Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » W słusznej sprawie
W słusznej sprawie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

W słusznej sprawie

Электронная книга - «W słusznej sprawie». Краткое содержание книги:

Miami. Znany reporter Matthew Cowart dostaje list z więzienia stanowego. Robert Fergusson czeka w celi śmierci na wykonanie wyroku, twierdzi jednak, że nie popełnił morderstwa, za które został skazany. Cowart postanawia zająć się tą sprawą. Nie przypuszcza, że jego sensacyjny reportaż uruchomi potężny mechanizm mistyfikacji i zbrodni…
1 ... 34 35 36 37 38 39 40 41 42 ... 146
Перейти на страницу:

Cowart włożył rękawiczki.

– Niech pan potrzyma latarkę – powiedział.

Reporter przyklęknął ostrożnie i zaczął usuwać kamienie i ziemię, podczas gdy detektyw obok niego świecił latarką pod skrajem drenu.

– Panie Cowart, wie pan, co pan robi?

Nie odpowiedział, tylko nadal wybierał nieczystości i rzucał je za siebie.

– Może gdyby mi pan powiedział…

Zauważył coś w promieniu latarki. Zaczął kopać szybciej. Detektyw spostrzegł, że coś zauważył, i próbował zajrzeć pod krawędź, żeby zobaczyć co to takiego. Matthew Cowart zdrapał trochę liści i błota. Zobaczył rękojeść i chwycił ją. Pociągnął mocno. Przez chwilę czuł opór, jakby ziemia nie miała ochoty poddać się bez walki, aż w końcu udało mu się wyciągnąć. Wstał gwałtownie, odwracając się do detektywa i wyciągając rękę.

Wypełniło go dzikie, satysfakcjonujące podniecenie.

– Jakiś nóż – powiedział powoli.

Detektyw wpatrywał się w przedmiot.

– Pewnie jakieś narzędzie zbrodni.

Dziesięciocentymetrowe ostrze i rękojeść noża były pokryte rdzą i ziemią, czarne od starości, i Cowart przestraszył się, że broń rozleci mu się w dłoni.

Tanny Brown spojrzał ostro na Matthew Cowarta, wyciągnął z kieszeni czystą chusteczkę i wziął nóż za końcówkę, owijając go delikatnie.

– Ja to wezmę – rzekł zdecydowanie.

Umieścił nóż w kieszeni munduru.

– Za wiele z niego nie zostało – powiedział powoli z rozczarowaniem. – Sprawdzimy go w laboratorium, ale nie liczyłbym na zbyt wiele. – Popatrzył na dren, a potem w niebo. – Niech się pan odsunie – ciągnął cicho. – Proszę niczego więcej nie dotykać. Może być tu coś wartościowego dla śledztwa i nie życzę sobie więcej zacierania śladów. – Obdarzył Cowarta długim, srogim spojrzeniem. – Jeśli to miejsce ma coś wspólnego ze zbrodnią, to chcę je należycie zabezpieczyć.

– Wie pan, z czym ono ma coś wspólnego – odparł Cowart.

Brown odsunął się i potrząsnął głową.

– Ty sukinsynu – rzekł cicho, odwracając się gwałtownie i wdrapując z powrotem po pochyłości do samochodu dziennikarza. Przez chwilę stał na szosie, z zaciśniętymi pięściami, skupioną twarzą. Nagle, z szybkością, która zdawała się ciąć na strzępy spokojny poranek, kopnął w otwarte drzwi samochodu. Odgłos uderzenia o metal zabrzmiał echem pośród upału i światła słonecznego, zanikając powoli jak daleki wystrzał.

Cowart siedział sam w biurze policjanta i czekał. Patrzył przez okno, jak na miasteczko spływa noc; nagły atak ciemności, która wydawała się wysączać z mrocznych kątów i spod cienia drzew, opanowując świat. Zimowa szybkość, w której nie było nic z powolnie zanikającego dnia.

Cały dzień spędził nad rowem. Obserwował, jak zespół techników kryminalistyki dokładnie badał dren w poszukiwaniu innych materiałów dowodowych. Widział, jak spakowali w torebki i opatrzyli metkami wszystkie pozostałe śmieci, próbki gruntu i jakieś nierozpoznawalne strzępy. Wiedział, że nic nie znajdą, ale cierpliwie przeczekał poszukiwania.

Późnym popołudniem wraz z Tannym Brownem pojechał z powrotem na posterunek policji, gdzie detektyw umieścił go w biurze, żeby poczekał na laboratoryjną ekspertyzę noża. Między dwoma mężczyznami panowało milczenie.

Cowart odwrócił się do ściany gabinetu i przyglądał oprawionej w ramki fotografii detektywa i jego rodziny, stojących przed pobielanym kościołem. Zona i dwie córki; jedna z warkoczami, aparatem ortodontycznym i beztroską, która przebijała nawet przez surowość niedzielnej sukienki; druga, nastoletni podlotek o gładkiej skórze w mocno wykrochmalonej białej bluzce. Detektyw i jego żona uśmiechali się spokojnie do obiektywu, starając się wyglądać naturalnie.

