Kochaj albo rzuć
- Автор: Мулярчик Анджей
- Язык: польский
- Жанр: Современная русская и зарубежная проза
Электронная книга - «Kochaj albo rzuć». Краткое содержание книги:
Septembrów nie wygra. Na tym parkiecie Junior siedem lat temu złamał nogę i wystąpił o odszkodowanie. Ogłosił, że udział w „polka-party” grozi utratą zdrowia i właściciel „Czerwonych Maków”, bojąc się ruiny, wypłacił mu tysiąc dolarów! To były pierwsze zarobione przez Juniora pieniądze. Teraz pan Kwiatek czujnie obserwował Juniora. Chłopak w trakcie polki przyciskał Anię, bez przerwy przekonując ją, że make love it s big fun! -Mam zazdrosnego męża…
– Zazdrość to jego kłopot – Junior nie przestawał ją przekonywać, że miłość to wielka frajda, o czym śpiewałjego przyjaciel, Bobby Vinton.
– To ty go znasz?! Więc była w towarzystwie kogoś, kto mógł się powołać na przyjaźń z taką gwiazdą?! Będzie miała o czym opowiadać! – O yes – bez wahania potwierdził Junior.
– Jego żona była moją dziewczyną, a jego dziewczyna została moją pierwszą żoną. Spotykamy się często u adwokatów… Późnym wieczorem mustang zajechał przed dom Johna Pawlaka: Junior spodziewał się nagrody za swoje starania na rzecz rodziny Ani.
– Kiedy dasz się pocałować? – spytał, gdy Ania lekko musnęła na pożegnanie wargami jego policzek.
– Jak znajdziesz Shirley! – Zrobiłem wszystko, co mi przyszło do głowy.
– Może jutro dać ogłoszenie w jakiejś polonijnej gazecie? – Nie -zdecydował Junior.
– Lepsze będzie FBI.
– FBI? – wykrzyknęła Ania.
– Przecież Shirley nie jest kryminalistką! – Skąd wiesz? – Bo u nas w rodzinie nikt jeszcze w więzieniu nie siedział, chyba że za poglądy! – U nas nie trzeba mieć poglądów, żeby siedzieć – nieomal z dumą stwierdził Junior.
– To wolny kraj!
Rozdział 31
Drzwi otworzył jej Franciszek Przyklęk. Patrzył na oddalającego się mustanga ze zbolałym wyrazem twarzy, jakby ryk silnika raził jego absolutny słuch.
– Widziałem was – powiedział głosem człowieka, który odkrył czyjeś wiarołomstwo. Przez grube szkła okularów patrzył na Anię człowiek, który do serii swoich życiowych pechów i klęsk miał dodać jeszcze jeden epizod. Co mógł na to poradzić, że pojawienie się Ani przypomniało mu, że oprócz słuchu absolutnego, który wyróżniał go spośród milionów, posiadał kiedyś także seksualne tęsknoty. Ich dowodem mogła być dwójka dzieci, czekająca już dziesięć lat na powrót tatusia. Ania obudziła w nim tęsknotę do miłości i poczucie, że nie jest jeszcze tylko byłym mężczyzną… Czekając na jej powrót siadł przy fortepianie i wtedy poczuł głęboką więź z mistrzem Ignacym Paderewskim, który kiedyś spędził w tym domu jedną noc – i -to nie sam. Świadczył o tym ów list, na który przypadkiem natrafił Franciszek, grzebiąc w śmieciach Biblioteki Polskiej. Na pożółkłym papierze mistrz dziękował za tę gorącą noc w Chicago, która dała mu możność zespolenia się duchowego,i cielesnego z Ojczyzną. Jakże musiał się czuć w tym mieście samotny, skoro tak bardzo potrzebował tego zespolenia duchowego i cielesnego! Pod tym względem stroiciel nic a nic nie różnił się od mistrza! Może ten dom zawierał w sobie takie przeznaczenie, by zespalać ludzi duchowo i cieleśnie? Już od pierwszego wieczora poczuł, że ta dziewczyna budzi w nim te same soki, które krążyły w jego ciele, gdy poznał swoją żonę. Poczuł się zagrożony, gdy Ania udała się z Juniorem na poszukiwanie Shirley-Glynesse Wright, ajuż całkiem się załamał, ujrzawszy ich wśród uczestników „polka-party”. Wtedy właśnie zszedł na dół i dla pustych ścian zaczął grać koncert a-moll Ignacego Paderewskiego. Chciał zagłuszyć ból akordami, ale choć miał słuch absolutny, to prawą rękę po pechowym upadku z drabiny nie całkiem władną, więc koncert przypominałnieco taniec kulawego.
