Budowniczowie Pierścienia [The Ringworld Engineers - pl]
- Автор: Нивен Ларриё
- Год: 1993
- Язык: польский
- Год: Amber
- ISBN: 83-7082-218-5
- Переводчик: Anna Reszka
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Budowniczowie Pierścienia [The Ringworld Engineers - pl]». Краткое содержание книги:
Pierścień — najbardziej zadziwiający twór techniki w poznanym kosmosie, sztuczny świat trzy miliony razy większy od Ziemi, ma dać odpowiedź, jak zapobiec kataklizmowi grożącemu całemu wszechświatowi.
Wstała.
— To pusta obietnica — zawyrokowała. — Oferujesz mi swoje szaleństwo, jakby miało prawdziwą wartość!
— Vala, nigdy przedtem nie miałaś do czynienia z szaleńcami? — Louis był rozbawiony.
— Nigdy nie miałam do czynienia nawet ze zdrowymi na umyśle obcymi! Jestem tylko studentką!
— Uspokój się. Co innego mogę ci zaproponować? Wiedzę? Chętnie podzielę się swoją wiedzą. Wiem, jak zepsuły się maszyny Inżynierów i kto to spowodował. — Można było spokojnie przyjąć, że Inżynierowie to rasa Halrloprillalar.
— Kolejne szaleństwo?
— Będziesz musiała sama ocenić. I… mogę dać ci mój pas do latania, a także okulary, kiedy już mi nie będą potrzebne.
— A kiedy to będzie?
— Kiedy, i jeśli, wróci mój towarzysz. — W lądowniku znajdowała się uprząż nośna i okulary przeznaczone dla Halrloprillalar. — Albo niech będą twoje, kiedy umrę. A teraz mogę dać ci połowę mojego zapasu tkaniny. Pasy z niej pozwolą naprawić niektóre ze starych maszyn Inżynierów.
Vala zastanowiła się.
— Szkoda, że nie mam większej wprawy. Cóż, zatem zgadzam się na wszystkie twoje żądania.
— Ja zgadzam się na twoje.
Zaczęła zdejmować ubrania i biżuterię. Powoli, jakby kusząco… aż Louis wreszcie zrozumiał, co ona naprawdę robi: pozbywała się wszelkiej możliwej broni. Zaczekał, aż będzie zupełnie naga, a potem zaczął ją naśladować, rzucając latarkę, gogle i części stroju ochronnego dość daleko od niej, i dołączając nawet zegarek.
Potem kochali się, ale to nie była miłość. Szaleństwo poprzedniej nocy zniknęło razem z wampirami. Zapytała o jego ulubioną technikę, nalegała, aż wybrał pozycję misjonarską. Było w tym zbyt dużo formalności. Może właśnie tak miało być. Później, kiedy podeszła do ogniska, żeby zamieszać w garnku, pilnował, żeby nie znalazła się między nim a jego bronią. Tak to wyglądała sytuacja.
Wróciła do niego, a on wyjaśnił jej, że jego rasa może uprawiać miłość więcej niż jeden raz.
Usiadł ze skrzyżowanymi nogami i wziął Valę na kolana. Ciasno objęła mu nogami biodra. Głaskali się, pobudzali, uczyli się siebie nawzajem. Spodobało się jej drapanie po grzbiecie. Miała muskularne plecy i szerszy od niego tors. Warkocz sięgał jej do pasa. Potrafiła dobrze kontrolować mięśnie pochwy. Jej bródka była bardzo miękka, bardzo delikatna.
A Louis Wu miał pod włosami na czubku głowy plastykowy dysk.
Położyli się spleceni ramionami, a ona czekała.
— Nawet jeśli nie macie elektryczności, musicie o niej wiedzieć — powiedział Louis. — Inżynierowie używali jej do napędzania swoich maszyn.
— Tak. Potrafimy uzyskiwać elektryczność z prądu rzek. Mówi się, że przed upadkiem Inżynierów nieskończona ilość energii pochodziła z nieba.
Było to dość dokładne. Na czarnych prostokątach znajdowały się generatory mocy, które przesyłały wiązki energii do kolektorów na Pierścieniu. Naturalnie, w kolektorach stosowano nadprzewodzące kable i naturalnie, one wysiadły.
— A więc jeśli umieszczę we właściwym miejscu mózgu bardzo cienki drucik (co właśnie zrobiłem), wtedy bardzo słaby prąd elektryczny będzie drażnił nerwy, które zarejestrują przyjemność.
— Jak to jest?
— Jak upijanie się bez kaca albo zawrotów głowy. Jak rishathra albo prawdziwa namiętność bez potrzeby kochania kogokolwiek innego oprócz siebie i bez konieczności przestawania. Ale ja przestałem.
— Dlaczego?
