Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Tytan [Titan - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Tytan [Titan - pl]

Электронная книга - «Tytan [Titan - pl]». Краткое содержание книги:

Habitat Goddard — kosmiczna arka z dziesięciotysieczną załogą na pokładzie — wchodzi na orbitę Saturna. Naukowcy wysyłają sondę na Tytana, ale zaraz po wylądowaniu przestaje ona wysyłać sygnały. Jednocześnie doktor Wunderly robi wszystko, żeby doszło do jeszcze jednego lotu przez pierścienie planety; podejrzewa, że żyją w nich mikroorganizmy.
1 ... 43 44 45 46 47 48 49 50 51 ... 106
Перейти на страницу:

— Chciałem, żeby zespół złożył raport, natychmiast.

— Natychmiast? — spytał Habib. Za nim pojawiły się inne twarze, tłocząc się na ekranie; zmęczone, z podkrążonymi oczami, z włosami w nieładzie.

— Wypruwamy sobie żyły, żeby zdążyć z prezentacją na jutro rano — rzekł jeden z mężczyzn.

— I tak będziemy pracować całą noc — rzekła jakaś kobieta z irytacją, odgarniając kosmyk włosów znad czoła.

— Rozumiem i doceniam, że pracujecie bardzo ciężko — rzekł Urbain próbując nie okazywać złości — ale…

— Może pan tu przyjdzie? — zaproponowała jedna z kobiet.

Habib wyglądał na zaskoczonego, ale zaraz skinął głową.

— Tak, tak chyba będzie najlepiej. Proszę przyjść do laboratorium.

Urbain zastanowił się przez kilka sekund.

— Dobrze. A gdzie dokładnie… jest to laboratorium?

Pancho rozpięła uprząż i sztywno podniosła się z fotela w symulatorze. Trójwymiarowe obrazy na ścianach ciasnego i małego pomieszczenia zamrugały i zgasły. Zanurkowała przez klapę i wkroczyła do sterowni symulatora, gdzie Wanamaker zamykał system komputerowy sterujący symulacją.

Przeciągnęła się na całą długość i uniosła długie ramiona nad głowę; poczuła, jak strzeliło jej coś w kręgach.

— O, rany — mruknęła. — Już dawno nie siedziałam tak długo w jednym miejscu.

— Osiem godzin — odparł Wanamaker, masując jej ramiona. — Cały czas misji.

— Jak mi poszło?

Skinął głową w kierunku milczących konsol.

— Komputer mówi, że nienajgorzej.

— Nienajgorzej?

— Trochę za wolno reagowałaś przy sekwencji przechwytywania.

— Ale złapałam ją, prawda? Pokiwał głową.

— Ale mogłoby ci pójść trochę sprawniej. Pamiętaj, że tam, wśród pierścieni, będziesz mieć do czynienia z nowicjuszką. Nie spodziewaj się po niej wielkiej pomocy.

— Ryzykuje życiem.

— A twoim zadaniem jest wyłowienie jej i przyholowanie bezpiecznie do domu — rzekł Wanamaker.

Pancho udała, że się krzywi.

— Jesteś okropnym szefem. Wanamaker wyszczerzył zęby i odparł:

— Przymilaniem się nie wyszkolisz się na admirała. Pancho znów przeciągnęła się, zmieniła ton głosu i rzekła:

— Dobrze, marynarzu. Postawisz mi drinka?

— Zasłużyłaś sobie. I na obiad.

Pancho ujęła go pod ramię i pozwoliła poprowadzić się do drzwi.

Zatrzymała się jednak w pół drogi i zawróciła w stronę konsoli.

— Zarezerwuj następną sesję na jutro rano — zarządziła.

— Tym razem z Nadią w pętli.

Urbain czuł się nieco dziwnie, pedałując na elektrycznym skuterze przez cały habitat do wioski Delhi; elektryczny silnik był uszkodzony albo on nie potrafił go włączyć. Próbował parę razy, ale silnik nie chciał zaskoczyć. Urbain musiał więc pedałować całą drogę, wijącą się ścieżką między Atenami a Delhi. Wioska nie była zbyt gęsto zaludniona, większość budynków była ciemna i pusta. Gdy zastanawiał się, czy będzie w stanie znaleźć budynek, do którego skierował go Habib, zobaczył przed sobą młodą kobietę machającą latarką.

Zahamował tuż przed nią i w świetle latarki rozpoznał: to ona zasugerowała, żeby przyjechał do laboratorium Habiba. Była wyższa niż przypuszczał i miała długie jasnoblond włosy, które opadały jej na ramiona.

— Dobry wieczór — rzekł Urbain, sapiąc lekko, gdyż nie był przyzwyczajony do ćwiczeń fizycznych. — Pani…

— Negroponte — odparła. — Yolanda Negroponte. Pracuję w pana zespole nauk geologicznych, odkąd opuściliśmy Ziemię.

