Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Jestes tylko diablem - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Jestes tylko diablem

Электронная книга - «Jestes tylko diablem». Краткое содержание книги:

Znany prawnik Alexander Gilburne prosi Joe Alexa o pomoc w rozwikłaniu zagadki śmierci jego przyjaciółki. Ze względu na nietypowe okoliczności jej samobójstwa podejrzewa, że została zamordowana. Alex przyjeżdża do Norford, gdzie zapoznaje się z diabelską legendą dotyczącą dziedziców Norford Manor. Śmierć Patrycji stała się bowiem dopełnieniem klątwy, rzuconej na ród Ecclestonów kilkaset lat wcześniej... Joe musi działać szybko, gdyż przepowiednia zapowiada śmierć kolejnej osoby. Zapewnia sobie pomoc Bena Parkera i Scotland Yardu, dzięki czemu nikt obcy nie może przedostać się do posiadłości. Pomimo powziętych środków ostrożności, Diabeł jednak uderza.
1 ... 49 50 51 52 53 54 55 56 57 ... 63
Перейти на страницу:

Za zamkniętymi oknami ulewa grzmiała po stromych skałach wąwozu i bębniła w szyby. Gęsto uderzające pioruny i blask błyskawic rozdzierający ciemne już zupełnie niebo wynurzały pokój z półmroku i topiły ponownie w cieniu leżącym poza kręglom lampy na biurku.

— Gdzie pan był od chwili, kiedy wyjechał pan z Blue Medows? Chodzi mi o to, co pan robił od czasu, kiedy opuścił pan Blue Medows, aż do chwili, kiedy zobaczyliśmy pana na zajeździe Norford Manor.

— Reperowałem samochód… — Doktor Duke wzruszył ramionami. — Popsuł mi się w lesie i nie bardzo wiedziałem, co robić. Trudno mi go było pozostawić, a poza tym nie spieszyło mi się, więc otworzyłem maskę i zacząłem grzebać w motorze.

— Jak długo to trwało?

— Może godzinę, może dwie? Naprawdę nie spojrzałem na zegarek. Interesował mnie sam problem.. Niestety kupiłem wóz dopiero w tym roku. Przedtem nie miałem samochodu… Nie jestem mechanikiem, nawet z zamiłowania… A potem silnik sam zaczął działać. Do tej pory nie umiem sobie z tego zdać sprawy…

Drzwi uchyliły się i sierżant Jones wsunął w nie swoją pyzatą twarz. W ręce trzymał kartkę. Parkę i kiwnął potakująco głową, podszedł do niego, wziął kartkę, przesunął po niej oczyma i po sekundzie podał ją Alexowi. Joe rzucił na nią okiem, a potem przeniósł wzrok na lekarza.

— Wóz zepsuł się panu na szosie, prawda?

— Oczywiście. Ale kiedy zaczął zwalniać, pomyślałem, że może się zatkał przewód paliwowy, i skręciłem na polankę, której nie oddzielał od szosy rów. I tam zacząłem badać wnętrzności tego zdumiewającego pojazdu.

— Rozumiem — Joe skinął głową. — Chciałbym pomimo to zrozumieć jeszcze jedno. Jaki odruch kierował panem, gdy skręcił pan z szosy i — jak pan twierdzi — doprowadził jadący siłą rozpędu wóz do zarośli, poza którymi ukrył go pan w celu zajrzenia do krnąbrnego silnika? Przyzna pan, że naturalny odruch kierowcy polega zwykle na zatrzymaniu wozu na szosie. Po pierwsze, najłatwiej ruszyć na asfalcie, a o wiele trudniej na trawie, a po drugie, rzadko komu przychodzi do głowy zjechanie z drogi bez powodu. Czy mylę się?

Duke potarł dłonią czoło i zawahał się na chwilę. Ale natychmiast odpowiedział.

— Trudno mi powiedzieć, dlaczego to zrobiłem. Gdybym rozumował tak logicznie jak pan, na pewno pozostawiłbym wóz na szosie. Ale… — znowu zawahał się — jestem tylko początkującym kierowcą. Myślę, że… — uśmiechnął się lekko — kierowała mną głupiutka, chłopięca durna. Nie chciałem, żeby mnie ktoś widział manipulującego przy wozie. Już dwa razy unieruchomiłem go na szosie z najgłupszych przyczyn…

— Tak… — Joe powoli odczytał kartką. — Tu donoszą nam, że ślady pańskiego wozu prowadziły mniej więcej sto jardów w głąb polany i zatrzymał go pan za kępą krzewów. Jechał pan wtedy nieco pod górę, prawda?

— Tak… Ale mój wóz dodał gazu w ostatniej chwili. To znaczy ja nacisnąłem pedał i skoczył trochę do przodu, i potem stanął.

— Tak… Ciekawy jest ten pański samochód… Osobliwe obyczaje silnika… Zamiera, ale ożywa na żądanie… No, nic. Czy nie spotkał pan nikogo podczas tak długiej reperacji?

— Nie. — Duke potrząsnął głową.

— A zauważyłby pan każdego przechodzącego drogą?

