Wielkie Polowanie
- Автор: Джордан Роберт
- Серия: Kolo czasu #2
- Язык: польский
- Переводчик: Katarzyna Karlowska
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Wielkie Polowanie». Краткое содержание книги:
— Znam odpowiednie sprawdziany, Matko.
— Zatem weź go i sprawdź, Córko.
Trzy kobiety nawet na niego nie patrzyły. Rand zrobił krok w tył, z całej siły ściskając rękojeść miecza.
— Dostałem ten miecz od swego ojca — powiedział ze złością. — Nikt mi go nie zabierze.
Dopiero w tym momencie uświadomił sobie, że Verin nawet nie ruszyła się z krzesła. Popatrzył na nie zdezorientowany, usiłując odzyskać równowagę.
— A zatem — powiedziała Zasiadająca — masz w sobie nie tylko ten ogień, który zaszczepił ci Lan. To dobrze. Przyda ci się.
— Jestem tym, czym jestem, Matko — wykrztusił wcale gładko. — Jestem gotów na to, co ma się stać.
Zasiadająca na Tronie Amyrlin skrzywiła się.
— Ręka Lana. Posłuchaj mnie, chłopcze. Za kilka godzin Ingtar wyjeżdża na poszukiwanie skradzionego Rogu. Jedzie z nim twój przyjaciel, Mat. Spodziewam się, że twój drugi przyjaciel... Perrin?... też się wybierze. Czy chcesz im towarzyszyć?
— Mat i Perrin jadą? Dlaczego? — Nieco poniewczasie przypomniał sobie, by dodać pełne szacunku: — Matko. — Wiedziałeś o sztylecie, który nosił przy sobie twój przyjaciel? — Skrzywienie ust zdradzało, co ona myśli o sztylecie. — On też został skradziony. Dopóki się go nie odnajdzie, więź łącząca Mata z tym ostrzem nie zostanie do końca przerwana i w końcu umrze. Możesz z nimi jechać, jeśli chcesz. Możesz też zostać tutaj. Lord Agelmar bez wątpienia udzieli ci gościny na tak długo, jak będziesz chciał. Ja również dzisiaj wyjeżdżam. Moiraine Sedai będzie mi towarzyszyła, także Egwene i Nynaeve, zostałbyś wówczas sam. Wybór należy do ciebie.
Rand wybałuszył oczy.
„Ona mówi, że mogę zrobić to, co chcę. Czy po to mnie tu ściągnęła? Mat umiera!”
Zerknął na Moiraine, siedzącą nieruchomo, z rękoma splecionymi na kolanach. Wyglądała tak, jakby nic w świecie nie mogło interesować jej mniej jak to, dokąd on się uda.
„W jakim kierunku chcecie mnie popchnąć, Aes Sedai? Niech sczeznę, a pójdę w innym. Ale skoro Mat umiera... Nie mogę go opuścić. Światłości, w jaki sposób znajdziemy ten sztylet?”
— Nie musisz dokonywać tego wyboru w tej chwili — powiedziała Amyrlin. To najwyraźniej też jej nie interesowało. — Będziesz jednak musiał się zdecydować, zanim Ingtar wyruszy w drogę.
— Pojadę z Ingtarem, Matko.
Zasiadająca na Tronie Amyrlin przytaknęła niedbale.
— Skoro już to załatwiliśmy, możemy przejść do ważniejszych spraw. Wiem, że potrafisz korzystać z Mocy, chłopcze. Co o tym wiesz?
Randowi zrzedła mina. Pochłonięty zmartwieniem o Mata poczuł, że te wypowiedziane zdawkowym tonem słowa uderzają go niczym rozkołysane wrota stodoły. Wszystkie rady i zalecenia Lana zawirowały. Wpatrywał się w nią, oblizując wargi. Co innego było myśleć, że ona wie, a innego było się dowiedzieć, że rzeczywiście wie. Czoło jego pokryło się perlistym potem.
Pochyliła się do przodu, czekając na odpowiedź, miał jednak uczucie, że ona chce z powrotem opaść na oparcie. Przypomniał sobie, co mówił Lan.
„Jeśli ona się ciebie boi...”
Miał ochotę roześmiać się w głos. Tak, jeśli ona się mnie boi...
— Nie, nie umiem. To znaczy... Nie robiłem tego celowo. To się samo działo. Ja nie chcę... korzystać z Mocy. Już tego nigdy nie zrobię. Przysięgam.
— Nie chcesz — powiedziała Zasiadająca. — Cóż, to bardzo roztropnie z twojej strony. I jednocześnie głupio. Niektórych można nauczyć korzystania z Mocy, większość się do tego nie nadaje. Jest jednak bardzo skromna liczba takich, którzy rodzą się z tym darem. Prędzej czy później zaczynają władać Jedyną Mocą, czy tego chcą, czy nie, nieuchronnie jak ryby wyrastają z ikry. Będziesz dalej korzystał z Mocy, chłopcze. Nie możesz temu zapobiec. I lepiej naucz się to robić, naucz się to kontrolować, bo inaczej już wkrótce popadniesz w obłęd. Jedyna Moc zabija tych, którzy nie potrafią kontrolować jej przepływu.
