Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Ужасы » Drzwi Do Grudnia
Drzwi Do Grudnia - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Drzwi Do Grudnia

Электронная книга - «Drzwi Do Grudnia». Краткое содержание книги:

Melanie porwano od matki, kiedy miała zaledwie trzy latka. Po sześciu latach odnaleziono chorą psychicznie dziewczynkę, wędrującą nago nocą po ulicach miasta. Melanie nie mówi, prawie nie reaguje na bodźce, zamknięta w swoim własnym wewnętrznym świecie.
Policja znalazła w domu, gdzie ją przetrzymywano, potwornie zmasakrowane zwłoki naukowców, którzy dokonywali, w tajemniczym szarym pokoju, eksperymentów na dziewczynce. Nawet poddana regresji hipnotycznej Melanie nie potrafi wyjaśnić, co z nią zrobiono, powtarza tylko: drzwi do grudnia… Tymczasem giną kolejne osoby związane z eksperymentem w szarym pokoju, wszystkie zamordowane w ten sam brutalny sposób. Porucznik Haldane, prowadzący śledztwo, stopniowo odkrywa straszliwą prawdę o tych zbrodniach…
Oryginalna, trzymająca w napięciu, znakomita lektura. Dean Koontz w najlepszej formie!
1 ... 43 44 45 46 47 48 49 50 51 ... 91
Перейти на страницу:

Drzwi zatrzasnęły się tak nagle, jak zostały otwarte. Lecz wirująca kolumna kwiecia wciąż się obracała, jakby ten wiatr nie był cząstką większego wiatru grasującego w nocnych ciemnościach, tylko jego samowystarczalnym potomkiem.

Nie, to niemożliwe. Szalone. A jednak rzeczywiste. Kipiąca turbulencja rzęziła, syczała, znowu wypluła liście, kwiaty i połamane łodygi, strząsnęła z siebie więcej ziemi, pączków i barwnych płatków. Stwór z wiatru w swoim prześwitującym, postrzępionym płaszczu roztańczonej roślinności zatrzymał się tuż za drzwiami (chociaż jego oddech dochodził do najdalszych kątów) i został tam, jakby się przyglądał, jakby podejmował decyzję, co dalej robić – a potem po prostu wyparował. Wiatr nie ucichł stopniowo: ustał w jednej chwili. Reszta kwiatów, których jeszcze nie zrzucił, opadła na kuchenną terakotę w bezładnym stosie, z miękkim szelestem. Potem cisza, spokój.

W nieoznakowanym policyjnym sedanie na parkingu McDonalda Dan przerwał połączenie z komputerem wydziału komunikacji i jeszcze raz wywołał bazy danych towarzystwa telefonicznego. Otrzymał numer telefonu i adres Reginy Hoffritz, ten sam adres, który podał wydział komunikacji.

Dan zerknął na zegarek: 9.32. Korzystał z terminalu około dziesięciu minut. W dawnych złych czasach, przed wprowadzeniem przenośnych komputerów, straciłby co najmniej dwie godziny na zdobycie tych informacji. Wyłączył monitor i ciemność zgęstniała we wnętrzu samochodu.

Kończył drugiego cheeseburgera, popijał colę i rozmyślał, jak szybko zmienia się świat. Nowy świat, fantastyczno – naukowe społeczeństwo wyrastało wokół niego z zatrważającą szybkością i zdecydowaniem. Życie w tych czasach było równie radosne jak straszne. Ludzkość posiadła wiedzę dostateczną, żeby sięgnąć gwiazd, żeby wykonać gigantyczny skok w górę i rozprzestrzenić się po wszechświecie, lecz dysponowała również dostatecznymi środkami, żeby zniszczyć samą siebie, zanim rozpocznie się nieuchronna emigracja. Nowe technologie – jak komputery – uwalniały mężczyzn i kobiety od rozmaitych żmudnych zajęć, oszczędzały mnóstwo czasu. A jednak… a jednak dodatkowy czas nie oznaczał więcej odpoczynku ani więcej okazji do medytacji i refleksji. Przeciwnie, z każdą nową falą technologiczną wzrastało tempo życia: wciąż było więcej do zrobienia, więcej decyzji do podjęcia, więcej doświadczeń do przeżycia, a ludzie skwapliwie sięgali po te propozycje i zapełniali godziny dopiero co otrzymane w prezencie. Z każdym rokiem życie uciekało coraz szybciej i szybciej, jakby Bóg odkręcił do oporu kran przepływu czasu. Ale porównanie kulało, ponieważ dla wielu ludzi nawet koncepcja Boga wydawała się przestarzała w epoce, kiedy codziennie zmuszano wszechświat do wyjawiania nowych tajemnic. Nauka, technologia i zmiana – oto jedyne współczesne bóstwa, nowa Trójca Święta; i chociaż nie są świadomie okrutne ani niesprawiedliwe, jak wielu dawnych bogów, ich zimna obojętność nie przynosi żadnej pociechy chorym, samotnym czy zagubionym.

