Przejście
- Автор: Уиллис Конни
- Год: 2003
- Язык: польский
- Год: Zysk i S-ka
- ISBN: 83-7298-253-8
- Переводчик: Piotr Budkiewicz
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Przejście». Краткое содержание книги:
Ponownie wzruszył ramionami.
— Czy mógłby pan powiedzieć, że czuł się pan dobrze albo źle?
— Kiedy?
— W ciemnościach. — Joanna zgrzytnęła zębami.
— Dobrze albo źle w związku z czym? — I tak dalej, przeszło godzinę.
— O rany — sapnął Richard, kiedy pan Sage wyszedł bez pożegnania. — Nie żartowałaś, mówiąc, że nie każdy człowiek ma rozwiniętą zdolność opisywania.
— Przynajmniej ustaliliśmy, że było ciemno, a potem jasno. — Joanna pokręciła głową.
Pozostali sami w laboratorium. Tish posiedziała z nimi do połowy wywiadu, a potem wyszła, na pożegnanie zwracając się do Richarda.
— Idę do imprezę w Rio Grande z kilkorgiem znajomych, jeśli to pana interesuje. Albo panią — dodała po namyśle.
— Przykro mi, że nie udało mi się niczego z niego wydobyć na temat odczuć, o ile w ogóle cokolwiek odczuwał — stwierdziła Joanna. — Nie sądzę, aby czuł coś złego. Nie zareagował, kiedy spytałam go, czy był zaniepokojony lub smutny.
— Na nic nie reagował — uzupełnił Richard, podchodząc do pulpitu. — Przynajmniej możemy się przyjrzeć jego zdjęciom. — Zaczął wstukiwać cyfry. — Chcę porównać poziom endorfin u niego i u Amelii Tanaki.
Tyle tytułem imprezy w Rio Grande, przebiegło Joannie przez myśl, ale to bez znaczenia. Miała nagranie wywiadu z panem Sage’em i bez względu na wartość rozmowy musiała ją przepisać. Poza tym czekały na nią wszystkie pozostałe taśmy. Wróciła do gabinetu.
Na sekretarce pulsowało światełko. Byle tylko nie pan Mandrake, pomyślała i włączyła urządzenie. „Mówi Maurice Mandrake”, oznajmił głośnik. „Chciałem tylko przekazać pani, jak bardzo się cieszę, że nawiązała pani współpracę z doktorem Wrightem. Jestem przekonany, że wywrze pani na niego korzystny wpływ. Kiedy możemy się spotkać w celu opracowania strategii?”
Dzwoniły jeszcze pani Haighton i Ann Collins, pielęgniarka, która asystowała przy sesji pana Wojakowskiego. Obydwie prosiły o kontakt. I udział w zabawie w telefonicznego berka, pomyślała ze znużeniem Joanna. Mimo to oddzwoniła natychmiast. Nie zastała żadnej z nich. Zostawiła wiadomości na automatycznych sekretarkach, a potem siadła przy komputerze i spisała treść rozmowy z panem Sage’em.
Praca zajęła jej pięć minut. Wyciągnęła taśmę z magnetofonu i wsunęła następną. „Było…” długa przerwa, „…ciemno…” kolejna, „…wydaje mi się…”, opowiadała pani Davenport, „…że byłam…” bardzo długa przerwa, „…w jakimś…” wyjątkowo długa przerwa, potem pytająco: „…tunelu?” To niedorzeczne. Mogła zacząć przewijać taśmę i jednocześnie spisywać jej treść szybciej, niż opowiadała pani Davenport. Zresztą, czemu nie, pomyślała, sięgając do magnetofonu. Nawet gdyby musiała czasem cofnąć, żeby wyłapać wszystkie słowa, praca i tak przebiegałaby szybciej.
Pomysł nie zdał egzaminu. Kiedy wcisnęła przycisk przewijania, rozległ się głośny pisk. Usiłowała przytrzymać jednocześnie klawisze odtwarzania i przewijania, ale wtedy ten drugi wyskoczył i z głośnika wydobyło się ogłuszające wycie.
— I wyłączcie ten cholerny alarm — rozległ się męski głos. Nagle zapadła zupełna cisza i ten sam głos zażądał: — Pokażcie mi wykres tętna.
Reanimacja Grega Menottiego, przypomniała sobie Joanna. Musiałam zostawić włączony dyktafon. Wyciągnęła rękę, żeby przewinąć taśmę do początku.
— Ona jest za daleko — rozległ się daleki i głuchy głos Grega, a Joanna cofnęła rękę i nadstawiła uszu. — Nigdy nie zjawi się tutaj na czas.
Joanna porwała pudełko po butach, pełne taśm oczekujących na przepisanie i przetrząsnęła je, sprawdzając daty. Dwudziesty piąty lutego, dziewiąty grudnia.
— Będzie za kilka minut — odezwała się z taśmy Vielle, a po niej kardiolog: — Ciśnienie? — Dwudziesty trzeci stycznia. Marzec — to tutaj. — Osiemdziesiąt na sześćdziesiąt — odpowiedziała pielęgniarka, a Joanna wcisnęła przewijanie i potem odtwarzanie. — Pięćdziesiąt osiem — oznajmił Greg, a Joanna zatrzymała taśmę. Wyciągnęła ją z magnetofonu i w jej miejsce wsunęła inną, którą przewinęła do połowy.
— Było piękne — oznajmiła Amelia Tanaka. Za daleko. Joanna cofnęła, posłuchała, znowu cofnęła i włączyła odtwarzanie.
— Obudziła się? — spytał głos Richarda. Joanna się nachyliła. — O nie — zaprotestowała Amelia. — O nie, o nie, o nie.
Joanna dwukrotnie przesłuchała ten fragment, potem wyciągnęła kasetę i zastąpiła ją poprzednią, chociaż wiedziała już, co usłyszy, zdawała sobie sprawę, dlaczego w głosie Amelii rozbrzmiewał niepokój. Słyszała go już wcześniej.
— Ona jest za daleko. — Greg mówił z takim samym przerażeniem, taką samą rozpaczą.
Wcisnęła przewijanie i jeszcze raz odsłuchała jego słowa, lecz miała już pewność. Taki sam ton słyszała dzisiaj dwukrotnie, po raz pierwszy przy odczytywaniu fragmentu Biblii. „Gdy pójdziesz przez wody, Ja będę z tobą, i gdy przez rzeki, nie zatopią ciebie. Gdy pójdziesz przez ogień, nie spalisz się i nie strawi cię płomień”.
Gdyby nagrała panią Woollam na taśmę magnetofonową, wszystkie głosy zabrzmiałyby jednakowo. Tak samo, jak Maisie, mówiąca: „Myśli pani, że to boli?”
Rozdział 12
„Rety, człowieku, oni nie trafiliby słonia z takiej odleg…”