Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Kochaj albo rzuć». Краткое содержание книги:

Trzecia i ostatnia część sagi o Pawlaku i Kargulu.Tym razem Kargul i Pawlak wraz z wnuczką Anią odbywają daleką podróż- aż do Chicago. Jadą tam na zaproszenie brata Pawlaka, Johna. Niestety, na miejscu okazuje się, że Jaś niedawno zmarł. Nasi ulubieńcy dowiadują się także, że miał nieślubną córkę. Shirley… jest Mulatką. Ania szybko się z nią zaprzyjaźnia, natomiast jej dziadkowie długo nie mogą pozbyć się uprzedzeń… Znakomita komedia, młodym ludziom powinna przypaść do gustu najbardziej właśnie ta część trylogii o przesiedleńcach zza Buga.
1 ... 49 50 51 52 53 54 55 56 57 ... 59
Перейти на страницу:

– Aj, Władek, taż mnie chyba że jakiś tuman na oczy wlazł, bo widzę ja chłopa, a on umalowany w podobie kobity! Zza rogu korytarza ukazał się zdyszany September-Junior.

– Jest? – z nadzieją spytał Kargul.

– Była tu pół godziny temu! Wyrzucili ją! Wskazywał na zegarek, gestami odtwarzając scenę wyrzucenia Ani za drzwi hotelu.

– Aj, Bożeńciu! Może to i lepiej – stwierdził Pawlak.

– Taż tu sami mężczyźni! – I dlatego była bezpieczna -September-Junior starał się im wytłumaczyć, że w „Columbus-Hotel” mieszkają sami homoseksualiści. Pawlak zdębiał, a Kargul westchnął: – Czego to ludzie z głodu nie wymyślą…

Rozdział 45

Lincoln stał pod kamienicą, która wyglądała jak świeżo po pożarze: wybite okna, na miejsce szyb wklejone tekturyi gazety: pod domem piętrzyły się wyrzucone wprost przez okna stare lodówki, wypalone materace, rozbite telewizory i stosy tekturowych pudeł; na wydeptanej ziemi tkwiły wypalone wraki samochodów… Pawlak i Kargul z nie skrywanym przerażeniem przyglądali się twarzom małych Murzynków, którzy rozpłaszczali swoje nosy i wargi na szybach samochodu. Przyglądali się jego pasażerom i głośno wymieniali uwagi, jakby rozważając, czy lepiej będzie ich zlinczować, czy wystarczy podpalić samochód. Niektórzy nawet już pstrykali zapalniczkami, gromadząc jakieś papiery pod silnikiem samochodu. Disater area – rejon klęski. Tak nazwał to miejsce September-Junior, wioząc ich pod adres Shirley, który uzyskał od dyrektora Columbus-Hotel”. Jadąc w stronę Near West znaleźli się wśród ruder, pustych placów po wyburzonych domach, gdzie chodniki zawalały stosy gnijących odpadów.

– Aj, Władyś, jakby my już we Wrocławiu byli – delektował się Pawlak znajomym widokiem, ale w miarę jak posuwali się West Madison street, opuszczało go poczucie swojskości. Kiedy w rejonie Skid Row September zatrzymał się pod ponurą kamienicą, Kaźmierz poczuł się jak w zasadzce: mieli tu czekać na powrót Juniora, a tymczasem stado czarnych podrostków chciało ich upiec w środku lincolna. Na razie starali się urwać wszystko, co tylko się dało. Kiedy limuzyna została pozbawiona anteny, kołpaków na kołach i jednego lusterka, z bramy wyskoczył Junior. Tuż za nim wylądowało wielkie pudło pełne puszek po coca-coli zrzucone z dziesiątego piętra. Zasłaniając sobie głowę chłopak dopadł samochodu i nie czekając, aż z maski zeskoczy czarna dziewczynka z kijem od baseballa w ręku, ruszył ostro przed siebie. Dziewczynka leżała rozpłaszczona na masce i wymachując kijem szczerzyła zęby do Pawlaka.

– Co z Anią? Junior, mieszając słowa polskie i angielskie, wyjaśnił, że wczoraj wyprowadziła się stąd razem z Shirley! Kiedy zatrzymał się na światłach, czarna dziewczynka zeskoczyła z maski i grzmotnęła kijem w dach Lincolna. Rozległ się huk, jakby wybuchł granat i Pawlak skurczył się,: zasłaniając głowę.

– Ot, wpadli my w kałabanię – mruknął Kargul.

– Mówiłem, że z czarnymi nie wyjdziemy na swoje.

– Żeby on tej Sirlej-Oll-rajt nie znalazł, nie byłoby kłopotu. Nauczyła ta czekolada Anię amerykańskiej wolności, że teraz tylko siadłszy – płacz… Pawlak tym razem nie wystąpił w obronie nowego członka rodziny Pawlaków. Jechał zgnębiony i smętny. Nic go nie obchodziło, że w powrotnej drodze September-Junior pokazuje im pomnik Kościuszki i Humboldtpark, który kiedyś był polski, a teraz przeszedł pod władanie

Portorykańców. Nawet nie dotarło do niego, że z powodu Ani ten chłopak, który jeszcze tydzień temu odcinał się od swego pochodzenia teraz chce im pokazać polskie pomniki. Ocknął się dopiero z tego stanu gdy za szybą ujrzał niespodziewanie łeb konia. Pomyślał, że to przywidzenie: skąd w tym korku na moście mógłby wśród setek aut pojawić się koń? A jednak patrzyły na niego aksamitne oczy, widział kształtny łeb, grzywę, rozdęte chrapy, wszystko, co mu przypominało jego ogierka…

– Ki czort?! – powiedział do siebie.

