Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Biała Gardenia». Краткое содержание книги:

Akcja Białej gardenii rozpoczyna się pod koniec II wojny światowej w wiosce na granicy chińsko-rosyjskiej. Książka opisuje historię matki i córki, rozdzielonych wojenną zawieruchą. W Harbinie, schronieniu dla rodzin, które uciekły z Rosji po upadku caratu, Alina Kozłowa musi podjąć rozdzierającą serce decyzję, dotyczącą życia lub śmierci swojego jedynego dziecka, córki Ani. Biała gardenia to książka o zderzeniu kultur różnych kontynentów. Jej bohaterów spotkamy zarówno w nocnych klubach Szanghaju, jak i w surowej Rosji radzieckiej lat sześćdziesiątych XX wieku, w najtrudniejszym okresie zimnej wojny, na samotnej wyspie Pacyfiku i w powojennej Australii. Matka i córka muszą się przygotować na wiele poświęceń, ale czy cena przetrwania nie jest zbyt wysoka? I, przede wszystkim, czy jeszcze się kiedyś odnajdą? Mnogość przygód przeplatanych licznymi faktami historycznymi owocuje znakomitą opowieścią o tęsknocie i wybaczaniu.
1 ... 44 45 46 47 48 49 50 51 52 ... 86
Перейти на страницу:

Podszedł do okna i oparł się o ramę. Gdyby to był ktoś inny, taka postawa – rozstawione szeroko nogi i broda uniesiona w górę – wyglądałaby teatralnie, do niego jednak pasowała. Odechciało mi się śmiać, uświadomiłam sobie, że słucham go z uwagą.

– W ramach przeprosin mogę powiedzieć tylko, że wielu rdzennych mieszkańców Australii mieszka w kontenerach – powiedział. Pułkownik wrócił do biurka, – miał zarumienioną twarz, ręce oparł na stosie dokumentów. – Pani. Ja. Wszyscy tutaj jesteśmy częścią wielkiego społecznego eksperymentu – powiedział. – Mamy stać się nowym narodem: albo przetrwamy, albo wyginiemy. Robię wszystko, żebyśmy przetrwali. Myślę, że i pani by tego chciała.

Słowa pułkownika Brightona podziałały niczym lekarstwo; czułam, jak krew zaczyna szybciej krążyć mi w żyłach i musiałam nakazać sobie spokój, inaczej dałabym się porwać jego słowom.

Dzięki pułkownikowi życie w marnym, przygnębiającym obozie wydawało się niemal podniecające. Może Brighton nie był najlepszym słuchaczem, ale nie brakowało mu pasji i entuzjazmu. Chciałam podjąć tę pracę choćby po to, by obserwować go dzień po dniu.

– Kiedy miałabym zacząć? – zapytałam. Podszedł do mnie i uścisnął mi dłoń.

– Dziś po popołudniu – odparł, znowu skupiając się na swoich dokumentach. – Zaraz po lunchu.

DZIKIE KWIATY

Po spotkaniu z pułkownikiem Brightonem pośpieszyłam do baraku z dzbankiem wody i szklanką. Ze zdumieniem ujrzałam, że Irina siedzi na łóżku i rozmawia z Anikó Berczi.

– Wróciła twoja przyjaciółka. – Anikó wstała na moje powitanie.

Miała na sobie sukienkę o barwie butelkowej zieleni, a w delikatnych dłoniach trzymała pomarańczę. Jednak ani nasycony kolor sukni, ani barwa owocu nie ożywiły jej twarzy. W świetle dnia skóra kobiety nadal wyglądała niezdrowo, jak poprzedniego wieczoru.

– Cieszę się – wychrypiała Irina. – Umieram z pragnienia.

Postawiłam dzbanek obok łóżka na odwróconej skrzyni i nalałam wody do szklanki. Przyłożyłam dłoń do czoła Iriny. Gorączka spadła, ale dziewczyna nadal była blada.

– Jak się czujesz? – spytałam.

– Wczoraj prawie umierałam. Teraz mi tylko niedobrze.

– Pomyślałam sobie, że Irina nie zdąży dziś wyzdrowieć, więc przyniosłam jej formularze zatrudnieniowe i zgłoszenie na kurs angielskiego – wyjaśniła Anikó.

– Wszystkie pytania są po angielsku – dodała Irina. Upiła łyk wody i wykrzywiła usta. Zastanawiałam się, czy to woda odpowiada za okropny smak herbaty przy śniadaniu.

