Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Róża Yorku». Краткое содержание книги:

Jesień 1922 roku. Tajemniczy kolekcjoner z Warszawy - Szymon Aronow zwany Kulawym - powierza księciu Morosiniemu, znawcy starych klejnotów, niebezpieczną misję odszukania czterech kamieni szlachetnych skradzionych niegdyś ze Świątyni Jerozolimskiej. Po odnalezieniu szafiru zwanego Błękitną Gwiazdą książę wyrusza do Anglii, gdzie ma się znajdować bezcenny diament - Róża Yorku. Zaczyna się szalona przygoda pełna niebezpieczeństw i emocji, bowiem ów kamień jest obiektem pożądania wielu osób, które zrobiłyby wszystko, aby go zdobyć. Jaką rolę odgrywa w tej sprawie młodziutka Polka - Anielka Solmańska, która pragnąc miłości i pomocy Morosiniego, zarazem zdaje się prowadzić własną, podwójną grę?
1 ... 47 48 49 50 51 52 53 54 55 ... 75
Перейти на страницу:

- W jakim stopniu lady Mary jest zamieszana w morderstwo Harrisona?

- Myślę, że odegrała rolę starej księżnej. Jest jej kuzynką i często ją odwiedzała, więc może znalazła sprzymierzeńców wśród ludzi, którzy usługiwali tej znanej ze skąpstwa staruszce; stąd kobieta, która jej towarzyszyła, i samochód. Chyba że był wynajęty. Pointer starał się coś ustalić, ale bez skutku. Tak więc nasza czarująca lady Mary wiedzie światowe życie, korzystając z rozgłosu, jaki przyniósł jej mężowi proces lady Ferrals. Prawie w każdy weekend organizuje przyjęcia w Exton Manor, który my nadal otaczamy dyskretnym nadzorem.

- A sir Desmond wciąż o niczym nie wie?

- Na temat działalności żony? Nie. Już panu mówiłem, że chciałbym ją złapać na gorącym uczynku. Ale o niebezpieczeństwie, jakie mu groziło ze strony Yuan Changa, tak. Po aresztowaniu Chińczyka powiedziałem mu, że według informacji, jakie posiadam, Chang ma chrapkę na kolekcję cesarskich jaspisów. Sir Desmond został więc ostrzeżony i powinien podjąć konieczne środki ostrożności.

- Nie przydadzą się na nic, jeśli nie podejrzewa żony, gdyż to na nią liczył Yuan Chang.

- Nie podejrzewa również, że jego dom jest nadzorowany. Szef bandy siedzi wprawdzie w więzieniu, ale to nie wystarczy. Wcześniej czy później przecież wyjdzie. Nie wiemy też, ilu ludzi zatrudnia. Obawiam się, że wielu. Więc...

- Wydaje się, że w tych warunkach pozostaje nam tylko czekać.

- Tym bardziej - dodał Vidal-Pellicorne, kiedy komisarz już sobie poszedł - że jest nam obojętne, czy znajdą ten fałszywy diament. Nas interesuje prawdziwy i zadaję sobie pytanie, czy któregoś dnia wpadniemy na jego ślad.

- Skoro pisałeś w tej sprawie do Aronowa, to poczekaj na odpowiedź. Może będzie miał jakiś pomysł, bo przecież zawsze wie o wszystkim najlepiej - odparł Aldo z lekką urazą, przypominając sobie spacer wokół Hyde Parku, kiedy to Szymon kazał mu obiecać, że zostawi sprawę Anielki w rękach Solmańskiego i adwokatów. - A teraz chciałbym już położyć się spać. Ciężka przeprawa przez kanał La Manche i zaniepokojony policjant to zbyt wiele dla takiego starego, zmęczonego człowieka jak ja...

Wsunąwszy się głęboko w fotel, Adalbert wyciągnął nogi w stronę ognia buzującego w kominku i zaczął szarpać niesforny kosmyk, który po raz kolejny spadł mu na brew.

- Jeszcze jedno małe pytanko, które cię nie zmęczy: co czujesz do lady Ferrals? Nadal ją kochasz, czy też może, przybywając jej na ratunek, jesteś jedynie posłuszny swemu słynnemu instynktowi rycerskiemu?

- Mój dobry człowieku, odpowiem ci na to pytanie po wizycie u niej.

* * *

Następnego dnia Aldo znalazł się ponownie w małym, szarym i źle oświetlonym pomieszczeniu, przy drewnianym stole, przy którym stały dwa krzesła. Drzwi się otworzyły, stanęła w nich strażniczka w uniformie i przepuściła przed sobą młodą wdowę. Aldo ukłonił się, tłumiąc westchnienie ulgi.

Przez całą drogę bardzo się obawiał tego, tak upragnionego, spotkania. Obawiał się, gdyż wiedział, że Anielka jest chora, i spodziewał się zobaczyć cień tej czarującej istoty.

Lękał się, że zobaczy bladą twarz naznaczoną trwogą i cierpieniem, podkrążone i zmęczone oczy. Ale Anielka wyglądała podobnie jak wtedy, gdy widział ją po raz ostatni: ta sama czarna sukienka opinała drobne i wdzięczne ciało, włosy kręciły się, tworząc aureolę wokół delikatnej twarzy o jasnej cerze, ale przede wszystkim w jej złocistych źrenicach dostrzegł iskierkę radości. Na jego widok uśmiechnęła się może niezbyt wyraźnie, ale jednak.

