Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Tytan [Titan - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Tytan [Titan - pl]

Электронная книга - «Tytan [Titan - pl]». Краткое содержание книги:

Habitat Goddard — kosmiczna arka z dziesięciotysieczną załogą na pokładzie — wchodzi na orbitę Saturna. Naukowcy wysyłają sondę na Tytana, ale zaraz po wylądowaniu przestaje ona wysyłać sygnały. Jednocześnie doktor Wunderly robi wszystko, żeby doszło do jeszcze jednego lotu przez pierścienie planety; podejrzewa, że żyją w nich mikroorganizmy.
1 ... 36 37 38 39 40 41 42 43 44 ... 106
Перейти на страницу:

Zatrzymał się i spojrzał jej w twarz. Jean-Marie czuła, jak serce wali jej mocno w piersi.

— Naprawdę mnie pani podziwia? — spytał zdumiony.

— Naprawdę — skłamała.

— Może… — zaczął, po czym zamilkł.

— Może co?

Otoczył jej ręce swoimi.

— Może powinniśmy zostać przyjaciółmi.

Pozwoliła mu trzymać się za ręce i spojrzała mu prosto w oczy, próbując zgłębić, co się w nich kryje.

— Ale pani jest mężatką — rzekł ponuro Eberly. — W takim zamkniętym społeczeństwie, jak ten habitat, to się nigdy nie uda.

— Jeśli Edouard będzie nadal zajęty, próbując odzyskać kontrolę nad sondą, szukając jej…

— Nie będzie miał dla pani czasu w ogóle, prawda?

— W ogóle — przytaknęła.

— Tylko nikt nie może nas zobaczyć w miejscu publicznym — oznajmił ponuro Eberly. — To by nie był dobry pomysł.

— Możemy się tu spotykać, spacerować, rozmawiać, dzielić się myślami.

— Pewnie mógłbym zorganizować elektryczny wózek, moglibyśmy pojechać w stronę przegrody albo do jakiejś niezamieszkałej wioski.

Jean-Marie dostrzegła zagrożenie.

— Ale ja nie mogę wychodzić z domu na dłużej — zagrała na zwłokę.

— Jeśli pani mąż będzie miał swoje satelity, to będzie spędzał cały czas szukając sondy, prawda?

Skinęła głową.

— A kiedy już znajdzie tę maszynkę, będzie się nią zajmował dzień i noc.

— Ma pani rywalkę — uśmiechnął się Eberly.

— Na to wygląda.

Podszedł bliżej i położył jej ręce na ramionach. I wtedy zapiszczał jego komunikator.

Jean-Marie zadrżała, jakby nagle obudziła się ze złego snu. Eberly mruknął coś i otworzył palmtopa.

— Tak? — warknął.

— Główny administrator Eberly? — usłyszał z malutkiego głośnika komunikatora. To Urbain! Czy on coś wie?

— Tak — rzekł ostrożnie.

— Tu Edouard Urbain. Podjąłem decyzję: nie będę występował przeciwko projektowi eksploracji pierścieni Saturna — głos Urbaina brzmiał twardo i stanowczo. — Pod warunkiem, oczywiście, że pozwoli mi pan na wystrzelenie satelitów na orbitę dookoła Tytana. I zbudowanie nowych satelitów.

Patrząc na Jean-Marie, która wpatrywała się w niego oczami rozszerzonymi z powodu poczucia winy, tak bardzo, że widział błyszczące w ciemnościach nocy białka, Eberly odpowiedział:

— Doskonale. Porozmawiamy o tym w moim biurze, jutro z samego rana.

Zatrzasnął komunikator i zwrócił się do Jean-Marie:

— Jest późno. Chyba powinna pani wracać do domu.

— To Edouard? — spytała, zamierającym głosem. Eberly skinął głową.

— Zaraz będzie w mieszkaniu i zacznie się zastanawiać, gdzie pani jest.

Po czym odwrócił się gwałtownie i ruszył w stronę Aten, zostawiając Jean-Marie samą w ciemnościach. Oboje poczuli ulgę.

Pancho nie przekroczyła bariery prędkości światła, ale zapukała do drzwi siostry jeszcze zanim Holly skończyła myć zalaną łzami twarz.

— O co chodzi? — spytała, wkraczając do mieszkania i rozglądając się na wszystkie strony, jakby szukała morderców i włamywaczy.

Po kilku minutach obie siostry siedziały wygodnie na sofie, a Holly zaczęła opowiadać o swoich kłopotach.

— Och, Panch, ale narobiłam bałaganu! Pancho pokiwała głową.

— On już nie będzie chciał ze mną rozmawiać. Nigdy.

— Czy to aż tyle dla ciebie znaczy?

— Tak! Naprawdę tyle znaczy. Nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak bardzo go kocham. Aż do teraz. I wszystko zniszczyłam, Panch. Zniszczyłam.

