Budowniczowie Pierścienia [The Ringworld Engineers - pl]
- Автор: Нивен Ларриё
- Год: 1993
- Язык: польский
- Год: Amber
- ISBN: 83-7082-218-5
- Переводчик: Anna Reszka
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Budowniczowie Pierścienia [The Ringworld Engineers - pl]». Краткое содержание книги:
Pierścień — najbardziej zadziwiający twór techniki w poznanym kosmosie, sztuczny świat trzy miliony razy większy od Ziemi, ma dać odpowiedź, jak zapobiec kataklizmowi grożącemu całemu wszechświatowi.
— Tego tak.
— Mieliśmy następnie przylecieć statkami handlowymi. Nasi kupcy przybyliby we właściwym momencie na ratunek. Dowiedzieliby się wszystkiego, co chcieliśmy wiedzieć, i jednocześnie zyskaliby sprzymierzeńców. — W czystym i melodyjnym głosie lalecznika nie było śladu poczucia winy ani zakłopotania.
Vala postawiła miski i uklękła naprzeciwko Louisa. Twarz miała schowaną w cieniu. Z jej punktu widzenia tłumaczenie nie mogło się skończyć w gorszym momencie.
— Potem, jak się domyślam, Konserwatyści wygrali wybory — powiedział Louis.
— To było nieuniknione. Sonda znalazła dysze korygujące. Wiedzieliśmy, oczywiście, o niestabilności Pierścienia, ale mieliśmy nadzieję zaradzić temu w jakiś bardziej wyrafinowany sposób. Kiedy opublikowano zdjęcia, rząd upadł. Nie mieliśmy powrotu na Pierścień, dopóki…
— Kiedy? Kiedy rozsialiście bakterie?
— Tysiąc sto czterdzieści lat temu według ziemskiego czasu. Konserwatyści rządzili przez sześćset lat. Później zagrożenie ze strony kzinów przywróciło Eksperymentalistów do władzy. Kiedy nadszedł dogodny czas, wysłałem Nessusa i jego załogę na Pierścień. Gdyby budowla przetrwała tysiąc lat po upadku kultury, która o nią dbała, warta byłaby inwestowania. Mógłbym wysłać statki handlowe i ratownicze. Na nieszczęście…
Valavirgillin trzymała laserową latarkę na kolanach, wycelowaną w Louisa Wu.
… — na nieszczęście budowla była zniszczona. Znaleźliście dziury po meteorytach i krajobraz zerodowany aż do scrithu. Wydaje się…
— Krytyczna sytuacja. Krytyczna sytuacja. — Louis starał się mówić równomiernym głosem. Jak ona to zrobiła? Widział, jak klęka z parującymi miskami w obu rękach. Czy mogła mieć ją przywiązaną na plecach? Dość tego. Przynajmniej jeszcze nie strzeliła.
— Słyszę cię — powiedział Najlepiej Ukryty.
— Czy możesz zdalnie wyłączyć laserową latarkę?
— Mogę zrobić coś lepszego. Mogę doprowadzić do wybuchu, który zabije trzymającą ją osobę.
— Nie możesz po prostu jej wyłączyć?
— Nie.
— Więc, nieżas, włącz mi szybko komunikator. Sprawdzanie… Skrzynka przemówiła językiem Maszynowych Ludzi. Vala odpowiedziała natychmiast.
— Z kim lub z czym rozmawiasz?
— Z Najlepiej Ukrytym, istotą, która mnie tutaj przywiozła. Czy mogę przyjąć, że jeszcze nie zostałem zaatakowany?
Zawahała się, zanim udzieliła odpowiedzi: — Tak.
— Więc nasza umowa nadal obowiązuje, a ja nadal zbieram dane, z zamiarem uratowania tego świata. Masz powód, by w to wątpić? — Noc była ciepła, ale Louis czul się nagi. Martwe oko laserowej latarki nie ożyło.
— Czy to rasa Najlepiej Ukrytego spowodowała Upadek Miast? — zapytała Vala.
— Tak.
— Zerwij negocjacje — rozkazała Vala.
— On ma większość naszych urządzeń do zbierania danych. Vala zamyśliła się, a Louis pozostał nieruchomy. Dwie pary oczu rozjarzyły się tuż za nią w ciemności. Mężczyzna był ciekaw, ile wampiry usłyszały tymi swoimi skrzacimi uszami i co z tego zrozumiały.
— Więc skorzystaj z nich. Ale chcę słyszeć, co on mówi — powiedziała Vala. — Nawet nie słyszałam jego głosu. On może być tylko wytworem twojej wyobraźni.
— Najlepiej Ukryty, słyszałeś?
— Tak. — W słuchawkach Louisa rozmowa toczyła się w interworldzie, ale skrzynka na jego szyi przemawiała w języku Valavirgillin. No i dobrze. — Słyszałem, co obiecałeś kobiecie. Jeśli potrafisz znaleźć sposób na uratowanie tej budowli, zrób to.
