Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Dekalog dobrego Dextera [Dearly Devoted Dexter - pl]
Dekalog dobrego Dextera [Dearly Devoted Dexter - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Dekalog dobrego Dextera [Dearly Devoted Dexter - pl]

Электронная книга - «Dekalog dobrego Dextera [Dearly Devoted Dexter - pl]». Краткое содержание книги:

Dexter, przystojny i czarujący potwór, wciąż trzyma się swojej zasady: morduje tylko innych morderców. Nikt nie podejrzewa, że wzorowy pracownik policyjnego laboratorium nocami staje się katem twórczym wirtuozem zbrodni. Nikt, poza jednym wścibskim policjantem. Ciekawski sierżant to pierwszy problem naszego bohatera. Drugi to utalentowany rywal, przy którym metody pracy Dextera wydają się dziecinną zabawą…
1 ... 39 40 41 42 43 44 45 46 47 ... 62
Перейти на страницу:

— Dawaj — odezwał się wreszcie.

— Oscar uciekł.

— Na to wygląda.

— A to sprawia, że została nam tylko jedna osoba, co do której jesteśmy pewni, że zainteresuje doktora Danco — powiedziałem i wskazałem wprost na jego klatkę. — Ty.

Właściwie to się nie wzdrygnął, ale na jego czole coś się poruszyło i na kilka sekund zapomniał o oddychaniu. Potem powoli pokiwał głową i głęboko zaczerpnął tchu.

— Śliski skurwysyn — stwierdził.

— Taki już jestem — przyznałem. — Ale mam też rację.

Doakes podniósł skaner i przestawił go tak, żeby móc usiąść w otwartych tylnych drzwiach furgonetki.

— W porządku — rzekł. — Mów dalej.

— Po pierwsze, idę o zakład, że zdobędzie drugi skaner — powiedziałem, pokazując skinięciem głowy ten, obok którego siedział Doakes.

— Hm, hm.

— Skoro więc wiemy, że słucha, możemy mówić to, co chcemy, żeby usłyszał. A to znaczy — dodałem, przywołując najlepszy z moich uśmiechów — o tym kim jesteś i gdzie jesteś.

— A kim ja jestem? — zapytał. Nie spostrzegłem, żeby mój uśmiech wywarł na nim jakieś wrażenie.

— Ty jesteś facetem, który wydał go Kubańczykom — powiedziałem.

Przyglądał mi się uważnie przez chwilę, potem pokręcił głową.

— Ty naprawdę chcesz położyć mój łeb na pieniek, co?

— Absolutnie — odparłem. — Ale ty się nie boisz, prawda?

— Dostał Kyle’a bez problemu.

— Ty będziesz wiedział, że nadciąga — zauważyłem. — Kyle nie wiedział. Poza tym czy nie mówi się, że jesteś troszeczkę lepszy od Kyle’a w tego rodzaju sprawach?

To było bezwstydne, całkowicie przezroczyste, ale złapał się na to.

— Owszem, jestem — stwierdził. — Niezły z ciebie wazeliniarz.

— Żadnej wazeliny — odparłem. — Tylko prosta, zwyczajna prawda.

Doakes popatrzył na stojący obok skaner. Potem spojrzał w dal, na autostradę. Światła uliczne sprawiały, że kropelka potu, która staczała mu się z czoła na oko, rozbłysła pomarańczowym kolorem. Wytarł ją nieświadomie, nadal zapatrzony w dal, na 1 — 95. Wcześniej gapił się na mnie, bez mrugnięcia, tak długo, że przebywanie w jego obecności stawało się niepokojące, gdy spoglądał gdzie indziej. To było tak, jakby człowiek nagle robił się niewidzialny.

— W porządku — powiedział, gdy wreszcie spojrzał znowu na mnie. Teraz pomarańczowe światło zapłonęło mu w oku. — Do dzieła.

22

Sierżant Doakes podwiózł mnie z powrotem na komendę. Siedzenie tak blisko niego było przeżyciem dziwnym i niepokojącym, a niewiele mieliśmy sobie do powiedzenia. Złapałem się na tym, że kątem oka studiuję jego profil. Co działo się pod jego czaszką? Jak mógł być tym, o którym wiedziałem, kim jest, niczego z tym nie robiąc? Wstrzymywał mnie przed kolejną moją randką, czym szalenie mnie irytował, a jednak sam nie miał tego typu problemów. Możliwe, że całkowicie zaspokoił swoje apetyty w Salwadorze. Czy odczuwa się to inaczej, kiedy ma się oficjalne błogosławieństwo rządu? A może to jest po prostu łatwiejsze, bo nie musisz się martwić, że cię złapią?

Nie mogłem tego wiedzieć i oczywiście nie byłem nawet w stanie sobie wyobrazić, że go o to zapytam. Aby podkreślić pointę, zatrzymał się na czerwonym świetle i przekręcił się w bok, żeby popatrzeć na mnie. Udawałem, że nie widzę, gapiąc się na wprost, przez przednią szybę, a on wyprostował się, kiedy światło zmieniło się na zielone.

