Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Sezon burz
Sezon burz - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Sezon burz

Электронная книга - «Sezon burz». Краткое содержание книги:

Oto nowy Sapkowski i nowy Wiedźmin. Mistrz polskiej fantastyki znowu zaskakuje. «Sezon burz» nie opowiada bowiem o młodzieńczych latach białowłosego zabójcy potworów ani o jego losach po śmierci/nieśmierci kończącej ostatni tom sagi.
«Nigdy nie mów nigdy!» W powieści pojawiają się osoby doskonale czytelnikom znane, jak wierny druh Geralta — bard i poeta Jaskier — oraz jego ukochana, zwodnicza czarodziejka Yennefer, ale na scenę wkraczają też dosłownie i w przenośni postaci z zupełnie innych bajek. Ludzie, nieludzie i magiczną sztuką wyhodowane bestie. Opowieść zaczyna się wedle reguł gatunku: od trzęsienia ziemi, a potem napięcie rośnie. Wiedźmin stacza morderczą walkę z drapieżnikiem, który żyje tylko po to, żeby zabijać, wdaje się w bójkę z rosłymi, niezbyt sympatycznymi strażniczkami miejskimi, staje przed sądem, traci swe słynne miecze i przeżywa burzliwy romans z rudowłosą pięknością, zwaną Koral. A w tle toczą się królewskie i czarodziejskie intrygi. Pobrzmiewają pioruny i szaleją burze. I tak przez 404 strony porywającej lektury.
«Wiedźmin. Sezon Burz» to w wiedźmińskiej historii rzecz osobna, nie prapoczątek i nie kontynuacja. Jak pisze Autor: «Opowieść trwa. Historia nie kończy się nigdy…»
1 ... 40 41 42 43 44 45 46 47 48 ... 79
Перейти на страницу:

Geralt i Addario też się względem potrzeb nie wywyższali, zwłaszcza że piwo było świeże, z dopiero co odczopowanej beczki, a całkiem niewielu komplementów wystarczyło, by karczmarka zdecydowała się usmażyć i podać im rynkę kaszanki z cebulą. Po całym dniu wędrówki lasami Geralt równał tę kaszankę z giczą cielęcą w warzywach, dziczą łopatką turbotem w atramencie i innymi majstersztykami szefa kuchni austerii «Natura Rerum». Choć prawdę powiedziawszy, trochę za austerią tęsknił.

— Ciekawym — Addario gestem przywołał karczmarkę, zamówił kolejne piwo — czy znasz losy owego proroka?

Zanim siedli za stół, przyjrzeli się omszałemu głazowi, stojącemu obok wiekowego dębu. Wykute na zarosłej powierzchni monolitu litery informowały, iż w tym właśnie miejscu, w dzień święta Birke roku 1133 post Resurrectionem Prorok Lebioda wygłosił kazanie dla swych uczniów, obelisk zaś dla uczczenia tego wydarzenia ufundował i w roku 1200 postawił Spirydon Apps, mistrz szmuklerski z Rinde, sklep na Małym Rynku, jakość wysoka, ceny przystępne, zapraszamy.

— Znasz — Addario wydrapał z rynki resztkę kaszanki — historię owego Lebiody, nazywanego prorokiem? Mówię o prawdziwej historii.

— Nie znam żadnej. - Wiedźmin wytarł rynkę Chlebem. - Ni prawdziwej, ni zmyślonej. Nie interesowałem się.

— Posłuchaj tedy. Rzecz wydarzyła się lat temu sto z okładem, zdaje się, że niezbyt długo po dacie wyrytej na tym głazie. Dziś, jak ci dobrze wiadomo, smoków niemal się nie widuje, chyba że gdzieś w dzikich górach, wśród pustkowi. W tamtych czasach zdarzały się częściej i potrafiły dokuczyć. Nauczyły się, że pełne bydła pastwiska to wielkie jadłodajnie, gdzie można się nażreć do syta i bez zbytniego wysiłku. Szczęściem dla rolników nawet wielki gad ograniczał się do jednej, dwóch uczt w kwartale, ale żarł tyle, że mógł zagrozić hodowli, zwłaszcza gdy się na jakąś okolicę uwziął. Jeden, ogromny, uwziął się na pewną wieś w Kaedwen. Przylatywał, zjadał kilka owiec, dwie lub trzy krowy, na deser zaś łapał sobie trochę karpi z rybników. Na koniec ział ogniem, podpalał stodołę albo stóg, po czym odlatywał.

Krasnolud łyknął piwa, beknął.

— Włościanie usiłowali smoka straszyć, próbowali różnych pułapek i podstępów, wszystko na nic. Trzeba trafu, że do niedalekiego Ban Ard przywędrował akurat z uczniami ów Lebioda, słynny już podówczas, tytułowany prorokiem i mający rzesze wyznawców. Chłopi poprosili go o pomoc, on zaś, o dziwo, nie odmówił. Gdy więc smok przyleciał, Lebioda poszedł na pastwisko i zaczął go egzorcyzmować. Smok najpierw opalił go ogniem, jak kaczkę. A potem połknął. Zwyczajnie połknął. I odleciał w góry.

— To koniec?

