Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Альтернативная история » Związek żydowskich policjantów [The Yiddish Policemen's Union - pl]
Związek żydowskich policjantów [The Yiddish Policemen's Union - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Związek żydowskich policjantów [The Yiddish Policemen's Union - pl]

Электронная книга - «Związek żydowskich policjantów [The Yiddish Policemen's Union - pl]». Краткое содержание книги:

Żydowscy wygnańcy z Europy ogarniętej II wojną światową osiedlili się na Alasce. W 1948 r. dołączyli do nich Żydzi, którzy przegrali walkę o Erec Israel i zostali wyrzuceni z Palestyny. Amerykański Kongres przyznał jednak Żydom prawa do Kolonii Sitka jedynie na 60 lat, który to termin właśnie upływa i niebawem alaskańscy Żydzi znów staną się bezdomni. Niektórzy policjanci być może zachowają swoje miejsca pracy, pod warunkiem, że nie będą się zbytnio przejmować swoją pracą. Na przykład tragicznie zmarłym Emanuelem Laskerem, który był wprawdzie genialnym szachistą, ale nie tym, który urodził się w 1868 r. Uparty Lansman podąża tropem fałszywego Laskera, a przy okazji także śladami starszego kolegi po fachu, Philipa Marlowe’a. Pije, pali, obrywa i filozofuje jak on; szachów wprawdzie nienawidzi, ale nienawiścią bardzo zbliżoną do miłości. Pozornie zwykłe śledztwo zatacza coraz szersze kręgi. Ze zmarłym związani są chasydzcy gangsterzy, byli i aktualni agenci rozmaitych służb wywiadowczych, a także mnóstwo zwykłych ludzi, którym nie odmówił swojego błogosławieństwa. Sprawdzając kolejne domysły, Landsman pakuje się w kabałę, z której naprawdę trudno ujść z życiem.
1 ... 40 41 42 43 44 45 46 47 48 ... 95
Перейти на страницу:

Przez kilka długich chwil Bina nie odpowiada.

— Zadzwonił do mnie nadinspektor Wajngartner — mówi w końcu. — Wczoraj wieczorem. Tuż — dodaje — po zmroku.

— Ach tak.

— Powiedział, że właśnie ktoś zadzwonił do niego. Na domowy telefon. Domyślam się, że ten ktoś był trochę zdenerwowany ekscesami detektywa Mejera Landsmana, których ten dopuścił się w jego okolicy w piątek po południu. Zakłócanie spokoju. Brak szacunku dla miejscowej ludności. Działanie bez zgody i upoważnienia.

— Co na to Wajngartner?

— Powiedział, że jesteś dobrym policjantem, ale miałeś trudny okres.

Oto, myśli Landsman, doskonały tekst na nagrobek.

— A ty, co powiedziałaś Wajngartnerowi? Kiedy zadzwonił, żeby zepsuć ci sobotni wieczór?

— Sobotni wieczór? Mój sobotni wieczór przypomina burrito z mikrofali. Bardzo trudno zepsuć coś, co od początku jest fatalne. Tak się składa, że powiedziałam nadinspektorowi Wajngartnerowi, że przed chwilą zostałeś postrzelony.

— A on?

— Oznajmił, że w obliczu nowych dowodów być może zrewiduje swoje długotrwałe ateistyczne poglądy. I że powinnam zrobić, co w mojej mocy, by zapewnić ci opiekę. I żebyś porządnie odpoczął przez pewien czas. Do czego właśnie próbuję cię nakłonić. Zawieszam cię do odwołania z pełnym wynagrodzeniem.

— Bina, Bina, proszę. Wiesz, jak ze mną jest.

— Wiem.

— Jeśli nie będę mógł pracować… Nie możesz…

— Muszę. — Temperatura jej głosu obniża się tak szybko, że linia brzęczy kryształkami lodu. — Sam dobrze wiesz, jaki mam wybór w takiej sytuacji.

— Jakiej sytuacji? Takiej, że gangsterzy używają nacisków, by powstrzymać dochodzenie w sprawie morderstwa? O taką sytuację ci chodzi?

— Odpowiadam przed nadinspektorem — mówi Bina, jakby tłumaczyła coś osłu. Doskonale wie, że Landsman nade wszystko nienawidzi, kiedy ktoś traktuje go jak idiotę. — A ty odpowiadasz przede mną.

— Żałuję, że do mnie zadzwoniłaś — odzywa się Landsman po chwili. — Powinnaś była pozwolić mi umrzeć.

— Och, dość tej opery. A swoją drogą, miło, że mi dziękujesz.

— I co ja mam teraz robić? Znaczy, oprócz tego, że będę ci wdzięczny, że obcięłaś mi jaja?

— To już twoja sprawa, detektywie. Może dla odmiany spróbujesz pomyśleć o przyszłości?

— O przyszłości? — powtarza Landsman. — O latających samochodach? Czy o hotelach na Księżycu?

— Chodzi mi o twoją przyszłość.

— A co, Bina, chcesz polecieć ze mną na Księżyc? Słyszałem, że tam jeszcze przyjmują Żydów!

— Do widzenia, Mejer.

Rozłącza się. Landsman również odkłada słuchawkę i przez chwilę stoi bez ruchu pod uważnym spojrzeniem siedzącego na łóżku Miśka. Czuje, jak rozpala się w nim ostatnia iskra entuzjazmu i gniewu, która następnie znika niczym grudka sadzy w kominie. Potem czuje już tylko pustkę.

Wraca do łóżka, wchodzi pod kołdrę, odwraca się twarzą do balijskiej sceny na ścianie i zamyka oczy.

— Ee, Mejer? — mówi Miśko, Landsman jednak milczy. — Długo zamierzasz gnić w moim łóżku?

