Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Biała Gardenia». Краткое содержание книги:

Akcja Białej gardenii rozpoczyna się pod koniec II wojny światowej w wiosce na granicy chińsko-rosyjskiej. Książka opisuje historię matki i córki, rozdzielonych wojenną zawieruchą. W Harbinie, schronieniu dla rodzin, które uciekły z Rosji po upadku caratu, Alina Kozłowa musi podjąć rozdzierającą serce decyzję, dotyczącą życia lub śmierci swojego jedynego dziecka, córki Ani. Biała gardenia to książka o zderzeniu kultur różnych kontynentów. Jej bohaterów spotkamy zarówno w nocnych klubach Szanghaju, jak i w surowej Rosji radzieckiej lat sześćdziesiątych XX wieku, w najtrudniejszym okresie zimnej wojny, na samotnej wyspie Pacyfiku i w powojennej Australii. Matka i córka muszą się przygotować na wiele poświęceń, ale czy cena przetrwania nie jest zbyt wysoka? I, przede wszystkim, czy jeszcze się kiedyś odnajdą? Mnogość przygód przeplatanych licznymi faktami historycznymi owocuje znakomitą opowieścią o tęsknocie i wybaczaniu.
1 ... 48 49 50 51 52 53 54 55 56 ... 86
Перейти на страницу:

– Co? – zapytałam Irinę.

– Nie ma zdjęć synów.

Kiedy pomagała Betty przygotować herbatę, znalazłam łazienkę, maleńkie pomieszczenie obok kuchni. Było równie starannie wyszorowane jak reszta, mieszkania. Mata w róże pasowała do zasłony prysznicowej i falbanki wokół umywalki. Wanna była stara, z plamą w okolicy odpływu, ale bojler nowy. Zauważyłam swoje odbicie w lustrze nad zlewem. Miałam zdrową, lekko opaloną skórę. Przysunęłam się bliżej i naciągnęłam ją na policzku, tam, gdzie tropikalny pasożyt wyżarł mi ciało. Była gładka i miękka, została tylko brązowawa plamka w miejscu, gdzie dawniej widniało obrzydliwe okaleczenie. Kiedy zdążyło się wygoić?

Wróciłam do kuchni i ujrzałam, jak Betty przypala papierosa nad gazem. Irina siedziała przy stoliku przykrytym obrusem w słoneczniki. Na talerzu przed nią leżało ciastko waniliowe, na drugim talerzyku jeszcze jedno.

– To nasze powitalne ciastka – poinformowała mnie Irina.

Usiadłam naprzeciwko niej i patrzyłam, jak Betty wlewa gorącą wodę do imbryka i przykrywa go pokrowcem. Z dołu znowu rozległy się dźwięki pianina.

– Mam niedzielnego bluesa – zaśpiewała Betty od nosem. – To Johnny – wyjaśniła, wskazując brodą na drzwi. – Mieszka z matką, Doris. Gra w paru klubach na Kings Cross. Możemy kiedyś wybrać się do jednego z tych porządniejszych, jeśli chcecie.

– Ile osób mieszka w tym budynku? – zapytałam.

– Dwie na dole i jedna na górze. Przedstawię was, kiedy już się zadomowicie.

– A w barku? – dodała Irina. – Ile osób tam pracuje?

– Teraz tylko rosyjski kucharz. – Betty postawiła imbryk na stole i usiadła. – Witalij. Dobry chłopak. Pracowity. Polubicie go. Tylko niech żadna się nie zakochuje i z nim nie ucieka, okej? Jak ostatnio mój pomocnik i kelnerka.

– Co się stało? – zainteresowała się Irina, zdzierając papierek z ciastka.

– Zostawili mnie całkiem samą na ponad miesiąc. Jeśli któraś z was myśli o zakochaniu się w Witaliju, dostanie po łapach!

Irina i ja zamarłyśmy z ciastkiem zawieszonym między ustami a talerzykiem. Betty zerknęła na nas, jej dłoń powędrowała do włosów, a w oczach pojawił się zez.

