Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Dylematy Dextera [Dexter in the Dark - pl]
Dylematy Dextera [Dexter in the Dark - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Dylematy Dextera [Dexter in the Dark - pl]

Электронная книга - «Dylematy Dextera [Dexter in the Dark - pl]». Краткое содержание книги:

Gdzie się podział Mroczny Pasażer, drugie ja Dextera, wewnętrzny głos, który szepce mu do ucha z tylnego siedzenia i od czasu do czasu przesiada się za kierownicę, żeby zwieźć go do parku rozrywki, o jakim się nikomu nie śniło? Czy Dexter ma teraz sam wymierzać swoją sprawiedliwość innym potworom pechowcom, którzy wpadli w ręce jego, nie policji? Jak ma wybierać spośród och, jakże licznych w Miami kandydatów, tych, którzy najbardziej sobie zasłużyli na miejsce w jego skromnym panteonie? Dexter zostaje sam z bolesną świadomością, że bez Mrocznego Pasażera nawet jego niepośledni talent ma swoje granice… tym bardziej, że tropi go tajemniczy prześladowca.
1 ... 37 38 39 40 41 42 43 44 45 ... 73
Перейти на страницу:

— Czy ktoś nadal czci tego jak mu tam? — spytała Debora.

Keller pokręcił głową.

— O ile wiem, od dwóch tysięcy lat już nie.

— Jak to, do cholery — palnęła. — Czyli kto za tym stoi?

— Nie mówimy tu o jakiejś tajemnicy — wyjaśnił profesor. — To całkiem nieźle udokumentowany kawałek historii. Każdy mógł trochę poszperać w źródłach i znaleźć dość informacji, żeby zrobić coś takiego.

— Ale po co? — drążyła Debora.

Uśmiechnął się uprzejmie.

— Tego to ja nie wiem.

— To na cholerę mi to wszystko? — rzuciła oskarżycielsko, jakby obowiązkiem Kellera było uchylenie odpowiedzi na to pytanie.

Obdarzył ją życzliwym, profesorskim uśmiechem.

— Trochę wiedzy nie zaszkodzi — powiedział.

— Na przykład — dodałem — teraz wiemy, że gdzieś musi być duży posąg byka z piecem w środku.

Debora gwałtownie odwróciła twarz do mnie.

Nachyliłem się ku niej.

— Halpern — szepnąłem. Zamrugała i poznałem po niej, że sama jeszcze na to nie wpadła.

— Myślisz, że nie śnił?

— Nie wiem, co myśleć — przyznałem. — Ale jeśli ktoś odstawia tę szopkę z Molochem na serio, czemu nie miałby użyć odpowiedniego sprzętu?

— Szlag by to — mruknęła. — Ale gdzie ukryć coś takiego?

Keller odkaszlnął z pewną delikatnością.

— Obawiam się, że to jeszcze nie wszystko — powiedział.

— To znaczy? — Debora wpatrywała się w niego z napięciem.

— Cóż, trzeba by też ukryć zapach. Swąd smażonego ludzkiego ciała. Długo się utrzymuje i raczej się go nie zapomina. — Mówił z lekkim zakłopotaniem i na koniec wzruszył ramionami.

— Czyli szukamy gigantycznego, śmierdzącego posągu z piecem w środku — rzuciłem radośnie. — Coś takiego chyba nietrudno znaleźć.

Debora przeszyła mnie spojrzeniem i znów nie mogłem nie być lekko zawiedziony jej prostolinijnym podejściem do życia — zwłaszcza że jeśli Mroczny Pasażer nie będzie grzeczny i nie wyjdzie z kryjówki, niemal na pewno dołączę do niej jako stały rezydent Krainy Ponuractwa.

— Profesorze Keller — odezwała się i odwróciła się do mnie plecami. Teraz jej biedny braciszek czuł się już zupełnie opuszczony. — Czy w całej tej byczej historii jest coś jeszcze, co mogłoby nam pomóc?

Proszę, co za błyskotliwy dowcip. Aż podniosło mnie to na duchu i nawet prawie żałowałem, że sam tego nie powiedziałem, ale słowa Debory najwyraźniej nie zrobiły wrażenia ani na Kellerze, ani na niej samej. Miała taką minę, jakby nie zdawała sobie sprawy, że z jej ust padło coś godnego uwagi. A Keller tylko pokręcił głową.

— Przykro mi, ale to raczej nie moja działka — odparł. — Znam temat pobieżnie, tylko o tyle, o ile wiąże się z historią sztuki. Lepiej porozmawiajcie państwo z kimś od filozofii albo religioznawstwa porównawczego.

— Na przykład z profesorem Halpernem — szepnąłem znowu, a Debora pokiwała głową wciąż patrząc spode łba.

Już miała odejść, ale na szczęście w porę przypomniała sobie o dobrych manierach. Odwróciła się do Kellera.

— Bardzo nam pan pomógł, profesorze Keller — powiedziała. — Proszę dać znać, jeśli coś się panu przypomni.

