Drzwi do lata [The Door into Summer - pl]
- Автор: Хайнлайн Роберт Энсон
- Год: 1993
- Язык: польский
- Год: Mizar
- ISBN: 83-85309-56-X
- Переводчик: Zbigniew Foniok
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Drzwi do lata [The Door into Summer - pl]». Краткое содержание книги:
Niestety, Dan zna się na maszynach, ale nie na ludziach. Belle i Miles w podstępny sposób oszukują go i pozbawiają prawa do patentów. Rozczarowany życiem Dan Davis decyduje się na zamrożenie w komorze hibernacyjnej na trzydzieści lat.
Po obudzeniu doznaje szoku, powoli jednak zaczyna przystosowywać się do nowego świata. Nie pojmuje tylko jednego. Większość nowoczesnych automatów jest autorstwa... Dana Davisa.
Tę zagadkę można by wyjaśnić cofnięciem się Dana w przeszłość. Ale przecież podróże w czasie nawet w dwudziestym pierwszym wieku wydają się niemożliwe…
Wyjaśniłem, że jestem wujkiem jednej z dziewcząt, nazywam się Daniel B. Davis i mam dla Ricky wiadomość o jej rodzinie. Usłyszałem, że żadni goście, z wyjątkiem rodziców, nie mają prawa wstępu na teren obozu bez obecności któregoś z opiekunów, a w ogóle wizyty zaczynają się dopiero o szesnastej.
— Nie chciałem odwiedzać Ricky, ale muszę przekazać jej wiadomość. To pilna sprawa.
— W takim razie proszę napisać parę słów na kartce, a ja postaram się ją przekazać zaraz po rytmice. Nie ukrywałem rozczarowania.
— Nie chciałbym załatwiać sprawy w ten sposób. Wydaje mi się, że rozsądniej byłoby jednak powiedzieć to dziecku osobiście.
— Ktoś umarł?
— Nie, nie chodzi o poważne kłopoty rodzinne. Bardzo mi przykro, madam, ale nie mam prawa powiedzieć tego komuś innemu. Dotyczy to matki mojej siostrzenicy.
Powolutku zaczęła ustępować, a wtedy włączył się do dyskusji Pit. Siedział na mojej lewej ręce. Nie chciałem zostawiać go w samochodzie, zresztą wiedziałem, że Ricky bardzo ucieszy się na jego widok. Widocznie długa wymiana zdań zaczęła go nudzić, bo wyraził swoje zniecierpliwienie krótkim: ,,Krrrarrr?”
Spojrzała na niego i powiedziała:
— Wygląda całkiem-całkiem. Mam w domu kocura, który mógłby być jego przyrodnim bratem.
— To jest kot Frederiki — oznajmiłem natychmiast. — Musiałem wziąć go ze sobą, ponieważ… inaczej być nie mogło. Nie ma kto o niego dbać.
— Jak to, biedaczek, taki malutki! — Podrapała go pod brodą, dzięki Bogu zrobiła to prawidłowo i Pit ją zaakceptował — wyciągnął szyję, zamknął oczy i zaczął się tak zachowywać, jakby miał do czynienia z ósmym cudem świata. Cerber cnót dziewiczych pozwolił mi w końcu poczekać przy stole pod drzwiami kancelarii. Zapewniało to minimum intymności, zakłócanej jedynie czujnym wzrokiem opiekunki. Podziękowałem i usiadłem.
Nie spostrzegłem Ricky, gdy podeszła do mnie. Usłyszałem nagle jej głos: ,,Wujku Danny!”, a potem: ,,Przywiozłeś Pita, to wspaniale!” Pit zamruczał z radością i błyskawicznie przeskoczył na jej ręce. Zręcznie chwyciła go, usadowiła w pozycji, którą lubił najbardziej, i zaczęli się bawić. Po kilku sekundach pieszczot podniosła głowę i cicho powiedziała:
— Wujku Danny, strasznie się cieszę, że jesteś tutaj.
Nie pocałowałem jej. Nawet nie dotknąłem. Nigdy nie należałem do facetów, którzy lepią się do dzieci, a Ricky była dziewczynką, która zgadzała się na to jedynie wówczas, gdy nie miała innego wyjścia. Od czasów kiedy miała zaledwie sześć lat, nasze układy opierały się na wzajemnym poszanowaniu indywidualności i godności osobistej.
Patrzyłem na nią. Z kościstymi kolanami, rękoma i nogami jak patyki, chuda, nie przypominała pięknego dziecka, którym była jeszcze niedawno. Krótkie spodenki i koszulka w zestawieniu z łuszczącą się skórą, zadrapaniami, siniakami i — oczywiście — brudem nie dodawały jej uroku. Miała dopiero zadatki na kobietę; tylko poważne oczy i żywa wesołość równoważyły niezgrabność źrebięcia.
Jednym słowem wyglądała fantastycznie.
— Ja też się cieszę, że jestem tutaj — powiedziałem. Trzymając Pita jedną rękę, spróbowała sięgnąć do wypchanej kieszeni krótkich spodenek.
