Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Боевая фантастика » Taniec z diabłem [When the Devil Dances - pl]
Taniec z diabłem [When the Devil Dances - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Taniec z diabłem [When the Devil Dances - pl]

Электронная книга - «Taniec z diabłem [When the Devil Dances - pl]». Краткое содержание книги:

Po pięciu latach walk z posleeńskim najeźdźcą z ludzkiej cywilizacji pozostała zaledwie garstka wysoko uprzemysłowionych dolin, których mieszkańcy prześcigają się w tworzeniu coraz to potężniejszych wojennych machin, mających stawić czoła znienawidzonemu wrogowi. Po pięciu latach walk z ludźmi Posleeni są zmęczeni. Ludzie nie walczą fair. Posleeni są gotowi na zmianę, dlatego nadchodzi Tulo'stenaloor. Raz pokonany, potrafi wyciągnąć wnioski ze swojej klęski. Teraz nadeszła pora konfrontacji. Dwaj dawni przeciwnicy mają zmierzyć się w bitwie, która rozstrzygnie o przyszłości galaktyki na następne tysiąclecia. A kiedy major Michael O'Neal, dowódca pierwszego batalionu 555 pułku piechoty mobilnej, staje naprzeciw Tulo'stenaloora. Czas zatańczyć z diabłem.
1 ... 45 46 47 48 49 50 51 52 53 ... 134
Перейти на страницу:

— Największy kłopot z amortyzatorem był taki, że zwalniał prędkość spadania dopiero w chwili, gdy znalazł się w pobliżu przedmiotu o dużej masie. A na przykład ignorował drzewa, których czubki zbliżały się z zawrotną prędkością.

* * *

— Fuscirto uut! — ryknął Orostan, przeskakując nad ciałem ostatniego z poprzedzających go wojowników. Wyjrzał ostrożnie zza skały i wbił pazury w kamień, kiedy przez ułamek sekundy widział spadającego w przepaść człowieka.

— Nie uciekniesz mi tak łatwo! — krzyknął w ślad za nim. — Pożrę twoje serce!

Nie mógł powstrzymać pełnego furii ryku. Słońce powoli znikało za czubkami położonych na północnym zachodzie wzgórz. Zanim ktokolwiek zdoła zejść na dół i odnaleźć ciało, minie kilka godzin. W głębi ducha oolt’ondai nie wierzył, że człowiek popełnił samobójstwo. Nim wpadną na jego trop, on będzie już wiele kilometrów stąd.

Cholosta’an wychylił się ponad ramieniem swego wodza i przez chwilę spoglądał w milczeniu w dolinę.

— Przeżył?

— Zapewne. Co najgorsze, był sam — odparł ze złością Orostan.

Cholosta’an myślał przez chwilę, a potem odważył się wyrazić swoje wątpliwości.

— Kiedy ostatni raz widzieliśmy grupę i mogliśmy policzyć jej członków, było ich co najmniej czworo.

— Tak, czworo — przytaknął Orostan.

— A tutaj był jeden, sam. — Cholosta’an gorączkowo rozmyślał, co to może oznaczać. — Sam jeden i żadnych trupów po drodze.

— Racja.

— Och, fuscirto uut.

— Każę komuś poszukać ciała — powiedział po chwili namysłu Orostan. — Wątpię jednak, abyśmy cokolwiek znaleźli.

Spojrzał na swoich podwładnych, zastanawiając się, kogo wybrać. Być może dzisiaj ludziom udało się uciec, ale bez wątpienia mają swoją „bazę" w okolicach Gap i wkrótce się spotkają. Wcześniej niż przypuszczają.

* * *

Kiedy ostatni Posleen zniknął z pola widzenia, skała, na której przedtem stał Mosovich, poruszyła się i zadrżała. Pojawiła się na niej istota, która przypominała czterooką ropuchę o skórze w szkarłatne plamy. Stwór miał półtora metra długości, mierząc od tylnych czteropalczastych łap do przednich, a po każdej stronie ciała umieszczona była para oczu oraz chwytna dłoń. W miejscu, w którym teoretycznie powinien znajdować się nos, był skomplikowany narząd | o nieznanym przeznaczeniu.

Zwiadowca Himmit podniósł się i opierając na tylnych łapach, przez chwilę obserwował niknące w oddali ślady ciepła. Człowiek. Potem dostrzegł jeszcze ślady Posleenów. Posleeni czy ludzie? Za kim pójść? W końcu uznał, że ci ostatni będą ciekawsi. Ostatecznie Posleeni tylko jedzą, zabijają i rozmnażają się. Jakie jeszcze informacje mógłby o nich zdobyć?

Podjąwszy decyzję, zwiadowca ruszył ostrożnie w dół klifu. Czekały go ekscytujące chwile.