- Więc przyjechał pan? - szepnęła, jakby jeszcze w to nie wierząc.

- Czyż nie wezwała mnie pani?

- Tak... ale nie wierzyłam, że pan przyjedzie. Wanda mogła się pomylić, pisząc adres, list mógł nie dojść, a przede wszystkim mógł pan być nieobecny... Dlaczego pan wyjechał?

- Z banalnego powodu, byłem potrzebny w domu, ale jak pani widzi, nie wahałem się, aby przyjechać na wezwanie. Jak się pani czuje? Kiedy liczyłem na spotkanie ostatnim razem, leżała pani chora w więziennym szpitalu.

- Tak. Przez chwilę myślałam nawet, że umrę, i byłam z tego powodu zadowolona, ale teraz czuję się już lepiej, bo pan mi pomoże, nieprawdaż?

- Od dawna chcę pani pomóc - powiedział łagodnie z lekkim wyrzutem - i przyzna pani, że to nie z mojej winy nie jestem w stanie tego uczynić.

W nagłym porywie rzucił się w stronę jej wyciągniętych dłoni. Ujął je i przycisnął do siebie, zatroskany, że są takie chłodne.

- Mój Boże! Pani jest zimno!

Chciał wziąć ją w ramiona, ale przeszkodził mu w tym głos strażniczki:

- Musicie siedzieć po przeciwnych stronach stołu. Taki jest przepis.

- Cóż za głupi przepis! - jęknął Morosini i nie wypuszczając jej rąk, usadowił Anielkę na krześle, a sam usiadł naprzeciw niej. - No dobrze! Spróbujmy teraz popracować - powiedział z uśmiechem tak sugestywnym, że musiała mu odpowiedzieć tym samym.

Jednak był bardzo zaniepokojony. Czuł, że jest poruszona i zdenerwowana. Jej rozbiegane spojrzenie było spojrzeniem istoty wystraszonej, a wręcz zaszczutej. Czy w takiej sytuacji uda się mu skłonić ją do wyznań?

- Sądzę - niemal szepnął - że chce mi pani coś powiedzieć.

- Tak, i wydaje mi się, że jest pan jedyną osobą, której mogę to powiedzieć bez ryzyka i to z prostego powodu: Władysław nigdy pana nie widział i nie zna. Podobnie jak jego przyjaciele.

- Ale ja go znam - odparł Aldo, przywołując w pamięci obraz młodego człowieka w czerni, widzianego w parku w Wilanowie. - Jeśli ktoś mnie zainteresuje, nie zapominam jego twarzy. Może wie pani, gdzie można go znaleźć?

- Prawdopodobnie. Przypuszczam jedynie, gdzie może być, i wiem, że jego odnalezienie to jedyna szansa na moje uwolnienie.

- Czemu nie powiedziała pani o tym wcześniej? Jeśli nie policji, to przynajmniej ojcu?

- Ojcu? On uznaje jedynie rozwiązania siłowe. Gdyby znalazł Władysława, zabiłby go natychmiast, nie dając mu nawet czasu na wzięcie oddechu. Kieruje się wyłącznie nienawiścią.

- A może czasem kieruje się jednak miłością? Jest pani przecież jego córką, a jedynym sposobem, by panią uratować, jest doprowadzenie tego Polaka przed sąd...

- Może ma pan rację... Ale jeśli nawet to prawda, nie chcę ryzykować. Zbyt wiele złego mnie już spotkało.

- Jednego nie rozumiem. Po śmierci męża mogła pani oskarżyć Władysława i poprosić policję o ochronę. A pani pozwoliła się zaaresztować, zamknąć w więzieniu i zadawała się jedynie twierdzeniem, że jest niewinna. To jest bardzo głupie!

- Może zbyt uwierzyłam w reputację Scotland Yardu. Miałam nadzieję, że go odnajdą bez mojej pomocy. No i wierzyłam także jemu: „Bądź spokojna - mówił. - Gdyby nasze sprawy źle się potoczyły, będziemy wiedzieli, ja i moi przyjaciele, jak cię stamtąd wyciągnąć".

- I pani mu uwierzyła? Już chyba najwyższy czas, Anielko, żeby wyznała mi pani prawdę!

- Jaką prawdę?

- Co właściwie was łączy? Powiedziała mi pani, że był jej kochankiem, ale Wanda jest przekonana, że łączy was miłość taka, jaką opisują w romansach, że pani go kocha, a on panią wielbi.

Śmiech Anielki byłby uroczy, gdyby nie zabrzmiał tak smutno.

- Łatwo zgadnąć, jaka to miłość, skoro mnie opuścił. Biedna Wanda! Nigdy nie przestanie być dzieckiem wierzącym w bajki o bohaterach, które wszyscy tak chętnie powtarzają w mej drogiej Polsce!

- To, co myśli Wanda, to jedna sprawa, a co myśli pani, to druga. Proszę mi powiedzieć, czy kocha pani tego młodzieńca, bo mnie się wydaje, że tak.

1 ... 47 48 49 50 51 52 53 54 55 ... 75
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)