Zagadka Kuby Rozpruwacza
- Автор: Пилипюк Анджей
- Язык: польский
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Zagadka Kuby Rozpruwacza». Краткое содержание книги:
Andrzej Pilipiuk nawiązuje do znanych i uznanych mitów – w szerokim znaczeniu tego słowa – naszej kultury.
Zagadka Kuby Rozpruwacza, która przez sto lat intrygowała kolejne pokolenia, zostaje rozwiązana. Czy jednak pod tym rozwiązaniem nie kryje się lekka drwina z naszej cywilizacji?
Myślący Bimber
W cieple i ciemności narodził się rozumny byt. Nie był w stanie mierzyć upływu czasu. Przetaczał się leniwymi falami w zamkniętej, ograniczonej przestrzeni. Rozejrzał się wokoło i stwierdził, że jest ciemno. Istniała tu grawitacja, mógł więc określić, gdzie jest góra, a gdzie dół… Choć nic mu to nie dawało.
A potem spoza jego rzeczywistości rozległy się miarowe kroki po skrzypiących deskach. Klapa nad przestrzenią wewnętrzną uniosła się, wpuszczając do środka oślepiający strumień światła. I dał się słyszeć głos. – No jak tam, kochany zacierku? Byt zrozumiał, że ma imię. W jednym ułamku sekundy pojął, iż jest istotą rozumną. Uzyskał samoświadomość, a raczej zdał sobie z niej sprawę. I dowiedział się, że imię jego brzmi Zacier. A potem zapadła ciemność.
Jakub zatrzasnął klapę kadzi fermentacyjnej. Spojrzał ponuro w zaciągnięte chmurami niebo.
– Wygląda na to – mruknął do stojącego obok Semena, – że ten zasrany Czarnobyl nie zaszkodził zacierkowi.
Stary kozak splunął ponuro.
– Leci to świństwo z nieba… – wycedził. – Spodziewałem się tego od czasu, gdy profesor Filipow w 1907 roku powiedział, że można zbudować bombę atomową…
Jakub zmarszczył brwi. Nie lubił, gdy jego kumpel wyskakiwał ze swoją uczonością.
– Ja tam wiem jedno, na skażenie najlepsze jest oczyszczenie krwi… – powiedział. – Na Ukrainie piją czerwone wino… To chroni przed promieniowaniem. Jak tylko pieprznęło, kupiłem całą skrzynkę truskawkowego mózgotrzepa.
Stary kozak spojrzał na niego z uznaniem.
– W takim razie proponuję natychmiast przystąpić do odkażania – uśmiechnął się i z zadowoleniem zatarł długie palce.
Zacier spoczywał w kadzi. W jego galaretowatym ciele szybko zachodziły procesy myślowe. Pierwszym i najważniejszym źródłem informacji, pozwalającym na powiększanie potencjału intelektualnego, była analiza dźwięków docierających spoza kadzi. Pokrywa dobrze sprawowała się jako membrana. Szybko jednak pojawiło się dziwne uczucie wewnętrznej pustki. Zacier przetrawił dostępne informacje i wydedukował, że to głód…
Wewnątrz kadzi nie było odpowiedniego pożywienia. A zatem należało uzyskać je z zewnątrz… Zacier przeanalizował możliwości usunięcia pokrywy. Wybrał najprostszą metodę hydrauliczną. Z powierzchni cieczy wystrzelił w górę strumień pod ciśnieniem czterech atmosfer. Klapa z brzękiem poleciała w kąt. Nie minęło pięć minut i w drzwiach szopy pojawił się Jakub.
– Co za cholera – wyszeptał zdumiony.
– Gazy fermentacyjne strzeliły – ocenił Semen. – Mocno musiało buzować… Dodaj surowca.
Egzorcysta sięgnął dłonią do niedużego wiaderka z potłuczonymi, przeterminowanymi landrynkami. Spokojnie sypnął dwie szufelki. Zacier aż mlasnął z rozkoszy. A więc człowiek, który nadał mu imię, miał go także karmić. Kto by pomyślał.
Zaraz potem pojawiły się jednak wątpliwości. Nowy byt przeanalizował sytuację i doszedł do wniosku, że cukierki dostał bynajmniej nie bezinteresownie. O co więc chodziło? W jaki sposób będzie musiał za nie zapłacić?
Truskawkowa pryta lała się leniwie w spragnione gardła. Przepływała przez organizm, oczyszczając go z czarnobylskich toksyn.
– No to pewnie niedługo będą po naszej gminie latały mutanty – zauważył filozoficznie stary kozak.
– To znaczy co?
– Na przykład cielę z dwiema głowami…
– A to musi przed wojną widziałem. Czasem tak bywa…
– No to teraz będzie bez przerwy – Semen stuknął się z nim szklanką nad stołem. – Do tego dojdzie impotencja, choroby różne…
– O żesz kurde – mruknął Jakub. – Najgorsza ta impotencja…
– A co, na dziewczynki chcesz się wybrać? – zdumiał się Semen. – Ile ty masz właściwie lat?