Nagle poczuł ostre ukłucie. Po rozwodzie wyrzucił wszystkie zdjęcia, na których widniał wraz z żoną i córką. Zastanawiał się teraz dlaczego.

Przyglądał się pobieżnie pozostałym ozdobom na ścianach. Wisiała tam seria plakietek w dowód uznania za wygranie dorocznych zawodów okręgowych w strzelaniu z pistoletu, oprawiona w ramki pochwała od mera i rady miasteczka odnośnie do jego odwagi nie bardzo wiadomo z jakiej okazji. Oprawiony medal, Brązowa Gwiazda z jeszcze jedną pochwałą. Obok wisiało zdjęcie młodszego i znacznie szczuplejszego Tanny’ego Browna w wojsku w Azji Południowo-Wschodniej.

Drzwi za nim otworzyły się i Cowart odwrócił głowę. Detektyw nie wyrażał żadnych emocji, miał kamienną twarz.

– Hej – odezwał się Cowart – za co pan dostał medal?

– Co?

Cowart wskazał na ścianę.

– A, to. Byłem sanitariuszem. Pluton znalazł się w potrzasku i czterech gości zostało rannych. Wyszedłem z ukrycia i ich przyciągnąłem, jednego po drugim. Nie było to nic takiego, tylko że akurat tego dnia był z nami reporter z „The Washington Post”. Mój porucznik stwierdził, że tak narozrabiał wprowadzając nas w zasadzkę, że dobrze by było, gdyby to jakoś naprawił, więc wystąpił o przyznanie mi medalu. To jest świadectwo złych wspomnień, jakie pozostały temu gryzipiórkowi po czterech godzinach czołgania się pośród pijawek z twarzą wepchniętą w bagno, podczas gdy strzelali mu w dupsko. Pan też tam był?

– Nie – odpowiedział Cowart. – Miałem numer trzysta dwadzieścia. Nigdy go nie wylosowali.

Detektyw skinął głową i gestem wskazał krzesło. Sam rozparł się z biurkiem.

– Nic – powiedział.

– Odciski palców? Krew? Cokolwiek?

– Jeszcze nie. Chcemy go wysłać do laboratorium FBI i zobaczyć, co oni mogą z tym zrobić. Mają bardziej wyszukany sprzęt niż my.

– Ale zupełnie nic?

– Ekspert medyczny twierdzi, że ostrze jest odpowiedniej wielkości, żeby mogło spowodować rany kłute. Najgłębsza rana miała taką samą głębokość jak ostrze noża. To już coś.

Cowart wyciągnął notes i zaczął robić notatki.

– Jest pan w stanie ustalić pochodzenie noża?

– To tani, typowy nóż za dziewiętnaście dolarów i dziewięćdziesiąt dziewięć centów, który można kupić w pierwszym lepszym sklepie z artykułami sportowymi. Spróbujemy, ale nie ma na nim numeru seryjnego ani nazwy producenta. – Zawahał się i spojrzał na Cowarta. – Ale po co to?

– Co?

– Słyszał mnie pan. Czas przestać się bawić. Kto panu powiedział o nożu? Czy ten, kto zabił Joanie Shriver? Niech mi pan odpowie.

Cowart zawahał się.

– Każe mi pan o tym przeczytać w gazecie czy co? – Przez zmęczenie w głosie detektywa przedarł się cierpki upór.

– Jedno panu powiem: Robert Earl Ferguson nie mówił mi, gdzie szukać tego noża.

– Chce mi pan zasugerować, że ktoś inny powiedział panu, gdzie szukać broni, która mogła być użyta do zamordowania Joanie Shriver?

– Właśnie tak.

– Czy jest pan skłonny podzielić się tą wiadomością?

Matthew Cowart podniósł wzrok sponad notatek.

– Najpierw niech pan mi coś powie, poruczniku. Jeśli powiem panu, kto mi powiedział o tym nożu, czy otworzy pan ponownie dochodzenie w sprawie tego morderstwa? Czy ma pan zamiar udać się do adwokata stanowego? Stawić się przed sędzią i oznajmić, że sprawa musi zostać ponownie otwarta?

Detektyw zawył.

– Nie mogę obiecywać takich rzeczy, zanim się czegoś nie dowiem. Dalej, Cowart, niech mi pan powie.

Cowart potrząsnął głową.

– Po prostu nie wiem, czy mogę panu zaufać, poruczniku. To bardzo proste.

W tej chwili Tanny Brown wyglądał jak człowiek, który zaraz eksploduje.

– Wydawało mi się, że jedną rzecz pan zrozumiał – powiedział niemal szeptem.

– Co?

– Że do czasu aż ten człowiek za to zapłaci, sprawa Joanie Shriver nigdy nie została zamknięta.

– I tu właśnie pojawia się pytanie. Kto zapłaci?

1 ... 34 35 36 37 38 39 40 41 42 ... 146
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)