— Z pewnością twoja rasa potrafiłaby wykorzystać to miejsce.
— Jeśli miałbyś przesunąć Pierścień na właściwe miejsce z pomocą moich urządzeń, chcę, by to doceniono. Mogę zażądać nagrody.
Valavirgillin warknęła i zdusiła w sobie odpowiedź. Louis powiedział szybko:
— Przypadnie ci zaszczyt, na jaki zasłużysz.
— To mój rząd, pod moim przewodnictwem, próbował przynieść Pierścieniowi pomoc tysiąc lat po wyrządzeniu szkody. Potwierdzisz to.
— Dobrze, ale z zastrzeżeniami. — Louis mówił to na użytek Vali. Zwrócił się do niej. — Zgodnie z naszą umową, to, co trzymasz w ręce, jest moją własnością.
Rzuciła mu latarkę. Odłożył ją na bok i poczuł się oklapnięty z powodu ulgi, zmęczenia albo głodu. „Nie ma czasu".
— Najlepiej Ukryty, powiedz nam o dyszach korygujących.
— Silniki strumieniowe Bussarda zamontowane na wspornikach na krawędzi, w regularnych odstępach trzech milionów mil. Powinniśmy znaleźć ich dwieście na każdej krawędzi. Każdy zbiera wiatr słoneczny z obszaru o średnicy czterech-pięciu tysięcy mil, spręża go elektromagnetycznie do momentu zapoczątkowania reakcji termojądrowej i wyrzuca z powrotem jak rakieta odrzutowa, hamując Pierścień.
— Widzimy płomienie niektórych z nich. Vala mówi, że działa ich… dwadzieścia jeden? — Kobieta skinęła głową. — To znaczy, że brakuje dziewięćdziesięciu pięciu procent…
— To wydaje się prawdopodobne. Od naszej ostatniej rozmowy zrobiłem hologramy czterdziestu wsporników i wszystkie są puste. Czy mam policzyć siłę ciągu uzyskiwaną ze wszystkich działających silników?
— Dobrze.
— Przypuszczam, że nie ma wystarczającej liczby działających dysz, by uratować Pierścień.
— Tak.
— Czy budowniczowie Pierścienia zainstalowaliby niezależny system stabilizujący?
Pakowie protektorzy nie rozumowali w ten sposób. Mieli zbyt duże zaufanie do swoich zdolności improwizacji.
— Mało prawdopodobne, ale będę szukał. Najlepiej Ukryty, jestem głodny i śpiący.
— Czy jest jeszcze coś, co należałoby powiedzieć?
— Obserwuj dysze korygujące. Zobacz, jak działają, i oblicz siłę ciągu.
— Dobrze.
— Spróbuj skontaktować się z latającym miastem. Powiedz…
— Louis, nie mogę przesłać wiadomości przez krawędź. Oczywiście że nie, to czysty scrith.
— Rusz statek.
— To nie byłoby bezpieczne.
— A co z sondą?
— Sonda orbitująca jest zbyt daleko, żeby przesyłać sygnały na przypadkowych częstotliwościach. — Z ogromną niechęcią dwugłowy dodał: — Mogę przesłać wiadomość przez drugą sondę. I tak powinienem wysłać ją przez krawędź, żeby uzupełnić paliwo.
— Tak. Najpierw poślij ją na krawędź jako stację przekaźnikową. Spróbuj złapać latające miasto.
— Louis, miałem kłopoty z namierzeniem twojego komunikatora. Wyśledziłem lądownik prawie dwadzieścia pięć stopni w kierunku przeciwnym do obrotu od twojej pozycji. Dlaczego?
— Chmee i ja rozdzieliliśmy się. Jadę do latającego miasta. On poleciał w stronę Oceanu Wielkiego. — Tyle mógł bezpiecznie powiedzieć.
— Chmee nie odpowiada na moje wezwania.
— Kzinowie to kiepscy niewolnicy. Najlepiej Ukryty, jestem zmęczony. Zgłoś się za dwanaście godzin.
Podniósł miskę i zaczął jeść. Valavirgillin nie użyła żadnych przypraw. Gotowane mięso i korzonki nie pobudziły jego kubków smakowych, Nie dbał o to. Wylizał miskę do czysta, zachowując tyle rozsądku, by zażyć pigułkę antyalergiczną. Wczołgali się do pojazdu i zasnęli.
ROZDZIAŁ XVII
Wędrujące słońce
Wyściełana ławka była kiepskim substytutem płyt antygrawitacyjnych i podskakiwała pod Louisem. Czuł się w dalszym ciągu zmęczony. Zasypiał i budził się od wstrząsów, zasypiał i budził się…
Ale tym razem to Valavirgillin potrząsała go za ramię. Jej ton był jedwabiście sarkastyczny.