Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Młodość dla wybranych
Młodość dla wybranych - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Młodość dla wybranych

Электронная книга - «Młodość dla wybranych». Краткое содержание книги:

Na ostry dyżur do szpitala w Springer w Bostonie zostaje przyjęty staruszek z objawami choroby Alzheimera. Wstępne badanie nie ujawnia żadnych dolegliwości neurologicznych. Podejrzewając udar mózgu, doktor Toby Harper nakazuje wykonanie tomografii komputerowej. W czasie, gdy reanimuje kolejnego pacjenta, jej podopieczny dosłownie rozpływa się w powietrzu.
Kilkanaście dni później do szpitala trafia mężczyzna z takimi samymi objawami, jak u nadal nie odnalezionego Harry’ego Slotkina. Obu wcześniej leczył doktor Carl Wallenberg. Pacjent umiera, a Toby, wbrew woli Wallenberga, aranżuje sekcję zwłok. Diagnoza nie pozostawia wątpliwości co do przyczyny śmierci: zarażenie chorobą szalonych krów.
Kilka innych tajemniczych zgonów, których wyjaśnieniem zajmuje się Toby, wskazuje coraz wyraźniej, że to nie epidemia, lecz rezultat czyjegoś świadomego działania. Tropy prowadzą do luksusowego domu opieki, w których Wallenberg i jego współpracownicy przeprowadzają eksperymenty medyczne na starcach, wszczepiając im hormony…
1 ... 48 49 50 51 52 53 54 55 56 ... 78
Перейти на страницу:

Matka nie otworzyła oczu, ale poruszyła dłonią, jakby chciała ją wyszarpnąć.

– Wszystko będzie dobrze, zobaczysz, oni się tobą zajmą… Nagle Ellen poruszyła drugą ręką, zaczęła nią bezwładnie uderzać w materac. Pielęgniarka szybko ją przytrzymała i unieruchomiła pasem. Na widok chudego, kruchego ramienia, które zmaga się z płóciennymi więzami, Toby nie wytrzymała.

– Dlaczego tak mocno? – warknęła. – Ma już siniec…

– Wyrwie sobie kroplówkę.

– Odcinacie dopływ krwi!

– Wyjdź, Toby – powiedział Paul. – Panujemy nad sytuacją.

– Mama was nie zna…

– Nie pozwalasz nam pracować. Musisz wyjść.

Toby odeszła od stołu i stwierdziła, że wszyscy na nią patrzą. Zdała sobie sprawę, że Paul ma rację. Przeszkadzała, wchodziła im w drogę, utrudniała podejmowanie decyzji. Kiedy to ona kierowała zespołem, nigdy nie pozwalała wchodzić do sali rodzinie pacjenta. Tak samo jak Paul.

– Zaczekam za drzwiami – powiedziała cicho i wyszła.

W korytarzu stał jakiś mężczyzna. Tuż po czterdziestce, ponury, ostrzyżony na mnicha.

– Doktor Harper?

– Tak.

Coś w sposobie, w jaki do niej podszedł i otaksował ją spojrzeniem, nasuwało myśl, że jest człowiekiem z policji. Potwierdził to, okazując służbową odznakę.

– Detektyw Alpren. Czy mogę zadać kilka pytań na temat matki pani?

– To ja chcę zadać panu kilka pytań. Co w moim domu robi policja? Kto was wezwał?

– Pani Nolan.

– Po co miałaby wzywać policję do nagłego przypadku chorobowego?

Wskazał pustą salę.

– Wejdźmy tam.

Oszołomiona Toby ruszyła za nim. Zamknął drzwi.

– Od jak dawna pani matka choruje?

– Na Alzheimera?

– Nie. Na to, co dolega jej w tej chwili. Toby pokręciła głową.

– Nie wiem, co jej dolega, nie mam pojęcia, co się stało.

– Czy matka pani chorowała na jakąś przewlekłą chorobę? Nie licząc Alzheimera.

– Dlaczego zadaje mi pan te wszystkie pytania?

– Z tego co wiem, pani matka choruje przynajmniej od tygodnia. Letarg, mdłości…

– Robiła wrażenie zmęczonej. Założyłam, że to wirus, lekkie dolegliwości żołądkowo-jelitowe…

– Wirus, pani doktor? Pani Nolan jest innego zdania. Patrzyła na niego nic nie rozumiejącym wzrokiem.

– Co wam powiedziała Jane? Mówił pan, że to ona was wezwała.

– Tak.

– Chcę z nią porozmawiać. Gdzie ona jest? Puścił to pytanie mimo uszu.

– Pani Nolan wspomniała też o pewnych obrażeniach. Powiedziała, że pani matka skarżyła się na ból rąk po oparzeniach.

– Przecież te oparzenia zagoiły się kilka tygodni temu. Opowiadałam Jane, jak do tego doszło.

– A te sińce na udzie? Skąd je ma?

– Jakie sińce? Nic nie wiem o żadnych sińcach.

– Pani Nolan twierdzi, że pytała o to panią dwa dni temu. I że nie potrafiła pani wyjaśnić ich pochodzenia.

– Co?!

– Czy może pani wyjaśnić, skąd wzięły się te sińce?

– Do ciężkiej cholery, chcę wiedzieć, dlaczego pani Nolan wygaduje te wszystkie bzdury! Gdzie ona jest?

Alpren przyglądał się jej chwilę. Potem pokręcił głową.

– Zważywszy okoliczności, pani Nolan nie życzy sobie z panią rozmawiać.