— Nie jestem tego pewien. Ale pański ton…

— Mniejsza o mój ton. Poszukujemy prawdy, nie intonacji, bardziej albo mniej przyjemnych. Więc nie jest pan pewien, czy ktoś przechodził wówczas drogą?

— Nie widziałem nikogo… — Duke potrząsnął głową. — Ale zupełnie nie rozumiem, dlaczego…

— O, Boże! — Joe wstał i zaczął przechadzać się po pokoju, odprowadzany spojrzeniem obu mężczyzn. — Drogi doktorze: czy chce pan, żebyśmy wierzyli w to wszystko? Zatrzymał się i odwrócił gwałtownie ku siedzącemu.

Duke przymknął oczy. Potem otworzył je i spokojnie spojrzał na Alexa.

— Nie interesuje mnie to zupełnie… Czy jestem o coś podejrzany? Jeżeli tak, proszę o zezwolenie na skomunikowanie się z adwokatem. Nie podoba mi się to wszystko. Wstał.

— Nie. — Parker zbliżył się do niego. — Nie jest pan podejrzany o nic. Jeżeli chcemy, żeby pan mówił prawdę, to, jak pan wie, mamy prawo tego żądać. Ale nie mamy prawa pana zmusić…

— Całe szczęście… — Duke ruszył ku drzwiom. — Powiedziałem to, co miałem do powiedzenia na pańskie pytania. Czy jestem już wolny?

— Och, oczywiście… — Joe skinął głową. — Jest pan absolutnie wolny. Ale, jak mi się wydaje, nie tylko pan i ja wiemy, co pan robił w lesie poza próbą reperowania zdumiewającego silnika pańskiego samochodu.

Duke zatrzymał się i powoli obrócił ku niemu. Na twarz jego wystąpił rumieniec i Alex pomyślał, że już trzecia spośród przesłuchiwanych dzisiaj osób czerwieni się przy rozmowie z policją.

— Co pan przez to rozumie?

— Zapewne mniej niż pan, doktorze. Ale jest pan przecież wolny. Dziękujemy panu na razie.

Duke otworzył usta, jak gdyby chciał coś powiedzieć, ale zamknął je, odwrócił się na pięcie i wyszedł.

XXII. DIABEŁ NAMALOWANY

Joan Ecclestone odwiedzili w jej pokoju na piętrze. Kiedy zapukali, Nicholas na wpół otworzył drzwi i powiedział półgłosem:

— Ona płacze…

— To niedługo potrwa… — Alex wsunął się, a za nim Parker. — Chcemy tylko zadać pana żonie kilka pytań i zaraz odejdziemy, proszę zaczekać u siebie w pokoju…

Joan wstała z fotela przy oknie. Na twarzy miała ślady łez i Alex pomyślał, że nigdy by jej nie posądził o opłakiwanie ojca.

— Najmocniej panią przepraszamy, mrs Robinson, ale mamy kilka pytań. Jedno z nich jest bardzo żenujące. Proszę bardzo, naprawdę bardzo panią proszę o opanowanie się i szybką odpowiedź…

— Och, postaram się… — powiedziała cicho. Deszcz ustawał. Burza odchodziła, pomrukując za niewidzialnym widnokręgiem. Nadchodziła cisza z dogasającym miękkim pluskiem ciepłych kropel.

— Czy mogę tu pozostać? — zapytał Nicholas.

— Gdyby pan był uprzejmy zaczekać u siebie w pokoju, bylibyśmy bardzo wdzięczni. Zajmiemy państwu dosłownie dwie minuty.

— Dobrze… — Nicholas rozłożył ręce. — Tylko proszę jej nie denerwować…

— Och, Nik… — powiedziała cicho. — Co to wszystko ma za znaczenie teraz… —

Znowu głos jej się załamał, ale wyprostowała się i grzbietem dłoni, sięgając po chusteczkę, otarła oczy, zupełnie jakby była małym dzieckiem. Robinson wyszedł i cicho zamknął drzwi za sobą.

— Proszę się nie gniewać, że nie zapalam górnego światła… — powiedziała Joan. — Niech… niech panowie usiądą…

— Mam tylko kilka słów… — Joe zaczerpnął głęboko powietrza. — Musimy niestety zbadać do końca wszystkie okoliczności towarzyszące śmierci pani ciotki i dzisiejszą tragedię. Czy mogłaby mi pani w tej chwili odpowiadać jasno? Nie jest pani zanadto przemęczona?

— Proszę, niech pan pyta… — Widział w nikłym blasku małej lampki przy stoliku jej ściągnięte bólem rysy. Ale plecy Joan Robinson były wyprostowane, a głowę trzymała wysoko.

— Czy zna pani testament swojej babki?

— Nie… — Joan potrząsnęła głową. — Nie widziałam go nigdy.

— Czy słyszała pani o nim?

— Tak. Babcia mówiła mi o nim już dawno, może półtora roku temu, a może wcześniej, tuż przed zupełnym sparaliżowaniem. Mówiła, że nic nie dostanę, jeżeli nie będę miała dzieci.

— Jak pani przyjęła tą wiadomość?

— Och… — wzruszyła lekko ramionami. — Nie bardzo mnie to obeszło, nawet niedokładnie przypominam sobie, co mówiła.

1 ... 49 50 51 52 53 54 55 56 57 ... 63
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)