Landsman nie widzi żadnej korzyści z odpowiedzi. Po minucie Miśko odbija się od materaca i sprężyście staje na nogi. Landsman wyczuwa, jak partner ocenia dzielącą ich czarną głębię, usiłując znaleźć właściwy ton.

— Cokolwiek to znaczy — podejmuje w końcu próbę Miśko — Bina także przyszła na izbę przyjęć, żeby cię zobaczyć.

Landsman odkrywa, że w ogóle nie pamięta jej odwiedzin. Wspomnienie przepadło jak dotknięcie dziecięcej stópki na dłoni.

— Byłeś nieźle nawalony — mówi Miśko. — Wygadywałeś różne bzdury.

— Skompromitowałem się przy niej? — wykrztusza cichutko Landsman.

— Tak — potwierdza Miśko. — Obawiam się, że tak.

Po czym wycofuje się z własnej sypialni, zostawiając Landsmana sam na sam z pytaniem, skąd weźmie siły i jak głęboko jeszcze się pogrąży.

Landsman słyszy, jak Miśko i Ester-Malke rozmawiają o nim przyciszonymi głosami, zarezerwowanymi dla szaleńców, palantów i nieproszonych gości. Przez całą resztę popołudnia. Przy obiedzie. Podczas hałaśliwej kąpieli i pudrowania pupki, i opowiadania bajki, kiedy to Miśko Szemec musi gęgać jak gęś. Landsman leży na boku z palącą szramą na głowie, na przemian tracąc i odzyskując świadomość woni deszczu za oknem, pomruków i krzyków rodziny w sąsiednim pokoju. Mijające godziny to cetnary piasku, sączące się przez maleńki otwór do duszy Landsmana. Najpierw nie może unieść głowy z poduszki, potem jakoś nie może otworzyć oczu. To, co się dzieje, gdy jego oczy są zamknięte, to niezupełnie sen, a prześladujące go myśli, choć okropne, to niezupełnie senne koszmary.

W środku nocy nagle do pokoju wtacza się Goldie. Idzie ciężko i ospale, krokiem małego potwora. Nie wchodzi zwyczajnie do łóżka — wzburza wokół siebie koce jak mikser ciasto, jakby panicznie przed czymś uciekał, jednak gdy Landsman pyta, co się stało, nie odpowiada. Oczy ma zamknięte, a jego serce bije miarowo i cicho; cokolwiek go wystraszyło, schronił się przed tym w łóżku rodziców. Śpi jak zabity. Trochę pachnie nadpsutym jabłkiem. Starannie i bezlitośnie wbija palce stóp w plecy Landsmana. Zgrzyt jego zębów to szczęk tępych nożyc na arkuszu blachy.

Po godzinie, około wpół do piątej, zaczyna krzyczeć niemowlak na zabudowanym balkonie. Landsman słyszy, jak Ester-Malke próbuje go uspokoić. W normalnej sytuacji wzięłaby małego do łóżka, ale dzisiaj nie ma takiej możliwości, więc uciszanie trwa bardzo długo. Zjawia się w pokoju, gdy dziecko w jej ramionach jeszcze chlipie, ale właściwie już zasypia. Porzuca Pinky’ego między jego bratem i Landsmanem, po czym wychodzi.

Wewnętrzne zawory małych Szemeców, zjednoczenych na łóżku rodziców, produkują takie meczenia, dudnienia i świsty, że wielkie organy świątyni Emanu-El mogą się schować. Seriami ruchów, czymś w rodzaju sennego kung-fu, chłopcy spychają Landsmana na samą krawędź łóżka. Tłuką go, dziabią stopami, chrząkają i mamroczą. Przeżuwają włókna swoich snów. Przed świtem coś bardzo złego dzieje się w pieluchach niemowlaka. Jest to najgorsza noc, jaką Landsman spędził na jakimkolwiek materacu, a to wiele powiedziane.

Około siódmej zaczyna parskać ekspres do kawy. Kilka tysięcy cząsteczek kawowej woni wpada do sypialni i drażni włoski w nozdrzach Landsmana. W korytarzu szurają kapcie. W drzwiach sypialni staje Ester-Malke — zapewne żałuje wszystkiego, co uczyniła w ataku miłosierdzia — lecz Landsman natęża wolę, by powściągnąć odruch rozpoznania. Nic go to nie obchodzi, bo i niby dlaczego? Jednak powoli dociera doń, że kurczowe trzymanie się obojętności paradoksalnie zawiera w sobie ziarna klęski. No dobra, nie będzie obojętny. Otwiera jedno oko. Oparta o framugę Ester-Malke z założonymi rękami dokonuje oględzin zniszczeń miejsca, które kiedyś było jej posłaniem. Uczucie, jakie obrazek uroczych śpiących synków na ogół wzbudza w kochającej matce, walczy na jej twarzy z przerażeniem i zmieszaniem na widok Landsmana w samych gatkach.

— Chcę, żebyś wylazł z mojego łóżka — szepcze. — Szybko i bezpowrotnie.

— Dobrze — mówi Landsman. Sporządza bilans ran, bólów i głównych nurtów swego nastroju, po czym siada. Pomimo nocnych udręk czuje się dziwnie uspokojony — jakby bardziej obecny w swojej skórze, kończynach i zmysłach. Od ponad dwóch lat nie spał w jednym łóżku z żadną istotą ludzką i teraz zastanawia się, czy słusznie zrobił, zaprzestając tej praktyki. Zdejmuje ubranie z wieszaka na drzwiach, wkłada je powoli, po czym, trzymając w garści pasek i skarpetki, rusza za Ester-Malke korytarzem w stronę kuchni.

1 ... 40 41 42 43 44 45 46 47 48 ... 95
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)