Wielkie Polowanie
- Автор: Джордан Роберт
- Серия: Kolo czasu #2
- Язык: польский
- Переводчик: Katarzyna Karlowska
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Wielkie Polowanie». Краткое содержание книги:
Jedna z dam ze świty lady Amalisy, Nisura, kobieta o okrągłej twarzy, odłożyła na bok swój haft i wstała, gdy się zatrzymali. Omiotła wzrokiem miecze i zacisnęła usta, ale nie odezwała się ani słowem. Wszystkie kobiety zaprzestały krzątać się i tylko patrzyły, ciche i napięte.
— Cześć wam obydwóm — powiedziała Nisura, lekko skłaniając głowę. Zerknęła na Randa tak przelotnie, że wcale nie był pewien, czy rzeczywiście zerknęła. Przypomniało mu się, co mówił Perrin.
— Zasiadająca na Tronie Amyrlin was oczekuje.
Gestem ręki kazała im ruszyć, a dwie inne damy — nie służące, bo okazywano im zaszczyt — poszły przodem jako eskorta. Obydwie ukłoniły się, o włos niżej niż Nisura i nakazały im przejść pod łukiem. Spojrzały raz z ukosa na Randa, a potem już w ogóle na niego nie patrzyły.
„Czy one szukały nas wszystkich, czy tylko mnie? Czemu wszystkich?”
W środku obdarzono ich spojrzeniami, które mówiły: aż dwóch mężczyzn w komnatach kobiet, gdzie mężczyźni stanowili jakże rzadki widok. Rand spodziewał się tych spojrzeń, a ich miecze były przedmiotem ataku więcej niż jednej uniesionej brwi, jednak żadna z kobiet nie odezwała się ani słowem. Obydwaj zostawiali na swej drodze zawiązki rozmów, szepty tak ciche, że Rand nie mógł nic zrozumieć. Lan kroczył do przodu, jakby nic nie zauważał. Rand trzymał się o krok z tyłu za swoją eskortą i żałował, że nic nie słyszy.
W pewnym momencie dotarli do komnat Zasiadającej na Tronie Amyrlin, w korytarzu przed drzwiami stały trzy Aes Sedai. Wysoka Aes Sedai, Leane, trzymała swą laskę ze złotym płomieniem. Rand nie znał pozostałych dwóch, jedna należała do Białych Ajah, druga do Żółtych, sądząc po barwie frędzli. Przypominał sobie jednak ich twarze, zagapione na niego, gdy pędem pokonywał te same korytarze. Gładkie twarze Aes Sedai, z oczyma pełnymi wiedzy. Lustrowały go z uniesionymi brwiami i wydętymi ustami. Kobiety, które przyprowadziły Lana i Randa dygnęły, oddając ich w ręce Aes Sedai.
Leane obejrzała się na Randa z nieznacznym uśmiechem. W porównaniu z uśmiechem głos zabrzmiał jak warknięcie.
— Kogoś ty dziś sprowadził do Zasiadającej na Tronie Amyrlin, Lanie Gaidin? Młodego lwa? Lepiej by Zielone go nie widziały, bo jeszcze któraś z nich zwiąże go z sobą, zanim zdąży odetchnąć. Zielone lubią wiązać z sobą młodych.
Rand zastanawiał się, czy to możliwe, by człowiek się pocił pod skórą. Miał wrażenie, że z nim tak się właśnie działo. Miał ochotę spojrzeć na Lana, ale przypomniał sobie tę część zaleceń Strażnika.
— Jestem Rand al’Thor, syn Tama al’Thora, z Dwu Rzek, dawniej Manetheren. Tak jak zostałem wezwany przez Zasiadającą na Tronie Amyrlin, Leane Sedai, tak też i stawiam się. Jestem gotów. — Był zaskoczony, że głos ani razu mu nie zadrżał.
Leane zamrugała, a jej uśmiech zbladł, ustępując miejsca zamyśleniu.
— Czy to niby jest ten pasterz, Lanie Gaidin? Dziś rano nie był tak pewien siebie.
— Jest mężczyzną, Leane Sedai — odparł bez zająknienia Lan — niczym więcej, niczym mniej. Jesteśmy, kim jesteśmy.
Aes Sedai pokręciła głową.
— Świat z każdym dniem staje się coraz dziwniejszy. Przypuszczam, że ten kowal nałoży koronę i przemówi wzniosłym stylem.
Zniknęła we wnętrzu komnaty, by zapowiedzieć ich przybycie.
Nie było jej zaledwie kilka chwil, Rand jednak zdążył poczuć się nieswojo pod wpływem wzroku pozostałych Aes Sedai. Próbował niewzruszenie odwzajemniać ich spojrzenia, tak jak mu zalecił Lan, a one przysunęły do siebie głowy i zaczęły coś szeptać.
„O czym one rozmawiają? Co one wiedzą? Światłości, czy one zamierzają mnie poskromić? Co ten Lan mówił o przyjmowaniu wszystkiego, co się zdarzy?”
