Żniwo
- Автор: Герритсен Тесс
- Язык: польский
- Жанр: Триллеры
Электронная книга - «Żniwo». Краткое содержание книги:
Dwie osoby gotowe do operacji i tylko jedno serce, które można przeszczepić. Gdy doktor Abby DiMatteo podejmowała decyzję, by dokonać przeszczepu u umierającego siedemnastolatka, nie przypuszczała, że wywoła tym lawinę wydarzeń. Kim jest czterdziestosześcioletnia, bogata kobieta, która, wedle przełożonych, winna była otrzymać narząd? Tego Abby nie wie. Wie jednak, że coś jest nie w porządku – jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki pojawia się drugie serce i operacja może się odbyć. Cud? To mało prawdopodobne. W wyniku podjętych decyzji, pracę traci przełożona kobiety, a sama Abby zaczyna stawiać sobie niewygodne pytania. Czy to możliwe, że narządy do transplantacji pochodzą z nie do końca legalnych źródeł? Gdzie leżą granice etyki lekarskiej? Dyrekcja nie życzy sobie rozgłosu, ale sumienie zmusza Abby do poprowadzenia prywatnego śledztwa.
– Rozmawiałem z nim w sobotę – powiedział Archer. – Nicholls twierdził, że był przy pobraniu narządu. Mówił, że operację przeprowadzono w Wilcox Memorial. Niestety, nie udało mi się złapać nikogo innego z tych, którzy byli wtedy obecni na sali operacyjnej. Teraz nie mogłem skontaktować się nawet z Nichollsem. W biurze tamtejszego szpitala poinformowano mnie, że wyjechał na dłuższy urlop. Nie wiem, co się tam dzieje, ale jednego jestem pewien, bardzo chciałbym, żebyśmy nie mieli z tym nic wspólnego. To wszystko zaczyna śmierdzieć.
Jeremiah Parr niespokojnie kręcił się na krześle i patrzył na panią prawnik, Susan Casado, ale na Abby, siedzącą w odległym końcu stołu obok koordynatora programu transplantacji, nawet nie rzucił okiem. Może nie chciał na nią patrzeć. W końcu to za jej sprawą cały ten bałagan wyszedł na jaw. To przez nią musieli się spotkać.
– O co tutaj chodzi?
– Sądzę, że Wiktor Voss zorganizował wszystko tak, aby utrzymać dawcę poza systemem rejestracji. Chciał być pewien, że serce dostanie jego żona.
– Czy rzeczywiście mógł to zrobić?
– Za odpowiednią sumę pieniędzy.
– A on na brak pieniędzy na pewno nie narzeka – wtrąciła Susan. – Dopiero co Kiplinger ogłosił aktualną listę pięćdziesięciu najbogatszych ludzi w Ameryce. Voss awansował na pozycję czternastą.
– Może powinniście mi raczej wyjaśnić jak system dawców i biorców funkcjonuje – stwierdził Parr. – Nie rozumiem, w jaki sposób mogło do tego dojść.
Archer spojrzał na koordynatora programu transplantacji.
– Zwykle zajmuje się tym Donna. Może więc ona nam wyjaśni. Donna Toth skinęła głową.
– Cały system jest dość prosty – powiedziała. – Prowadzimy zarówno regionalną, jak i ogólnokrajową listę pacjentów oczekujących na nowe organy. Ogólnokrajowy system to Centralny System Kontroli Transplantacji. Lista regionalna prowadzona jest przez Bank Organów w Nowej Anglii. Oba systemy rejestrują oczekujących w zależności od ich stanu. Na pierwszym miejscu są najbardziej potrzebujący. Majątek, rasa czy status społeczny nie mają tutaj żadnego znaczenia. Liczy się tylko stan zdrowia pacjentów. Otworzyła teczkę i wyjęła z niej kartkę papieru, którą podała Parrowi. – Tak wygląda ostatnia lista regionalna. Poprosiłam, żeby przesłano mi ją faksem z biura Banku Organów w Brooklinie. Jak widzicie, podany jest tu stan każdego pacjenta, organ, na jaki czeka, najbliższe centrum transplantacji oraz kontaktowy numer telefonu, zwykle jest to numer koordynatora programu transplantacji.
– A co oznaczają te informacje tutaj?