— Przede wszystkim jestem zaskoczona. Właśnie dostałam od ciebie list — wywołali mnie od rozdzielania poczty, nawet nie miałam czasu go przeczytać. Czy napisałeś tam, że dzisiaj przyjedziesz?
— Nie, Ricky. Piszę tam, że odjeżdżam. Gdy go już wysłałem, postanowiłem, że z tobą muszę pożegnać się osobiście.
Zrobiła smutną minę i spuściła oczy.
— Odjeżdżasz?
— Tak. Wyjaśnię ci to, Ricky, ale to długa historia. Chodź, usiądź tutaj, a ja ci wszystko opowiem.
Usiedliśmy przy składanym stoliku pod czerwonymi sosnami i zacząłem snuć opowieść. Pit leżał na krzesełku obok; z przednimi łapkami opartymi na pomiętym liście wyglądał jak posąg 1wa. Mruczał cichutko swoją pieśń niczym rój pszczół w polu koniczyny. Spokojnie zmrużył powieki.
Odetchnąłem z ulgą, kiedy zorientowałem się, że Ricky wie już o małżeństwie Milesa — nie umiałbym jej o tym powiedzieć. Podniosła głowę, zaraz potem ją opuściła i oświadczyła beznamiętnie:
— Tak, wiem, tata mi napisał.
— Aha, hm.
Nagle zasępiła się w sposób zgoła nie dziecięcy.
— Ja tam już nie wrócę, Danny. Za nic w świecie, nie chcę tam mieszkać.
— Ale… posłuchaj, Rikki-tikki-tawi. Wyobrażam sobie, jak się czujesz. Osobiście nie zależy mi na tym, żebyś tam wróciła. Jak jednak chcesz się przed tym bronić? To jest twój tata, a ty masz dopiero jedenaście lat.
— Nie muszę tam wracać. To nie jest mój prawdziwy tata. Babcia przyjedzie po mnie.
— Co? Kiedy ma przyjechać?
— Jutro. Przyjedzie z Brawley. Napisałam do niej i zapytałam, czy nie mogłabym u niej zamieszkać, bo u taty już nie chcę, razem z tą… kobietą. — W tym jednym słowie wyraziła więcej wzgardy niż niejeden dorosły w litanii wyzwisk. — Babcia odpisała, że jeżeli nie chcę, nie muszę z nimi mieszkać, ponieważ nigdy mnie nie adoptował i to ona jest moją prawną opiekunką. Prawda, że nie mogą mnie zmusić?
Kamień spadł mi z serca. Jedyna rzecz, dla której nie mogłem znaleźć rozwiązania i która przyprawiała mnie o ból głowy przez długie miesiące, to jak uchronić Ricky od jadowitego wpływu Belle przez następne… hm, prawdopodobnie dwa lata. Tak, to na pewno będą co najmniej dwa lata.
— Skoro cię nie adoptował, Ricky, to jestem pewien, że babcia da sobie z tym radę, jeżeli obie będziecie trwać uparcie przy swoim. Natomiast możecie mieć poważne kłopoty z jutrzejszym wyjazdem. Być może nie pozwolą ci odjechać z babcią.
— Jak mogą mi przeszkodzić? Po prostu wsiądę do samochodu i odjadę.
— To nie takie proste, Ricky. Kierownictwo tego obozu musi działać zgodnie z przepisami, a ponieważ twój tata — to znaczy, chciałem powiedzieć Miles — powierzył im ciebie, nie mogą przekazać cię w inne ręce.
Wydęła usta.
— Nigdzie z nim nie pojadę. Ja chcę tylko z babcią.
— Rozumiem cię. Mam pomysł. Na twoim miejscu nie przyznawałbym się do tego wyjazdu, powiedziałbym, że babcia bierze cię na przejażdżkę. A potem po prostu już bym nie wrócił.
Uspokoiła się troszeczkę.
— W porządku.
— Hm… Nie rób nic takiego, co mogłoby zdradzić twoje zamiary. Nie bierz ze sobą żadnych sukienek; pieniądze i wszystkie inne drobiazgi, z którymi nie chcesz się rozstawać, wsadź do kieszeni. Przypuszczam, że nie masz tutaj zbyt wielu rzeczy, które byłoby ci żal zostawić?
— Raczej nie. — Wyglądała na rozczarowaną. — Mam zupełnie nowy kostium kąpielowy.
Jak należy wytłumaczyć dziecku, że w czasie pożaru trzeba po prostu zapomnieć o zabawkach i zostawić je bez żalu? Jeżeli wam się to nie uda — wróci do płonącego budynku ratować lalkę lub gumowego słonia.
— Mmm… Ricky, niech twoja babcia im powie, że zabiera cię do Arrowhead na plażę, a wieczorem chcecie się wybrać na kolację do hotelu, ale zanim noc zapadnie, przywiezie cię z powrotem. Wtedy będziesz mogła wziąć ze sobą kostium i ręcznik. Ale nic więcej. Czy babcia zechce trochę połgać dla twego dobra?
— Chyba tak. Na pewno. Ona twierdzi, że ludzie muszą czasami mówić małe niewinne kłamstwa, bo inaczej życie byłoby nie do wytrzymania.