Przebudziłam się w środku nocy. Dopiero po kilku chwilach przypomniałam sobie, że nie jestem w obozie. Smuga światła z mieszkania na drugim piętrze odbijała się od sąsiedniego domu i padała wprost na moje łóżko. Wdychałam zapach świeżo wypranej pościeli. Kiedyś sypiałam w łożu z baldachimem, przykryta kaszmirową narzutą i otoczona złotą tapetą na ścianach. Tyle czasu spędziłam pod brezentem wśród kurzu, że nawet wąskie łóżko z miękkim materacem i wykrochmaloną pościelą wydawało mi się luksusem. Nasłuchiwałam odgłosów nocy, z którymi oswoiłam się w obozie – wiatr pośród drzew, biegające zwierzęta, krzyki nocnych ptaków – ale tu panowała cisza, słychać było jedynie delikatny oddech Iriny i cierpiącego na bezsenność lokatora na górze, który słuchał radia. Usiłowałam przełknąć ślinę, ale zaschło mi w gardle. Wyśliznęłam się z łóżka i po omacku doszłam do drzwi.

W mieszkaniu także panowała cisza, słyszałam jedynie tykanie zegara na korytarzu. Przesunęłam dłonią po framudze kuchennych drzwi, szukając kontaktu, i zapaliłam światło. Na suszarce do góry nogami stały trzy szklanki. Wzięłam jedną i odkręciłam kran. Ktoś jęknął. Zajrzałam do salonu i zobaczyłam, że Betty śpi na leżance. Nakryła się po szyję narzutą, jej głowa spoczywała na poduszce. Na widok kapci obok posłania i siatki na włosach Betty zrozumiałam, że najwyraźniej postanowiła spędzić tu noc. Zastanawiałam się, dlaczego nie śpi w drugiej sypialni, i doszłam do wniosku, że tu ma pewnie więcej świeżego powietrza. Wróciłam do łóżka i nakryłam się kołdrą. Betty mówiła, że w tygodniu będziemy miały półtora dnia wolnego. Była niedziela, moje pół wolnego dnia wypadało w piątek rano. Już sprawdziłam adres siedziby Czerwonego Krzyża. Postanowiłam jak najszybciej wybrać się na Jamison Street.

Następnego dnia Betty z samego rana wysłała nas na podwórze, żebyśmy zerwały marakuje z pnączy porastających płot.

– Co o niej myślisz? – wyszeptała do mnie Irina, trzymając rozchyloną siatkę, do której wrzucałam fioletowe owoce.

– Najpierw myślałam, że jest dziwna, ale im więcej mówi, tym bardziej mi się podoba – odparłam. – Myślę, że jest miła.

– Ja też – stwierdziła Irina.

Wręczyłyśmy Betty dwie torby owoców.

– Potrzebuję ich do lodów o smaku tropikalnym – wyjaśniła.

Potem pojechałyśmy tramwajem do miasta. Barek Betty mieścił się w budynku sklepu towarowego Farmer’s, przy końcu George Street, w pobliżu kin. Wnętrze wyglądało jak skrzyżowanie amerykańskiego baru i francuskiej kawiarni. Barek dzielił się na dwa poziomy. Na pierwszym stały okrągłe stoliki i wiklinowe krzesła. Na drugim poziomie, na który wchodziło się po czterech schodkach, znajdowało się osiem różowych boksów i lada barowa ze stołkami. W każdym boksie wisiało zdjęcie amerykańskiej gwiazdy: Humpreya Bogarta, Freda Astaire’a, Ginger Rogers, Clarka Gable’a, Rity Hayworth, Gregory’ego Pecka i Bette Davis. Po drodze przyjrzałam się Joan Crawford. Jej surowy wzrok i zaciśnięte usta skojarzyły mi się z Amelią.

Minęłyśmy wahadłowe drzwi z okrągłymi okienkami i krótkim korytarzem dotarłyśmy do kuchni. Młody człowiek mieszał w garnku na stole mąkę i mleko. Miał pałąkowate nogi i dołeczek w brodzie.

– To Witalij – powiedziała Betty.

Młodzieniec uniósł wzrok i uśmiechnął się do nas.

– Wreszcie jesteście – stwierdził. – W samą porę, żeby mi pomóc przy naleśnikach.

– Jeszcze nie musicie zaczynać pracy. – Betty wzięła od nas siatki i położyła je na stole. – Usiądźcie i trochę porozmawiajcie, zanim pojawią się klienci. Musicie się poznać.

Kuchnia w barku była równie czysta jak ta w domu Betty, ale podłoga się nie zapadała. Ujrzałam cztery kredensy, kuchenkę gazową z sześcioma palnikami, duży piec i dwa zlewy. Z jednego z kredensów Betty wyciągnęła fartuch i zawiązała go sobie w pasie. Zauważyłam dwa różowe mundurki na wieszaku i doszłam do wniosku, że jeden z nich będzie mój. Miałam pomagać Betty jako kelnerka, Irina zaś została asystentką kucharza.

Witalij przyniósł z zaplecza krzesła i usiedliśmy przy stole.