– Osiemdziesiąt. Coś koło tego. Żaden wiek.
– Fakt, zapomniałem, żeś trochę młodszy. I że jeszcze masz zielono we łbie. – Semen, z racji swojej setki na karku, lubił traktować Jakuba jak smarkacza.
Zacier przeanalizował swoją budowę chemiczną oraz fizyczną. Potem dokonał przeglądu dostępnej wiedzy o świecie. Niewiele tego było. Ale zdawał sobie sprawę, że nie uzupełni braków bez poznania świata na zewnątrz kadzi… Od strony chemicznej jego sytuacja nie przedstawiała się źle. Miał krochmal z gnijących kartofli, cukry, metale ciężkie, białka, skrobię… Zbudował sobie otoczkę z żelu a następnie wypróbowanym już sposobem wywalił klapę. Wzniósł się na półtora metra ponad beczką i rozejrzał wokoło. Ujrzał stary telewizor, motocykl, jakieś rurki, zdezelowaną pralkę i zepsutą automatyczną dojarkę. Wyciągnął w stronę motocykla mackę. Nie przewidział jednego. Grawitacja okazała się mocniejsza. Sama hydraulika nie wystarczyła. Runął na krawędź kadzi. Cofnął się rozpaczliwie w ostatniej chwili, i tak tracąc przeszło dziesięć procent objętości.
Na krawędzi kadzi przycupnął szczur. Obserwował nieruchomą powierzchnię i węszył. Pachniało nieźle. Macka strzeliła po ściance. Zwierzę, straciwszy równowagę, wpadło do środka.
Sekcja zwłok gryzonia pozwoliła odpowiedzieć na wiele pytań dotyczących mechaniki ruchu organizmu białkowego…
Jakub wszedł do szopy niosąc pół wiaderka melasy.
– O kurde – zaklął ujrzawszy plamy zacieru na podłodze. – Nieźle buzuje draństwo… – chlupnął solidną porcję melasy i udał się na spoczynek.
W normalnych warunkach taka dawka by wystarczyła, jednak intensywna praca intelektualna szybko doprowadziła do deficytu cukru w roztworze. Jednocześnie Zacier czuł, że w miarę jak drożdże zamieniają cukier na alkohol, jego potencjał intelektualny wzrasta. Analiza szczura zakończyła się pełnym sukcesem. Zacier wiedział już, jak stworzyć prosty układ hydrauliczny. Kolejna macka, która wzniosła się nad kadź, zbudowana była z cieńszych i grubszych rurek. Sterowanie przepływem wypełniających je cieczy nie było specjalnie skomplikowane.
Wypustka sięgnęła półki i zaczęła obmacywać napotkane przedmioty. Drobiny substancji spływały kanałem percepcyjnym do beczki, gdzie były analizowane. Śruta, wytłoki, owies, wreszcie potłuczone landrynki… Podniesienie puszki bez udoskonalenia systemów mogłoby się zakończyć kolejną katastrofą. Dlatego Zacier wybrał inną drogę. Otworzył jedną z rurek i wstrzyknął do puszki strumień samego siebie. Po dziewięciu minutach wystarczyło rurką gastryczną wessać rozpuszczoną substancję… Paliwo do procesów życiowych zostało dostarczone, teraz bez pośpiechu zabrał się za czyszczenie szopy z innych przydatnych substancji. Ziemniaki, marchew, saletra amonowa, wapno do malowania drzewek…
O czwartej nad ranem z kadzi wypełzł galaretowaty szczur. Był oczywiście znacznie większy niż pierwowzór. Ostatecznie musiało się w nim zmieścić pięćdziesiąt litrów zacieru. Stwór ruszył naprzód i dotarł do drzwi. Wyjrzał ostrożnie na zewnątrz. Nagle wypalił samopał zaczepiony do drzwi szopy jako alarm przeciwwłamaniowy. Kilkaset ziarenek śrutu wbiło się w grzbiet zacierozaura.
Jakie to szczęście, że nie skopiowałem tkanki nerwowej – pomyślał Zacier.
Jednak przez dziury w żelatynowej skórze wyciekał płyn wewnętrzny. Z każdą chwilą tracił go coraz więcej… Wrócił ciężkim kłusem do kadzi. W minutę później do szopy wpadł Jakub z pepeszą w dłoni.
– Cholerne złodziejaszki!!! – rozejrzał się wokoło, szukając wroga.
W szopie było pusto, tylko po całym pomieszczeniu rozchlapano nastaw.
– Głupie obezjajce – warknął. – Czekajcie, jeszcze was dostanę.
Nachylił się nad kadzią i poskrobał po głowie. Kilka włosów i nieco łupieżu padło na powierzchnię cieczy. Z zacierem chyba wszystko było w porządku.