Po tomografii umieszczono Ellen na OIOM-ie, gdzie Toby mogła ją odwiedzić. Natychmiast odrzuciła prześcieradło i poszukała wzrokiem sińców – była to pierwsza rzecz, jaką zrobiła po wejściu do sali. Znalazła cztery. Cztery nieregularne plamy na zewnętrznej stronie lewego uda. Patrzyła, nie dowierzając własnym oczom i przeklinając siebie za ślepotę. Jak to się stało? I kiedy? Ellen? Zrobiła to sobie sama? A może zrobił to jej ktoś inny, wielokrotnie szczypiąc tę delikatną skórę? Okryła jej nogi, potem w tajonej furii zacisnęła ręce na oparciu łóżka i stała tak, próbując zdławić w sobie wściekłość, która pozbawiała ją zdolności logicznego myślenia. Ale jednej myśli odpędzić nie mogła. Jeśli zrobiła to Jane, zabije ją własnymi rękami.

Ktoś zapukał w szybę i do przeszklonego boksu weszła Vickie. Bez słowa usiadła po drugiej stronie łóżka.

– Mama jest w śpiączce – powiedziała Toby. – Zauważyli sińce na jej udzie. Jane powiedziała policji, że ja to zrobiłam. Myślą teraz, że…

– Tak, wiem.

Toby popatrzyła na nią, zdumiona beznamiętnością jej głosu.

– Vickie…

– W zeszłym tygodniu mówiłam ci, że mama jest chora. Mówiłam ci, że wymiotuje. Ale ciebie to nie obchodziło.

– Myślałam, że to wirus…

– Nie zawiozłaś jej do lekarza, prawda? – Vickie spojrzała na nią jak na stwora, którego nigdy dotąd nie widziała. – Nic ci nie mówiłam, ale wczoraj dzwoniła do mnie Jane. Prosiła, żeby ci o tym nie wspominać. Była bardzo zaniepokojona.

– Co ci powiedziała? Co ona ci powiedziała?!

– Powiedziała, że… – Vickie lekko westchnęła. – Martwiło ją to, co dzieje się z mamą. Kiedy rozpoczynała u ciebie pracę, zauważyła sińce na jej ramieniu, jakby ktoś chwycił ją i mocno potrząsnął. Te sińce zniknęły, ale w tym tygodniu na udzie pojawiły się nowe. Widziałaś je?

– To Jane ją codziennie kąpała…

– A więc nie widziałaś ich, tak? Nawet o nich nie wiedziałaś?

– Jane nigdy mnie o to nie pytała!

– A oparzenia? Skąd te oparzenia na jej rękach?

– Oparzyła się kilka tygodni temu! Podniosła gorącą brytfannę z kuchenki.

– A więc jednak się oparzyła.

– To był wypadek! Był przy tym Bryan.

– Twierdzisz, że Bryan za to odpowiada?

– Nie, nic podobnego…

– W takim razie kto?

Mierzyły się wzrokiem nad łóżkiem Ellen.

– Vickie – odezwała się Toby. – Jestem twoją siostrą. Znasz mnie. Jak możesz wierzyć komuś obcemu?

– Nie wiem. – Vickie przeczesała palcami włosy. – Już sama nie wiem, w co wierzyć. Po prostu chcę, żebyś opowiedziała mi, co się naprawdę stało. Zdaję sobie sprawę, że mama bywa bardzo trudna, gorsza niż małe dziecko. Że niełatwo jest…

– Co ty możesz o tym wiedzieć? Nigdy nie chciałaś mi pomóc.

– Mam rodzinę.

– To mama jest twoją rodziną. Ale wy tego nie możecie zrozumieć, prawda? Ani twój mąż, ani dzieci.

Vickie zadziornie uniosła głowę.

– Znowu próbujesz wzbudzić we mnie wyrzuty sumienia, co? Znowu urządzasz zawody z cyklu, która z nas bardziej cierpi, która bardziej zasługuje na koronę męczennicy. Święta Toby.

– Przestań.

– No więc kiedy wyszłaś z siebie? Kiedy w końcu nie wytrzymałaś i zaczęłaś ją bić?

Toby aż drgnęła, zbyt wstrząśnięta, zbyt rozgniewana, by zaufać swoim własnym reakcjom. Vickie zadrżały usta, zwilgotniały jej oczy.

– O Boże. Nie chciałam tego powiedzieć…

Toby wstała, odwróciła się i wyszła. Zatrzymała się dopiero przy swoim samochodzie na szpitalnym parkingu.

Miała w torebce notes z adresami: odszukała nazwisko Jane Nolan i pojechała do niej do domu.

Jane mieszkała w Brooklynie, siedem kilometrów na wschód od Springer Hospital, przy nijakiej, bezdrzewnej ulicy, w bliźniaku krytym zieloną dachówką. Na ganku stały skrzynki z wyschniętą na kość ziemią i więdnącymi roślinami. Story były szczelnie zaciągnięte.

Toby nacisnęła guzik dzwonka. Cisza. Zapukała, potem zaczęła tłuc pięściami w drzwi.

– Otwieraj, ty dziwko! Powiedz, dlaczego mi to robisz! Jane! – krzyknęła.

Otworzyły się sąsiednie drzwi i ostrożnie wychynęła spoza nich głowa kobiety.

– Szukam Jane Nolan powiedziała Toby.

– No to niech pani przestanie tak walić, bo jej nie ma.

– Kiedy wróci?

– Kim pani jest?

1 ... 48 49 50 51 52 53 54 55 56 ... 78
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)