— Nie. Słuchaj dalej. Uczniowie proroka płakali, rozpaczali, potem zaś wynajęli tropicieli. Naszych, to znaczy krasnoludów, w smoczych kwestiach oblatanych. Owi przez miesiąc tropili smoka. Standardowo, idąc śladem kup, które gad walił. A uczniowie przy każdej kupie padali na kolana i grzebali w niej, płacząc rzewnie, wyławiając resztki swego mistrza. Skompletowali wreszcie całość, a raczej to, co za całość uważali, a co naprawdę było chaotyczną dość kolekcją niezbyt czystych kości ludzkich, krowich i baranich. Wszystko to leży dziś w sarkofagu w świątyni w Novigradzie. Jako cudowna relikwia.

— Przyznaj się, Addario. Zmyśliłeś tę historię. Albo mocno podkolorowałeś.

— Skąd to podejrzenie?

— Stąd, że często przestaję z pewnym poetą. Ten zaś, gdy ma do wyboru zdarzeń wersję prawdziwą lub wersję atrakcyjną, zawsze wybiera tę drugą którą dodatkowo ubarwia. Wszelkie zarzuty zaś w tym względzie kwituje sofizmatem, że jeśli coś nie jest zgodne z prawdą, to wcale nie musi oznaczać, że jest kłamstwem.

— Odgaduję poetę. To Jaskier, oczywiście. A historia ma swoje prawa.

— Historia — uśmiechnął się wiedźmin — to relacja, większością kłamliwa, ze zdarzeń, większością nieistotnych, zdawana nam przez historyków, większością durniów.

— Również tym razem odgaduję autora cytatu — wyszczerzył zęby Addario Bach. -Vysogota z Corvo, filozof i etyk. Jak również historyk. Względem zaś proroka Lebiody… Cóż, historia, jak się rzekło, to historia. Ale słyszałem, że w Novigradzie kapłani wyjmują czasem szczątki proroka z sarkofagu i dają wiernym do ucałowania. Gdybym tam akurat był, tobym się jednak od całowania powstrzymał.

— Powstrzymam się — obiecał Geralt. - Co się zaś tyczy Novigradu, jeśli już przy tym jesteśmy…

— Bez nerwów — uprzedził krasnolud. - Zdążysz. Wstaniemy wczesnym świtem, wnet dotrzemy do Wiaternej. Złapiemy okazję i będziesz w Novigradzie na czas.

Oby, pomyślał wiedźmin. Oby.

Ludzie i zwierzęta należą do różnych gatunków, lisy zaś żyją pomiędzy ludźmi a zwierzętami. Umarli i żywi wędrują różnymi drogami, lisy zaś podążają pomiędzy umarłymi a żywymi. Bóstwa i potwory kroczą po różnych ścieżkach, lisy zaś chodzą pomiędzy bóstwami a potworami. Ścieżki światła i ciemności nie łączą się i nie przecinają nigdy; lisie duchy czuwają gdzieś pomiędzy nimi. Nieśmiertelni i demony stąpają po własnych szlakach — lisie duchy są gdzieś pomiędzy.

Ji Yun, uczony z czasów dynastii Qing

Rozdział czternasty

Nocą przeszła burza.

Wyspawszy się w sianie na stryszku stodoły, wyruszyli wczesnym świtem, o chłodnym, choć słonecznym poranku. Trzymając się wytyczonej ścieżki, przeszli przez grądy, przez bagniste rojsty i podmokłe łąki. Po godzinie forsownego marszu dotarli do zabudowań.

— Wiaterna — wskazał Addario Bach. - To jest przystań, o której mówiłem.

Doszli nad rzekę, owiał ich ożywczy wiatr. Weszli na drewniany pomost. Rzeka tworzyła tu rozległe rozlewisko, wielkie jak jezioro, niemal nie znać było prądu, biegnącego gdzieś dalej. Z brzegu zwieszały się do wody gałęzie wierzb, łóz i olszyn. Wszędzie pływało, wydając różne odgłosy, ptactwo wodne: kaczki, cyranki, rożeńce, nury i perkozy. Wkomponowując się w pejzaż i nie płosząc całego tego pierzastego tałatajstwa, po wodzie sunął z gracją stateczek. Jednomasztowy, z jednym wielkim żaglem z tyłu i kilkoma trójkątnymi z przodu.

— Słusznie ktoś kiedyś powiedział — rzekł Addario Bach, wpatrzony w zjawisko. - Że to trzy najpiękniejsze widoki na świecie. Okręt pod pełnymi żaglami, koń w galopie i ta, no… naga kobieta w łóżku.

— Kobieta w tańcu — uśmiechnął się lekko wiedźmin. - W tańcu, Addario.

— Niech będzie — zgodził się krasnolud — że naga w tańcu. A ten okręcik, ha, przyznasz, niebrzydko prezentuje się na wodzie.

— To nie jest okręcik, tylko stateczek.

— To jest slup — skorygował, podchodząc, tęgawy jegomość w łosiowym kubraku. -Slup, moi panowie. Co łatwo poznać po ożaglowaniu. Duży grotżagiel gaflowy, sztaksel i dwa kliwry na forsztagach. Klasyka.

Stateczek — slup — zbliżył się do pomostu na tyle, by mogli podziwiać galion na dziobie. Rzeźba, miast standardowej cycatej kobiety, syreny, smoka bądź morskiego węża, wyobrażała łysego starca z haczykowatym nosem.

1 ... 40 41 42 43 44 45 46 47 48 ... 79
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)