Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Enklawa Wolski w shortach (2)
Enklawa Wolski w shortach (2) - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Enklawa Wolski w shortach (2)

Электронная книга - «Enklawa Wolski w shortach (2)». Краткое содержание книги:

Kolejny tom wolszczyzny zawiera kr?tk? powie?? Enklawa, w nowej, poprawionej i przeredagowanej wersji oraz kilka d?u?szych nowel, podzielonych na bloki: Ba?nie dla bezsennych, Party i Horrory na p??ne wieczory.
1 ... 48 49 50 51 52 53 54 55 56 ... 86
Перейти на страницу:

Nie było sposobu ukrycia czegokolwiek. Notatki Marii leżały na wierzchu, a biogram Grove’a ciągle widniał na monitorze. Zresztą nie pozostawało im nic innego, jak zdać się na Losera i jego ludzi. Raul czuł, że mimo wszystko cała afera zmierza do szczęśliwego końca.

– Uważam, że powinniśmy jak najszybciej złożyć wizytę w T. – powiedział.

– Tak. Zrobimy to jutro, za dnia – odparł doktor. – Oczywiście weźmiemy was ze sobą. Jesteście fantastyczni, naprawdę fantastyczni.

1.15

– Nareszcie sami – powiedział Martinez, kiedy zniknął ostatni wóz ekipy śledczej. – Dziękuję za kawę, Mario, wypiję i będę leciał.

– Dokąd?

– Musi tu być jakiś hotel w pobliżu.

– Nie trzeba szukać hotelu – stwierdziła Maria. – Pościelę ci w pokoju wuja Franciszka. Chyba nie boisz się duchów?

Kiedy stała tak na pierwszym stopniu schodów wiodących na pięterko, Martinez zauważył z pewnym zaskoczeniem, że jest bardzo zgrabna. Konstatacja ta tym większą sprawiła mu przyjemność, że po raz pierwszy od dłuższego czasu jakaś dziewczyna odniosła się do niego tak miło, a on spoglądał na nią inaczej, niż na przystawkę do maszyny biurowej. Coś się w nim zmieniało. Może ta walka była potrzebna. Odniósł zwycięstwo. Poczuł się po raz pierwszy normalnie. Tak jak przed laty, gdy miał Joan i razem byli szczęśliwi.

Maria też zauważyła zmianę w Raulu. Ten pijaczyna i abnegat był na swój sposób fascynujący… Jednak nie amory były mu w głowie.

– Czy twój wóz jest sprawny? – zapytał.

– Owszem, ale… Naprawdę możesz zostać.

– Uważam, że powinienem zajrzeć natychmiast do T., zanim doktor Loser tam się zjawi. Nie bardzo ufam jego metodom.

– Pojadę z tobą.

– Nie mogę odmówić koleżance z pracy.

Wtorek. Noc.

Gdyby nie przebite koło, którego zmienianie zajęło im kwadrans, pewnie by zdążyli. Inna sprawa, że zaraz za T. zatrzymał ich posterunek policji.

– Droga zamknięta – powiedział młody żołnierz, prawie dziecko.

– Jestem z policji – Martinez machnął swoją starą legitymacją.

– Do akcji wprowadzono jednostkę specjalną – padła odpowiedź. – Wstęp wzbroniony.

Raul zaklął w duchu. A zatem Loser skłamał. Ledwo otrzymał potrzebne informacje, a już za ich plecami uruchomił swoje oddziały. Zapewne nie chciał z nikim dzielić się sukcesem. Nie zważając na protesty żołnierzyka, Martinez wcisnął gaz do dechy. Był ciekaw, czy chłopak będzie za nim strzelać. Nie strzelał.

Od starego browaru, który pół roku temu wynajął Grove, dzieliły ich nie więcej niż dwa kilometry – kiedy rozpoczęła się gwałtowna strzelanina. Loser najwidoczniej przypuścił otwarty szturm. Może zresztą został sprowokowany. Po intensywności kanonady można było wnioskować, że toczy się regularna bitwa. Jeszcze pół kilometra… Gwałtowna eksplozja targnęła wzgórzami. Martinez omal nie stracił panowania nad kierownicą…

3.01

Kurz opadał. Skwierczała dopalająca się trawa. W miejscu starego browaru rozpościerał się jeden wielki dymiący krater. Z bastionu „fotografów”, ich ciał, urządzeń, pozostały jedynie mizerne ślady.