– To informacje kliniczne. Minimalna oraz maksymalna waga i wzrost dopuszczalne w przypadku dawcy. To, czy pacjent miał już wcześniej jakieś przeszczepy, co oznacza zwykle, że dopasowanie jest trudniejsze ze względu na przeciwciała.
– Powiedziała pani, że lista ułożona jest według stanu zdrowia pacjenta?
– Tak. Numer jeden na liście oznacza, że ten pacjent jest w najbardziej krytycznym stanie.
– Na której pozycji była pani Voss?
– W dniu, kiedy przeszła transplantację serca, była trzecia na liście pacjentów z grupą krwi AB RH+.
– Co się stało z tymi, którzy byli przed nią?
– Sprawdziłam to w Banku Organów. Oba nazwiska w kilka dni później zostały przeniesione na tak zwaną pozycję ósmą. Stwierdzono u nich brak akcji serca, zostali więc skreśleni z listy.
– Czy to znaczy, że oni nie żyją? – cicho spytała Susan Casado. Donna przytaknęła.
– Nie doczekali do transplantacji.
– Jezu – jęknął Parr. – To znaczy, że pani Voss dostała serce, które powinien otrzymać ktoś inny.
– Na to wygląda. Nie wiemy, jak zostało to załatwione.
– W jaki sposób powiadomiono nas o dawcy? – zapytała Susan.
– Telefonicznie – odparła Donna. – Tak to się zwykle odbywa. Zajmuje się tym koordynator programu transplantacji ze szpitala dawcy. Sprawdza ostatnią listę oczekujących i dzwoni na numer kontaktowy, podany przy pierwszym pacjencie z listy.
– Tak więc zadzwonił tutaj koordynator programu transplantacji ze szpitala Wilcox Memorial?
– Tak. Już wcześniej rozmawiałam z nim telefonicznie w sprawie innych dawców. Nie przyszło mi więc do głowy, że tym razem coś może być nie w porządku.
Archer pokręcił głową.
– Nie mam pojęcia, jak Voss zdołał to zorganizować. Wszystko wyglądało na to, że jest legalnie i uczciwie przeprowadzone. Musiał zapłacić komuś w Wilcox, sądzę, że tamtejszemu koordynatorowi. Dzięki temu pani Voss dostała serce. A my zostaliśmy mimowolnie wciągnięci w handel organami. Nie mamy żadnych papierów dawcy, żeby wszystko jeszcze raz sprawdzić.
– Jeszcze nie znaleziono tych dokumentów? – zapytał Parr.
– Nie mogłam ich nigdzie odszukać – powiedziała Donna. – Papierów tamtego dawcy nie ma nigdzie w moim biurze.
Wiktor Voss – pomyślała Abby. Jakoś udało mu się załatwić wszystko, żeby dokumenty zniknęły.
– Najgorszy problem to nerki – powiedział Wettig. Parr zmarszczył brwi, patrząc na generała.
– Co takiego?
– Jego żona nie potrzebowała nerek – wyjaśnił Wettig. – Ani trzustki, ani wątroby. Co się więc stało z nimi, jeżeli w ogóle trafiły do rejestrów?
– Pewnie je po prostu wyrzucono – powiedział Archer.
– Tak? Można było dzięki nim uratować życie trzech, a nawet czterech osób, a ktoś je po prostu wyrzucił.
Wszyscy byli zgodni, że to jakiś skandal.
– Co w związku z tym zrobimy? – zapytała Abby. Po jej pytaniu na chwilę zapadła cisza.
– Nie mam pomysłu, co powinniśmy zrobić – powiedział w końcu Parr. Spojrzał na panią prawnik. – Czy jesteśmy zobowiązani do kontynuowania sprawy?
– Z punktu widzenia etyki, tak – powiedziała Susan. – Jednak, jeżeli to zgłosimy, musimy liczyć się z konsekwencjami. Po pierwsze, na pewno nie uda nam się tego utrzymać w tajemnicy przed dziennikarzami. Handel organami, w który wplątany jest Wiktor Voss, to pikantna historyjka. Po drugie, w pewnym sensie pogwałcimy prawo pacjenta mówiące o zachowaniu prywatności i tajemnicy lekarskiej. To nie spodoba się dużej grupie naszych pacjentów.
Wettig parsknął.
– Ma pani na myśli tych najbogatszych.
– Raczej tych, dzięki którym ten szpital może jeszcze funkcjonować – poprawił go Parr.