– Konie tu taksówkami jeżdżą?! Łeb konia, wieńczący smukłą szyję, obrócił się w stronę Pawlaka. Wystawał z przyczepy, którą ciągnął samochód. Kaźmierz gwałtownie odkręcił szybę. Jakieś ciepło rozlało się wokółjego serca. Trącił Kargula łokciem pod żebro, by zwrócić jego uwagę na ten cud: wśród tych warczących blaszanych pojazdów pojawia się prawdziwy żywy koń! I to jako pasażer samochodu! Kargul ze wzruszenia przełknął ślinę, jakby nagle w obcym milionowym tłumie spotkał kogoś zza miedzy. Kiedy lincoln zrównał się z samochodem, który po sąsiednim pasie ciągnął przyczepę z koniem, zaskoczony Kargul przeczytał napis na samochodzie: Police Department.

– A jego za co aresztowali?! Pawlak pokiwał głową, wyraźnie litując się nad dolą ogiera w tym nieludzkim świecie.

– U nas przynajmniej do koni nie czepiają sia.

– Pora nam wracać, Kaźmierz. Jak u nich konie taksówkami jeżdżą, a lochy w muzeum parsiuki rodzą, tak tu uczciwy człowiek nie ma życia!

Rozdział 46

– Aj, Bożeńciu! Mieli my wrócić, póki Wisienka nie wycieli się a my tu jak gówno w przerąblu kręcim sia! – westchnął Kargul. -Taż ja by zarutko wracał, choćby i na kolanach, ale bez Ani -Pawlak rozłożył ręce w bezradnym geście. Wygniatali kanapę w living-roomie, gapiąc się bezmyślnie w migające na ekranie obrazki. Bez marynarek, bez krawatów wyglądali na zdemobilizowanych weteranów, którzy przegrali wojnę…

– Może Ania się zjawi na otwarcie klubu? – starał się ich pocieszyć Franio Przyklęk, który ostatnio żył tym nadchodzącym wydarzeniem.

– Ot, dziermoli pan Przyklęk-zgasił jego nadzieję Kargul. -Kto tu w ogóle przyjdzie, jak każdy może sobie w domu lepsze głupoty pooglądać? W tej chwili patrzył właśnie na ekran telewizora, na którym w szalonym pędzie mknęły po torze zawodniczki roller-skatingu: nogi na rolkach śmigały wzdłuż bandy, zawodniczki w hełmach, z numerami na plecach, doganiały jedna drugą, starając się za wszelką cenę dobić rywalkę hokejowym „bodiczkiem” do drewnianej bandy i połamać jej wszystkie żebra; dziki wyraz twarzy mknących po pochyłym torze białych i czarnych dziewczyn wskazywał na to, że nikt na torze nie może liczyć na odruch litości; ich długie pazury wyciągały się drapieżnie. twarzy prawadzącej w tym szaleńczym wyścigu zawodniczki, jakby każda była gotowa zedrzeć jej z głowy hełn wraz ze skalpem.

– Czego to ludzie z głodu nie wymyślą – westchnął Kargul.

– Pościg za pieniądzem, panie Władysławie – stroiciel patrzył na te zmagania z nie mniejszym obrzydzeniem niż dziadkowie Ani.

– W jednym to socjalizm ma wyższość nad imperializmem, że nie każe kobitom tak za groszem ganiać sia! – stwierdził Pawlak, ze zgrozą patrząc na ekran.

– Niech no tylko socjalizm dolarami zacznie płacić, to i u nas taki wyścig zacznie sia, że tylko żebra będą trzeszczeć! Kargul dalej sięgał wyobraźnią niż Pawlak, ale ten jak zwykle musiał mieć ostatnie słowo: – U nas to prosto niemożliwe, bo skąd ty u nas takie rolki wytrzepiesz, a?

Rozdział 47

W tej chwili przed dom Johna Pawlaka zajechał taksówką September-Junior. Zaskoczony dostrzegł swój czerwony kabriolet. Jeśli jest mustang, znaczy, że znalazła się ta cholerna ciocia Shirley, a wraz z nią Ania! Dopadł do mustanga. W stacyjce tkwiły kluczyki. Dotknął maski: była jeszcze ciepła. Jednym susem pokonał schodki i wpadł prosto do livingu. Rozejrzał się naokoło. Zobaczył tylko siedzących w białych koszulach obu dziadków Ani oraz stroiciela. Wszyscy wpatrywali się w ekran telewizora na reklamy nadawane w przerwie sprawozdania z zawodów roller-skatingu.

– Są?! – Kto?! – Ania i Shirley?! – Taż ja by zaraz na msze dał, jakby te głupie kluzdry przytelepały sia! – Muszą tu być! – A coż tak lata po chacie jakby co zgubiwszy? – Pawlak podejrzliwie przyglądał się Juniorowi, który myszkował po całym mieszkaniu. Chłopak bez słowa podprowadził go do okna i pokazał stojącego przed domem mustanga: Shirley musiała tu być ledwie przed chwilą! Zostawiła samochód razem z kluczykami! – Znaczy to, że z niej nie złodziejka, co by chciała cudzy majątek zacharapczyć – ucieszył się Pawlak. -Prosto samoswoja, a nie jak te dzikie, co po tego dolara jak pies za suką gonią! Powariowały do cała! Z obrzydzeniem spojrzał na ekran, gdzie czarna zawodniczka z numerem 22 właśnie w tej chwili zręcznie podstawiła nogę rywalce i kopniakiem wyrzuciła ją poza bandę.

1 ... 49 50 51 52 53 54 55 56 57 ... 59
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)