Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Шпионские детективы » Na śmierć Arafata [Armageddon - pl]
Na śmierć Arafata [Armageddon - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Na śmierć Arafata [Armageddon - pl]

Электронная книга - «Na śmierć Arafata [Armageddon - pl]». Краткое содержание книги:

Bliski Wschód, pierwszy miesiac sprawowania urzedu premiera przez Ariela Sharona. Sytuacja polityczna gwaltownie sie pogarsza: zamachy samobójcze, odwetowe rajdy wojsk izraelskich na terytoriach palestynskich... Wspólpraca w zwalczaniu skrajnych islamistów, ukladajaca sie dotad jako tako miedzy służbami specjalnymi Palestynczyków i Shin Beth (izraelska agencja bezpieczenstwa wewnetrznego) — zostaje praktycznie zerwana. Jeff O'Reilly, prezydent CIA, próbuje utrzymywac kontakty z obiema stronami, co przychodzi mu coraz trudniej. Raz w tygodniu spotyka sie z palestynskim oficerem lacznikowym, Marwanem Radzubem.. Ten jednak ginie z reki zamachowca. O'Reilly podejrzewa, ze stoja za tym Izraelczycy, chcacy w ten sposób zapobiec przekazaniu mu jakiejs niewygodnej dla nich informacji. Zwlaszcza, ze Odir Ashdot, kochanek pieknej sekretarki departamentu wizowego ambasady wyznaje jej nagle, ze jest agentem jednostki Shin Beth, spelniajacej wyjatkowo poufna misje. Uwaza, ze musi o tej misji powiedzieć koniecznie komus z CIA. Zaraz potem znika i okazuje sie, ze siedzi w wiezieniu za zdrade…
1 ... 34 35 36 37 38 39 40 41 42 ... 59
Перейти на страницу:

Malko widział toczącą się po ziemi głowę i upadające powoli do przodu ciało.

Nagle usłyszał ogłuszający huk, ręce trzymające go za ramiona zwiotczały i Malko przewrócił się, padając do przodu, w stronę dołu, który miał być jego grobem.

Nie zdążył jeszcze runąć na ziemię, kiedy za jego plecami rozległa się kanonada.

Słyszał krzyki i nawoływania, widział poruszające się w ciemności sylwetki.

Z całą pewnością nie był martwy, lecz stan zaburzonej świadomości nie pozwalał mu nic czuć.

Podniósł się, gdy oślepiło go silne światło latarki.

Ktoś odezwał się do Malko po arabsku, a on odpowiedział po angielsku, że nie rozumie.

Strumień światła wydobył z ciemności sylwetki trzech nieznanych, uzbrojonych mężczyzn.

Któryś z nich zdjął więzy krępujące ręce Malko.

Towarzysz Aminy jęczał, oparty o ścianę, trzymając się obydwoma rękami za brzuch.

Jeden z nowo przybyłych odsunął kopniakiem leżącego przy rannym kałasznikowa.

Malko odwrócił się i zobaczył Aminę, leżącą na boku w bezruchu charakterystycznym dla umarłych…

Drugi Palestyńczyk, skulony, jeszcze dawał oznaki życia: przez jego ciało przebiegały krótkie, mimowolne skurcze.

Jeden z wybawców Malko omiótł ogród światłem latarki, podniósł desert eagle, który wypadł z ręki młodego Palestyńczyka i wsunął go za pasek spodni.

Inny mężczyzna miał krótki rosyjski pistolet maszynowy borko, ostatni krzyk mody.

Jeszcze inny zebrał przedmioty, które Amina wyjęła z kieszeni Malko, podał mu je z uśmiechem i powiedział:

— You come!

Było to pierwsze angielskie słowo, jakie usłyszał, więc poszedł za Palestyńczykiem pełen wdzięczności.

Nie znał swoich wybawców, lecz gdyby nie oni, leżałby teraz na dnie dołu z roztrzaskaną głową…

Malko wsiadł do małego samochodu, którego siedzenia były obciągnięte pokrowcami.

Auto natychmiast ruszyło.

Siedział z tyłu, kołysał się na ostrych zakrętach i patrzył na mijane po drodze ciemne fasady domów, nie wiedząc, dokąd jedzie.

Wrócił do życia, lecz żołądek wciąż miał ściśnięty.

Kwadrans później samochód zatrzymał się przed czarną bramą.

Przedtem jeden z jego wybawców długo rozmawiał przez swój telefon komórkowy.

Światło elektryczne oślepiło Malko, który dopiero po chwili zorientował się, że trafił do kwatery głównej generała el Husseiniego.

Odprowadzono go do windy i po chwili znalazł się na czwartym piętrze „piramidy”.

Generał, ubrany w samą koszulę, czekał na niego przy wejściu do biura.

— Nie sądziłem, że tak szybko pana zobaczę — powiedział po prostu, z dwuznacznym uśmiechem.

— Wiem od moich ludzi, że wyszedł pan cało z opresji.

Proszę, niech pan wejdzie.

Malko wszedł za generałem do biura.

El Husseini wziął z półki napoczętą butelkę Otard XO, napełnił kieliszek i podał go swojemu gościowi.

— Piję ten koniak tylko przy specjalnych okazjach — powiedział.