– Macie ochotę na jajka? – zapytała Betty. – Jadłyście tylko po jednym toście, nie chcę, żeby mój personel głodował podczas pracy.

– Pamiętam was obie z Tubabao – odezwał się Witalij.

– Tak, faktycznie – roześmiała się Irina. – Po koncercie poprosiłeś mnie o autograf.

Patrzyłam na rumiane policzki Witalija, jego jasne włosy i wyłupiaste oczy, ale w ogóle go sobie nie przypominałam. Opowiedziałyśmy mu o naszym obozie, a on wyjaśnił, że wysłano go do miejsca o nazwie Bonegilla.

– Ile masz lat? – spytała go Irina.

– Dwadzieścia pięć. A wy?

Betty wbiła kilka jajek do miski i obejrzała się przez ramię.

– Nie mówcie po angielsku tylko ze względu na mnie – odezwała się. – Rozmawiajcie ze sobą po rosyjsku. – Poprawiła włosy i zrobiła zeza. – O ile nie będziecie plotkować. I nie przy klientach. Nie chcę, żeby mój personel potraktowano jak komunistycznych szpiegów.

Zaklaskaliśmy w dłonie i wybuchnęliśmy śmiechem.

– Dziękuję – powiedziała Irina. – Tak będzie o wiele łatwiej.

– A co do ciebie, Aniu… – Witalij popatrzył na mnie. – Mam wrażenie, że znam cię z czasów przed Tubabao. Chciałem się przedstawić, ale słyszałem wcześniej, że jesteś z Szanghaju, i doszedłem do wniosku, że jednak nie mogliśmy się spotkać.

– Nie jestem z Szanghaju – zaprzeczyłam. – Pochodzę z Harbinu.

– Z Harbinu! – Oczy mu zabłysły. – Ja też. Jak masz na nazwisko?

– Kozłowa.

Witalij zastanawiał się przez chwilę, pocierając dłonią o dłoń, jakby usiłował wyczarować dżina z lampy.

– Kozłowa! Córka pułkownika Wiktora Grigorijewicza Kozłowa? Zabrakło mi tchu w piersiach. Już od dawna nie słyszałam nazwiska ojca.

– Tak – odparłam.

– Więc rzeczywiście cię poznałem – stwierdził Witalij. – Chociaż pewnie byłaś za mała, żeby mnie zapamiętać. Mój ojciec przyjaźnił się z twoim. Razem wyjechali z Rosji. My jednak w 1938 roku przeprowadziliśmy się do Qingdao. Pamiętam małą dziewczynkę o rudych włosach i niebieskich oczach.

– Ojciec mieszka z tobą? – spytała Irina.

– Nie – odparł. – Jest w Ameryce z matką i moimi ośmioma braćmi. Ja wylądowałem tu z siostrą i szwagrem. Ojciec mu nie ufa, więc muszę mieć oko na Zofię. Przyjechałaś z rodzicami, Aniu?

Jego pytanie mnie zaskoczyło. Wbiłam wzrok w stół.

– Ojciec zginął w wypadku samochodowym przed końcem wojny – odparłam. – Matkę deportowano z Harbinu. Zabrali ją Sowieci. Nie mam pojęcia dokąd.

Irina ścisnęła moją rękę.

– Mamy nadzieję, że Czerwony Krzyż w Sydney znajdzie matkę Ani w Rosji – powiedziała.

Kucharz potarł dołek w brodzie, a następnie przyłożył palce do policzka.

– Moja rodzina szuka stryja – powiedział. – Został w Harbinie, a po wojnie trafił do Związku Radzieckiego. Nikt go do tego nie zmuszał. Ojciec i stryj mieli zupełnie odmienne poglądy. Stryj wierzył w komunistyczne ideały, nie służył w wojsku jak mój ojciec. Właściwie nie był fanatykiem, ale sympatykiem komunizmu.

– Mieliście od niego jakieś wieści? – spytała Irina. – Może będzie wiedział, dokąd wysłano mamę Ani. Witalij pstryknął palcami.

– Może i tak. Mogli podróżować tym samym pociągiem z Harbinu do Związku Radzieckiego, ale od swojego powrotu stryj odezwał się do ojca tylko dwa razy, i to przez znajomych. Pamiętam, że pociąg zatrzymywał się w mieście o nazwie Omsk. Stryj pojechał stamtąd do Moskwy, ale resztę pasażerów zabrano do obozu pracy.

1 ... 48 49 50 51 52 53 54 55 56 ... 86
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)