– Nieważne, kiedy skończysz kurs angielskiego, zdołasz na nie odpowiedzieć – stwierdziłam.

Wszystkie wybuchnęłyśmy śmiechem. Na policzkach Anikó pojawił się rumieniec.

– Anikó mówi płynnie sześcioma językami – powiedziała Irina. – Teraz uczy się serbskiego.

– Ale masz talent – zauważyłam z podziwem. Anikó dotknęła szyi piękną ręką i opuściła powieki.

– Pochodzę z rodziny dyplomatów – wyjaśniła. – A tu jest mnóstwo Jugosłowianek, z którymi mogę ćwiczyć mój serbski.

– Pewnie trzeba być nie lada dyplomatką, żeby zostać blokową – stwierdziłam. – Wiesz o Elsie?

Anikó położyła dłonie na kolanach. Trudno mi było oderwać wzrok od jej rąk, wyglądały jak dwie lilie na tle zielonej sukienki.

– Do tego obozu przeniosłyśmy z Europy chyba wszystkie napięcia – westchnęła. – Elsa zawsze jest nieszczęśliwa w miejscu, do którego ją przydzielam, i unika zaprzyjaźniania się z innymi. W baraku obok mieszkają Niemka i Żydówka, i doprawdy trudno znaleźć osoby, które bardziej by się wspierały. Ale one są młode, a Elsa stara i uparta.

– Rosjanie powiadają, że przy dobrych posiłkach nikt nie będzie się kłócił – oznajmiłam. – Gdyby lepiej karmili chłopów, rewolucja by nie wybuchła. Może ludzie tu też nie byliby tacy spięci, gdyby serwowano lepsze jedzenie. Dziś niemal nie dało się zjeść śniadania.

– Tak, wszyscy narzekają na wyżywienie – odparła Anikó. – Australijczycy chyba gustują w przegotowanych warzywach. I podają za dużo baraniny. Jednak podczas oblężenia Budapesztu gotowałam własne buty, żeby je zjeść, więc nie będę narzekać.

Rumieniec wypełzł mi na twarz. Nie powinnam zachowywać się tak nonszalancko.

– Co robiłaś dzisiejszego ranka, Aniu? – przyszła mi z odsieczą Irina. Powiedziałam im o pracy dla pułkownika Brightona i o jego zaangażowaniu w politykę „zaludniajcie albo zgińcie”. Irina przewróciła oczami, Anikó zaś wybuchnęła śmiechem.

– Tak, to dopiero typ, ten cały pułkownik Brighton – powiedziała. – Czasem myślę, że to szaleniec, ale ma dobre serce. Nie będzie ci źle u niego. Zobaczę, czy zdołam załatwić Irinie pracę w żłobku. Byleby tylko nie musiała stawać przed tym głupim urzędnikiem do spraw zatrudnienia.

– Chciał, żeby Anikó pracowała jako pomoc domowa – wtrąciła Irina.

– Poważnie?

Anikó potarła dłonią o dłoń.

– Wyjaśniłam mu, że znam sześć języków, a on powiedział, że w Australii to całkiem nieprzydatne, wystarczy angielski. Stwierdził, że nie ma pracy dla tłumaczy, a na każdą inną jestem już za stara.

– Co za idiotyzm – żachnęłam się. – Wystarczy popatrzeć na ludzi w tym obozie. Poza tym pułkownik Brighton powiedział mi tego ranka, że w Australii jest więcej takich obozów jak nasz.

– W tym problem – parsknęła Anikó. – Nowi Australijczycy, myślałby kto. Chcą, żebyśmy wszyscy zmienili się w Anglików. Poszłam do pułkownika Brightona i oświadczyłam mu, że władam sześcioma językami. Niemal zerwał się z krzesła, aby mnie uściskać. Od razu dał mi pracę nauczycielki angielskiego i blokowej. Za każdym razem, gdy go widzę, mówi: „Anikó, potrzebuję jeszcze dwudziestu takich jak ty”. I tak, mimo wszystkich swoich wad, ma mój szacunek.

Irina zadrżała i kaszlnęła. Wyciągnęła chusteczkę spod poduszki i wydmuchała nos.

– Przepraszam – powiedziała. – To pewnie oznacza, że zdrowieję.

– Lepiej idź do kwatery Czerwonego Krzyża – poradziłam jej. Irina pokręciła przecząco głową.

– Nie, chce mi się spać. Ale ty powinnaś tam pójść i spytać ich o matkę.

