Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Miasto i miasto [The City & The City - pl]
Miasto i miasto [The City & The City - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Miasto i miasto [The City & The City - pl]

Электронная книга - «Miasto i miasto [The City & The City - pl]». Краткое содержание книги:

China Miéville stworzył swą najdoskonalszą dotąd powieść — egzystencjalny thriller rozgrywający się w mieście najniezwyklejszym ze wszystkich, realnych czy wyimaginowanych…
Gdy w ponurym, chylącym się ku upadkowi mieście Besźel położonym gdzieś na skraju Europy znaleziono ciało zamordowanej kobiety, wydawało się, że inspektora Tyadora Borlú z Brygady Najpoważniejszych Zbrodni czeka kolejna rutynowa sprawa. W miarę postępów śledztwa Borlú odkrywa jednak dowody wskazujące na spiski znacznie dziwniejsze i groźniejsze niż wszystko, co mógłby sobie wyobrazić. Wkrótce inspektorowi i bliskim mu ludziom zaczyna grozić niebezpieczeostwo. Borlú musi przekroczyć granicę niepodobną do żadnej innej i wyruszyć do jedynego miasta na Ziemi, które jest równie dziwne jak to, w którym mieszka…

Powieść nagrodzona „Arthur C. Clarke Award 2010” oraz „Hugo Award 2010”.
1 ... 46 47 48 49 50 51 52 53 54 ... 85
Перейти на страницу:

— Chciałem powiedzieć, że bardzo mi przykro z powodu tego, co się stało, i upewnić się, że wszystko z wami w porządku.

— Ma mi pan coś do powiedzenia?

— Pyta pani, czy złapaliśmy zabójcę? Niestety, jeszcze nie, pani Geary. Chciałem panią zapytać… — umilkłem na chwilę, ale nie odłożyła słuchawki ani nic nie powiedziała. — Czy Mahalia wspominała, że spotykała się z kimś tutaj? — Ze słuchawki dobiegł jakiś nieokreślony dźwięk. — Zna pani Yolandę Rodriguez? — podjąłem po kilku sekundach. — I dlaczego to besźańskich nacjonalistów szukał pan Geary, kiedy przekroczył? Mahalia mieszkała w Ul Qomie.

Znowu usłyszałem ten sam dźwięk. Uświadomiłem sobie, że kobieta płacze. Otworzyłem usta, ale mogłem jedynie jej słuchać. Poniewczasie uświadomiłem sobie, że trzeba było zadzwonić z innego telefonu, na wypadek, gdyby podejrzenia moje i Corwi okazały się prawdziwe. Pani Geary nie przerwała połączenia, dlatego po chwili wypowiedziałem jej nazwisko.

— Dlaczego pyta mnie pan o Yolandę? — odezwała się wreszcie, biorąc się w garść. — Pewnie, że ją znam. Była przyjaciółką Mahalii. Czy…

— Staramy się ją odszukać, ale…

— O mój Boże, czy zaginęła? Mahalia się jej zwierzała. Czy dlatego…

— Spokojnie, pani Geary. Zapewniam, że nie ma żadnych dowodów wskazujących na podejrzane okoliczności. Może po prostu wzięła sobie kilka dni wolnego. Proszę.

Kobieta znowu zaczęła płakać, ale szybko zapanowała nad sobą.

— Podczas lotu prawie się do nas nie odzywali — zaczęła. — Mąż obudził się dopiero przed lądowaniem i zrozumiał, co się stało.

— Pani Geary, czy Mahalia spotykała się z kimś tutaj? To znaczy w Ul Qomie?

— Nie — westchnęła. — Na pewno myśli pan: „Skąd matka mogłaby wiedzieć”, ale ja bym wiedziała. Mahalia nie podałaby mi szczegółów, ale… — Zapanowała nad sobą. — Ktoś się koło niej kręcił, ale nie podobał się jej w ten sposób. Powiedziała, że to zbyt skomplikowane.

— Jak się nazywał?

— Gdybym wiedziała, na pewno bym panu powiedziała. Nie mam pojęcia. Chyba poznali się przez politykę.

— Wspominała pani o Qoma Najpierw.

— Och, moja dziewczyna rozwścieczyła ich wszystkich — Zaśmiała się krótko. — Ludzi stojących po każdej ze stron. Nawet unifikatorów, czy jak tam się nazywają. John chciał sprawdzić wszystkich. Znacznie łatwiej było znaleźć nazwiska i adresy w Besźel, bo tam właśnie byliśmy. Miał zamiar porozmawiać ze wszystkimi po kolei, bo… któryś z nich to zrobił.

Złożyłem jej wszystkie obietnice, jakich się domagała, pocierając czoło i wpatrując się w sylwetki ulqomańskich przechodniów.

Po pewnym czasie obudził mnie telefon od Dhatta.

— Kurwa, jeszcze śpisz? Wstawaj.

— Kiedy będziesz mógł…

Było rano, wcale nie takie wczesne.

— Jestem na dole. Pośpiesz się. Ktoś przysłał bombę.

Rozdział siedemnasty

W Bol Ye’an zastaliśmy ludzi z ulqomańskiej brygady antyterrorystycznej, przykucniętych pod maleńkim pokojem pocztowym. Ubrani w stroje ochronne mężczyźni żuli gumę, rozmawiając z mocno przejętymi ochroniarzami. Wszyscy unieśli zasłony hełmów na czoła.

