Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Остросюжетные любовные романы » Śmiertelna ekstaza [На польском]
Śmiertelna ekstaza [На польском] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Śmiertelna ekstaza [На польском]

Электронная книга - «Śmiertelna ekstaza [На польском]». Краткое содержание книги:

Drew Mathias, zdolny elektronik i entuzjasta gier komputerowych, nie miał żadnego powodu, żeby odebrać sobie życie. Podobnie jak wzięty nowojorski adwokat S.T. Fitzhugh, wpływowy senator Peary czy Cerise Devane, przebojowa właścicielka popularnego brukowca. Tych czworga nie łączyło nic poza tym, że postanowili odejść z tego świata. Śledztwo nie przyniosło żadnego rezultatu, ale porucznik Eve Dallas z nowojorskiej policji nie chce uwierzyć, że były to samobójstwa. Kto jednak i dlaczego chciałby pozbawić życia czworo niezwiązanych ze sobą ludzi? I jak tego dokonał?
Porucznik Dallas postanawia mimo wszystko poszukać odpowiedzi na te pytania. Oczywiście może liczyć na pomoc świeżo poślubionego męża – superprzystojnego, superinteligentnego i bogatego Raorke’a – który kocha ją do szaleństwa i zrobi dla niej wszystko.
1 ... 43 44 45 46 47 48 49 50 51 ... 74
Перейти на страницу:

– To nie takie proste. – Eye ostrożnie posunęła się o następne trzy kroki, nie spuszczając go z oka. – Wiesz, że stąd się me wydostaniesz. Ulica jest już zablokowana, budynek otoczony przez ochronę. Jezu, stary, cały teren roi się od gliniarzy o każdej porze dnia i nocy. Mogłeś sobie wybrać lepsze miejsce.

Kątem oka dostrzegła, że Peabody wślizgnęła się tylnym wejściem i zajęła pozycję. Żadna z nich nie mogła ryzykować strzału, dopóki miał w rękach kasjerkę i ładunek.

– Jeżeli to upuścisz albo nawet za bardzo się spocisz, może wybuchnąć. Wszyscy w środku zginą.

– No to wszyscy zginiemy. To i tak bez znaczenia.

– Puść tę dziewczynę. Jest zwykłą urzędniczką. Próbuje zarobić na życie.

– Ja też próbowałem.

Spostrzegła to w jego oczach ułamek sekundy za późno. Bezdenną rozpacz. W mgnieniu oka podrzucił wysoko bombę. Całe życie mignęło jej przed oczami, gdy puściła się sprintem i rzuciła na podłogę. Spóźniła się o włos.

Właśnie kiedy zasłoniła rękami głowę przed wybuchem, tandetnie wykonana kula potoczyła się do rogu, podskoczyła i znieruchomiała.

– Niewypał. – Niedoszły złodziej zaśmiał się cicho – Zaskoczona?

– Eye zerwała się na nogi. I wtedy zaatakował.

Nie miała czasu, żeby wycelować ani nawet strzelić bez mierzenia. Zaatakował ją, uderzając z całej siły, jak taranem. Poleciała plecami na kasy samoobsługowe. Dopiero teraz nastąpił wybuch – eksplozja bólu w jej głowie, kiedy biodrem trafiła w twardą krawędź. Cudem nie wypuściła broni z ręki. Miała nadzieję, że trzask, który usłyszała, to tylko łamiący się tam laminat, a nie kość.

Chwycił ją w ramiona, co mogło wyglądać jak miłosny uścisk, który okazał się jednak zadziwiająco skuteczny. Zablokował jej broń, przypierając ją do kasy, tak że nie mogła poruszać się wokół własnej osi, tylko z trudem przesunęła ciężar ciała w bok.

Runęli na podłogę. Nieszczęśliwie znalazła się pod jego szczupłym, konwulsyjnie prężącym się ciałem, które na niej ciężko wylądowało. Uderzyła łokciem w płytkę w podłodze, uwalniając kolano i podstępnie zadając mu cios. Wkładając w to więcej siły niż techniki, walnęła go kolbą w skroń.

Cios okazał się skuteczny. Wywrócił oczy białkami do góry i opadł na nią bezwładnie. Zsunęła go z siebie, podnosząc się na kolana.

Zdyszana, walcząc z mdłościami, których dostała, gdy jej żołądek zderzył się z jakąś kościstą częścią jego ciała, Odgarnęła włosy z oczu. Peabody także klęczała, z bombą w jednej a bronią w drugiej ręce.

– Nie mogłam strzelić. Pobiegłam po bombę. Myślałam że sama dasz sobie radę.

– Świetnie, po prostu ślicznie. – Wszystko ją bolało a na widok swojej asystentki z bombą w dłoni zaczęło jej pulsować w skroniach.

– Nie ruszaj się.

– Nie ruszam się. Nawet nie oddycham.

– Trzeba wezwać saperów. Przynieś pojemnik.

– Właśnie miałam… – Peabody urwała i zbladła jak widmo.

– Cholera, Dallas, to się robi gorące.

– Rzuć to! W tej chwili! Kryj się. – Eye złapała jedną ręką bezwładne ciało i pociągnęła nieprzytomnego za kasę, przywarła do niego i zakryła głowę rękami.

