Taniec ze smokami
- Автор: Мартин Джордж Рэймонд Ричард
- Год: 2011
- Язык: польский
- Год: Zysk i S-ka
- Переводчик: Michal Jakuszewski
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Taniec ze smokami». Краткое содержание книги:
Janos Slynt wyciągnął szyję, spoglądając na niego.
– Błagam, panie. Łaski. Zrobię... zrobię, co mi kazałeś...
Nie – pomyślał Jon. Te drzwi już zamknąłeś.
Długi Pazur opadł.
– Czy mogę dostać jego buty? – zapytał Owen Przygłup, gdy głowa Janosa Slynta potoczyła się po błotnistej ziemi. – Są jeszcze prawie nowe i podszyte futrem.
Jon zerknął na Stannisa. Przez krótką chwilę patrzyli sobie w oczy. Potem król skinął głową i wrócił do swojej wieży.
TYRION
Obudził się sam i zorientował, że lektyka się zatrzymała.
Tam, gdzie siedział Illyrio, została tylko sterta pogniecionych poduszek. Karzeł czuł suchość w obolałym gardle. Śniło mu się... Co mu się śniło? Nie pamiętał.
Z zewnątrz dobiegały głosy w języku, którego nie znał. Wystawił nogi za zasłony i zeskoczył na ziemię. Magister Illyrio stał przy dwóch jeźdźcach. Obaj nosili wytarte skórzane koszule i płaszcze z ciemnobrązowej wełny. Miecze mieli schowane i nic nie wskazywało na to, by grubasowi coś groziło.
– Muszę się odlać – oznajmił Tyrion. Poczłapał na pobocze, rozwiązał spodnie i oddał mocz w cierniste chaszcze. Trwało to dość długo.
– Szczać potrafi nieźle – zauważył ktoś.
Karzeł strząsnął ostatnie krople i zawiązał troki.
– To tylko najmniejszy z moich talentów. Powinniście zobaczyć, jak sram. – Spojrzał na Illyria. – Znasz tych dwóch, magistrze? Wyglądają na banitów. Czy mam iść po topór?
– Po topór? – zawołał roślejszy z jeźdźców, muskularny mężczyzna o krzaczastej brodzie i rudej czuprynie. – Słyszałeś, Haldonie? Mały człowieczek chce z nami walczyć!
Jego towarzysz był starszy, gładko wygolony i miał ascetyczną, pooraną bruzdami twarz. Włosy zaczesał sobie do tyłu i związał za głową.
– Niscy ludzie często czują potrzebę udowodnienia swej odwagi za pomocą absurdalnych przechwałek – skwitował. – Wątpię, czy zdołałby zabić kaczkę.
– Dawajcie ją tu – odparł Tyrion, wzruszając ramionami.
– Skoro nalegasz.
Jeździec zerknął na towarzysza.
Muskularny mężczyzna wyciągnął półtoraręczny miecz.
– Ja jestem Kaczka, ty mały pyskaty zaszczańcu.
Och, bogowie, bądźcie łaskawi.
– Miałem na myśli mniejszą.
Jeździec ryknął śmiechem.
– Słyszałeś, Haldonie? On się domaga mniejszej Kaczki!
– Z chęcią zadowolę się cichszą – Mężczyzna zwany Haldonem skierował na Tyriona chłodne spojrzenie szarych oczu. Potem znowu zerknął na Illyria. – Masz dla nas skrzynki?
– I muły, które będą je niosły.
– Muły są zbyt powolne. Mamy juczne konie. Przeniesiemy wszystko na nie. Kaczka, zajmij się tym.
– Dlaczego to zawsze Kaczka musi się wszystkim zajmować? – Wysoki mężczyzna schował miecz. – Czym ty się zajmujesz, Haldonie? Kto tu jest rycerzem, ty czy ja?
Mimo tych słów skierował się ku jucznym mułom.
– Jak się ma nasz chłopak? – zapytał Illyrio, gdy przenoszono skrzynki. Tyrion naliczył ich sześć. Wszystkie były z dębiny, zamknięte na żelazne antaby. Kaczka bez większego trudu przenosił skrzynie, zarzucając je sobie na ramię.
– Dorównuje już wzrostem Gryfowi. Przed trzema dniami powalił Kaczkę, wrzucając go do koryta dla koni.
– Wcale mnie nie powalił. Specjalnie się przewróciłem, żeby go rozśmieszyć.
– Twój plan zakończył się sukcesem – odparł Haldon. – Sam się śmiałem.
– W jednej z tych skrzyń jest prezent dla niego. Imbir w cukrze. Zawsze go lubił. – W głosie Illyria zabrzmiał dziwny smutek. – Myślałem, że będę mógł pojechać z wami do Ghoyan Drohe. Urządzilibyśmy ucztę pożegnalną, nim popłyniecie w dół rzeki...
