Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Ужасы » Drzwi Do Grudnia
Drzwi Do Grudnia - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Drzwi Do Grudnia

Электронная книга - «Drzwi Do Grudnia». Краткое содержание книги:

Melanie porwano od matki, kiedy miała zaledwie trzy latka. Po sześciu latach odnaleziono chorą psychicznie dziewczynkę, wędrującą nago nocą po ulicach miasta. Melanie nie mówi, prawie nie reaguje na bodźce, zamknięta w swoim własnym wewnętrznym świecie.
Policja znalazła w domu, gdzie ją przetrzymywano, potwornie zmasakrowane zwłoki naukowców, którzy dokonywali, w tajemniczym szarym pokoju, eksperymentów na dziewczynce. Nawet poddana regresji hipnotycznej Melanie nie potrafi wyjaśnić, co z nią zrobiono, powtarza tylko: drzwi do grudnia… Tymczasem giną kolejne osoby związane z eksperymentem w szarym pokoju, wszystkie zamordowane w ten sam brutalny sposób. Porucznik Haldane, prowadzący śledztwo, stopniowo odkrywa straszliwą prawdę o tych zbrodniach…
Oryginalna, trzymająca w napięciu, znakomita lektura. Dean Koontz w najlepszej formie!
1 ... 45 46 47 48 49 50 51 52 53 ... 91
Перейти на страницу:

– Niech mi pani opowie o Willym.

– Nie chcę.

– Obawiam się, że to konieczne. Pokręciła głową.

– Co on robił z Dylanem McCaffreyem w Studio City?

– Nigdy nie powiem złego słowa o Willym. Nieważne, co mi zrobicie. Możecie mnie wsadzić do więzienia, proszę bardzo. Wszystko mi jedno, wszystko mi jedno. – Mówiła cicho, lecz z płomiennym przekonaniem. – Za dużo złego wygadywali o biednym Willym ludzie niegodni całować jego stopy.

– Regino, spójrz na mnie.

Podniosła jedną rękę do ust i lekko przygryzła kostki dłoni.

– Regino? Spójrz na mnie, Regino.

Nerwowo ssąc przygryzioną dłoń, uniosła głowę, lecz wciąż unikała jego wzroku. Zamiast spojrzeć mu w oczy, patrzyła ponad jego ramieniem.

– Regino, on cię pobił. Nie odpowiedziała.

– Posłał cię do szpitala.

– Kochałam go – wymamrotała spoza przygryzionej dłoni, której poświęcała coraz więcej uwagi.

– On zrobił ci wyrafinowane pranie mózgu, Regino. Jakimś sposobem dostał się do twojego umysłu i zmienił cię, skrzywił cię, a tak nie postępuje miły i cudowny człowiek.

Łzy trysnęły jej z oczu i popłynęły po policzkach, twarz ściągnęła się z żalu.

– Tak bardzo go kochałam.

Rękaw peniuaru zsunął się z ramienia Reginy, kiedy podniosła dłoń do ust. Dan zobaczył mały siniak na umięśnionej części przedramienia – i ślad na nadgarstku, przypominający otarcie od sznura.

Mówiła, że nie widziała Willy’ego Hoffritza od roku, ktoś jednak niedawno bawił się z nią w niewolnicę.

Dan popatrzył na ozdobnie oprawione fotografie na stoliku do kawy, na wąski uśmiech zmarłego psychologa. Atmosfera nagle zrobiła się gęsta, lepka, brudna. Potrzeba świeżego powietrza niemal podniosła go z fotela i skierowała do drzwi.

Został na miejscu.

– Ale jak mogłaś kochać człowieka, który cię krzywdził?

– On mnie uwolnił.

– Nie, on cię zniewolił.

– Uwolnił mnie, żebym mogła… – Co?

– Robić to, do czego zostałam stworzona.

– A do czego zostałaś stworzona?

– Żeby być taka, jaka jestem.

– Czyli jaka?

– Taka, jaką mnie chcą. Przestała płakać.

Uśmiech mignął w kącikach jej ust, kiedy rozważała własne słowa.

– Taka, jaką mnie chcą.

I zadrżała, jakby sama myśl o zniewoleniu i poniżeniu budziła w niej rozkoszne dreszcze.

– Twierdzisz, że zostałaś stworzona tylko do tego, żeby spełniać wszystkie zachcianki Willy’ego Hoffritza, żeby robić tylko to, czego sobie życzył? – rzucił Dan z rosnącą frustracją i gniewem.

– Czego tylko sobie życzył – powtórzyła Regina i wreszcie spojrzała mu prosto w oczy.

Pożałował, że nie patrzyła już w przestrzeń ponad jego ramieniem, ponieważ zobaczył – albo zdawało mu się, że zobaczył – nieznośną udrękę, rozpacz i wstręt tak silne, że serce mu się ścisnęło. Ujrzał duszę podartą na strzępy, splamioną, zbrukaną, zdeptaną i chorą. We wnętrzu tego dojrzałego, rozkwitłego, wspaniale zmysłowego kobiecego ciała, pod wierzchnią warstwą osobowości uległej kobiety – dziecka istniała inna Regina, lepsza Regina, uwięziona, pogrzebana żywcem, wegetująca za silnymi psychicznymi blokadami wszczepionymi przez Hoffritza, niezdolna do ucieczki, niezdolna nawet wyobrazić sobie drogi ucieczki. W tej krótkiej chwili kontaktu Dan zobaczył, że prawdziwa Regina, z czasów przed poznaniem Hoffritza, przypominała zwiędłą laleczkę z trawy, wysuszoną przez lata nieustannej udręki, żałosną, skurczoną istotę, którą koszmarne tortury i upokorzenia zmieniły w garść słomy: tęskniła za zapałką, za miłosiernym unicestwieniem w ogniu.