Anikó spoglądała na nas z ciekawością, więc pokrótce wyjaśniłam jej, co się stało z moją matką.

– Czerwony Krzyż ci nie pomoże, Aniu – powiedziała. – Tutaj to tylko oddział medyczny. Powinnaś skontaktować się z głównym biurem w Sydney.

– Och – powiedziałam rozczarowana.

Anikó poklepała Irinę po nodze i położyła pomarańczę obok dzbanka.

– Lepiej już pójdę – oznajmiła.

Po jej wyjściu Irina odwróciła się do mnie i wyszeptała:

– Była pianistką w Budapeszcie. Niemcy zastrzelili jej rodziców za ukrywanie Żydów.

– Boże – westchnęłam. – W tym maleńkim miejscu są aż trzy tysiące tragicznych historii.

Kiedy Irina znowu zapadła w sen, zebrałam nasze ubrania i poszłam do pralni złożonej z czterech betonowych kadzi i bojlera. Wyprałam sukienki i bluzki ostatnią kostką mydła. Po rozwieszeniu prania odwiedziłam skład, gdzie polski magazynier uważnie obejrzał mnie od szyi do biustu.

– Mogę dać ci tylko buty z demobilu, płaszcz z demobilu albo czapkę z demobilu.

Pokazał mi parę staruszków, którzy mierzyli rozmaite buty. Nogi mężczyzny drżały, opierał się o żonę. Myślałam, że pęknie mi serce. Zawsze uważałam, że starsi ludzie powinni się cieszyć owocami swojej pracy, a nie zaczynać wszystko od początku.

– Nie ma mydła? – spytałam. – Ani ręczników?

– To nie hotel Ritz. – Polak wzruszył ramionami.

Przygryzłam wargę. Szampon i pachnące mydło będą musiały poczekać do dnia wypłaty. Przynajmniej miałyśmy czyste ubrania. Pomyślałam, że może Anikó nam coś pożyczy, a potem jej oddamy.

Przez megafon na ścianie magazynu ogłoszono lunch, najpierw po angielsku, a potem po niemiecku. Widziałam, jak starsza kobieta drgnęła, słysząc słowo Achtung.

– Dlaczego mówią po niemiecku? – zapytałam magazyniera.

– Ale pomysł, co? – Uśmiechnął się kącikiem ust. – Uznali, że dzięki nazistom wszyscy rozumiemy rozkazy po niemiecku.

Powlokłam się do stołówki, ze strachem myśląc o kolejnym niejadalnym posiłku. Pojawiłam się tam jako jedna z ostatnich. W sali panowała zupełnie inna atmosfera niż rano. Wszyscy się uśmiechali. Brązowy papier zniknął, każdy stół zdobiły słoiki z niebieskimi kwiatkami. Minął mnie mężczyzna z miską zupy i kawałkiem żytniego chleba. Zawartość miski pachniała smakowicie i znajomo. Zerknęłam na karmazynowy płyn i pomyślałam, że śnię. Barszcz. Wzięłam miskę ze stosu na stole i stanęłam w kolejce do okienka. Niemal podskoczyłam z radości, gdy znalazłam się twarzą w twarz z Marią i Nataszą z Tubabao.

– Och! – wykrzyknęłyśmy jednocześnie.

– Chodź. – Natalia otworzyła drzwi kuchni. – Wszyscy już prawie skończyli. Zjedz z nami.

Przeszłam za nią do pomieszczenia na zapleczu, w którym pachniało nie tylko burakami i kapustą, ale także bielinką i sodą oczyszczoną. Mężczyźni z zapałem zmywali ściany. Natasza przedstawiła nam swojego ojca Lwa i męża Piotra. Maria napełniła moją miskę aż po brzegi świeżym barszczem, a Natasza podsunęła mi krzesło i nalała wszystkim herbaty.

– Co z Raisą? – zapytałam.

– Nie najgorzej – odparł Lew. – Baliśmy się, że nie przeżyje podróży, ale jest twardsza, niż sądziliśmy.

– Trafiła do baraku z Nataszą i dziećmi i wydaje się tam szczęśliwa. Opowiedziałam im o Ruselinie i ze współczuciem pokiwali głowami.

– Pozdrów od nas Irinę – powiedziała Maria.

Na półce obok mnie stał bukiet błękitnych kwiatków, które widziałam wcześniej w stołówce. Dotknęłam cylindrycznych płatków i smukłych łodyg.

1 ... 44 45 46 47 48 49 50 51 52 ... 86
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)