Powietrzem wstrząsnęła eksplozja. Eye poczuła falę gorąca i Bóg wie co posypało się na nią. Automatyczny czujnik przeciwpożarowy włączył alarm, ostrzegając pracowników i klientów, by spokojnie i pojedynczo opuścili budynek. Z sufitu trysnęły strugi lodowatej wody.

Wdzięczna, że nie czuje większego bólu i wszystkie części ciała ma chyba na miejscu, złożyła podziękowania opatrzności.

Kaszląc w gęstym dymie, wypełzła spoza resztek kasy.

– Peabody! Jezu! – Zachłysnęła się, przetarła szczypiące oczy i czołgała się dalej, stwierdziwszy, że podłoga jest teraz mokra i lepka. Coś gorącego oparzyło ją w rękę, więc zaklęła. – Peabody, gdzie jesteś, do cholery?

– Tutaj. – Słabej odpowiedzi towarzyszył suchy kaszel. – Chyba jestem cała.

Stojąc na czworakach, zobaczyły się wreszcie przez zasłonę z dymu i strumieni wody. Popatrzyły na swoje czarne twarze. Eye wyciągnęła rękę i słabym ruchem klepnęła ją kilka razy po głowie.

– Włosy ci się paliły – wyjaśniła.

– Dzięki. Co z tym dupkiem?

– Ciągle nieprzytomny. – Eye przysiadła na piętach i przeprowadziła szybkie oględziny. Nie zauważyła krwi, co było niemałą ulgą. Miała na sobie ubranie, choć całe było w strzępach. – Wiesz, zdaje mi się, że ten budynek należy do Roarke”a.

– No to pewnie będzie wkurzony. Dym i woda to najgorsze świństwo.

– Wiem. Co za pieprzony dzień. Niech się tym zajmą gliny od kredytów. Dzisiaj wieczorem urządzam przyjęcie.

– Tak. – Peabody skrzywiła się, wciągając poszarpany rękaw munduru. – Nie mogę się już doczekać. – Nagle zachwiała się i popatrzyła na nią spod zmrużonych powiek. – Dallas, ile miałaś par oczu, kiedy tu wchodziłaś?

– Jedną. Zdaje się.

– Cholera. Teraz masz dwie. Chyba jedna z nas ma kłopot. – Po tych słowach padła Eye w ramiona.

Nie było chwili do stracenia. Wyciągnęła Peabody ze zgliszczy i przekazała ją ekipie medycznej, złożyła meldunek oficerowi dowodzącemu oddziałem ochrony, a potem przekazała te same informacje saperom. Między jednym a drugim meldunkiem popędziła medyków, by zajęli się Peabody, powstrzymując ich próby zbadania jej skanerem urazowym.

Roarke przebrał się już na wieczór, kiedy wpadła do domu.

Przerwał rozmowę z Tokio, którą prowadził przez ręczny videokom, i odwrócił się od kwiaciarzy układających w holu bukiety z białych i różowych malw.

– Co ci się stało?

– Nie pytaj. – Minęła go w biegu i pomknęła na górę.

Gdy wszedł za nią do sypialni i zamknął drzwi, pozbyła się już tego, co zostało z jej koszuli.

– Jednak zapytam.

– Jednak okazało się, że bomba nie była niewypałem. – Nie chcąc usiąść i zabrudzić mebli czymś, co oblepiało jej spodnie, zaczęła skakać na jednej nodze, próbując zsunąć but.

Roarke nabrał głęboko powietrza.

– Bomba?

– No, taki ładunek domowej roboty. Aż trudno uwierzyć. – Udało się jej uwolnić od drugiego buta i zaczęła ściągać poszarpane, brudne spodnie. – Jeden gość napadł na centrum kredytowe dwie przecznice od centrali policji. Idiota. – Rzuciła strzępy ubrania na podłogę, odwróciła się i chciała pobiec pod prysznic, ale w tym momencie Roarke złapał ją za ramię.

– Rany boskie. – Obrócił ją, żeby lepiej widzieć purpurowy siniec na jej biodrze. Był większy od jego dłoni. Prawe kolano spuchło jak balon; poza tym rozliczne siniaki okrywały jej ręce i ramiona. – Eye, wyglądasz potwornie.

– Powinieneś zobaczyć tamtego. Przynajmniej dzięki państwu będzie miał przez kilka łat dach nad głową i trzy posiłki dziennie. Muszę się doprowadzić do porządku.

Nie puścił jej, tylko spojrzał jej w oczy.

– Przypuszczam, że nie pozwoliłaś, by obejrzała cię ekipa medyczna

– Te rzeźniki? Uśmiechnęła się. – Nic mi nie jest, jestem tylko trochę poobijana. Jutro się tym zajmę.

– Będziesz miała szczęście, jeżeli jutro zdołasz się poruszać. Chodź.

– Roarke… – Skrzywiła się i utykając poszła za nim do łazienki.

– Siadaj. I bądź cicho.

– Nie ma na to czasu. – Usiadła, odwracając wzrok. – To może potrwać kilka godzin, zanim uda mi się pozbyć tego smrodu i sadzy. Chryste, ależ te domowe bomby śmierdzą. – Powąchała ramię i wykrzywiła się. – Siarka. – Spojrzała na niego podejrzliwie. – Co to jest?

1 ... 43 44 45 46 47 48 49 50 51 ... 74
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)