— Pewien obcy zdobył moje źródło prądu. Chciał wydawać mi rozkazy. Wstydziłem się tego.
— Inżynierowie nigdy nie mieli drucików w czaszkach. Znaleźlibyśmy je, kiedy przeszukiwaliśmy ruiny miast. Gdzie praktykuje się ten zwyczaj? — zapytała. Potem odsunęła się i spojrzała na niego z przerażeniem.
To był grzech, którego najczęściej żałował: nietrzymanie języka za zębami.
— Przepraszam — powiedział.
— Powiedziałeś, że paski tej tkaniny… Co to za materiał?
— Przewodzi prąd elektryczny bez żadnych strat. Nazywamy to nadprzewodnikiem.
— Tak, właśnie to zepsuło się Inżynierom… Nadprzewodniki rozpadły się. Twój materiał również rozpadnie się, prawda? Kiedy?
— Nie. To inny rodzaj. Krzyknęła na niego:
— Skąd wiesz, Louisie Wu?
— Powiedział mi Najlepiej Ukryty. To obcy, który przywiózł nas tutaj wbrew naszej woli. Zostawił nas bez możliwości powrotu.
— Ten Najlepiej Ukryty zrobił z was niewolników?
— Próbował. Ludzie i kzinowie są kiepskimi niewolnikami.
— Czy jego słowa są coś warte? Louis skrzywił się.
— Nie. Zabrał nadprzewodzący materiał i kable, kiedy uciekał ze swojego świata. Nie miał wiele czasu. Musiał wiedzieć, gdzie są przechowywane. Podobnie jak inne rzeczy, które zabrał — dyski transferowe; musiały być pod ręką. — I od razu zorientował się, że coś jest nie w porządku, ale zajęło mu chwilę, zanim się połapał, w czym rzecz.
Komunikator umilkł zbyt szybko. Potem przemówił innym głosem:
— Louis, czy to mądrze opowiadać jej to wszystko?
— Domyśliła się części — odparł Louis. — Niemal obwiniła mnie o Upadek Miast. Włącz mi komunikator.
— Mam ci pozwolić na te brzydkie podejrzenia? Dlaczego moja rasa miałaby dokonać tak złego czynu?
— Podejrzenia? Ty sukinsynu. — Vala uklękła, patrząc na niego rozszerzonymi oczami, słuchając, jak mamrocze coś do siebie niezrozumiale. Nie mogła słyszeć głosu lalecznika w słuchawkach Louisa. — Wykopali cię jako Najlepiej Ukrytego, więc uciekłeś. Zgarnąłeś to, co zdołałeś, i uciekłeś. Dyski transferowe, materiał nadprzewodzący, kable i statek. Dyski to była łatwa sprawa. Ale gdzie znalazłeś materiał nadprzewodzący? Akurat czekał na ciebie? I wiedziałeś, że nie rozpadnie się na Pierścieniu!
— Louis, dlaczego mielibyśmy robić coś takiego?
— Dla korzyści handlowej. Włącz mi komunikator. Valavirgillin wstała. Odsunęła garnek z ognia, zamieszała i spróbowała. Poszła w stronę pojazdu i wróciła z dwiema drewnianymi miskami, które napełniła warząchwią.
Czekał niespokojnie. Najlepiej Ukryty mógł go zostawić na lodzie, bez komunikatora. Louis nie był dobry w nauce języków…
— W porządku, człowieku. To nie było zaplanowane w ten sposób i wydarzyło się jeszcze przede mną. Szukaliśmy sposobu poszerzenia naszego terytorium przy minimalnym ryzyku. Zewnętrzni sprzedali nam położenie Pierścienia.
Zewnętrzni byli ziemnokrwistymi, kruchymi istotami, które wędrowały po całej Galaktyce na wolniejszych od światła statkach. Handlowali informacjami. Równie dobrze mogli wiedzieć o Pierścieniu i sprzedać informację lalecznikom, ale…
— Zaczekaj minutę. Laleczniki boją się lotów kosmicznych.
— Przezwyciężyłem strach. Gdyby Pierścień okazał się odpowiedni, to jeden lot kosmiczny w ciągu całego życia nie byłby wielkim ryzykiem. Oczywiście lecielibyśmy przy włączonym polu statycznym. Z tego, co nam powiedzieli Zewnętrzni, i z tego, czego dowiedzieliśmy się dzięki teleskopom i automatycznym sondom, Pierścień wydawał się idealny. Musieliśmy to zbadać.
— Frakcja Eksperymentalistów?
— Oczywiście. Mimo to wahaliśmy się przed kontaktem z tak potężną cywilizacją. Ale przeanalizowaliśmy skład tutejszych nadprzewodników za pomocą spektroskopu laserowej. Stworzyliśmy bakterie, które mogły się nimi żywić. Sondy rozsiały je po całym Pierścieniu. Domyśliłeś się tego?