Pojechaliśmy prosto na parking i Doakes usadził mnie na przednim fotelu innego forda taurusa.

— Daj mi piętnaście minut — powiedział, wskazując radiostację. — Potem zadzwoń. Nie marnując więcej słów, wrócił do swojego wozu i odjechał.

Pozostawiony własnej przemyślności, zadumałem się nad ostatnimi, pełnymi niespodzianek, godzinami. Deborah w szpitalu, ja w jednej lidze z Doakesem — i moje odkrycie dotyczące Cody’ego w trakcie niemal śmiertelnego doświadczenia. Oczywiście, mogłem całkowicie mylić się co do tego chłopca. Mogło istnieć jakieś inne wyjaśnienie jego zachowania, gdy padły słowa o zaginionym psie, a gorliwość, z jaką wbijał nóż w rybę, mogła wynikać z całkowicie normalnego, dziecięcego okrucieństwa. Ale o dziwo, pomyślałem, że chcę, aby to była prawda. Chciałem żeby wyrósł na kogoś takiego jak ja — głównie dlatego, że chciałem ukształtować go i naprowadzić jego małe nóżki na Ścieżkę Harry’ego.

Czy było to podobną do ludzkiego popędu rozrodczego bezsensowną i potężną żądzą replikowania cudownego, niezastąpionego mnie, mimo że ten ja jest potworem, który doprawdy nie miał prawa egzystować między ludźmi? To z pewnością wyjaśniałoby, dlaczego dzień w dzień spotykam tak wielu monumentalnie nieprzyjemnych kretynów. W przeciwieństwie do nich miałem jednak całkowitą pewność, że świat beze mnie okazałby się znacznie lepszym miejscem — po prostu ważniejsze było dla mnie moje zdanie w tej materii niż to, co powiedzą ludzie. Ale oto chciałem się gorliwie mnożyć, jak Drakula tworzący nowego wampira, by stanął obok niego w mroku. Wiedziałem, że to niewłaściwe — ale jakież byłoby to zabawne!

I jakim okazałem się skończonym cymbałem! Czy interwał na sofie Rity rzeczywiście przekształcił mój potężny niegdyś intelekt w trzęsącą się kupkę sentymentalnych śmieci? Jak mogłem myśleć o takich absurdach? Dlaczego nie obmyśliłem planu, jak by tu uniknąć małżeństwa? Nic dziwnego, że nie potrafiłem wyrwać się spod przesłodzonej obserwacji Doakesa — wszystkie komórki mózgowe już wykorzystałem i teraz jechałem na pustym baku.

Spojrzałem na zegarek. Czternaście minut zmarnowanych na absurdalne umysłowe ględzenie. Zbliżał się termin: podniosłem mikrofon i wezwałem Doakesa.

— Sierżancie Doakes, jakie jest pańskie dwadzieścia?

— Pauza, a potem trzaski.

— Hm, wolałbym teraz nie mówić.

— Proszę powtórzyć, sierżancie.

— Śledziłem sprawcę i obawiam się, że zrobił mnie w konia.

— Jakiego rodzaju sprawcę?

Znów pauza, jakby Doakes spodziewał się, że odwalę całą robotę za niego, i nie wymyślił, co ma powiedzieć.

— Faceta z czasów, kiedy służyłem w wojsku. Złapali go w Salwadorze i może teraz myśleć, że to moja wina. — Pauza. — Jest niebezpieczny.

— Potrzebne panu wsparcie?

— Jeszcze nie. Spróbuję go wymanewrować.

— Dziesięć — cztery — rzekłem, czując lekkie podniecenie, że wreszcie udało mi się to powiedzieć.

Wymieniliśmy kilkakrotnie parę słów, żeby się upewnić, że dotrą do doktora Danco i za każdym razem musiałem mówić „dziesięć — cztery”. Była pierwsza w nocy, a ja czułem się spełniony i rozradowany. Może jutro wypróbuję, jak działa „przyjąłem”, a nawet „odbiór”. W końcu mam coś, na co warto czekać.

Znalazłem radiowóz jadący na południe i namówiłem gliniarza, żeby podrzucił mnie do Rity. Na miejscu zakradłem się na paluszkach do swojego samochodu, wsiadłem i pojechałem do domu.

Kiedy podszedłem do mojej maleńkiej pryczy i zobaczyłem, jak koszmarnie jest rozkopana, przypomniałem sobie, że powinna na niej leżeć Debs, ale trafiła do szpitala. Jutro pojadę ją odwiedzić. Miałem godny zapamiętania, ale wyczerpujący dzień; seryjny golarz kończyn wpędził mnie do stawu, przeżyłem wypadek drogowy tylko po to, żeby prawie się utopić, straciłem doskonały but, a do tego wszystkiego, jakby tamto nie było wystarczającym koszmarem, zmuszono mnie do zakolegowania się z sierżantem Doakesem. Biedny Wypruty Dexter. Nic dziwnego, że czułem się taki zmęczony. Padłem na łóżko i natychmiast zasnąłem.

1 ... 39 40 41 42 43 44 45 46 47 ... 62
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)