Fiołki Są Niebieskie
- Автор: Паттерсон Джеймс
- Язык: польский
- Жанр: Триллеры
Электронная книга - «Fiołki Są Niebieskie». Краткое содержание книги:
Już wie, że za jej śmierć odpowiedzialny jest jego zaprzysięgły wróg, nieuchwytny psychopata, nazywający siebie Supermózgiem, który ma sumieniu wiele zbrodni.
Prowadzone od dłuższego czasu śledztwo nie przyniosło dotąd rezultatów. Można przypuszczać, że ktoś celowo blokuje pracę policji…
Pomyślałem sobie, że warto rozpracować taki teoretyczny model trójkąta rodzinnego, z udziałem moim i Kyle’a.
Krok do przodu.
Przynajmniej jak dotąd.
Gdyby próbował zabić rodziców albo brata, to natychmiast wpadłby w nasze ręce. Byli w Charlotte pod czujną opieką agentów FBI.
Kyle na pewno o tym wiedział. Nie był głupi – tylko perfidny i okrutny.
Krok do przodu.
To chyba – w moim rozumieniu – stanowiło właściwy klucz do świata jego wyobraźni. Nie wykonywał oczywistych ruchów. Zawsze był jeden, a czasem dwa ruchy przed tobą. Jak mu się to udawało? Co zrobi teraz, w trudnej sytuacji? Nie umiałem wyzbyć się podejrzeń, że ktoś musiał mu pomagać. Może miał wspólnika nawet w FBI?
W końcu zasnąłem ze zmęczenia. Obudził mnie telefon stojący w sypialni. Była trzecia w nocy. A żeby go szlag trafił. Czy ten bydlak nigdy nie sypia?
Podniosłem słuchawkę, nacisnąłem widełki i wyciągnąłem wtyczkę ze ściany.
Pieprz się, Kyle. Dość tych pogaduszek.
Od dzisiaj to moja gra. Teraz ja ustalam zasady.
Rozdział 107
Rankiem wypiłem morze czarnej kawy i pomyślałem o naszej ostatniej wspólnej sprawie – o Danielu i Charlesie, Westinie i braciach Alexander. Jakie to miało znaczenie w świecie marzeń Kyle’a? Zostaliśmy wplątani w makabryczną historię. Wciągnął mnie w to, a potem próbował kontrolować. Wykorzystywał śledztwo do rozgrywki ze mną. Ciekawe, czy to właśnie wtedy nastąpił początek końca?
Próbowałem poskładać fragmenty układanki z psychologicznego punktu widzenia. Być może reszta sama wyjdzie. Właśnie – być może. Z Kyle’em nigdy nic nie wiadomo. Kiedy widział wyraźny schemat, to starał się go przełamać. Jeśli zrozumiał, co się z nim dzieje, mógł to obrócić na swoją korzyść.
Koło południa zadzwoniłem do jego starszego brata, Martina, radiologa, mieszkającego na obrzeżach Charlotte. Był czas, kiedy myślałem, że to właśnie tutaj Daniel i Charles zapoczątkowali serię okrutnych morderstw. A może Kyle maczał w tym palce? Znali się wcześniej?
Martin Craig był chętny do pomocy, ale w końcu przyznał zupełnie szczerze, że od dziesięciu lat nie rozmawiał z bratem.
– Ostatni raz widzieliśmy się na pogrzebie Blake’a – powiedział. – Nie lubię swojego brata, detektywie Cross. I on mnie też nie lubi. Nie sądzę, żeby pałał do kogoś sympatią.
– Ojciec naprawdę go tak często karcił? – zapytałem.
– Taka jest wersja Kyle’a, ale prawdę mówiąc, ja tego nie widziałem. Matka też nie. Kyle zawsze opowiadał niestworzone rzeczy, w których był albo wielkim bohaterem, albo żałosną ofiarą. Matka zazwyczaj mawiała, że mój brat jest pierwszym po Bogu.
– I miała rację? Podziela pan tę opinię?
– Detektywie Cross, mój brat nie wierzył w Boga i nikomu nie ustępował pola.
Rozmawialiśmy dłuższą chwilę o wzajemnych relacjach w ich rodzinie. Kyle bez przerwy współzawodniczył z braćmi i uważał, że dla rodziców oni zawsze są zwycięzcami. Grał w pierwszej piątce w drużynie koszykówki, ale to Martin zawsze rzucał najwięcej punktów, był gitarzystą w miejscowym zespole i prowadził bujne życie towarzyskie. Raz wszystkich trzech braci-koszykarzy opisano w lokalnej gazecie, lecz więcej miejsca poświęcono Blake’owi i Martinowi. Zdali na studia, ale Blake i Martin poszli na medycynę, a Kyle wybrał prawo, jakby na przekór ojcu. W czasie rozmowy ze mną czasem wspominał o tych sprawach. Z wolna zacząłem rozumieć, skąd się wzięło jego zamiłowanie do fantazji.