14

Rochester, Nowy Jork, Stany Zjednoczone Ameryki, Sol III
09:28 czasu wschodnioamerykańskiego letniego, wtorek 15 września 2009

Mike obrzucił spojrzeniem pokój i odpiął hełm. Kwatery pierwszego batalionu 555 pułku piechoty mobilnej mieściły się w dawnym przedszkolu, i żołnierze siedzący teraz przy maleńkich stołach wyglądali wręcz komicznie. Pancerze bojowe, noszące ślady walk i ostrzału, wyglądały wyjątkowo brzydko na tle ścian pokrytych dziecięcymi rysunkami i plakatami z menu dla dzieciaków.

— Bywaliśmy już w gorszych warunkach — zaśmiał się pod nosem, kładąc hełm na blacie. — O wiele gorszych.

— Racja — przytaknął Duncan i również odłożył swój hełm na stolik. Rzucił przelotne spojrzenie na blok rysunkowy i kredki, podpisane „Ashley".

— Przynajmniej nikt do nas nie strzela.

— Już wkrótce sytuacja wróci do normy — powiedział Mike. Wsadził do ust kulkę tytoniu i zaczął go powoli żuć. Potem splunął do wnętrza hełmu, a nanity natychmiast zasymilowały tytoń, traktując go jako dodatkowe źródło energii i budulca. — W okolicy została osaczona grupa Posleenów, którą trzeba będzie wykończyć. Mamy wspomóc lokalne oddziały, ale dopiero w przyszłym tygodniu. Homer kazał nam wrócić do bazy i odpocząć. Biorąc pod uwagę to, co stało się z kompanią Alfa, chyba ma rację.

— Mamy własną bazę? — zapytał Stewart, chichocząc pod nosem. — Mam na myśli koszary, które są nasze na stałe. A może trafimy do jakiegoś ośrodka rekreacyjnego?

Wszyscy słyszeli o różnej maści obozach, które należały do sił naziemnych.

— Nie, te koszary są naprawdę nasze — powiedział O’Neal. — Znajdują się w Pensylwanii, w miejscowości Newry, na południe od Altoona. Mamy tam własne zaplecze.

— Naprawdę? — spytał Duncan. — Myślałem, że jako oficer coś będę o tym wiedział.

— To nic wielkiego. W tej chwili siedzi tam zaopatrzeniowiec i personel, wszyscy z sił lądowych.

— A jakie są te koszary? — spytała wesoło Slight. — Są tam łóżka i wszystko?

— Tak — powiedział Mike. — Nie jestem pewien, czy będę w stanie się wyspać. Ostatnim razem, kiedy próbowałem, przez całą noc się wierciłem i nie mogłem zmrużyć oka.

— Myślę, że ludzie przywykną — wtrącił Gunny Pappas. Potarł czaszkę dłonią, jakby chciał upewnić się, że zdjął hełm. — Naprawdę potrzebują odpoczynku, a my musimy naprawić sprzęt. Nawet GalTech potrzebuje przeglądu i konserwacji.

— Zasadniczo mój plan opiera się na tym, żeby nie dopuścić do rozprzężenia — wyjaśnił Mike. — Powinniśmy dotrzeć na miejsce w poniedziałek albo we wtorek, wszystko zależy od transportu. Pierwszy dzień spędzimy na czyszczeniu broni, naprawianiu sprzętu i sprzątaniu koszar. Następne dwa dni będziemy przyzwyczajać się do bazy i normalnych ubrań i kontynuować prace naprawcze. W piątek urządzimy musztrę, inspekcję koszar i apel w pełnym umundurowaniu, po którym rozpuścimy chłopaków. Będą mogli nie pokazywać się aż do następnej środy.

— No, nie wiem, czy to dobry pomysł — powiedział Holder. — Boję się, czy inne oddziały nie wezmą nas za… Jak to powiedzieć?

— Mięczaków? — podpowiedział mu Pappas. — Z całym szacunkiem, sir, ale nie zgadzam się.

— Ja też — poparł go Stewart. — Jako były ochotnik wiem, co mówię. Nikt z nas nie zaszedłby tak daleko, gdyby nie zdawał sobie sprawy, po co jest cały ten garnizonowy ceremoniał. Można go sobie darować na polu walki, ale nawet najlepsze oddziały w historii po zakończeniu bitwy zawsze trzymały dryl.

— Racja — przytaknął Duncan. — Mundur coś oznacza, podobnie jak sposób jego noszenia.

— Osiemdziesiąta druga dywizja została wybrana do roli Gwardii Honorowej w powojennej Europie właśnie ze względu na zasady, według których nosili mundury. Poza tym nikt nie może zarzucić im złego wypełniania zadań na polu bitwy.

— Tak samo jak zwiadowcy selousiańscy czy rodezyjski SAS — rzekł Mike. — To były dwie najtwardsze jednostki, jakie powstały w czasach zimnej wojny, a w garnizonie stroili się jak panienki. Ojciec nadal ma w szafie mundur, który wygląda jak kostium z barokowej opery.

— Dobra, dobra — powiedział Holder, unosząc dłonie. — Ale kto z żołnierzy o tym wie?

— Damy im wolne wieczory — powiedział Mike. — Krótkie przepustki, tak żeby wracali na noc do koszar. Co o tym sądzicie? Gunny?

1 ... 45 46 47 48 49 50 51 52 53 ... 134
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)