Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Dom dzienny, dom nocny». Краткое содержание книги:

»Dom dzienny, dom nocny« jest najambitniejszym projektem prozatorskim Olgi Tokarczuk. Ta pe?na melancholijnego smutku (a miejscami i okrucie?stwa) ksi??ka oferuje nam w finale wspania?y, optymistyczny koncept. Otwiera nas na poznawanie ?ycia, do?wiadczanie naszego istnienia w jego wielowymiarowej postaci. Nie udzielaj?c nam porad ani nie serwuj?c nam odpowiedzi na tzw. najistotniejsze pytania, zach?ca do otwarcia si? na t? nie?atw? pr?b?, jak? jest nasza w?asna, niepowtarzalna egzystencja.
1 ... 44 45 46 47 48 49 50 51 52 ... 127
Перейти на страницу:

Wopista ruszył z powrotem w stronę przełęczy i ciemnych domów w przysiółku. W ustach miał smak ciasta i znowu zrobiło mu się niedobrze. Nie dobrze. Niedo brze. Brakowało mu brze, czegoś, co miało związek z ciepłem i jedzeniem. Na moment falowanie czasu ustało i wopista pomyślał zupełnie jasno, że zrobił błąd, idąc do nich bez kurtki i na piechotę; powinien się pospieszyć, bo to niebezpieczne tak chodzić nocą po polach. Wciąż istnieją wilki.

I w tej chwili usłyszał je gdzieś w lesie na górze, przenikliwy, pełen rozpaczy głos, nawoływanie beznadziejne, pełne bólu i opuszczenia.

Widział wilka w zoo we Wrocławiu. Wyglądał jak wypchany, choć się poruszał. Sierść miał zmierzwioną i niezdrową. Był podobny do jednego kundla, który codziennie rytualnie gonił jego motocykl i próbował go złapać za nogawkę. Ale nie do końca. Bo kundel miał swój czas, a wilk był bezczasowy. Wilki nie rodzą się i nie umierają. Istnieją nawet tam, gdzie ich nie ma. To odkrycie zdumiało wopistę tak bardzo, że przystanął i zaczął nadsłuchiwać. Zawodzenie umilkło, ale teraz słyszał jakby szmer drobnych kroków, które tłumi śnieg.

Zapragnął zgubionej zapalniczki jak kobiety. Mógłby nią sobie przyświecić i wiedziałby, która jest godzina.

To wyjaśniłoby wiele. Mógłby się na jej płomieniu podciągnąć w górę, byłby tam, gdzie chciał iść. A tak nie wiedział nawet, czy w prawo, czy w lewo, w górę czy w dół. Tak czy owak – ruszył przed siebie, ślizgał się po śniegu płynnie, jakby jechał na łyżwach. Podobało mu się to. Szedł dobrze. Szedł do brze, do ciepła i światła. Do dziewczyny o sennej urodzie z kosmykiem jasnych włosów w ustach. Za nim w śniegu bezgłośnie powstawały pięciokrotne ślady łap.

Zobaczył go. Ani przed, ani za sobą tylko gdzieś w ciemności. Był potężny. Siwizna jego sierści odbijała światło śniegu.

„Wilku, oszczędź mnie w imię granicy państwowej”, powiedział w tę ciemność.

Wilk za nim przystanął. Zastanawiał się.

Sen z Internetu

Znalazłem się w dziwnej, opustoszałej okolicy. Wiem, że się zgubiłem. Błądziłem po tym smutnym pustkowiu; cały czas trwał zmierzch. Od czasu do czasu znajdowałem swoje własne ślady: odcisk butów, moją zgubioną zapalniczkę, czapkę, aparat fotograficzny, i to mi dodawało otuchy, że idę po swoich śladach. Nagle stanąłem nad strumieniem. Odbijało się w nim szare niebo. Widziałem też swoją twarz -poczułem się zaskoczony, bo to była inna twarz. Całe życie myślałem, że wyglądam inaczej. Zacząłem się myć i z przerażeniem ujrzałem, że woda zmywa ciało z mojej twarzy. To nic nie bolało. Moja twarz topiła się, jakby była z wosku. Rozpuszczała się w wodzie. W końcu ze zgrozą wyczułem pod palcami nagie kości. W tym momencie doszła do mnie porażająca prawda – umarłem. Nie było żadnego powrotu.

Efemerydy

Marta miała jeden szczególnie dla mnie nieprzyjemny zwyczaj – stawała za mną i przez ramię zaglądała, co robię. Słyszałam jej oddech: lekki, szybki, płytki – oddech starego człowieka. I czułam jej zapach, to był zawsze zapach snu, pościeli, rozespanej skóry. Tak czasami pachną dzieci. To jest ten zapach, który dorośli chętnie tłumią perfumami i dezodorantami – wtedy dopiero zaczynają pachnieć jak rzeczy, nie jak ludzie. Więc Marta stawała tak nade mną i stała. Cokolwiek robiłam, zaczynałam się mylić. Jeżeli czytałam, słowa uciekały mi i gubiłam sens zdania. Jeżeli pisałam, nagle przestawałam mieć cokolwiek do napisania. Wtedy odsuwałam się od niej delikatnie, żeby jej nie urazić, ale byłam na nią zła.

1 ... 44 45 46 47 48 49 50 51 52 ... 127
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)