— Jak niby mam się tego nauczyć? — spytał podniesionym tonem.
Moiraine i Verin siedziały na swoich miejscach, niczym nie wzruszone, obserwowały go.
„Jak jakieś pająki”.
— Jak? Moiraine twierdzi, że nie może nauczyć mnie niczego, a ja sam nie wiem, jak mam się uczyć, co z tym robić. Zresztą wcale nie chcę. Chcę przestać to robić. Nie możesz tego zrozumieć? Chcę przestać!
— Powiedziałam ci prawdę, Rand — odezwała się Moiraine takim tonem, jakby właśnie odbywali miłą pogawędkę. — Ci, którzy mogli cię tego nauczyć, Aes Sedai mężczyźni, wyginęli przed trzema tysiącami lat. Żadna z żyjących Aes Sedai nie potrafi cię nauczyć dotykania saidinu, tak jak ty nie mógłbyś się nauczyć dotykania saidaru. Ptak nie nauczy ryby latać, ani też ryba nie nauczy ptaka pływać.
— Zawsze uważałam, że to nic nie warte porzekadło — odezwała się ni stąd, ni zowąd Verin. — Są takie ptaki, które nurkują i pływają. A na Morzu Sztormów są takie ryby, które latają, mają długie płetwy, które rozpościerają się na szerokość naszych wyciągniętych ramion, mają też dzioby przypominające miecze, które mogą przebić...
Zawiesiła głos, wyraźnie wzburzona. Moiraine i Zasiadająca na Tronie Amyrlin popatrzyły na nią obojętnie.
Rand wykorzystał tę przerwę, żeby odzyskać choć trochę panowania nad sobą. Zgodnie z naukami Tama uformował pojedynczy płomień w umyśle i wlał weń swój strach, poszukując pustki, spokoju próżni. Płomień wydawał się rozrastać, dopóki nie otulił wszystkiego, aż w końcu zrobił się zbyt wielki, by Rand mógł coś jeszcze pomyśleć albo sobie wyobrazić. Zaraz potem płomień zniknął, pozostawiając po sobie uczucie spokoju. Na jego skraju nadal migotały emocje, strach i gniew, przypominające czarne plamy, jednakże pustka utrzymywała się. Myśl ślizgała się po jej powierzchni niczym kamyki po lodzie. Aes Sedai odwróciły od niego uwagę zaledwie na chwilę, gdy zaś ponownie na niego spojrzały, miał spokojną twarz.
— Czemu przemawiasz do mnie w taki sposób, Matko? — spytał. — Powinnaś mnie poskromić.
Zasiadająca na Tronie Amyrlin skrzywiła się i spojrzała na Moiraine.
— Czy to Lan go tego nauczył?
— Nie, Matko. Ma to od Tama al’Thora.
— Dlaczego? — ponowił pytanie Rand.
Zasiadająca popatrzyła mu prosto w oczy i powiedziała:
— Ponieważ jesteś Smokiem Odrodzonym.
Próżnia zakołysała się. Świat się zakołysał. Wszystko dookoła wydawało się wirować. Skoncentrował się na nicości i pustka powróciła, świat znieruchomiał.
— Nie, Matko. Potrafię korzystać z Mocy, ale, Światłości dopomóż mi, nie jestem ani Raolinem Darksbane, ani Guairem Amalasinem, ani też Yurianem Stonebow. Możesz mnie poskromić, zabić albo puścić wolno, ale nie będę potulnym fałszywym Smokiem, którego Tar Valon będzie wlokło na swej smyczy.
Usłyszał, jak Verin głośno syknęła, a oczy Zasiadającej rozszerzyły się, jej spojrzenie stało się twarde jak błękitna skała. Na niego to nie podziałało, omsknęło się po pustce wypełniającej jego wnętrze.
— Gdzieś ty usłyszał te nazwiska? — spytała rozkazującym tonem Amyrlin. — Kto ci powiedział, że Tar Valon trzyma na smyczy każdego fałszywego Smoka?
— Przyjaciel, Matko — powiedział. — Pewien bard. Nazywał się Thom Merrilin. Już nie żyje.
Zerknął na Moiraine, która wydała jakiś dźwięk. Ona twierdziła, że Thom nie zginął, ale nigdy tego nie udowodniła, a on nie widział sposobu, w jaki człowiek mógł przeżyć walkę wręcz z Pomorem. Była to uboczna myśl i zaraz uległa zatarciu. Pozostała jedynie pustka i jedność.
— Nie jesteś fałszywym Smokiem — odparła stanowczo Zasiadająca. — Jesteś prawdziwym Smokiem Odrodzonym.