– Jak mogłaś pójść na „polkę-party” przed pogrzebem Johna? – zaatakował ją teraz.
– Ja ukryłem to przed twoimi dziadkami.
– Dla Shirley to zrobiłam! – usprawiedliwiała się Ania.
– Aniu! Tylko nie wierz temu Juniorowi! – przypadł ustami do jej dłoni.
– Ty jesteś dla mnie jak ktoś najbliższy! Znam cię przecież od kołyski! Dlaczego się dziwi? Dlaczego patrzy na niego jak na szaleńca? Przecież John wiele razy opowiadał mu o niej. Od niego wie, jak się darła w czasie chrztu w kościele. Zna jej zdjęcie ze ślubu…
– I co z tego? – Ania czuła, że tego samego dnia już po raz drugi będzie musiała komuś udowodnić, że dla niej liczy się tylko jej mąż. Stroiciel miętosił jej rękę i jąkając się z przejęcia wprowadzał ją w stan swej duszy: ich spotkanie to nie przypadek! Ania jest tak podobna do jego żony, że mogłaby być jej młodszą siostrą. Przez dziesięć lat pobytu w Chicago był wierny Marcie, ale na widok Ani poczuł się o dziesięć lat młodszy. Pragnie jej! Pragnie jej, jak pragnąłby nastroić fortepian w filharmonii warszawskiej przed koncertem w rocznicę urodzin mistrza Paderewskiego! – Dlaczego nie wracasz do domu? – ostudziła jego zapały.
– Bo się wstydzę, że nic nie zarobiłem! – zanurzył w dłoniach pomarszczoną cierpieniem twarz.
– Jeśli tak ci przypominam żonę, to nie lepiej do niej wrócić? Nie, nie może do niej wrócić, nie odzyskawszy wiary w siebie! A tę wiarę może mu dać tylko Ania! Jest dla niego nie tylko kobietą, lecz także Ojczyzną! Niech pamięta, że w tym domu mistrz Ignacy spędził upojną noc, która pozwoliła mu odrodzić się duchowo i cieleśnie! Dobry uczynek jakiejś patriotki przeszedł do historii. Niech i ona zdobędzie się na dobry uczynek, niech poda pomocną dłoń rodakowi zagubionemu na bezkresnym oceanie amerykańskiego tygla narodów… Chwycił ją w ramiona, szukając ustamijej ust, ale w tej chwili rozległ się głos Pawlaka: – Ania, a gdzież ty do tej pory telepała sia?! Zapomniawszy, że tu czarne bez opamiętania gwałcą?! Kaźmierz Pawlak w długiej nocnej koszuli stał na schodkach i patrzył z wyrzutem na wnuczkę.
– Byłam pod opieką Juniora! – A czy aby on nie za bardzo chętny tobą opiekować sia? – dociekał Kaźmierz.
– Bo ze mnie niespotykanie spokojny człowiek, no jakby on chciał wobec mojej wnusi a żony Zenobiusza Adamca nieprzystojnie zachować się, to kolacji on nie dożyje, tak mi dopomóż Bóg! Choć adresował te słowa do nieobecnego Septembra-Juniora, to miał nadzieję, że dotarły one do uszu człowieka, który odznaczał się absolutnym słuchem.
