Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Miedziany Król
Miedziany Król - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Miedziany Król

Электронная книга - «Miedziany Król». Краткое содержание книги:

Akcja powieści toczy się w tym samym uniwersum co wcześniejsza powieść ukraińskiego duetu, Waran. Jej bohaterem jest potomek wyklętej przez większość ludów zamieszkujących ów świat rasy heksów; trudno się zresztą dziwić niechęci do kanibali. Natura obdarza go niesamowitą pamięcią; wystarczy mu raz przeczytać książkę, by potrafił zacytować ją bez najmniejszego choćby błędu.
Przypadek sprawia, że poznaje pradawne zaklęcie — prośbę skierowaną do tytułowego Miedzianego Króla: w zamian za rzecz szczególnie dla proszącego ważną Król dać ma to, czego w danej chwili proszący szczególnie potrzebuje, przy czym to Król, a nie proszący, decydować ma, co stanie się przedmiotem zamiany. Chłopak korzysta z owej wiedzy w sposób bezwzględny. Dzięki niej z niewolnika wspina się na sam szczyt społecznej drabiny — dowodzona przez niego armia jest w stanie konkurować z największymi potęgami tego świata. Czy aby jednak na pewno dzięki temu osiąga sukces? Czy może osiągnąłby go i tak, bez pomocy mitycznego Króla?
1 ... 35 36 37 38 39 40 41 42 43 ... 138
Перейти на страницу:

Do granicy Imperium zostało, według jego obliczeń, dzień lub dwa dni wędrówki. Strumień zrobił się głębszy, ożyły góry, wokół znowu kwitły kwiaty, latały motyle, zdarzały się nawet ptaki — czerkuny i inne, szare, których nazwy Razwijar nie znał. Zmęczony wędrówką położył się spać na zielonej podściółce z mchu, długo męczył się w koszmarze z pająkiem i Miedzianym Królem. Śniło mu się, że ma związane ręce i nogi. Obudziwszy się, zrozumiał, że rzeczywiście jest związany już nie we śnie, a na jawie.

Leżał na plecach. Jego własny miecz wisiał nad nim, ostrzem prawie dotykając gardła. Była godzina zachodu, cienie się wydłużyły. Ten, kto wziął go w niewolę, stał twarzą na wschód, za jego plecami wisiało pomarańczowe słońce i Razwijar widział tylko sylwetkę wroga — sylwetkę czworonożną. Chimajryd nerwowo przestępował przednimi łapami, słońce to wystrzeliwało zza jego ramienia, to chowało się za plecami i wtedy wydawało się, że postać oprawcy roztacza blask.

Nie zabił śpiącego — to dawało jakąś nadzieję. Po prawdzie jednak, Razwijar nieszczególnie się łudził, bowiem w niektórych przypadkach Nagóreni uśmiercali wrogów uroczyście, publicznie i bardzo długo.

— Czego… — zaczął Razwijar i pojął, że w ustach mu zaschło, a jego głos brzmi żałośnie.

Ostrze dotknęło zagłębienia pod lewym obojczykiem. Prawdopodobnie chimajryd rozbudził go po to, żeby nacieszyć się strachem i rozpaczą wroga.

— Lubisz życie, prawda? — dał się słyszeć schrypnięty młody głos. — Tylko spróbuj się ruszyć!

— Idź do Szuu — wydusił Razwijar.

Czworonożny znowu przestąpił z łapy na łapę. Razwijarowi zdało się, że w jego ruchach dostrzegł zakłopotanie.

— Poznałem cię — powiedział chimajryd. — A ty mnie znasz?

— Nie — przyznał Razwijar i zmrużył oczy. — Nie widzę cię.

Czworonożny odczekał chwilę, potem przesunął się na bok, wypuszczając słońce zza pleców, ale nie odrywając ostrza od szyi jeńca. Razwijar zamrugał. Chimajryd był smagły, jego rudawe, wijące się włosy zlepiły się w sople, nad górną wargą ciemniał wąski pasek. To była zmęczona ludzka twarz. Razwijar był pewien, że widział ją wcześniej, ale dopiero po dłuższej chwili przypomniał sobie, gdzie się spotkali. Do gardła tego młodego chimajryda sam przyciskał klingę, sam go złapał — a potem wypuścił.

— Przeżyłeś — powiedział Razwijar. — Szkoda — dodał po drwili.

Chimajryd zacisnął i bez tego cienkie wargi:

— Oczywiście, dla ciebie bardzo szkoda. Trzeba było mnie dobić, nieudaczniku.

„Oni nie mszczą się śmiercią za śmierć i nie nagradzają za ocalenia życia — powiedział Razwijar, z trudem poruszając wyschniętymi wargami. — Uważa się, że życie zupełnie nie może przynależeć do stworzenia. Bierze się je w zastaw u bogów, u potem zwraca…”

Przewróciła się stronica wyobrażonej księgi i przepadła. Piekły nadgarstki ściśnięte sznurem.

Czworonożny milczał zakłopotany.

— Czemu się wahasz? — ostro zapytał Razwijar. — Może nie masz ochoty zabijać tego, kto cię oszczędził? Albo… nie jesteś tutaj sam?