— Oczywiście — odparł, a Deb złapała mnie za ramię i popchnęła naprzód.

— Znowu do dziekanatu? — spytałem uprzejmie, kiedy zdrętwiała mi ręka.

— Uhm. Ale jeśli w którejś z grup Halperna będzie jakaś Tammy, nie wiem, co zrobię.

Wyrwałem strzępy mojej ręki z jej uścisku.

— A jeśli żadnej nie będzie?

Zmierzyła mnie wzrokiem.

— Pospiesz się — mruknęła.

Kiedy jednak znów przechodziłem obok ciała, coś złapało mnie za nogawkę. Spojrzałem w dół.

— Ehm — zagaił Vince. Odchrząknął. — Dexter — powiedział, a ja uniosłem brew. Zaczerwienił się i puścił moje spodnie. — Musimy pogadać.

— Naturalnie. Czy to może zaczekać?

Pokręcił głową.

— To dość ważne.

— Dobrze więc. — Przeszedłem trzy kroki z powrotem w miejsce, gdzie wciąż kucał nad ciałem. — O co chodzi?

Odwrócił wzrok i choć wydawało się nieprawdopodobne, by mógł okazać prawdziwe uczucia, jego twarz poczerwieniała jeszcze bardziej.

— Rozmawiałem z Mannym.

— Moje gratulacje. I nadal masz wszystkie kończyny — zauważyłem.

— On, ehm… Chce wprowadzić kilka zmian. Ehm. Do jadłospisu. Twojego jadłospisu. Weselnego.

— Aha — odparłem, mimo że trudno o większy banał niż „aha” wypowiedziane nad zwłokami. Cóż, nie mogłem się powstrzymać. — Te zmiany nie będą mnie aby przypadkiem kosztować?

Vince ani myślał na mnie spojrzeć. Pokiwał głową.

— Trochę — przyznał. — Mówi, że miał natchnienie. Coś zupełnie nowego i innego.

— To świetnie — stwierdziłem — ale mnie raczej nie stać na natchnienie. Będziemy musieli odmówić.

Vince znów pokręcił głową.

— Nie rozumiesz. Zadzwonił tylko dlatego, że cię lubi. Mówi, że zgodnie z umową może robić, co chce.

— Na przykład ociupinkę podnieść cenę?

Vince teraz już zarumienił się na całego. Wymamrotał kilka sylab i uciekł wzrokiem jeszcze dalej w bok.

— Co? — spytałem go. — Coś ty powiedział?

— Prawie o drugie tyle — odparł bardzo cicho, ale przynajmniej dało się go usłyszeć.

— Drugie tyle, no proszę.

— Tak.

— Wychodzi pięćset dolarów od nakrycia — zauważyłem.

— Na pewno wszystko będzie super — zapewnił Vince, czerwony jak burak.

— Za pięćset dolarów od nakrycia ma być więcej niż super. Ma parkować samochody, myć podłogi i masować gościom plecy.

— Dexter, to będzie coś zupełnie nowego. Pewnie opiszą twoje wesele w prasie.

— Tak, w „Między nami bankrutami”. Vince, musimy z nim pomówić.

Pokręcił głową, wciąż wpatrzony w trawę.

— Nie mogę — wykrztusił.

Ludzie cudnie łączą w sobie śmieszność, ignorancję i tępotę, prawda? Nawet ci, którzy przeważnie udają, jak Vince. Proszę bardzo: nieustraszony spec od medycyny sądowej, mający przed sobą zmasakrowane zwłoki, które robią na nim nie większe wrażenie niż byle pniak, a paraliżuje go myśl o spotkaniu z kurduplem, który trudni się rzeźbieniem w czekoladzie.

— No dobrze. — Wziąłem głęboki oddech. — Sam z nim porozmawiam.

Wreszcie podniósł na mnie oczy.

— Uważaj na siebie, Dexter — powiedział.

22

Dogoniłem Deborę, kiedy zawracała samochód, i szczęśliwie zatrzymała się na dość długo, żebym mógł wsiąść i zabrać się z nią do dziekanatu. W trakcie krótkiej jazdy nie miała nic do powiedzenia, a ja zbyt zaprzątnięty własnymi problemami ani myślałem tym się przejmować.

Szybko przejrzałem protokoły z moją nową znajomą z dziekanatu. W żadnej z grup Halperna nie znaleźliśmy dziewczyny imieniem Tammy. Jednak Debora, która w tym czasie chodziła tam i z powrotem, była na to przygotowana.

— Sprawdźcie w poprzednim semestrze — zasugerowała. Zrobiłem to; znowu nic.

— No dobrze — mruknęła zasępiona. — Teraz sprawdźcie w grupach Wilkinsa.

Świetny pomysł i na dowód tego od razu trafiłem w dziesiątkę: panna Connor chodziła na seminarium Wilkinsa z etyki sytuacyjnej.

— Dobrze — powiedziała Debora. — Weź jej adres.

1 ... 37 38 39 40 41 42 43 44 45 ... 73
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)