— Pan często mi ich dostarcza. Musi go pan potrzebować.

Malko był tak poruszony, że mógłby pić alkohol, aż zacznie go palić.

Koniak spływał łagodnie po jego podniebieniu, a po tem niżej, sprawiając, że kula w gardle, która wciąż przeszkadzała mu oddychać, zaczęła znikać.

Usiadł i zapytał pewniejszym głosem:

— To pańscy ludzie mnie uratowali?

— Tak, oczywiście.

— Jak mnie znaleźli?

— Nigdy pana nie zgubili…Kazałem pana pilnować od czasu ostatniego ataku, którego padł pan ofiarą.

— Sądził pan, że zdarzy się coś takiego, jak dzisiaj?

Twarz Palestyńczyka wyrażała powątpiewanie.

— Izraelczycy mają długie ręce — powiedział. — Powinien pan to wiedzieć.

Ale o tym porozmawiamy później. Lepiej pan się czuje?

— Tak, lepiej.

— Wobec tego chodźmy na kolację, jeśli pan ma ochotę.

Wyraz jego twarzy wskazywał, że nie zamierza dyskutować.

Lecz Malko nie upierał się.

Szary mercedes z ochroną i kierowcą czekał na dole.

Kiedy ruszyli, pojechał za nimi zwyczajny, nierzucający się w oczy samochód.

Przez całą drogę nie zamienili ani słowa.

W końcu auto znalazło się przed nowoczesnym budynkiem przy Tarak Ben Ziad Street, we wschodniej części miasta.

Generał wysiadł z jednym ze swoich ochroniarzy, a Malko szedł krok w krok za nim.

Budynek był niedokończony: wszędzie zwisały przewody elektryczne, stosy worków z cementem leżały w hallu, gdzie nie położono jeszcze posadzki, a winda była wyścielona od wewnątrz zielonymi płachtami.

Pojechali na jedenaste piętro.

Generał el Husseini otworzył solidne drzwi i przepuścił agenta CIA przodem.

Malko zobaczył ogromny, zajmujący całe piętro pusty apartament, ze wspaniałym widokiem na Gazę.

Ochroniarz dyskretnie położył torbę na ziemi i zniknął.

Szef Mukhabaratu zadzwonił i stara kobieta z głową zakrytą chustą wynurzyła się z mroku.

Generał powiedział do niej kilka słów, zanim wyjaśnił Malkowi:

— To jest nowe mieszkanie, do którego dopiero się wprowadzam.

Tutaj możemy spokojnie porozmawiać. Wiem, że nie ma tu izraelskich mikrofonów.

Nie ma nawet jeszcze telefonu. Proszę się rozgościć.

W mieszkaniu nie było nawet mebli, za wyjątkiem stolika do brydża pośrodku obszernego, pustego salonu i kilku krzeseł.

W rogu pokoju, obok stojącego na taborecie telewizora, leżał na podłodze materac.

El Husseini uśmiechnął się do Malko.

— Jest tu dość skromnie, ale w tym mieszkaniu nikt nas nie może podsłuchać.

Mówiłem panu ostatnio, że nie jestem pewny mojego biura.

Nie zmieniłem zdania. Tutaj może pan rozmawiać ze mną o wszystkim.

Służąca przyniosła na tacy Defendera Success i butelkę wódki Moskowskaja, lód i dwa kieliszki.

Generał obsłużył ich, sobie nalewając na trzy palce szkockiej z odrobiną lodu.

Podniósł do góry kieliszek.

— Powodzenia!

Malko wypił trochę wódki i przeszedł od razu do sprawy, która go nurtowała:

— To nie Izraelczycy chcieli mnie dzisiaj zabić, tylko Palestyńczycy.

— Ma pan rację — potwierdził generał El Husseini.

— Ktoś się nimi posłużył.

Amina Jawal naprawdę sądziła, że porywa się na izraelskiego szpiega.

Dlatego zorganizowała zasadzkę z pomocą swojej grupy młodych bojowników, wszystkich równie uczciwych i szczerych jak ona.

— Kto im podsunął ten pomysł?

— Jeszcze nie wiem. Ale pewnie dowiem się tego.

Jedyną osobą, która mogła powiedzieć całą prawdę, była ta młoda kobieta.

Niestety, ona nie żyje.

— Pańscy ludzie ją zabili — powiedział Malko.

— Szkoda — odparł generał.

— Ale gdyby tego nie zrobili, nie siedziałby pan teraz ze mną.

Miała pana zabić.

— Skąd dowiedzieliście się o tej pułapce?

— Na tym polega nasza praca — powiedział generał.

— Kiedy zobaczyliśmy pana na manifestacji LFWP, domyśliliśmy się czegoś.

Jeden z moich ludzi poszedł do domu, gdzie pana za brano i zobaczył grób przygotowany dla pana…

To oczywiste.

— Wobec tego, dlaczego nie wkroczyliście wcześniej?

— To była pomyłka. Interweniować miała inna grupa, która się zgubiła.

Dopiero seria z kałasznikowa pozwoliła im ustalić położenie domu.

Wtedy Malko chciał wziąć swój paszport.

1 ... 34 35 36 37 38 39 40 41 42 ... 59
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)