Gazeta Lokalna
- Автор: Lapid Shulamit
- Язык: польский
- Жанр: Другие детективы
Электронная книга - «Gazeta Lokalna». Краткое содержание книги:
– Czy sędzia Hornsztyk znalazł kupca na swój dom?
– Co takiego?
Lizzi nie zauważyła, czy powiedział to Lubicz, czy Aszbel. Ich zdziwienie jednak wydawało się szczere.
– Słyszałam, że zamierza sprzedać dom.
– Nikt nie sprzedaje żadnego domu – powiedział Aszbel.
– Dali ogłoszenie o sprzedaży willi do „Czasu Południa”. Zaledwie na kilka dni przed… tą tragedią.
– O czym pani mówi? Ach, dziennikarze! Człowiek ma złamane serce, a wy? Jak pijawki! Tato, zamykamy?
Lizzi miała wielką ochotę przekazać gorące pozdrowienia dla jego grubej żony, ale zrobiło jej się żal tej kobiety i dała spokój. Zapłaciła za wino i wyszła ze sklepu.
Ty i to twoje gadanie – skarciła się w duchu. Czy to było rozsądne? Straciłaś swoją najlepszą kartę, Lizzi. Chyba że oni postanowią sprawę wyjaśnić. Szkoda, że nie zobaczy jego miny, kiedy mu powiedzą, że Lizzi Badihi, ta krowa z „Czasu Południa”, pytała, czy sprzedał już dom. Zareaguje tak jak zawsze – pomyślała. Zamglone spojrzenie, bezbarwne słowa. Biada krajowi, w którym sędziowie mordują. I biada idiotkom, które wpadają w ich ręce.
Rozdział 31
Furtka prowadząca na molo była zamknięta. Lizzi przypomniała sobie teraz, że Archimedes otwierał ją kluczem, który wyjął z kieszeni. Widocznie tylko właściciele jachtów mieli wstęp na przystań. Lizzi zadarła swoje długie nogi i przesadziła ogrodzenie. Jej wzrost bywał czasami zaletą. Zardzewiałe metalowe skrzydła zaskrzypiały, a kiedy Lizzi zeskoczyła na pomost, rozległ się odgłos jak przy burzeniu domu. Stała chwilę bez ruchu, wsłuchując się w szmery nocy. Jachty kołysały się leciutko. Fale uderzały o pomost, cofały się gwałtownie i wygładzały, znów uderzały, cofały się i wygładzały. Nad bramą wisiała na kawałku przewodu goła żarówka, oświetlając słowa: TEREN PRYWATNY, które ktoś napisał na kawałku blachy. Czarna woda drżała w słabym świetle.
Nikły blask przebijał również zza okrągłych okienek „Neptuna”. Lizzi weszła na pokład i zapukała do drzwi kajuty.
– Biały burgund rocznik sześćdziesiąt jeden – powiedziała.
Archimedes stanął w drzwiach, ubrany w wyblakłe dżinsy i koszulkę a la Picasso w poprzeczne czarno-białe pasy. „Tak wygląda mężczyzna, który ma wszystko, w swoim wolnym czasie”. Lizzi pamiętała, jak mocno pragnęła znowu go zobaczyć, ale zapomniała, jak bardzo jest przystojny. Przekrzywił odrobinę głowę i popatrzył w kierunku brzegu. Przestraszyła się, że nie zaprosi jej do środka. Przeciwnie – każe jej się wynosić z jachtu, a ona poczłapie na swych wielkich stopach. Wiedziała, że wygląda jak ostatnia kretynka, z tą głupią butelką w wyciągniętej ręce.
Archimedes nie powiedział ani słowa. Odwrócił się i wszedł do środka. Lizzi weszła za nim, zamykając za sobą drzwi.
– Podobno rocznik sześćdziesiąt jeden był wyjątkowo dobry – powiedziała.
Coś na kształt niechętnego uśmiechu wykrzywiło usta Archimedesa. Wziął butelkę i wstawił ją do lodówki. Dziękuję, Lizzi – powiedziała sobie w duchu.
– Zdejmiesz płaszcz?
– Wygląda na to, że nie pałasz entuzjazmem.
– Nie pałam.
– Jesteś na mnie zły?
– Nie.
Lizzi zdjęła płaszcz i usiadła. Zapomniała już, że kajuta jest aż tak mała. Poprzednim razem wydawała się większa.
– Nie otworzysz wina?
– Musi się najpierw schłodzić.
– Ile czasu to potrwa?
– Chcesz kawy?
– Tak.
