Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Straż! Straż! [Guards! Guards! - pl]
Straż! Straż! [Guards! Guards! - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Straż! Straż! [Guards! Guards! - pl]

Электронная книга - «Straż! Straż! [Guards! Guards! - pl]». Краткое содержание книги:

Służba na Straży Nocnej bynajmniej nie należy do zajęć zapewniających splendor i powszechny szacunek, a cóż dopiero mówić o dowodzeniu tą formacją.
Niestety, kapitan Vimes nie ma wyboru, szuka więc pociechy na dnie butelki, jego dwóm podwładnym nie pozostaje zaś nic innego jak starannie unikać miejsc, gdzie może zostać popełnione jakiekolwiek przestępstwo. Wszyscy zdążyli przywyknąć do tej sytuacji, lecz pewnego dnia wybucha potworne zamieszanie: oto do Ankh-Morpork przybywa gigantyczny krasnolud Marchewa i postanawia zostać najlepszym strażnikiem w historii miasta — akurat wtedy, gdy do miasta przybywa smok.
Powieść tłumaczy, dlaczego z pewnych względów można to uznać za zdarzenie pozytywne, z innych za negatywne. Marchewa nie ma co do tego wątpliwości.
1 ... 40 41 42 43 44 45 46 47 48 ... 78
Перейти на страницу:

— Tak — odparł Nobby. — Powinniśmy odejść stąd jak najszybciej. Przypomnij sobie Gaskina.

— Może to drugi smok — zastanawiał się Marchewa. — Trzeba ostrzec ludzi i…

— Nie — zaprotestował stanowczo sierżant. — Ponieważ a) i tak nam nie uwierzą, i b) mamy już króla. Smoki to jego robota.

— Zgadza się — przyznał kapral. — Na pewno by się pogniewał. Smoki to prawdopodobnie, no wiesz, królewskie zwierzęta. Jak jelenie. Mogą człowiekowi wyrwać tridlina[19] za samą myśl o zabiciu któregoś, kiedy jest król w okolicy.

— Lepiej się czuję wiedząc, że jestem niski — mruknął Colon.

— Z niskiego rodu — poprawił go Nobby.

— Nie jest to obywatelska postawa… — zaczął Marchewa, ale przerwał mu Errol.

Mały smok nadbiegł środkiem ulicy, unosząc w górę wyprężony ogon i wpatrując się w chmury na niebie. Przebiegł obok strażników, nie zwracając na nich uwagi.

— Co mu jest? — zdziwił się Nobby.

Głośny turkot okazał się sygnałem nadjeżdżającej karety Ramkinów. Z mgły wychylił się Vimes.

— Ludzie?! — zawołał.

— Oczywiście — odpowiedział sierżant Colon.

— Nie widzieliście tu smoka? Poza Errolem?

— No, tego… sir… — Sierżant spojrzał na dwóch kolegów. — Mniej więcej, sir. Możliwe. Mógł tam być.

— Więc nie stójcie jak manekiny — odezwała się lady Ramkin. — Wsiadajcie! Miejsca wystarczy.

Wystarczyło. Kiedy karetę budowano, była zapewne istnym cudem, cała w pluszach, złoceniach, frędzlach i firankach. Czas, zaniedbanie, a także wyrwanie tapicerki, by umożliwić przewóz smoków na wystawy, odebrały swoją daninę, jednak powóz wciąż pachniał luksusem, przywilejami i — oczywiście — smokami.

— Co ty wyczyniasz? — zdziwił się Colon, kiedy ruszyli z turkotem.

— Macham — odparł Nobby, łaskawie pozdrawiając dłonią kłęby mgły.

— Właściwie to obrzydliwe — mruczał sierżant. — Ludzie rozbijają się takimi powozami, a inni tymczasem nie mają dachu nad głową.

— To powóz lady Ramkin — wyjaśnił Nobby. — Ona jest w porządku.

— No, niby tak, ale co powiesz ojej przodkach? Nie można się dorobić wielkich domów i powozów, choć trochę nie wyzyskując biedaków.

— Jesteście źli, sierżancie, bo wasza żona haftuje korony na bie-liźnie — domyślił się Nobby.

— To nie ma nic do rzeczy — oburzył się Colon. — Zawsze byłem zwolennikiem praw człowieka.

— I krasnoluda — dodał Marchewa.

— Tak, jego też — zgodził się Colon bez przekonania. — A cała ta historia z królami i książętami narusza przyrodzoną ludzką godność. Wszyscy rodzimy się równi. Niedobrze mi się robi od tego.

— Nigdy nie słyszałem od ciebie takich poglądów, Fryderyku — zdziwił się Nobby.

— Dla ciebie: sierżancie Colon, Nobby.

— Przepraszam, sierżancie.

Mgła tymczasem formowała prawdziwe ankh-morporskie jesienne gumbo[20]. Vimes wpatrywał się w nią, a kropelki wilgoci z entuzjazmem wsiąkały mu w koszulę.

— Nie widzę go — oznajmił. — Spróbujmy skręcić w lewo.

— Wiesz, gdzie jesteśmy?

— Gdzieś w dzielnicy handlowej — odparł krótko Vimes. Errol trochę zwolnił. Cały czas patrzył w górę i od czasu do czasu skowyczał.

— Nic nie widzę w tej piekielnej mgle — mruknął Vimes. — Zastanawiam się…

Jakby słysząc jego narzekania, mgła rozjaśniła się nagle. Rozkwitła przed nimi niby chryzantema i wydała odgłos podobny do „uumf.

— Nie — jęknął Vimes. — Znowu!

* * *

— Czy Puchary Prawości zostały prawdziwie i dobrze zalane? — zaintonował brat Strażnica.

