejną barierę niemożności.

— Nie wykonałem — przyznał Boskersq — ponieważ wyniknęły nadzwyczajne okoliczności.

— Jakie?

— Najpierw schowa pan pistolet. Doznaję sprzecznych uczuć widząc ten śmiercionośny przyrząd wycelowany prosto w moją głowę.

Taraday zastanowił się, schował pistolet. Boskersq stanął obok biurka; palcami prawej ręki wspierał się lekko o blat.

— Jestem Dwukolorowym — powiedział. — Czy to coś panu wyjaśnia?

W odpowiedzi Taraday próbował się uśmiechnąć, ale było to zbyt ciężkie zadanie. Jego ręka niemal bezwolnie zaczęła pełznąć w kierunku kabury.

— Banowski miał rację, trzeba było go słuchać. Niech pan da spokój — pokazał na kaburę i ręka Taradaya zatrzymała się momentalnie. — Po prostu pan nie zdąży… wcześniej pan umrze, nim zdąży wystrzelić. Pogadajmy lepiej z pięć minutek. Tak lubiłem rozmowy z panem.

1 ... 49 50 51 52 53 54 55 56 57 ... 66
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)