Wstrząśnięty, nie mógł odwrócić wzroku.

Ona pierwsza spuściła oczy.

Poczuł ulgę. I wstręt.

Zaschło mu w ustach, język przywarł do podniebienia.

– Czy wiesz, jakie badania prowadził Willy po wydaleniu z UCLA?

– Nie.

– Nad jakim projektem pracowali z Dylanem McCaffreyem?

– Nie wiem.

– Widziałaś kiedyś szary pokój w Studio City? – Nie.

– Czy znasz Ernesta Andrew Coopera? – Nie.

– Josepha Scaldonego?

– Niech pan już idzie.

– Neda Rinka?

– Nie. Żadnego nie znam.

– Co oni robili z Melanie McCaffrey? Czego od niej chcieli?

– Nie wiem.

– Kto finansował ten projekt?

– Nie wiem.

Dan był przekonany, że kłaniała. Wraz z pewnością siebie, godnością i niezależnością utraciła również umiejętność zręcznego, przekonującego fałszowania prawdy.

Teraz, kiedy poznał Reginę i zobaczył potworne, niewiarygodne skutki tego, co jej zrobiono, stracił wszelki szacunek do Hoffritza jako człowieka, lecz jeszcze bardziej przerażały go umiejętności Hoffritza w manipulowaniu ludźmi, jego nieposkromione okrucieństwo i mroczny geniusz, i jeszcze mocniej uświadomił sobie konieczność szybkiego rozwiązania tej sprawy. Jeśli Hoffritz tak kompletnie odmienił Reginę, co mógł osiągnąć we współpracy z Dylanem McCaffreyem, mając do dyspozycji więcej czasu i środków? Dan doznawał nowego uczucia, że czas ucieka, że trzeba się spieszyć. Hoffritz uruchomił jakąś straszliwą machinę, która wkrótce zmiażdży jeszcze więcej ludzi, chyba że zrozumieją zasady jej działania, zlokalizują ją i zatrzymają. Regina go okłamała; nie mógł na to pozwolić. Musiał szybko poznać prawdziwe odpowiedzi, zanim będzie za późno, żeby pomóc Melanie.

24

Opuścili kuchnię zaśmieconą ziemią i kwiatami, ale Laura nie poczuła się bezpieczniej. Dziwaczne zjawiska występowały jedno za drugim, odkąd po południu weszli do domu. Najpierw Melanie obudziła się, wrzeszcząc ze strachu, drapiąc się i bijąc pięściami niczym nawiedzona fanatyczka religijna, która wypędza diabła z własnego ciała. Potem radio ożyło, a na koniec przez kuchenne drzwi wtargnęła trąba powietrzna. Gdyby ktoś powiedział Laurze, że jej dom jest nawiedzony, wcale by go nie wyśmiała.

Przeprowadzka z kuchni do salonu nie uspokoiła również Earla. Uciszył Laurę, kiedy zaczęła coś mówić. Zaprowadził ją i Melanie do gabinetu, znalazł na biurku długopis i plik papieru i pospiesznie nabazgrał wiadomość.

Zdumiona jego tajemniczym zachowaniem, Laura stanęła za nim i przeczytała: „Wychodzimy z domu”.

Nie zamierzała się sprzeciwiać. Wyraźnie pamiętała ostrzeżenie przekazane przez radio: TO nadchodziło. Pełen kwiatów wir powietrza wyglądał na kolejne ostrzeżenie o tej samej treści. To nadchodziło. To chciało Melanie. I to wiedziało, gdzie ich szukać.

Earl pisał dalej: „Proszę spakować walizkę dla siebie i drugą dla Melanie”.

Widocznie miał powody podejrzewać, że ktoś założył podsłuch w domu.

Ponadto chyba obawiał się, że nie zdoła bezpiecznie wyprowadzić Laury i Melanie z domu, jeśli podsłuchujący dowiedzą się o planowanej ucieczce. To miało sens. Ktokolwiek finansował Dylana i Hoffritza, na pewno przez cały czas chciał znać aktualne miejsce pobytu Melanie, żeby w odpowiedniej chwili porwać ją albo zabić. A FBI też chciało znać miejsce jej pobytu, żeby w odpowiedniej chwili złapać ludzi, którzy chcieli złapać Melanie. Chyba że samo FBI chciało ją porwać.

Laura znowu poczuła się jak uwięziona w sennym koszmarze.

Może nie wszyscy uwzięli się na nich, ale z pewnością tak wyglądało. Co gorsza, czyhał na nich nie tylko ktoś – ale coś.

Ukryć się. Nic więcej nie mogli teraz zrobić. Schować się tam, gdzie nikt ich nie znajdzie ani nie wytropi.

Laura chwyciła ołówek i napisała: „Dokąd pojedziemy?”.

– Później – powiedział cicho Earl. – Teraz musimy się pospieszyć.

1 ... 45 46 47 48 49 50 51 52 53 ... 91
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)