— Tego bał się najbardziej — chimajryd z jeźdźcem albo oddział chimajrydów. Wtedy zupełnie nie ma nadziei.

— Nic rób sobie nadziei — odezwał się półczłowiek. — Zostawię cię tutaj związanego i sam zdechniesz.

Jest sam, pomyślał Razwijar. Język zrobił się lekki, zbytecznie zwinny i Razwijar wypalił bez zastanowienia:

— A może tego nie rób. Inaczej bogini Wof, albo komu tam jesteś poświęcony, powiesi cię w pośmiertnym królestwie za twój cienki ogon.

Chimajryd uderzył go ciężką łapą po twarzy. W ostatniej chwili wciągając pazury — głowa Razwijara odleciała do tyłu, ale skóra została cała.

— Uch, ty — Razwijar oblizał suche wargi. — Obraziłeś się. Dobrze. Może się dogadamy. Ja wypuściłem ciebie, ty wypuść mnie. Niedaleko jest granica Imperium. Odejdę i nigdy nie wrócę.

Półczłowiek milczał. Jego pazury nerwowo skrobały po kamieniu.

— Posłuchaj, nie okłamuj się. Już mnie oszczędziłeś. Mogłeś przecież zarżnąć, kiedy spałem.

Chimajryd dyszał — dziwnie, jakby na dwa głosy. Wzdymały się jego pokryte sierścią boki, a żebra obciągnięte wypłowiałą, płócienna koszulą także podnosiły się i opadały w rytm oddechu.

— Zabierz sobie moje miecze. Obejdę się bez nich. Jestem bezbronny. Po prostu przetnij sznury i idź sobie. — Razwijar czuł, że coraz bardziej się denerwuje i nic nie mógł na to poradzić.

— Kim jesteś? — zapytał chimajryd.

— Heksem. Półkrwi. Byłym niewolnikiem. Byłym strażnikiem.

— Niewolnik?!

— Tak. Wcześniej przepisywałem księgi dla pana, potem zacząłem tłuc kamienie, nosić worki, kręcić kołowrotem dla władcy… Później wzięli mnie do straży.

— Niewolnika?! Nie kłam!

— Nie kłamię! — Razwijar mówił coraz głośniej, w miarę, jak ostrze silniej naciskało na skórę. Po szyi cienką strugą pociekła krew, zaraz chluśnie fontanną.

— Pan zamku powierzył tobie swoje ogniste zwierzęta. Niewolnikowi?

— Znudziłeś mnie — Razwijar zmusił się do rozluźnienia napiętych mięśni szyi. — Nie wierzysz, to po co się wypytujesz? Dobij mnie i uznaj, że mi się odwdzięczyłeś.

Wargi chimajryda drgnęły w grymasie wściekłości. Z zawziętością w oczach uniósł miecz nad leżącym Razwijarem, opuścił, przejechał po sznurach na nadgarstkach — i zniknął, tylko kamienie zadrżały pod szerokimi łapami. Po chwili Razwijar zobaczył jego sylwetkę na tle zachodu słońca. Chimajryd, zupełnie sam, odchodził na zachód, w głąb górzystej krainy.

Razwijar popatrzył na swoje ręce. Nadgarstki nie zdążyły napuchnąć, został tylko ślad po sznurach i zadrapanie od ostrza. Niezbyt głębokie zadrapanie, Razwijar w zamyśleniu zlizał kroplę krwi. Upajający smak życia. Jesteś niewolnikiem czy panem — żyć jest pięknie.

Wszystko będzie dobrze, do Imperium zostało kilka kroków, Razwijar jest młody i silny, przeżyje…

W tym momencie chimajryd znowu wyskoczył na grzbiet wzgórza, jego postać wyraźnie zarysowywała się na tle zachodzącego słońca. Półczłowiek biegł tak szybko, jak tylko mógł.

Było to zdumiewające w swej urodzie widowisko — zwinne, gibkie czworonożne ciało, pędzące w długich skokach, wręcz unoszące się nad ziemią. Ludzki tors odrobinę odchylony do tyłu, podobny do galionu. W ręce połyskiwało ostrze — długi miecz Razwijara…

Po chwili na tym samym wzgórzu pojawił się oddział Chimarydów — czterech jeźdźców na półludziach. Oni także mknęli, jakby nie istniał opór powietrza; płynnie, z gracją i mocą.

Jeździec, pędzący na przedzie, podniósł łuk. Chimajryd z mieczem zniknął z pola widzenia, skrył się za grzbietem skały. Jeźdźcy wystrzelili — trzech równocześnie, czwarty z lekkim opóźnieniem. I, nie zwalniając biegu, rzucili się w pogoni za grzbiet…

Razwijar schował się wśród kamieni. Jego nogi cały czas były jeszcze związane, w ukryciu przecierał sznur ostrymi brzegami rozłupanych kamieni i wreszcie się oswobodził. Siedział w norze jak człapacz, tak samo bezbronny. Czekał, przysłuchując się szemraniu strumienia.

1 ... 35 36 37 38 39 40 41 42 43 ... 138
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)