Archimedes nastawił wodę i wyjął z szafki dwa kubki. Odwrócony do Lizzi plecami, w milczeniu przygotował kawę. Czy to takie dziwne, że nie cieszy się na jej widok? Czy ona by się cieszyła, gdyby ktoś wprosił się do niej bez zapowiedzi? Gdyby to był Archimedes… jeszcze jak!
Jedyny mój problem w tej chwili to jak wycofać się z godnością – powiedziała sobie Lizzi. Posiedzi jakiś czas, dziesięć minut albo kwadrans, i pojedzie do domu – postanowiła. Takie rzeczy już się zdarzały w dziejach ludzkości. Czy kiedy Napoleon został zmuszony do przerwania oblężenia Akki, szukał schronienia, żeby się wypłakać? Nie! Spakował swoje mapy i wrócił do domu.
Archimedes podał jej kubek kawy i usiadł naprzeciwko. Jakiś czas pili w milczeniu.
– Skąd wiedziałaś, że jestem tutaj?
– Domyśliłam się. Byłam u ciebie w domu, ale cię nie zastałam.
– Nie czytałaś „Dziennika”?
– Nie, mój drogi, akurat dzisiaj nie czytałam. Naczelny zadzwonił i zrobił mi awanturę.
– Przyjechałaś zrobić ze mną wywiad?
Lizzi poczuła się urażona. Jeżeli on naprawdę myśli, że mam zamiar wykorzystać naszą znajomość do celów zawodowych, to rzeczywiście powinnam stąd wyjść. Im prędzej, tym lepiej.
Zwykle nie obrażała się łatwo. Codziennie ktoś ją częstował jakąś niemiłą uwagą. Gdyby za każdym razem miała się obrażać, to lepiej by zrobiła, idąc pracować w fabryce, tak jak jej matka. Tam dopiero można się obrażać! Gdzie tam można! To wręcz obowiązek! Dyrektor mnie obraził, szef zmiany na mnie nagadał, tę babę awansowali, chociaż ja pracuję dłużej od niej, odjęli mi z pensji za ten dzień, kiedy poszłam do przychodni, księgowa odzywa się po chamsku… dajcie mi spokój! Obrażanie się było jedyną życiową rozrywką matki. Jeżeli brakło jej do tego własnych powodów, wynajdywała sobie cudze, bo dzień bez obrazy to dzień stracony. Stopień obrazy można było mierzyć w skali Richtera.
– Nie wierzyłam, że jesteś w areszcie. Chciałam sprawdzić sama. Zaraz sobie pójdę.
Archimedes zebrał puste kubki, umył je, wytarł i schował do szafki. Potem usiadł naprzeciwko i zapytał:
– Nie do druku, Badihi?
– Co?
– To, co ci powiem.
– Już ci mówiłam. Nigdy nie cytuję niczego, jeżeli rozmówca się nie zgodzi.
– Nadal jestem w areszcie.
– W areszcie domowym? Tu, na jachcie?
– Policja chce, żeby wszyscy wierzyli, że siedzę w więzieniu. Nie podejrzewają mnie o morderstwo Aleksandry Hornsztyk, ale chcą, żeby prawdziwy morderca tak myślał. Dlatego mam przebywać w odosobnieniu. Gdybyś przeczytała artykuł w „Dzienniku”, dostrzegłabyś drobne aluzje.
– Powiedzieli ci, kogo podejrzewają?
– Nie.
– Powiedzieli, że nie podejrzewają ciebie?
– Nie mają wątpliwości, że nie jestem zamieszany w to morderstwo. Chcieli mnie zawieźć do jakiegoś hotelu w Naharii. Zaproponowałem, że mogę ukrywać się na jachcie. Prawie nikt o nim nie wie, oprócz dwóch przyjaciół, którzy ze mną pływają. Ponieważ nie planowaliśmy w najbliższych tygodniach żadnego rejsu, pomysł wydał się rozsądny. Policja ma pilnować, żeby nikt nie odkrył, że tutaj jestem. Widocznie słabo pilnują. Ty weszłaś bez problemów. Kto ci otworzył furtkę na przystań?
– Przelazłam przez płot.
W końcu się roześmiał. Wspaniale!
– To właściwie jesteś aresztowany czy nie?
– Nie jestem.
– Jak się zakończyło śledztwo?
– Nie byłem na przyjęciu u Hornsztyków. Mam potwierdzone alibi między jedenastą a pierwszą w nocy z soboty na niedzielę. O moich powiązaniach z Aleksandrą dowiedzieli się między innymi z twoich kaset, Lizzi Nie Cytuje Badihi.