Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Tylko ciebie chcę». Краткое содержание книги:

Po dwóch latach spędzonych w Nowym Jorku Step wraca do Rzymu. Wiele się tu zmieniło. Chłopak zaczyna pracę w telewizji, poznaje nowych ludzi, wśród nich żywiołową Gin. Przeszłość nie daje mu spokoju, ale teraźniejszość nie zostawia zbyt wiele czasu na jej rozpamiętywanie. Czy warto dążyć do wskrzeszenia dawnej miłości? Kontynuacja przeboju wydawniczego Trzy metry nad niebem. Pełna realizmu, śmiała powieść o miłości, seksie, dojrzewaniu, przyjaźni, namiętności i marzeniach – do grona znajomych postaci – Stepa, Babi, Palliny – dołączają nowi, równie barwni, zakręceni i nieprzewidywalni bohaterowie
1 ... 38 39 40 41 42 43 44 45 46 ... 125
Перейти на страницу:

– Kurwa mać, co z wami, powariowaliście? Już, schodzić mi stamtąd. Proszę pani, jak się pani czuje?

Vittorio pomaga jej się podnieść. Na szczęście nic jej nie jest, a w każdym razie prawie nic… Słowem, nie ma rozciętej skóry. Tylko olbrzymiego guza z przodu, po prawej stronie. Ni stąd, ni zowąd stała się rogaczem, nawet nie wiedzieć czemu, choć może nie jest to wcale aż takie znów przypadkowe.

– Kto to zrobił?

– Ale co to w ogóle ma do rzeczy?

Schello w pewnych sprawach wykazuje się zadziwiającym wprost refleksem, zwłaszcza kiedy istnieje ryzyko, że on sam za coś beknie.

– To był przypadkowy zbieg okoliczności, wypadek.

– Tak, już ja ci zaraz dam wypadek.

natychmiast staje między nimi i powstrzymuje murarza.

– Spokojnie, proszę się opanować. Lepiej, żeby pan tego nie robił.

A, nie, bo co, może mi postawisz jeszcze jedno limoncello? A wiesz, co takiego zrobię, jak tylko je dostanę? Wypucuję sobie nim fiuta.

– A, skoro tak pan stawia sprawę, to proszę bardzo, już się nie wtrącam.

Murarz rzuca się w pościg i próbuje od razu dorwać Schello, który wciąż jest na stole. Ten zaczyna się cofać i leci do tyłu, nogą przebija wiklinowe obicie krzesła i grzęźnie w nim na dobre, a plecami ląduje na ziemi.

Murarz bynajmniej się tym nie zraża, pędzi, okrąża stół. Schello leży na ziemi, z nogą wbitą w krzesło, nie daje rady się podnieść. Murarz, mając w pamięci swoją kobietę, rozpędza się z zamiarem wymierzenia mu kopniaka prosto w twarz. Chyba liczy na remis. Ale nic z tego. Ktoś z tyłu nagle podrywa go do góry. Murarz kopie w próżnię. Lucone obraca nim i wypuszcza go z uścisku kawałek dalej. – No już, dosyć tego dobrego, to naprawdę był… wypadek.

Tak…

Do akcji wkracza Hook.

– Sorry, co, ale czy nie powinieneś raczej zadbać o swoją kobietę i zrobić jej okład z lodu, zajmij się nią lepiej.

– Wiesz, gdzie ja ci przyłożę ten okład z lodu? W dupę ci go wsadzę!

– Skoro tak stawiasz sprawę, to najwyraźniej nic się już nie poradzi. Jeszcze potem będą się mnie czepiać, że w chuja sobie lecę.

Hook zanosi się śmiechem, murarz najwyraźniej nie kuma, chce coś powiedzieć, ale Hook błyskawicznie zadaje mu pierwszy cios. Wyjeżdża mu z piachy prosto w twarz, jest cholernie szybki. Bum. Hook się wyrobił, nie ma co. Musiał się nieźle wziąć za siebie w czasie mojej nieobecności. Murarz leci gdzieś w tył, aż miło patrzeć. Ląduje nieopodal, spada na krzesło, które się przewraca do góry nogami i łamie pod jego ciężarem. Leży jak długi. Wszyscy zaczynają krzyczeć. Ktoś spośród zgromadzonych w lokalu zaczyna się oburzać. Towarzystwo goszczące w głębi pomieszczenia podrywa się od stolików. Jakaś kobieta chwyta za komórkę i zaczyna gdzieś wydzwaniać. Nic tu po nas. Nawet nie mamy co się na siebie oglądać. Lucone, Hook, Żeglarz, Balestri, Zurli, Bardato chwytają za ręce dziewczyny i ciągną je za sobą.

