Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Prawiek i inne czasy». Краткое содержание книги:

Obsypana nagrodami powie?? Olgi Tokarczuk. Za Prawiek i inne czasy wyr??niono autork? Nagrod? Fundacji im. Ko?cielskich (1997), Nike '97 – Nagrod? Czytelnik?w, Paszportem Polityki (1997) oraz Machinerem (1996).
1 ... 37 38 39 40 41 42 43 44 45 ... 87
Перейти на страницу:

– Hąjhitla!

Kurt dawał im cukierki. Żołnierze, którzy stali na warcie, uśmiechali się.

Na początku czterdziestego trzeciego roku kapitana Gropiusa wysłano na front wschodni. Widocznie nie modlił się wieczorami. Kurt awansował, ale wcale się nie cieszył. Awans był teraz niebezpieczny, oddalał od domu. Było coraz trudniej z zaopatrzeniem i Kurt codziennie przemierzał z oddziałem ludzi okoliczne wsie. Głosem kapitana Gropiusa mówił:

– Konfiskata na potrzeby Wehrmachtu! – i zabierał, co dało się zabrać.

Jego ludzie pomagali oddziałowi SS w pacyfikacji Żydów z Jeszkotli. Kurt doglądał załadunku na ciężarówki. Było mu przykro, choć wiedział, że pojadą w lepsze dla nich miejsce. Było mu nieprzyjemnie, gdy musieli szukać żydowskich uciekinierów po piwnicach i strychach, gonić oszalałe ze strachu kobiety po błoniach, wyrywać im z rąk dzieci. Kazał do nich strzelać, bo nie było innego sposobu. I sam strzelał, nie wykręcał się. Żydzi nie chcieli wchodzić do ciężarówki, uciekali i krzyczeli. Wolał tego nie rozpamiętywać. Przecież jest wojna. Wieczorami modlił się: „Żebym nie musiał stąd odchodzić na wschód. Żebym mógł tu przetrwać do końca wojny. Boże, spraw, żeby mnie nie wzięli na front wschodni." I Bóg wysłuchiwał jego modlitw.

Wiosną czterdziestego czwartego Kurt dostał rozkaz przeniesienia wszystkiego do Kotuszowa, o jedną wieś dalej na zachód, o jedną wieś bliżej domu. Mówiło się, że idą bolszewicy, choć Kurt nie mógł w to uwierzyć. Potem, kiedy pakowano się na ciężarówki z całym dobytkiem, Kurt przeżył rosyjski nalot. Bombardowano garnizony niemieckie w Taszowie. Kilka bomb uderzyło w stawy. Jedna w stodołę staruszki z psami. Oszalałe psy rozbiegły się po Górce. Żołnierze Kurta zaczęli strzelać. Kurt nie próbował ich powstrzymać. To nie oni strzelali. Strzelał ich strach w obcym kraju i tęsknota za domem. Strzelał ich lęk przed śmiercią. Rozwścieczone strachem psy rzucały się na pełne ciężarówki, kąsały gumowe opony. Żołnierze celowali im prosto między oczy. Siła strzału odrzucała psie ciała i wyglądało to tak, jakby psy fikały koziołki. W zwolnionych saltach rozbryzgiwały ciemną krew. Kurt widział, jak z domu wybiegła jego znajoma staruszka i próbowała odciągać żywe psy, a te, które były ranne, brała na ręce i zanosiła do sadu. Jej szary fartuch raptownie poczerwieniał. Krzyczała coś, czego Kurt nie potrafił zrozumieć. Powinien był jako dowódca skończyć tę głupią strzelaninę, ale owładnęła nim nagła myśl, że oto jest świadkiem końca świata i należy do tych aniołów, które muszą oczyścić świat z brudu i grzechu. Że coś musi się skończyć, żeby mogło się zacząć nowe. Że to jest straszne, ale tak być musi. Że nie ma od tego odwrotu, że ten świat jest skazany na śmierć.

Wtedy Kurt zastrzelił staruszkę, która zawsze na powitanie uśmiechała się do niego bezzębnie i w milczeniu.

W Kotuszowie gromadziło się wojsko z całej okolicy. Zajęto wszelkie ocalałe z nalotów budynki, zbudowano punkt obserwacyjny. Zadaniem Kurta było teraz obserwowanie Prawieku. Dzięki temu, mimo przeprowadzki, Kurt nadal w nim pozostał.

Widział teraz Prawiek z pewnej odległości, powyżej linii lasu i rzeki, jako osadę rozrzuconych domków. Widział też dość dokładnie nowy dom pod lasem, w którym mieszkały jasnowłose dzieci.

Późnym latem Kurt zobaczył przez lornetę bolszewików. Ich auta wielkości ziaren grochu sunęły złowrogo w absolutnej ciszy. Jak ziarnka maku wysypywały się z nich niezliczone ilości żołnierzy. Kurtowi wydawało się, że to inwazja małych, śmiertelnie niebezpiecznych owadów. Zadrżał.

Od sierpnia do stycznia następnego roku kilka razy dziennie patrzył na Prawiek. Poznał przez ten czas każde drzewo, każdą dróżkę, każdy dom. Widział lipy na Gościńcu i Chrabąszczową Górkę, i łąki, i las, i zagajniki. Widział, jak ludzie opuszczali na wozach wieś i znikali za ścianą lasu. Widział pojedynczych, wieczornych rabusiów, podobnych z daleka do wilkołaków. Widział, jak dzień po dniu, godzina po godzinie, bolszewicy gromadzą coraz większe ilości wojska i sprzętu. Czasem strzelano do siebie, nie żeby sobie zrobić krzywdę – wszak czas jeszcze nie nadszedł – ale żeby się sobie przypomnieć.

1 ... 37 38 39 40 41 42 43 44 45 ... 87
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)