Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Miedziany Król
Miedziany Król - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Miedziany Król

Электронная книга - «Miedziany Król». Краткое содержание книги:

Akcja powieści toczy się w tym samym uniwersum co wcześniejsza powieść ukraińskiego duetu, Waran. Jej bohaterem jest potomek wyklętej przez większość ludów zamieszkujących ów świat rasy heksów; trudno się zresztą dziwić niechęci do kanibali. Natura obdarza go niesamowitą pamięcią; wystarczy mu raz przeczytać książkę, by potrafił zacytować ją bez najmniejszego choćby błędu.
Przypadek sprawia, że poznaje pradawne zaklęcie — prośbę skierowaną do tytułowego Miedzianego Króla: w zamian za rzecz szczególnie dla proszącego ważną Król dać ma to, czego w danej chwili proszący szczególnie potrzebuje, przy czym to Król, a nie proszący, decydować ma, co stanie się przedmiotem zamiany. Chłopak korzysta z owej wiedzy w sposób bezwzględny. Dzięki niej z niewolnika wspina się na sam szczyt społecznej drabiny — dowodzona przez niego armia jest w stanie konkurować z największymi potęgami tego świata. Czy aby jednak na pewno dzięki temu osiąga sukces? Czy może osiągnąłby go i tak, bez pomocy mitycznego Króla?
1 ... 47 48 49 50 51 52 53 54 55 ... 138
Перейти на страницу:

Doczekać wiosny w cieple nie było im dane. Był jasny, zimny dzień, Łuks, w jednej lekkiej kurtce, biegł po polu, drobny śnieg tryskał spod szerokich łap i migotał w słońcu. Na grzbiecie chimajryda, uczepiwszy się jego szerokich ramion, siedziała jasnowłosa Jeli w zachwycie chichotała i piszczała tak, że usłyszał ją ojciec, oberżysta z zajazdu, w którym zimowali.

W ciągu pół godziny karczmarz, czerwony i zasapany, wpadł do kuchni, gdzie Razwijar skrobał skrobakiem żeliwne kotły.

— Zabierajcie się. Obaj! W ciągu minuty ma was nie być! Won!

Razwijar uspokajał go, jak mógł. Jel znowu piszczała. Tym razem dlatego, że ojciec targał ją za warkocze. Na nieszczęście w spór wmieszał się Łuks, jedno nieostrożne machnięcie łapą wystarczyło, żeby oberżysta poleciał na ścianę, uderzył głową i zachrypiał. Jel przypadła do ojca, na cały głos wyklinając chimajryda. Razwijar zrozumiał, że w środku zimy przyjdzie im iść, gdzie oczy poniosą.

I poszli. Kończył się krótki dzień, nadleciał wiatr, Łuks szedł z nisko opuszczoną głową.

Razwijar w milczeniu wdrapał się na jego grzbiet i ze wszystkich sił zacisnął nogi na bokach.

Chimajryd głośno westchnął, podskoczył tak, że Heks omal nie spadł i rzucił się do biegu po zamarzniętej drodze, a potem i po polu, nie przejmując się bruzdami i jamami. Poruszał się wielkimi skokami, wiatr smagał twarz i po dosłownie dwóch minutach Razwijar już niczego nie widział przez łzy. Łuks gnał, wyrażając tym pędem cały swój stosunek do niesprawiedliwego świata i Razwijar poważnie zaczął się obawiać, że ten złamie nogę, potykając się o przykrytą śniegiem gałąź albo, po prostu, wpadnie na drzewo, miażdżąc razem dwie głowy, swoją i jeźdźca.

Gwałtownie pociemniało — nadpłynęła czarna chmura. Boki Łuksa zapociły się, Razwijar zesztywniał niczym drewniany kołek. Zamarzniemy na śmierć w tej głuszy, pomyślał Razwijar ze zdziwieniem pełnym obrzydzenia na myśl o takim końcu, i w tym samym momencie zobaczył światło przed nimi, ogienek, przedzierający się przez śnieżną zadymkę i pnie drzew.

— Roz… bójnicy — z trudem wymówił Łuks i odrobinę zmniejszył prędkość. — No wreszcie.

* * *

Nocujący zimą w lesie okazali się nie rozbójnikami, a błąkającymi się w poszukiwaniu Śmierci myśliwymi. Razwijar zamarł usłyszawszy odpowiedź piegowatego, niskiego wzrostem mężczyzny, przywódcy drużyny. Okazało się, że Śmiercią w tych krainach nazywają rzecznego chapuna.

— Przecież on w jednym miejscu nie siedzi, kocia kiszka. Przeprawia się i z prądem i pod prąd, i przez tamy przeskakuje. A bywa, że w podziemne wody się przesącza i siedzi tam, obrastając sadłem. A Śmiercią nazywają go dlatego, że ludzkie mięso bardzo lubi. Czuje z daleka. Siedzisz, na przykład, w łódce z wędką albo przynętę swoją stopniowo wybierasz. A tutaj — trzask, prask! Łódeczka w drzazgi i tylko czapka na wodzie pływa. Niejednego w ten sposób zabrało.

W drużynie było dziesięciu ludzi. Wędrowali pieszo, nocowali w namiocie z ciepłej skóry, nieznanego Razwijarowi zwierzęcia. Gardzili noclegami w zajazdach, ponieważ, jak wyraził się przywódca, „szanują zapracowany grosz”. Mieli ze sobą imperatorskie licencje na wyrąb lasu, na polowanie i na zabijanie, szczególnie Śmierci. Jedno spojrzenie na twarz Łuksa wystarczyło, żeby Razwijar zrozumiał, że czworonóg nigdzie się od tych ludzi nie ruszy.