– Czy to możliwe, że Blake zginaj z ręki pańskiego młodszego brata? – spytałem w końcu.
– Podobno zginaj na polowaniu – ponuro odparł Martin Craig. – Detektywie Cross, musi pan wiedzieć, że na co dzień Blake był rozsądnym i skrupulatnym chłopcem. Niemal tak skrupulatnym jak Kyle. Na pewno sam się nie postrzelił. Jestem głęboko przekonany, że Kyle miał z tym coś wspólnego. Dlatego zresztą od dziesięciu lat nie utrzymuję z nim żadnych kontaktów. Mój brat jest Kainem. Jest mordercą, i chcę, byście go złapali. Chcę go zobaczyć na krześle elektrycznym. Zasłużył na to.
Rozdział 108
Nic nie zaczyna się tam, gdzie powinno. Przypomniałem sobie, że to Kyle udzielił niemal wszystkich wywiadów w prasie i telewizji po tym, jak schwytaliśmy Petera Westina na wzgórzach pod Santa Gruz. Lubił błyszczeć w światłach reflektorów. Chciał być jedyną gwiazdą. I w pewien sposób dopiął swego. Świecił zabójczo dokuczliwym blaskiem.
Wpadłem na pewien znośny pomysł, na tyle dobry, że mógł wprawić Kyle’a w lekkie zakłopotanie. Skontaktowałem się z FBI i przegadałem to z dyrektorem Burnsem. Był zadowolony.
Na szesnastą zwołano konferencję prasową w centrali FBI. Burns wygłosił krótkie oświadczenie i przedstawił mnie dziennikarzom. Wspomniał oględnie, że wezmę udział w polowaniu na Kyle’a Craiga i że na pewno uda się go schwytać i postawić przed obliczem sprawiedliwości.
Miałem na sobie czarną skórzaną kurtkę, zapiętą pod samą szyję. Niespiesznym krokiem zbliżyłem się do mikrofonów. Celebrowałem tę całą scenę. Chciałem wyglądać na ważniaka. To ja – nie Kyle – byłem teraz gwiazdą. To były moje łowy. Jemu zaś wyznaczono rolę zgonionej ofiary.
Usłyszałem monotonne buczenie kamer, błysnęło kilka fleszy – i to wszystko. Czułem na sobie cyniczne, taksujące spojrzenia dziennikarskiej braci. Czekali, że odpowiem im na te pytania, na które sam nie znałem odpowiedzi. Nerwy miałem napięte jak postronki.
Przemówiłem grobowym i tak autorytatywnym tonem, na jaki tylko mogłem się zdobyć:
– Nazywam się Alex Cross. Pracuję w wydziale zabójstw policji w Waszyngtonie. Przez ostatnie pięć lat prowadziłem wspólne dochodzenia z agentem specjalnym, Kyle’em Craigiem. Znam go bardzo dobrze. – Podałem kilka szczegółów z naszych poprzednich akcji. Starałem się, żeby wypadło to nadzwyczaj wiarygodnie. Grałem rolę wszechwiedzącego psychiatry-detektywa.
– Kyle pomógł mi rozwiązać kilka trudnych zagadek. Był moim kompetentnym zastępcą i świetnym pomocnikiem. Czasami zbytnio się zapalał, ale pracował bez wytchnienia. Wierzę, że wkrótce go złapiemy, ale… Kyle – zwróciłem się wprost do kamery – jeśli mnie teraz widzisz, to postaraj się słuchać do końca. Poddaj się, a ja ci pomogę. Zawsze mogłeś zwrócić się do mnie o poradę. Przyjdź do mnie. To twoja jedyna szansa.
Przerwałem, powiodłem wzrokiem po sali i pomału zszedłem ze sceny. Flesze błyskały raz po raz. Naprawdę stałem się gwiazdorem. Tego właśnie oczekiwałem.
Dyrektor Burns wspomniał jeszcze o tym, że ma na względzie publiczne bezpieczeństwo i że do akcji skierowano setki wyszkolonych agentów. Na koniec podziękował mi za wystąpienie.
Stałem tuż obok niego i gapiłem się prosto w kamery. Dobrze wiedziałem, że Kyle będzie na mnie patrzył. Miałem nadzieję, że mój występ doprowadzi go do wściekłości.
Przesłanie było czyste i jasne. Rzuciłem mu wyzwanie.
Przyjdź, zabij mnie, jeśli zdołasz – bo już nie jesteś Super-mózgiem. To ja nim jestem.
Rozdział 109
Czekałem.
Następnego dnia pojechałem odwiedzić Nanę i dzieci.
Ciotka Tia mieszkała w małym drewnianym żółtym domku, z białymi aluminiowymi okiennicami. Domek stał przy cichej uliczce w Chapel Gate, czyli – mówiąc słowami ciotki – „na wsi”. W okolicy nie zauważyłem żadnych znaków, że ten teren strzeżony jest przez FBI. To bardzo dobrze. Fachowa robota.