– I jak, znalazła Shirley? – Jeszcze nie. Ale Bob obiecał, że poszuka jej przez FBI.
– A coż to jest? – dopytywał się Pawlak. Zanim Ania zdążyła wyjaśnić, pierwszy odezwał się Franciszek Przyklęk: – Oni zajmują się przestępstwami przeciwko rządowi i konstytucji: Pawlak z przerażeniem spojrzał na stroiciela, po czym przeniósł wzrok na Kargula, który w nocnej koszuli stał na szczycie schodów.
– Ot tobie na! Gdzie my popadli! U nas dawno partia przeciwko konstytucji mąci, a nikt nie śmie policji na nią nasyłać! – Co chcesz, wolny kraj – stwierdził Kargul z wyższością człowieka o szerokich horyzontach.
– Tu nawet na policję nie ma mocnych! -Nu, kłopot serdeczny – westchnął Pawlak.
– A jak, nie daj Boże, ona antyrządowa nie jest, tak jak oni ją znajdą?
Rozdział 32
Ciężka to była noc dla Pawlaka: widząc, że Franio Przyklęk nie spuszcza oczu z jego wnuczki, na wszelki wypadek postanowił czuwać nad jej spokojnym snem. Usiadł w nocnej koszuli na fotelu, by mieć oko na drzwi pokoju stroiciela. Siedział na warcie tak samo jak niespełna dwa lata temu, kiedy pilnował Zenka Adamca, by ten nie opuścił przypadkiem swego pokoiku na górce i nie poszukał drogi do swej wybranki… Przyjdzie ciebie na zawsze pożegnać, Jaśku, ale ty prosto do nieba pokołdybasz sia, a nam tu przyjdzie zostać i ostatnią twoją wolę spełnić. Czy mnie mogło nawet przyśnić sia, że ty tu w Ameryce naszą krew zaplenisz? Nu, przykro powiedzieć, ale mógł tyjakoś mnie uprzedzić, że ty przeciwko szóstemu przykazaniu zgrzeszywszy, Pawlaczkę na ziemię Kolumba sprowadził. Aj, Jaśku, nie miał ty do bab szczęścia. Jakeś się w Marcysi od Szałajów zachwycił – boś tak przecie naszej mamie, świeć panie nadjej duszą, w oczy powiedział-toś musiał na poniewierkęjako przymusowy emigrant iść, zostawiwszy Marcysię na bezlitosny żer historii. Coż zrobić, kobieta letka do grzechu, a przy tym w piękne słówka chętna wierzyć. Jak usłyszała od bolszewików, że teraz władza przechodzi w ręce ludu pracującego miast i wsi, tak do tego stopnia ona pogłupiała, że kochanką majora NKWD, Miszy Bobywańca ostawszy sia, w nocnej koszuli przy gramofonie na balkonie domu hurtownika Langnera tańczyła. Ty, Jaśku, nawet żeś o tym nie wiedział, tylkoś czekał na koniec wojny, żeby daną Marcysi przysięgę spełnić; bo my, Pawlaki, z języka świdra nie robim. Nu, kłopot serdeczny, bo jak już ty o jej politycznym i moralnym upadku dowiedział sia, to pewnie z tej żałości poszukał tu poratowania u jakiejś polskiej kobity, bo na obczyźnie ciężko w samotności żyć. Ciekawość tylko, czemu ty jej do ołtarza nie doprowadził, jak się należy wedle praw boskich i ludzkich? Tylko jedno mi do głowy przychodzi: może przez to ty nie mógł zdecydować sia, że ona mogła nie być samo-swoja! Nu, kłopot serdeczny ty nam tym grzechem sprawił, ale my spełnimy ostatnią wolę twoją i tę dziewczynę, coś ją na świat powołał, odnajdziemy, bo czego to nie robi się dla rodziny… Taką rozmowę przeprowadził tej nocy Kaźmierz Pawlak ze swym bratem Johnem, cały czas w koszuli nocnej czuwając nad bezpieczeństwem wnuczki. Tylko oczyma