Pancho rozsiadła się wygodnie na sofie i z namysłem potarła podbródek.

— Uspokój się, mała. Przyjrzyjmy się temu krok po kroku.

— On uważa, że jest mi potrzebny tylko jako pilot w ekspedycji Nadii. Nie wie, że ja go naprawdę kocham.

— Cóż, tak na początek musimy znaleźć kogoś, kto będzie pilotował statek. W ten sposób udowodnimy mu, że nie o to chodzi.

— Oby. Ale jeśli nawet kogoś znajdziemy, on i tak będzie na mnie obrażony. Wróci na Ziemię, jak tylko będzie mógł.

— A to prędko nie nastąpi — rzekła Pancho kojącym tonem. — W tamtą stronę nie lecą żadne statki, o których bym wiedziała.

— Za parę miesięcy jakieś będą.

— To masa czasu.

— Tak, może, ale…

— Na początek potrzebny ci pilot, który podrzuci twoją koleżankę w rejon pierścieni.

— Timoshenko tego nie zrobi — rzekła Holly. — A ja nie mam nikogo poza Raoulem. Potrzebny nam doświadczony astronauta.

— Pancho uśmiechnęła się radośnie.

— Właśnie z takim rozmawiasz.

— Ty? Ale Jake mówił…

— Nieważne, co Jake mówił. Spędziłam więcej czasu na pilotowaniu statków niż ty na myciu zębów.

— Ale… to było tak dawno temu, Panch. Jesteś za stara… Twarz Pancho stężała.

— Nie mów tak, mała. Refleks mam jeszcze wystarczająco dobry, żeby przywalić ci w dziób. Trochę czasu w symulatorze i będę gotowa jak miecz samuraja.

Holly siedziała z ustami otwartymi ze zdumienia, niedowierzając.

— Jake pomoże w zespole kontroli misji. Doskonale się dogaduje z Mannym Gaetą.

— Chyba…

— A ty możesz wkręcić swojego chłoptasia do zespołu technicznego. Będzie tu sobie siedział, w cieple i bezpiecznie, a ja polecę. To dopiero będzie ubaw!

— Pancho — rzekła Holly, potrząsając głową. — Nie możesz…

— Akurat. Mogę.

— Ale Raoul nie będzie chciał dołączyć do zespołu kontroli misji. On nie chce nawet ze mną rozmawiać.

— Będzie chciał — odparła Pancho radośnie. — Pogadaj z nim w łóżku.

— Nie mogłabym!

— To najlepszy moment, żeby poprosić faceta o wszystko — rzekła Pancho mrugając okiem z miną znawcy problemu.

16 STYCZNIA 2096: DZIEŃ REJESTRACJI KANDYDATÓW

Eberly obudził się z uśmiechem. Dzień rejestracji kandydatów. Dziś zaczyna się moja droga do reelekcji. Usiadł na łóżku i w myślach wpatrzył się w swój polityczny horyzont. Żadnych przeszkód w polu widzenia. Urbain się poddał, więc nikt nie przeciwstawi się mojemu pomysłowi eksploracji pierścieni.

Wstał i poszedł do łazienki, rozmyślając. Wunderly będzie oczywiście szaleć i spróbuje zmusić MUA do interwencji, ale dzięki temu wypadnę w oczach wyborców na prawdziwego herosa, opierającego się zachłannym ziemskim biurokratom, nie troszczącym się o nasze prawdziwe potrzeby. Może zostanę ponownie wybrany jednogłośnie!

A najlepsze ze wszystkiego jest to, pomyślał, szorując zęby, że nie będę musiał bawić się w gierki z żoną Urbaina. Co za żałosna scena! Próbowała mnie podejść! Czy ona rzeczywiście poszłaby ze mną do łóżka? Potrząsnął głową, wypłukał usta i splunął do umywalki.

Mogę poderwać każdą kobietę w tym habitacie, pomyślał. Ale po co? Władza jest lepsza niż seks. Być uwielbianym przez wszystkich — wszystkich! — to dopiero kręci. Nie potrzebuję kobiet. Nie potrzebuję nikogo i niczego, dopóki jestem głównym administratorem. Nikt mnie nie zrani, ani nie dotknie. Jestem królem na szczycie góry i nikt nie ściągnie mnie na dół.

Zeke Berkowitz uśmiechał się radośnie, przyglądając się rozmieszczeniu kamer wokół sceny jedynego teatru w Atenach. Jako szef działu komunikacji Goddarda, Berkowitz nadal myślał o sobie jako o dziennikarzu, a dzień rejestracji kandydatów w nadchodzących wyborach był jednym z nielicznych medialnych wydarzeń w habitacie.

1 ... 36 37 38 39 40 41 42 43 44 ... 106
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)