Pojawienie się chimajryda nie wszyscy przyjęli spokojnie. Jeden, najmłodszy, nawet się mocno przeraził, inni bardziej się zdziwili, niż bali; podchodzili popatrzeć, dotknąć. Półczłowiek, którego ludzka ciekawość zazwyczaj rozdrażniała, tym niżem nie wykazywał niezadowolenia — wręcz przeciwnie, podnosił łapy, pokazując wciągnięte pazury, opowiadał o Nagórenach-chimajrydach i w ogóle zachowywał się jak życzliwy cudzoziemiec, świadomy swojej odmienności od okolicznych mieszkańców. Razwijar nie był przekonany, że drużyna przyjęłaby do swojego ogniska zwyczajnego dwunogiego włóczęgę, który pojawił się z nocnego lasu bez wezwania i zaproszenia. Ale Łuks stanowił wielką osobliwość i ostatecznie dopuścili dziwaków do swojego kręgu.

Paliło się wielkie ognisko. Z ciemności wyłaniała się ściana czarnych, porosłych mchem pni.

— Jak pójdzie ławica żółtochwostów to wiadomo, że i Śmierć za nią.

Żółtochwosty skupują kupcy, dając imperatorski real za każde skrzek! To przedziwna ryba, nie psuje się i nie śmierdzi, i męskiej siły od niej przybywa, i wszystkie choroby leczy, tak mówią. Dlatego żółtochwosty są w cenie.

Zimą zgłodniała Śmierć zaczynała miotać się po rzekach i jeziorach, polując spod lodu.

Drużyna natychmiast szła na wezwanie. Niedaleko stąd — może pół dnia drogi zostało — jakąś babę wciągnęło pod lód i nocą widziano srebrzyste światło w rzeczce.

— Świeci, kiedy jest ciemno. To pozwala się przed nią chronić. Co mądrzejsi spuszczają pod wodę wiosło, a do wiosła przyczepiają lusterko i bacznie je obserwują. Jak spod wody idą błyski to koniec połowów, czas zwijać łódeczkę. Mówią, że ona w ciemności nie widzi, dlatego się świeci, ot wszystko, kocia kiszka.

— Płacą wam za nią? — zapytał Razwijar. — Za to, że ją zabijacie?

Mężczyzna spojrzał na niego, nie rozumiejąc pytania:

— Za co tu płacić? Przecież to nasze rzemiosło. Co zdobędziemy, to nasze.

— Przecież ludzi przed nieszczęściem ratujecie— powiedział Razwijar.

— No tak — odezwał się drugi, dawno niemyty, porosły skołtunioną brodą. — Tylko, co my mamy do ich nieszczęścia? My ze Śmierci świetlne kryształki wyciągamy.

— Co? — zdziwił się Łuks.

— Świeci się ona, ponieważ wewnątrz niej są świetlne kryształki — wyjaśnił przywódca. — A te kryształki to coś w rodzaju atramentu, tylko na odwrót. Za nie, bracie, taką cenę dają, że i zaryzykować można.

* * *

Na drugi dzień, jeszcze przed obiadem, drużyna dotarła na miejsce. Łuks, który nigdy nie pozwalał używać siebie jako zwierzęcia jucznego, tym razem wziął na grzbiet taką górę ekwipunku, że ciekawość myśliwych przerodziła się w trwałą sympatię. Razwijar zachowywał milczenie, na tych ziemiach za wszystkie szczęśliwe zbiegi okoliczności przyjęte było dziękować Imperatorowi, a za nieszczęścia i dramaty — przeklinać Szuu. Gdyby od małego był mieszkańcem Imperium — dziękowałby teraz Imperatorowi bez ustanku.

Szeroka równinna rzeka, zakręcająca w pobliżu osady Zabawa, dawno wyprostowała swój bieg, przebijając sobie nowe koryto, a oddzielone w rezultacie tego jezioro miejscowi przezwali Starcem. Śniegu prawie nie było, ponieważ zwiał go wiatr i powierzchnia Starca bielała matowym, gdzieniegdzie pokrytym pęcherzykami, lodem. Przy drewnianych mostkach, pod prawym wysokim brzegiem, ciemniała zaniedbana przerębla. Obecnie także była pokryta lodem, ale był on o wiele cieńszy i zielonkawy. Brzegi wyrwy szczerzyły się wkutymi krami, a na boku leżało do połowy wmarznięte wiadro.

— Tutaj ją porwało — powiedział teść zaginionej kobiety i wskazał palcem, pokazując pod lód. — Mówiłem jej, żeby wody stąd nie brała. Tutaj woda mętna, a i piasek się trafia.

— Aha — przywódca drużyny ani myślał się przerażać, ani martwić. — Po załamaniu widać, że to rosła sztuka… ma dziesięć lat, a może i nawet piętnaście. One u siebie w podziemnych rzekach takiej tuszy nabierają…

— I świetlnych kryształków ma w sobie trzy miarki — marzycielsko założył włochaty. — Albo cztery.

— Odejdź od brzegu — ostro powiedział przywódca do Łuksa, pochylonego nad przeręblą. — Teraz zobaczymy, czy ona tutaj jest, czy uciekła. Może się nażarła i poszła do swojej nory grzać się…

1 ... 47 48 49 50 51 52 53 54 55 ... 138
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)