To miał być przytyk i Urbain doskonale o tym wiedział.

— Tak, oczywiście — mruknął, usiłując ratować sytuację.

— Teraz poznaję.

— Jestem biologiem — rzuciła przez ramię i otworzyła drzwi do budynku.

Urbain wszedł za nią do środka, zastanawiając się, co biolog robi w grupie badawczej. I wtedy uświadomił sobie, że po zniknięciu i zamilknięciu Alfy nie miała zbyt wiele pracy.

Gdy tylko Negroponte otworzyła drzwi do prowizorycznego laboratorium, Habib ruszył w stronę Urbaina. Był nieco niższy niż kobieta, o skórze o kilka odcieni ciemniejszej niż jej złota opalenizna. Otoczyło ich kilkanaście osób. Urbain poczuł zapach zepsutego jedzenia i kawy. Na składanych stołach wzdłuż ściany piętrzyły się pojemniki po jedzeniu na wynos. Uświadomił sobie, że nic nie jadł od lunchu, wiele godzin temu.

— Bardzo się cieszę, że pan do nas zajrzał — rzekł Habib przepraszającym tonem. — Wiem, że to kawał drogi…

Urbain, czując, jak się spocił podczas długiej jazdy, odparł:

— Liczy się czas. Musimy znaleźć Alfę zanim przejdzie w tryb hibernacji.

— Albo zrzuci nagromadzone dane — podsunął jeden z naukowców.

Urbain miał ochotę go walnąć.

— Co się państwu dotąd udało osiągnąć?

— Nie aż tyle, ile byśmy chcieli — rzekł Habib.

— Ale coś, co jest istotne — dodała Negroponte. Stała przy Habibie, jakby chciała go chronić. Była mocno zbudowaną kobieta, Urbain zaczął się zastanawiać, czy między nimi coś jest.

— Stworzyliśmy trójwymiarowy obraz tego, co zaobserwowały satelity — rzekł Habib. — Mieliśmy spędzić całą noc na oglądaniu go i upewnieniu się, że nie ma żadnych usterek.

— Obejrzę go, nieważne, z usterkami, czy nie — rzekł Urbain.

Habib skinął niepewnie głową.

— Dobrze, doktorze. Proszę usiąść.

Wskazał mu lekkie plastikowe krzesełko obok pustego ekranu ściennego.

Urbain usiadł, a cały zespół rzucił się do stacji roboczych ustawionych wzdłuż ściany za nim. Z wyjątkiem Habiba, który stanął za Urbainem.

Ekran ścienny rozjarzył się, a potem wyświetlił obraz szarego, nierównego gruntu. Zanim Urbain zdążył coś powiedzieć, obraz nagle nabrał głębi i wyrazistości; stał się prawdziwym obrazem trójwymiarowym. Urbain wytężył wzrok, ale nie dostrzegł śladu gąsienic, żadnych śladów ani zagłębień na powierzchni.

— To miejsce lądowania Alfy — wyjaśnił Habib.

— Jest pan pewien? — zdziwił się Urbain.

— Doktorze, to jest jedyna rzecz, której jesteśmy pewni. Przez następne dwie godziny Urbain oglądał z rosnącą niechęcią, co Habib i jego zespół zrobili z obrazami z satelitów. Znajdywano tylko krótkie odcinki śladów Alfy, rozmieszczone dość losowo. Jeden z widoków ukazywał jeziorko z górą spiętrzonego lodu pośrodku.

— To lód. Z wody — wyjaśniła Negroponte.

— I widać ślady prowadzące do brzegu jeziora — powiedział Habib.

— Czy Alfa zatonęła? — spytał zaniepokojony Urbain.

— Nie przypuszczamy — odparł Habib. — Mamy ślady po drugiej stronie — o, są!

— Musi być ich więcej — upierał się Urbain. — Znamy masę Alfy i wytrzymałość gruntu na uginanie. Możemy obliczyć, do jakiej głębokości zapadłaby się sonda.

Habib znów pokiwał głową, ale na jego twarzy malowała się niechęć.

— Panie doktorze, gąsienice Alfy zaprojektowano tak, żeby jak najlepiej rozłożyć jej masę i żeby nie zapadała się zbyt głęboko w lód.

— Ale musiała zostawić jakieś koleiny. Niemożliwe, żeby tak się nie stało.

— Zgadzam się, ale jeśli pan zobaczy, kiedy zostały zarejestrowane te obrazy, to pan dostrzeże, że koleiny pojawiają się tylko w miejscach, gdzie pojazd musiał się zagrzebać naprawdę głęboko, jak przy tym jeziorku — dodał kto inny.

1 ... 43 44 45 46 47 48 49 50 51 ... 106
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)