— Pan Dhatt? Wszystko w porządku, starszy detektywie — rzekł jeden z nich, spoglądając na epolety mojego towarzysza. — Możecie wejść.

Przyjrzał mi się z uwagą i otworzył drzwi maleńkiej klitki.

— Kto ją odkrył? — zapytał Dhatt.

— Jeden z ochroniarzy. Nazywa się Aikam Tsueh. Bystry chłopak. Powiedział, że list wydał mu się jakiś dziwny, więc poszedł do stojących na zewnątrz funkcjonariuszy i poprosił, żeby mu się przyjrzeli. — Na ścianach było pełno przegródek, w kątach, w plastikowych koszach oraz na stołach leżały paczki, otwarte i zamknięte. Pośrodku stał taboret, otoczony fragmentami podartej koperty oraz podeptanymi listami. Leżała na nim zawartość przesyłki. Przewody sterczały z niej na różne strony jak słupki kwiatu. — To jest mechanizm — oznajmił mężczyzna. Przeczytałem illitański napis na jego kevlarowej kurtce. Miał na imię Tairo. Mówił do Dhatta, nie do mnie, wskazując na wszystko małym piórem laserowym. — Koperta miała dwie warstwy. — Przesunął czerwonym punkcikiem po papierze. — Jeśli otworzyć pierwszą, nic się nie stanie. W środku jest druga. Po jej otworzeniu… — Strzelił palcami, wskazując na przewody. — Niezła robota. Klasyczna.

— Staromodna?

— Nie, po prostu zwyczajna. Nieźle wykonana. I to nie było tylko son et lumiére. Nie chodziło o to, żeby kogoś przestraszyć, ale wykończyć. Pokażę wam coś jeszcze. Widzicie? Zapalnik połączono z zamknięciem. — Na strzępach wewnętrznej koperty można było przeczytać napis po besźańsku: „Pociągnij, żeby otworzyć”. — Ten, kto by to zrobił, dostałby prosto w twarz i zwalił się na ziemię, ale ktoś, kto stałby obok, musiałby tylko poprawić sobie fryzurę, chyba żeby miał wyjątkowego pecha. Podmuch był ściśle ukierunkowany.

— Jest rozbrojona? — zapytałem Taira. — Mogę jej dotknąć?

Nie spojrzał na mnie, tylko na Dhatta, który skinął głową w odpowiedzi.

— Odciski palców — przypomniał sobie antyterrorysta, ale wzruszył ramionami. Wziąłem leżący na półce długopis i wyjąłem z niego wkład, żeby nie zostawić znaków. Potem dotknąłem lekko kartki, wygładzając wewnętrzną powierzchnię. Choć saperzy podarli kopertę, nazwisko łatwo można było odczytać. David Bowden.

— Niech pan zobaczy to — odezwał się Tairo, przesuwając lekko kartki. Pod spodem, na wewnętrznej powierzchni zewnętrznej koperty, ktoś napisał po illitańsku „serce wilka”. Słyszałem gdzieś tę frazę, ale nie potrafiłem jej zlokalizować. Tairo zanucił z uśmiechem kilka taktów.

— To stara piosenka patriotyczna — wyjaśnił Dhatt.

— Nie chodziło im o zastraszenie ani o ogólną masakrę — rzekł cicho do mnie starszy detektyw. Siedzieliśmy w gabinecie, który zagarnęliśmy na swoje potrzeby. Naprzeciwko nas spoczął Aikam Tsueh, uprzejmie starając się nie podsłuchiwać. — To była próba zabójstwa. Dlaczego, kurwa?

— List wysłano z Besźel, ale napisy były po illitańsku — dodałem.

Odciski palców nic nam nie powiedziały. Na zewnętrznej kopercie nabazgrano adres, a na wewnętrznej nazwisko Bowdena. List wysłano z besźańskiej poczty położonej grostopicznie blisko wykopalisk, choć rzecz jasna dotarł tu okrężną drogą przez Halę Łącznikową.

— Nasi eksperci się tym zajmą — zapewnił Dhatt. — Zobaczymy, czy uda się prześledzić trasę listu, choć rzecz jasna nie mamy żadnych dowodów przeciwko nikomu. Może wasi ludzie coś odkryją.

Szanse odtworzenia trasy listu przez besźańskie i ulqomańskie urzędy pocztowe były bliskie zeru.

— Posłuchaj — zacząłem szeptem, by mieć pewność, że Aikam nic nie usłyszy. — Wiemy, że Mahalia wkurzyła w Besźel kilku radykalnych nacjonalistów. Rozumiem, że w Ul Qomie podobne organizacje nie mogą działać, ale jeśli przez jakiś przypadek ktoś taki się tu znalazł, jego również mogła rozwścieczyć, tak? Sprawy, którymi się zajmowała, wydają się wręcz stworzone do irytowania podobnych typów. No wiesz, podważanie pozycji Ul Qomy, tajne stowarzyszenia, dziurawe granice i tak dalej.

Przyglądał mi się z twarzą bez wyrazu.

— Masz rację — przyznał po chwili.

— Dwie studentki interesujące się Orciny zniknęły, a teraz ktoś przysłał bombę autorowi Między miastem a miastem.

1 ... 46 47 48 49 50 51 52 53 54 ... 85
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)