Wróciła Leane i nakazała Randowi wejść do środka. Gdy Lan ruszył jego śladem, przyłożyła laskę do jego piersi, zagradzając mu drogę.
— Ty nie, Lanie Gaidin. Moiraine Sedai ma dla ciebie inne zadanie. Twoje lwiątko samo o siebie zadba.
Drzwi zatrzasnęły się za Randem, ale jeszcze usłyszał głos Lana, żarliwy i pełen siły, ale przeznaczony wyłącznie dla jego uszu.
— Tai’shar Manetheren!
Po jednej stronie komnaty siedziała Moiraine, po drugiej jedna z tych Brązowych Aes Sedai, które widział w lochach, jednak jego wzrok przykuła przede wszystkim kobieta siedząca na wysokim krześle za szerokim stołem. Zasłony były częściowo zasunięte na otworach łuczniczych, światło, które wpadało przez zostawione w nich szpary, nie pozwalało widzieć dokładnie jej twarzy. Rozpoznał ją jednak. Zasiadająca na Tronie Amyrlin.
Szybko przykląkł na jedno kolano, z lewą ręką na rękojeści miecza, drugą pięść wspierając na wzorzystym dywanie i skłonił głowę.
— Tak jak mnie wezwałaś, Matko, tak też się stawiam. Jestem gotów. — Uniósł głowę w samą porę, by zauważyć, jak unosi brew.
— Doprawdy, chłopcze? — W jej głosie słyszało się nieledwie rozbawienie. I coś jeszcze, czego nie potrafił odczytać. Na twarzy z pewnością nie było żadnego rozbawienia. — Wstań, chłopcze i pozwól mi się przyjrzeć.
Wyprostował się i próbował zachować spokojną twarz. Musiał mocno się starać, by nie zaciskać dłoni.
„Trzy Aes Sedai. Ilu ich potrzeba do poskromienia jednego mężczyzny? Za Logainem posłały ich kilkanaście, albo i więcej. Czy Moiraine zrobiłaby mi to?”
Spojrzał Zasiadającej na Tronie Amyrlin prosto w oczy. Nawet nie mrugnęła powieką.
— Usiądź, chłopcze — powiedziała w końcu, wskazując krzesło z drabinkowym oparciem, ustawione pod kątem prostym do stołu. — Obawiam się, że to nie potrwa krótko.
— Dziękuję ci, Matko. — Skłonił w tym momencie głowę, jak przykazał mu Lan, zerknął na krzesło i dotknął miecza. — Jeśli pozwolisz, Matko, wolę stać. Warta nigdy nie ma końca.
Przywódczyni Aes Sedai wydała z siebie odgłos irytacji i spojrzała na Moiraine.
— Dopuściłaś do niego Lana, Córko? Przeprawa z nim będzie już i tak trudna bez obyczajów Strażników.
— Lan uczył wszystkich chłopców, Matko — odparła spokójnie Moiraine. — Temu poświęcił nieco więcej czasu niż pozostałym, bowiem on nosi miecz.
Brązowa Aes Sedai poruszyła się niespokojnie na swoim krześle.
— Gaidinowie mają nieugięte karki i wielką godność, Matko, ale są użyteczni. Ja bym nie mogła się obyć bez Tomasa, tak jak ty nie zrezygnowałabyś z Alrica. Słyszałam nawet, jak Czerwone żałowały, że nie mają Strażników. A Zielone, oczywiście...
Trzy Aes Sedai całkowicie go w tym momencie ignorowały.
— Ten miecz — powiedziała Amyrlin — zdaje się, że jest ozdobiony znakiem czapli. Jak on wszedł w jego posiadanie, Moiraine?
— Tam al’Thor wyjechał z Dwu Rzek jako młodzieniec, Matko. Wstąpił do wojska w Illian, służył podczas Wojny Białych Płaszczy i ostatnich dwu wojen z Łzą. Po jakimś czasie został mistrzem miecza i Drugim Kapitanem Towarzyszy. Po Wojnie o Aiel, Tam al’Thor powrócił do Dwu Rzek z żoną rodem z Caemlyn i tym chłopcem, wówczas jeszcze niemowlęciem. Gdybym wiedziała o tym wcześniej, zaoszczędziłabym wielu wysiłków, ale przynajmniej wiem to teraz.
Rand wytrzeszczył oczy na Moiraine. Wiedział, że Tam wyjechał z Dwu Rzek, a potem wrócił z żoną obcego pochodzenia i tym mieczem, ale cała reszta...
„Gdzieś ty się dowiedziała tego wszystkiego? Niie w Polu Emonda. Chyba że Nynaeve powiedziała tobie więcej niż mnie. Z chłopcem. Nie powiedziała z synem. Ale ja nim jestem”.
— Przeciwko Łzie. — Zasiadająca skrzywiła się nieznacznie. — Cóż, w tej wojnie było za co winić obie strony. Głupi mężczyźni, którzy woleli walczyć zamiast rozmawiać. Czy możesz potwierdzić, że to ostrze jest autentyczne, Verin?