— Tak, zalane w pełni, jak należy.

— A czy Wody Świata są Wstrzymane?

— Tak, wstrzymane dokładnie. — Czy Demony Nieskończoności spętano wieloma łańcuchami?

— Niech to licho — mruknął brat Tynkarz. — Zawsze coś wypadnie.

Brat Strażnica wyraźnie się zniechęcił.

— Chociaż raz byłoby miło, gdybyśmy bezbłędnie przeprowadzili starożytne i ponadczasowe rytuały. Prawda? Lepiej bierz się do pracy.

— Czy nie będzie szybciej, bracie Strażnico, jeśli przy następnym rytuale zrobię to dwa razy?

Brat Strażnica zastanowił się z ponurą miną. Propozycja wydawała się rozsądna.

— No dobrze — zgodził się wreszcie. — A teraz stań z pozostałymi. I powinieneś się do mnie zwracać: Pełniący Obowiązki Najwyższego Wielkiego Mistrza. Zrozumiano?

To żądanie nie spotkało się z odpowiednią i godną reakcją bractwa.

— Nikt nam nie mówił, że będziesz Pełnił Obowiązki Najwyższego Wielkiego Mistrza — burknął brat Odźwierny.

— Po co miał mówić, kiedy wiadomo, że tak jest, ponieważ Najwyższy Wielki Mistrz prosił mnie, żebym otworzył zebranie Loży. Bo on jest zajęty pracą przy koronacji — odparł z dumą brat Strażnica. — Jeśli to nie znaczy, że Pełnię Obowiązki Najwyższego Wielkiego Mistrza, to już nie wiem, jakich wam trzeba dowodów. Jasne?

— Wcale niejasne — upierał się nie przekonany brat Odźwierny.

— Wcale ci się nie należy taki długi tytuł. Można cię nazywać, boja wiem, na przykład Monitorem Rytuału.

— Pewnie — wtrącił się brat Tynkarz. — Nie masz powodu tak zadzierać nosa. Żadni mnisi ani nikt nie uczył cię przecież pradawnych i mistycznych tajemnic.

— My też siedzieliśmy tu godzinami — dodał brat Odźwierny. — To niesprawiedliwe. Myślałem, że zostaniemy wynagrodzeni…

Brat Strażnica zdał sobie sprawę, że przestaje panować nad bractwem. Spróbował dyplomacji.

— Jestem pewien, że Najwyższy Wielki Mistrz zjawi się wkrótce — powiedział. — Nie psujmy teraz wszystkiego, co, chłopcy? Zorganizowanie tej walki ze smokiem i załatwienie jej zgodnie z planem to było coś, mam rację? Warto chyba zaczekać jeszcze trochę, prawda?

Stojące kręgiem postacie w długich szatach i kapturach zaszemrały zgodnie.

— Dobra.

— Może być.

— Tak.

— OCZYWIŚCIE.

— Jasne.

— Skoro tak twierdzisz.

Brata Strażnicę opanowało dziwne uczucie, że coś się tu nie zgadza, chociaż nie potrafiłby określić, co właściwie.

— Ehm — chrząknął. — Bracia?

Oni także poruszyli się niespokojnie. Coś w pomieszczeniu budziło dreszcze. Zapanowała tu… atmosfera.

— Bracia — powtórzył brat Strażnica, próbując odzyskać panowanie nad sobą. — Jesteśmy tu wszyscy, prawda? Odpowiedział mu chór potwierdzeń.

— Pewnie, że jesteśmy.

— O co chodzi?

— Tak!

— TAK.

— Tak.

Znowu: subtelna nieprawidłowość, której nie można wskazać palcem, ponieważ palec drży ze strachu. Ale zalęknione myśli brata Strażnicy przerwał dobiegający z dachu odgłos skrobania. Kilka okruchów tynku opadło do kręgu.

— Bracia? — powtórzył nerwowym tonem brat Strażnica.

Zabrzmiał jeden z tych bezgłośnych dźwięków, dzwoniąca w uszach cisza niezwykłej koncentracji i możliwe, że wciąganie powietrza do płuc wielkości stogu siana. Ostatnie szczury wiary w siebie brata Strażnicy uciekały z tonącego okrętu jego odwagi.

— Bracie Odźwierny, zechciej proszę otworzyć rygle mrocznego portalu… — wyjąkał.

I wtedy rozbłysło światło.

Nie czuł bólu. Nie było na to czasu.

Śmierć pozbawia człowieka wielu rzeczy, zwłaszcza kiedy przybywa w temperaturze dość wysokiej, by odparować metale. Pozbawia między innymi złudzeń. Nieśmiertelne szczątki brata Strażnicy obserwowały, jak smok znika we mgle, po czym spojrzały na krzepnącą kałużę kamienia, metalu i rozmaitych pierwiastków śladowych. Było to wszystko, co pozostało z tajnej loży. I jej członków, uświadomił sobie ze spokojem, który jest naturalnym elementem bycia martwym. Człowiek idzie przez życie, stara się, a wszystko po to, żeby skończyć jako plama wirująca w kałuży niczym kropla śmietanki w filiżance kawy. Nie wiedział, w co grają bogowie; zasady ich gier były strasznie tajemnicze.

вернуться

19

Tridlin: krótki i zbędny obrzęd religijny, wykonywany codziennie przez Świątobliwych Balansujących Derwiszów z Innih, jak podaje Spis stów, od których oczy szczypią.

вернуться

20

Podobna do mgły typu „grochówka”, tylko gęściejsza, groźniejsza i ukrywająca rzeczy, o których człowiek woli nie wiedzieć.

1 ... 40 41 42 43 44 45 46 47 48 ... 78
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)