– Nie mamy czasu na uczty, panie – sprzeciwił się Haldon.
– Gryf chce odpłynąć, gdy tylko wrócimy. W górę rzeki docierają wieści, a żadne z nich nie są dobre. Na północ od Jeziora Sztyletów widziano Dothraków, zwiadowców z khalasaru starego Motha. Khal Zekko podąża tuż za nim, przez Puszczę Qohoricką.
Grubas skwitował to nieuprzejmym odgłosem.
– Zekko odwiedza Qohor co trzy albo cztery lata. Qohoricy dają mu worek złota i wraca na wschód. Jeśli zaś chodzi o Motha, jego ludzie są prawie tak samo starzy jak on i z roku na rok jest ich coraz mniej. Groźny jest tylko...
– Khal Pono – dokończył za niego Haldon. – Motho i Zekko uciekają przed nim, jeśli wierzyć opowieściom. Zgodnie z ostatnimi meldunkami Pona widziano w pobliżu górnego biegu Selhoru. Prowadzi khalasar złożony z trzydziestu tysięcy ludzi. Gryf nie chce dać się złapać na rzece, jeśli Pono zaryzykuje przeprawę przez Rhoyne. – Haldon zerknął na Tyriona. – Czy twój karzeł jeździ równie dobrze jak szcza?
– Jeździ – odezwał się Tyrion, nim serowy lord zdążył odpowiedzieć za niego – chociaż najlepiej sobie radzi ze specjalnym siodłem i koniem, którego dobrze zna. I mówi też.
– Rzeczywiście. Jestem Haldon, uzdrowiciel naszej małej grupy braci. Niektórzy zwą mnie Półmaesterem. Mój towarzysz to ser Kaczka.
– Ser Rolly – poprawił go rosły mężczyzna. – Rolly Duckfield. Każdy rycerz może pasować kogoś na rycerza, a Gryf pasował mnie. A ty, karle?
– Nazywa się Yollo – odezwał się pośpiesznie Illyrio.
Yollo? Tak można by nazwać małpę. Co gorsza, to było pentoshijskie imię, a każdy głupi zauważyłby, że Tyrion nie jest Pentoshijczykiem.
– W Pentos jestem znany jako Yollo – wtrącił natychmiast, starając się naprawić sytuację – ale matka nazwała mnie Hugorem Hillem.
– Jesteś małym królem czy małym bękartem? – zapytał Haldon.
Tyrion uświadomił sobie, że w rozmowie z Haldonem Półmaesterem lepiej zachować ostrożność.
– Każdy karzeł jest bękartem w oczach ojca.
– Z pewnością. Hugorze Hill, odpowiedz mi na jedno pytanie. Jak Serwyn od Zwierciadlanej Tarczy zdołał zabić smoka Urraxa?
– Podszedł do niego ukryty za tarczą. Urrax widział tylko własne odbicie, aż do chwili, gdy Serwyn wbił mu włócznię w oko.
To nie zaimponowało Haldonowi.
– Nawet Kaczka zna tę historię. A czy potrafisz mi opowiedzieć o rycerzu, który spróbował tej samej sztuczki z Vhagar podczas Tańca Smoków?
Tyrion uśmiechnął się szeroko.
– Ser Byron Swann. Smoczyca upiekła go w nagrodę za jego trudy... ale to była Syrax, nie Vhagar.
– Obawiam się, że się mylisz. W swej księdze Taniec Smoków, prawdziwa historia maester Munkun pisze...
– ...że to była Vhagar. Wielki maester Munkun się myli. Giermek ser Byrona widział śmierć swego pana i opisał ją własnej córce. Zgodnie z jego relacją to była Syrax, smoczyca Rhaenyry. To ma więcej sensu niż wersja Munkuna. Swann był synem lorda z Pogranicza, a Koniec Burzy opowiedział się za Aegonem. Vhagar dosiadał książę Aemond, brat Aegona. Dlaczego Swann miałby próbować ją zabić?
Haldon wydął wargi.
– Postaraj się nie spaść z konia. Gdyby to ci się przydarzyło, wróć na piechotę do Pentos. Nasza nieśmiała panna nie będzie czekała na nikogo, czy to wysokiego, czy karła.
– Najbardziej lubię nieśmiałe. Pomijając rozwiązłe. Powiedz mi, dokąd odsyła się kurwy?
– Czy wyglądam na człowieka, który je odwiedza?
Kaczka parsknął wzgardliwym śmiechem.
– Nie odważy się. Lemore kazałaby mu się modlić o przebaczenie, chłopak chciałby pójść z nim, a Gryf mógłby mu uciąć kutasa i wepchnąć do gardła.