Jak mogą prosperować sklepy podobne do Znaku Pentagramu w świecie komputerów, cudownych pigułek i statków kosmicznych? Kto zwraca się z pytaniami do okultystów, jeśli fizycy, biochemicy i genetycy dzień po dniu dostarczają więcej odpowiedzi niż wszystkie wróżby i seanse spirytystyczne od zarania historii? Dlaczego tacy naukowcy, jak Dylan McCaffrey i Wilhelm Hoffritz, zadają się z handlarzem nietoperzowego gówna i innych bzdur?

No, widocznie uważali, że nie wszystko to bzdury. Niektóre aspekty okultyzmu, niektóre paranormalne zjawiska najwyraźniej interesowały McCaffreya i Hoffritza, ponieważ wierzyli, że mają związek z ich własnymi badaniami albo znajdą w nich zastosowanie. W jakiś sposób chcieli połączyć naukę z magią. Ale jak? I dlaczego?

Dopijając dietetyczną colę, Dan przypomniał sobie urywek wiersza:

Pogrążymy się w ciemność, w cierpienie i mękę, gdzie Nauka i Diabeł kroczą ręka w rękę.

Nie pamiętał, gdzie usłyszał te słowa, chyba w piosence, w jakimś starym rockandrollowym kawałku z czasów, kiedy regularnie słuchał rocka. Próbował sobie przypomnieć, prawie mu się udało, skojarzyło mu się z jakimś protestsongiem o wojnie atomowej i zagładzie, ale nie potrafił uchwycić wspomnienia.

„Nauka i Diabeł kroczą ręka w rękę”.

To był naiwny obrazek, wręcz prostacki. Piosenka prawdopodobnie służyła tylko jako propaganda dla Nowych Luddystów, którzy pragnęli zburzyć cywilizację i wrócić do jaskiń czy szałasów. Dan nie sympatyzował z takimi poglądami. Wiedział, że szałasy są wilgotne i pełne przeciągów.

Ale z jakiegoś powodu wizja „Nauki i Diabła kroczących ręka w rękę” wywarła na nim potężne wrażenie; przeszedł go zimny dreszcz.

Nagle nie miał już ochoty na wizytę u Reginy Savannah Hoffritz. To był długi dzień. Pora wracać do domu. Bolało go rozbite czoło, liczne sińce pulsowały na całym ciele. Ogień płonął w kościach i stawach. Oczy paliły, łzawiły i piekły. Dan potrzebował piwa albo dwóch – i dziesięciu godzin snu.

Ale miał jeszcze robotę.

Wstrząśnięta Laura rozejrzała się z niedowierzaniem.

Ziemia, kwiaty, liście i inne śmiecie leżały rozrzucone na kuchennym stole i na niedojedzonych porcjach spaghetti. Zmaltretowane róże zaścielały podłogę i blaty. Skręcone, połamane pęki czerwonych i purpurowych niecierpków wystawały ze zlewu. Jedna biała róża wisiała na uchwycie drzwi lodówki, a strzępki zieleni i setki oberwanych płatków przywarły do ścian, zasłon i szafek. Pod drzwiami sterta wiotkich, powyginanych łodyg i zwichrzonych kwiatów znaczyła miejsce, gdzie zamarł wiatr.

– Wychodzimy stąd – powiedział Earl, wciąż trzymając rewolwer w ręku.

– Ale ten bałagan… – zaczęła Laura.

– Później – rzucił, podszedł do Melanie i podniósł nieprzytomne dziecko z krzesła.

– Aleja muszę posprzątać… – zaprotestowała oszołomiona Laura.

– Chodźmy, chodźmy – ponaglił niecierpliwie Earl. Z jego twarzy znikła czerstwa, rumiana cera wieśniaka, zastąpiona przez woskową bladość. – Do salonu.

Laura zawahała się, patrząc na skłębione szczątki.

– Chodźmy – powtórzył Earl – zanim coś gorszego wejdzie przez te drzwi!

23

Regina Savannah Hoffritz mieszkała przy jednej z biedniejszych uliczek na wzgórzach Hollywoodu. Jej dom stanowił jaskrawy przykład eklektycznoana – chronistyczno – wariackiej architektury, rzadko spotykanej w Kalifornii, którą jednak szowinistyczni nowojorczycy wytykali palcami jako bezguście typowe dla zachodniego wybrzeża. Sądząc po cegłach i wyeksponowanych belkach zewnętrznych ścian, Dan ocenił dom jako tudorowski w zamierzeniu, chociaż zauważył też bogato rzeźbione wiktoriańskie okapy, amerykańskie kolonialne okiennice… oraz – po obu stronach frontowych drzwi domu oraz drzwi garażu – wielkie mosiężne powozowe latarnie, których stylu ani epoki nie dało się określić. Dwa stiukowe pilastry ze szlakiem z meksykańskich kafelków, pomiędzy którymi otwierało się wejście na chodnik, dźwigały ciężkie lampy z kutego żelaza, całkowicie różne – lecz nie bliższe tudorowskiemu ideałowi – od mosiężnych detali zamontowanych wszędzie indziej.

1 ... 43 44 45 46 47 48 49 50 51 ... 91
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)