Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Kochaj albo rzuć». Краткое содержание книги:

Trzecia i ostatnia część sagi o Pawlaku i Kargulu.Tym razem Kargul i Pawlak wraz z wnuczką Anią odbywają daleką podróż- aż do Chicago. Jadą tam na zaproszenie brata Pawlaka, Johna. Niestety, na miejscu okazuje się, że Jaś niedawno zmarł. Nasi ulubieńcy dowiadują się także, że miał nieślubną córkę. Shirley… jest Mulatką. Ania szybko się z nią zaprzyjaźnia, natomiast jej dziadkowie długo nie mogą pozbyć się uprzedzeń… Znakomita komedia, młodym ludziom powinna przypaść do gustu najbardziej właśnie ta część trylogii o przesiedleńcach zza Buga.
1 ... 34 35 36 37 38 39 40 41 42 ... 59
Перейти на страницу:

Rozdział 33

Kaźmierz Pawlak w czarnym ubraniu stał na podjeździe domu ' pogrzebowego, a lekki wietrzyk rozwiewał mu resztę siwych włosów. Stał na tle rozpiętego na szybie białego orła ze złotą koroną i wypatrując czerwonego mustanga Septembra-Juniora wcale nie zwracał uwagi na zajeżdżające limuzyny. Wielkie jak wozy cyrkowe samochody, zgrzytając oponami po wyżwirowanym podjeździe, zatrzymywały się przed wejściem do Funeral Home. Trzaskały drzwi, a pasażerowie wysiadali, pozdrawiając się radosnymi okrzykami i machaniem ręki, jakby wszyscy wybrali się na „ piknik, a nie na pogrzeb. Nikt nie zwracał uwagi na Pawlaka, nikt go bowiem tu nie znał, a on patrzył na wyszczerzone w uśmiechu zęby, słuchał krzyżujących się rutynowych pytań – „Haw are you? – z równie rutynowymi odpowiedziami – „Okey, fine!” Sam biały budynek Funeral Home braci Malec starał sięjak najdalej odsunąć skojarzenia z odejściem na wieczny spoczynek: podpierające okap nad wejściem kolumny miały sprawiać wrażenie, że przybyło się do letniej rezydencji, w której można mile spędzić czas; wymalowany na szybie orzeł miał skrzydła, których kształt każdemu, kto znał historię Polski, musiał się kojarzyć z husarią; przed domem pogrzebowymwyłożony był zielony chodnik udający trawę, by od pierwszej chwili uczestnictwo w pogrzebie kojarzyło się wszystkim z wycieczką na łono natury lub polem golfowym. Więc przybywający na pogrzeb goście zachowywali się tak, jakby klient domu pogrzebowego braci Malec zaprosił ich na party, którego atrakcją ma być pieczenie barana na rożnie. Witając się radośnie ze sobą sprawiali wrażenie osób, które przybyły złożyć nieboszczykowi życzenia urodzinowe długich lat szczęśliwego życia. Trzymali się zasady, że umierać trzeba tak, jak trzeba tu żyć: robiąc wrażenie człowieka zadowolonego z siebie, kogoś, kto osiągnął wszystko, co mógł osiągnąć. Jeśli obcowanie z kimś takim za jego życia było przyjemnością, napawało optymizmem, dlaczego miałoby być inaczej po jego śmierci; wszak tu do końca obowiązuje zasada keep smiling z której nawet nieboszczyk nie jest zwolniony. Funeral Home „White Eagle” braci Malców zapewniał same wygody: tabliczka na szybie zapewniała, że Tu mówi się po polsku zaś duża tablica, zwrócona ku highwayowi, gwarantowała klientom wykwintne pogrzeby oraz Cmentarz z pięknym widokiem. Nad głową Pawlaka wiatr poruszał niczym skrzydłami wiatraka wielką białą gwiazdą, na której bracia Malec wypisali zachętę dla wszystkich przejeżdżających highwayem: Wstąp, a nie pożałujesz! I o wiarygodność tej zachęty zabiegał cały czas właściciel Funeral Home. Witał gości uśmiechem, który miał zapewnić wszystkich przekraczających próg jego firmy o tym, że czekają ich tu wspólnie spędzone przyjemne chwile. To – ich przekona, że w razie przejściowych kłopotów z istnieniem warto swoją przyszłość złożyć w jego ręce… Pan Robert Malec, zwany Malec One, był jednym z dwóch Malców, którzy prowadzili Funeral Home „Biały Orzeł”. Bracia podzielili się zadaniami: Malec One chudy, z głową kondora, z zawodowo ponurym – lecz zarazem zachęcającym uśmiechem na twarzy, był przeznaczony do kontaktów z klientami polskimi. Grubszy – Malec Two – który w tej chwili zajęty był w podziemiu prowadzeniem baru dla przybyłych gości, nauczył się hiszpańskiego, by obsłużyć prężną mniejszość etniczną, jaka powoli wypierała z tych przedmieść ludzi z polskim rodowodem. Dla obu braci Malców najważniejszą osobą dzisiejszej uroczystości był nie nieboszczyk, John Pawlak, nie jego brat ani przybyła z kraju rodzina, lecz Teddy September. To on zatwierdzał kosztorys całej ceremonii, on podpisywał czek za trumnę pierwszej kategorii, pogrzeb pierwszej klasy, za księdza i przygotowaną w restauracji Teresy Gardnerowej stypę. Dlatego też Gardnerowa, stojąc teraz w przedsionku Funeral Home braci Malec, czujnym wzrokiem przeliczała zjeżdżających się uczestników tego żałobnego party: przyjęcie opłacone z góry, im mniej gości, tym większy zysk… Tego wszystkiego Kaźmierz Pawlak wcale nie był świadom. W głębi domu pogrzebowego, przypominającego swym zapachem drogerię, leżał jego zmarły brat, a Kaźmierz wciąż czekał na kogoś żywego, bez kogo rozpoczęcie ceremonii uważał za zdradę wobec Jaśka. Wspinał się na palce, by nad bukszpanowym żywopłotem dojrzeć wreszcie czerwony samochód „Mustang” z Septembrem-Juniorem i siedzącą obok córką Johna. W nim cała nadzieja. Wszak obiecał Ani odnaleźć pannę Shirley-Glynesse Wright. Dostrzegł przynaglające spojrzenie Malca One, który podciągnął mankiet koszuli, by odsłonić zegarek: człowiek może sobie umrzeć, ale czas idzie naprzód.

1 ... 34 35 36 37 38 39 40 41 42 ... 59
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)