– Musieliśmy przypadkowo trafić w ich arsenał. – Doktor Loser z niesłychanie ważną miną kręcił się na skraju pogorzeliska. Ledwie tolerował obecność Marii i Martineza.

– Czy Mark mógł być tam? – zapytała w końcu dziewczyna.

– A skąd mam wiedzieć? – burknął Loser. – Nasi ludzie nie zdążyli nawet zająć pozycji, kiedy ci rozpoczęli strzelaninę. Musieliśmy odpowiedzieć ogniem. Najważniejsze, że wszyscy zginęli. Z tego co ustaliłem, Grove i pasierb Charmontiera również. Cała ekipa załatwiona.

– Ale tajemnicę zdjęć zabrali ze sobą – zauważył Martinez.

– Najważniejsze, że zostali unieszkodliwieni i nie zagrożą więcej porządkowi publicznemu, a ja już zadbam… Co to za światła…

Drogą od lasku pędziła w stronę ruin kilkudziesięcioosobowa wataha ludzi. Błyskały flesze fotoaparatów, kręciły się kamery.

– Pieprzeni dziennikarze – krzyczał jakiś podoficer. – Podjechali od nie zabezpieczonej strony.

– Skąd się tu wzięli dziennikarze? – doktor spojrzał groźnie na Raula i Marię. Ci tylko wzruszyli ramionami.

Komandosi grupy specjalnej byli bezradni wobec nadciągających przedstawicieli agencji prasowych. Martinez pochylił się do Losera i wspominając zdanie profesora Carducciego, rzekł:

– A nie zastanawiał się pan, doktorze, że swoją akcją dopomógł pan w sfinalizowaniu scenariusza „fotografów”? Teraz już się nie uda zatuszować ich działań. Ich memento pozna cały świat.

– Bzdura! – żachnął się zapytany. – Dać się zabić dla jakiejś idiotycznej wizji. Wykluczone.

Do ich stanowiska dobiegł tymczasem najszybszy z prasowej szarańczy Rex Thompson z „Washington Post”.

– Gratuluję zmiany stosunku do mass-mediów, doktorze! Tym razem miło nas pan zaskoczył. Te telefony do nas wszystkich w środku nocy z dokładnym wskazaniem drogi. Nie pojmuję tylko, w jaki sposób już pół godziny temu dziewczyna, która zatrzymała mnie przy skrzyżowaniu, posiadała to zdjęcie, skoro do detonacji doszło dopiero pięć minut temu.

Maria wiedziała, co zobaczy na fotografii. Zgliszcza i lej po detonacji w samym środku. Nie wiedziała tylko, że na skraju będzie również uwieczniona grupka widzów lustrujących miejsce dramatu – a w niej ona, Martinez, Loser i redaktor Thompson. Pod spodem widniał tradycyjny napis:

„Jeszcze tylko półtora roku”.

Niczego więcej nie wyjaśniono. Nie odkryto ani metod, jakimi dokonywano owych zdjęć, ani celu, jaki im przyświecał. Nie natrafiono również na nic, co by wskazywało, że ktokolwiek inny poza Ledontierem i Grove’em mógł być inspiratorem makabrycznego happeningu.

Dwa dni później w alpejskim pustkowiu odnaleziono parę nieprzytomnych osobników – nagich i pogrążonych w głębokiej amnezji. Mężczyznę zidentyfikowano jako Marka Ronsona – ongiś inspektora policji, dziewczyna natomiast – piękna, platynowa blondynka – nie została rozpoznana. Dokładne badania mówią o nieodwracalnych zmianach w ich mózgach i braku szans na odzyskanie pamięci. Jedno wydaje się bezdyskusyjne. Kiedy na spacerze w zakładzie spotykają się razem, wyglądają na szczęśliwych. Jak dwie, splecione w wiosennym słońcu rośliny.

Epilog

1 lutego 1991 roku Raul Martinez nie pił. Nie pił, mimo że półtora roku wcześniej, wracając z Marią do metropolii, obiecał sobie, że zrobi to, gdy nadejdzie dzień zagłady. Przez siedemnaście miesięcy, w tajemnicy przed żoną, śnił o tym dniu. Marzył, tak jak tylko potrafią marzyć zaleczeni alkoholicy. A jednak, gdy nadszedł Dzień Zero, postanowił czekać na trzeźwo. Martynika w lutym jest przepiękna. Zresztą piękna jest podobno o każdej porze roku.

1 ... 48 49 50 51 52 53 54 55 56 ... 86
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)