– Kurczę, nic a nic nie zjadłam.

Ja też nie.

– Nie marudź, no, chodź, już po wszystkim postawię ci superlody u Giovanniego.

– Już ja tam wiem, co on ci da. Zwykłego śmietankowego na patyku.

I w śmiech, nawet Schello zdołał się uwolnić, kopnął z całej siły w krzesło, a to, pechowo, trafia akurat w murarza, który chyba dopiero co zaczął kojarzyć, gdzie tak naprawdę się znajduje. Chwytam Gin za ramię i ściągam ją ze stołu. Niewiele brakuje, żeby upadła, ale łapię ją w locie.

– Co jest, co się dzieje?

– Na razie nic, ale lepiej się stąd zmyć.

– Czekaj… kurtka. – Wraca się i w pośpiechu zgarnia ciemną kurtkę Levi'sa, i w nogi

– Nara Vit, wybacz, ale mamy imprezę.

– Tak, imprezę… z wami to tak zawsze, co? Już ja bym wam dał imprezę!!! – Wygląda na poirytowanego, ale tak naprawdę, jak zawsze, świetnie się bawi. Tkwi tuż przy samych drzwiach. Patrzy, jak pędem wychodzimy, nieźle przy tym rozrabiając. Schello wzbija się w górę, stopami uderza jedna o drugą niczym John Belushi, reszta się śmieje, Lucone i Bunny podkradają z innych stolików coś do zjedzenia: a to bruschettę, a to kawałek kiełbaski, i co tam jeszcze popadnie. Balestri kroczy niespiesznie. Ma zmęczone spojrzenie, trochę wyniosłe, zresztą kto go tam wie. Tak czy owak, uśmiecha się i rozkłada ręce, jakby chciał powiedzieć:,,Tacy już są, jarają się z byle powodu". Choć tak naprawdę, to on akurat „ujarał się" najbardziej. Schello podprowadza kawałek kurczaka jednej kobiecie, wyrywając go jej dosłownie sprzed samych ust; kobieta z rozpędu kłapie zębami, choć po upragnionej porcji nie ma już ani śladu. Niewiele brakuje, by przegryzła sobie język i oburzona wali pięścią w stół.

– Doprawdy to już szczyt wszystkiego! Najlepszy kąsek. Specjalnie zostawiłam go sobie na sam koniec.

Vit, który akurat sączył wino, wybucha śmiechem i wylewa na siebie zawartość kieliszka. Właśnie w tym samym momencie przechodzimy obok razem z Gin, a ja, by nie okazać się gorszy, zwijam kobiecie sprzed nosa jedną frytkę. Zjadam kęs: – Wyśmienita, jeszcze ciepła, takie duże frytki robi tylko Vit, kroi je własnoręcznie, żadne tam mrożonki, trzymaj.

Drugą połowę frytki podaję Gin.

– I żebyś mi tylko potem nie narzekała, że ci nie postawiłem kolacji. Już nas nie ma, biegniemy za resztą, trzymamy się za ręce. Ona się śmieje, kręcąc głową, z połówką frytki w buzi.

– Parzy…

Niby, że się skarży, ale już po chwili się zaśmiewa i pędzi jak szalona. Wyrzuca nogi przed siebie, rozpuszczone włosy rozwiewa jej wiatr, ma na sobie ciemną kurtkę. I właśnie w tym momencie, w nocy, myślę tylko o jednym. Jestem szczęśliwy, że zwinęła mi 20 euro na benzynę.

22

Trochę później, w samochodzie.

– Masz fajnych przyjaciół, może trochę nadpobudliwych, ale sympatycznych. Bywa, że nam, dziewczynom, zdarza się umówić z kompletnie niemrawymi kolesiami.

1 ... 38 39 40 41 42 43 44 45 46 ... 125
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)