kontrolował sytuację, bowiem głowę miał obwiązaną ręcznikiem, by odciąć się od przerażających odgłosów chicagowskiej nocy, wypełnionej strzałami, jękiem karetek policyjnych i rykiem pozbawionych tłumików motocykli…… I na co myśmy sobie brali na głowę ten kłopot w postaci wnusi naszej? Ile to już nocy w życiu przez nią człowiek nie przespał, od grzechują strzegąc? Zenek do niej podchody robił, ale ten przynajmniej w prawie był, bo jej życie uratował, z wody w kamieniołomach ją wydobywszy. A ten Franio oczy na nią stawia jak dziad na cudowny obraz! Zawsze mówiłem, że każdy łysy to bezlitośnie podejrzany pod kątem grzeszności: żonkę on w Polsce zostawił, a naszą Anię ślipiami liże jak krowa jęzorem swój pomiot po wycieleniu! Spać się chce, ale coż ty zrobisz, człowiecze, kiedy my oba Zenkowi przysięgli, że z Ani oka nie zdejmiemy? My tu za rodziną murem stoimy, a ten John taki wstyd nam zrobiwszy, że tylko siadłszy płacz! Tak jak się do tego w Rudnikach przyznać? E, zresztą czy to moje zmartwienie, że brat Kaźmierza bajstruka wystrugał? Najwyżej Kaźmierz, jak się wstydu naje, to trochę przykucnie, bo z charakteru to on na Heroda do szopki pasuje. On; gotów wszystkim wpierać, że to przeze mnie Jaśko w grzech popadł, bomja go do emigracji zmusił! Awo, patrzaj! A czy ja jemu kazał kosą się na mnie zamierzać? A czy ja jemu kazał z jakąś cudzą babą kłaść sia, żeby potem na mnie owoce jego grzechu spadły? Taż ile to teremedii Kaźmierz wyczyniał, jak Zenek nie chciał kościelnego ślubu brać, a teraz on musi ogon pod siebie podwinąć i do łepety swojej dopuścić, że brat jego, Jaśko, prosto jak jaki bolszewik o dobrych obyczajach zapomniawszy w tej Ameryce, wystrugał bajstruka i nam na sumienie spuścił! Dałby Bóg, żeby te ichnie amerykańskie UB gorszejak nasze okazało sia i tej pannicy nie naszło… Takie myśli kłębiły się pod czaszką Kargula, kiedy wsparty o poduszki trwał z otwartymi oczami, bacząc na wszystko, co działo się na korytarzu domu Johna Pawlaka… Czy oni wszyscy razem oszaleli? Co im odbiło? Junior chce się całować, Franiowi przypominamjego żonę! Czy oni tu w Ameryce żyją tylko seksem?! Junior może pomóc znaleźć pracę, ale będzie chciał za to dostać „znaleźne”. Od dziadków żadnego grosza nie zobaczę, a przecież nie mogę wrócić bez kapitału na fiacika. Wyjdę na głupią, gdy z Ameryki wrócę goła. O Boże, niech się do jutra znajdzie ciocia Shirley. Ona mi na pewno pomoże! Całe szczęście, że dziadek Jan nie był taki święty, za jakiego go dziadkowie uważali. Cudownie, że machnął bachora! Shirley będzie moim oparciem. Ciekawe, czy Bob spełni obietnicę i ją znajdzie? Dobrze, ale co wtedy? Czy będę musiała przyjąć jego warunki? No cóż, czego to nie robi się dla rodziny… Ania miotała się w gorącej pościeli, szukając w myślach najlepszego wyjścia. Przypomniała jej się zapowiedź końcowa radia „Chicagowski Kogutek”: „Jutro będzie lepszy dzień! Zaświeci dla nas słońce, uśmiechnij się z nadzieją i ufnością!” Zasypiając uśmiechnęła się w oczekiwaniu na dzień pogrzebu Johna Pawlaka, który zapewne wyjaśni wiele spraw…