Boża klepsydra [Deepsix - pl]
- Автор: Макдевит Джек
- Год: 2007
- Язык: польский
- Год: Solaris
- ISBN: 978-83-89951-77-0
- Переводчик: Jolanta Pers
- Жанр: Космическая фантастика
Электронная книга - «Boża klepsydra [Deepsix - pl]». Краткое содержание книги:
Na kilka tygodni przed spodziewanym zniszczeniem planety Deepsix w wyniku kolizji z gazowa planetą-gigantem, badacze odkrywają ruiny na powierzchni globu, które mogą oznaczać, że istnieje tam cywilizacja. Akademia nakazuje naukowcom z przelatujących w pobliżu statków, żeby ci wylądowali na powierzchni planety i przeprowadzili niezbędne analizy artefaktów. Dodatkowo do grupy naukowców dołącza popularny z powodu swojego ciętego języka i wyrazistych poglądów znany w całej galaktyce publicysta, który nigdy wcześniej nie opuścił Ziemi. Kiedy lądowniki ekspedycji zostają zniszczone, na skutek trzęsienia ziemi spowodowanego zbliżaniem się gazowego giganta, ekipa musi znaleśc sposób na opuszczenie planety zanim dojdzie do kolizji.
Pojazd podskoczył.
— Antygrawitacja — odparła przez zaciśnięte zęby. — To inny system niż ten, na którym mnie uczono.
— Tylko spokojnie.
— Muszę użyć silników sterujących — powiedziała.
— A potrafisz?
— Jeśli tylko wymyślę, jak je wycelować. MacAllister zauważył kątem oka klęczącego w śniegu i patrzącego w ich stronę Nightingale’a. Miał szczęście, drań, pomyślał. Wyciągnął lepszą kartę. Rozpadlina otworzyła się pod nami, nie pod nim. W końcu przeżywają nie najlepiej przystosowani, tylko szczęściarze. To wyjaśnia, jak naprawdę działa teoria Darwina.
W tej chwili zawyły silniki sterujące. Fotel uniósł się i uderzył MacAllistera w plecy. Grunt pod nimi rozmazał się, a Casey wrzasnęła i zaczęła rozpaczliwie walić rękami w konsolę. Uznał, że jego myśl o Darwinie będzie ostatnią, i przygotował się na nieuniknione. Zginie w wypadku statku kosmicznego na dalekiej planecie. Ale przynajmniej nie zasypany w rozpadlinie.
Pędzili w stronę wzgórz na północnym zachodzie, a on uświadomił sobie, że nie będzie możliwe zabranie jego ciała na Ziemię, by go właściwie pochować. Przecież ta szalona kobieta zaraz roztrzaska lądownik. A nikt z własnej woli nie przyleci tu z orbity, żeby zabrać szczątki.
Lądownik skręcał, a nie wyglądało na to, żeby Casey wiedziała, co robi. Wycie silników sterujących wypełniło kabinę, po czym nagle ucichło. Pewnie znalazła jakiś wyłącznik, a teraz szuka czegoś, co służy za hamulec.
Wzgórza zbliżały się szybko, a jedyne dźwięki, jakie było słychać, to uderzenia wiatru o kadłub i rozpaczliwe krzyki pilotki.
— No dalej, dawaj, skurwielu.
Szarpnęła wolantem. Wzgórza znikły pod nimi. Grunt był znów płaski. Pojazd, najwyraźniej wyczerpawszy energię, po wyłączeniu antygrawitacji zaczął opadać.
— Cholera — mruknęła Casey.
MacAllister chwycił mocno poręcze fotela i uderzyli w ziemię. Siła uderzenia złapała go za kark, odrzuciła mu głowę go tyłu, wykręciła kręgosłup. Ale na szczęście wytrzymał. Casey zwisła w uprzęży. Zaczął odpinać swoją, usłyszał z tyłu wybuch i poczuł dym.
Wypełzł z fotela i zauważył, że nie zamknęli włazu. No i dobrze, nie będzie teraz musiał go otwierać.
Fotele były zgniecione razem, więc wydobycie Casey okazało się niełatwe. Była zalana krwią, miała odrzuconą do tyłu głowę. Na jej twarzy zaczynał wykwitać potężny siniak, oczy miała wywrócone do tyłu. Kolejna eksplozja wstrząsnęła lądownikiem. Płomienie zaczęły lizać szyby.
Wydobył ją z uprzęży i wyciągnął przez właz, częściowo niosąc, częściowo wlokąc. Ledwo zdołali się oddalić, lądownik eksplodował kulą ognia.
Nightingale obserwował słup dymu unoszący się zza wzgórz na północnym zachodzie. Nie docierało do niego, co się tak naprawdę stało, aż usłyszał w słuchawkach głos Kellie:
— Marcelu, chyba straciliśmy oba lądowniki.
X
Wiara ma swoją cenę. Kiedy nieszczęście spada na prawdziwie wierzącego, zakłada on, że zrobił coś, co zasługuje na karę, ale nie jest do końca pewien, co to mogłoby być. Realista, zdający sobie sprawę z tego, że żyje we wszechświecie, w którym rządzi darwinizm, po prostu cieszy się, że dożył następnego zachodu słońca.