Wielkie Wrota
- Автор: Сандему Маргит
- Язык: польский
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Wielkie Wrota». Краткое содержание книги:
Na szczęście ani Tiril, ani nikt z jej bliskich nie zauważył, że w ostatniej chwili doszło do straszliwej katastrofy, w wyniku której czarnoksiężnik i jego najstarszy syn nie zdążyli przejść przez Wrota…
Dzieci chodziły do szkoły, teraz już do wyższej, ale właśnie miały ferie.
Erling otworzył furtkę. Żadne z nich nie wspomniało o tym, o czym oboje myśleli. Szczerze mówiąc, dwoje wnucząt przysparzało im nieco zmartwień. Berengaria płocha i roztrzepana, oraz bardzo do niej podobny Jori.
Najgorsze, że w realizację swoich szalonych pomysłów wciągali resztę młodzieży.
Że też ten chłopiec w najmniejszym stopniu nie przejął spokoju Uriela, wzdychała często Theresa. Natomiast szaloną naturę Taran odziedziczył w całości.
– Zjawił się też Armas, jak widzę – ucieszył się Erling. – W takim razie możemy być spokojni. On utrzyma porządek. On, Jaskari, a także Elena stoją obiema nogami na ziemi. Podobny charakter ma Oko Nocy i, jak widzę, on też już przyjechał.
– Jaka to wspaniała gromadka – zachwycała się Theresa, stojąc na ogrodowej alejce, wysadzanej pięknymi różami. – Żeby tylko nie wymyślili czegoś, co wystawi cierpliwość Obcych na próbę.
– Miejmy nadzieję, że będą panować nad temperamentami. A jak się czuje Tiril?
– Myślę, że dobrze – odparła Theresa, gładząc dłonią dorodny bladoróżowy kwiat – ale ona nigdy nie zapomni.
Erling przystanął również.
– Myślisz, że nie zamierza wyjść ponownie za mąż?
– Starających się ma kilku, ale dla niej istnieje tylko Móri. Żaden inny mężczyzna nie może się z nim równać.
– Czy nie mogłaby się zgodzić na kogoś chociaż w połowie tak dobrego? Ciągle się boję, że ona w końcu poprosi o to, by mogła umrzeć.
– Dopóki ma dzieci i wnuki, to chyba nie, ale przecież one się wkrótce usamodzielnią… Dobry Boże…
Theresa wyprostowała się, zapomniała o róży, którą dopiero co podziwiała.
– Co się stało? – zapytał Erling.
– Dlaczego myśmy o tym nie pomyśleli wcześniej? Cóż za idioci!
– Z pewnością od czasu do czasu bywamy niemądrzy, ale co teraz masz na myśli?
– Po prostu uświadomiłam sobie, co sprawia, że ona ciągle ma nadzieję. W każdym razie jeśli chodzi o Dolga.
– A ja wciąż tego nie rozumiem.
– Czy nie pamiętasz, że dopóki żyje Dolg, żyje również Nero? I odwrotnie. Oni mogą umrzeć tylko razem.
Erling stał bez ruchu.
– Rzeczywiście, zapomniałem o tym – rzekł matowym głosem.
– Och, Dolg, mój kochany Dolg – jęknęła Theresa. – Jak mało go znaliśmy. Dlatego pewnie też kochaliśmy go najbardziej z całej trójki wnuków.
– Z pewnością. Tak trudno było go zrozumieć, a poza tym zdawaliśmy sobie sprawę, jaki los go czeka.
– I nie koniec na tym. Kto mógł sobie wyobrazić, że to właśnie on i Móri nie będą mogli przekroczyć Wrót.
– Przeklęci rycerze! Ich straszne łapy wyciągają się za nami aż tutaj – powiedział Erling z goryczą. – Czy naprawdę nie ma żadnej możliwości, by ktoś z nas mógł wyjść na Ziemię i podjąć poszukiwania?
– Żadnej, absolutnie żadnej. Tiril przecież tyle razy pytała, próbowała dosłownie każdego sposobu, ale ja myślę, że ona nie zapomniała tak jak my o tej sprawie z Dolgiem i Nerem.
– Zastanawiam się, czy mimo wszystko Obcy nie mogliby podjąć poszukiwań?
– Chodzi ci o to, czy oni nie mogliby wyjść jakimiś własnymi drogami? Cóż, na to nie mamy wpływu…
Z domu rozległo się wołanie Taran:
– Jeśli napodziwialiście się dość już moich pięknych róż, to może moglibyśmy zacząć przyjęcie? Jori od dłuższego czasu stara się spróbować śmietankowego tortu.
– O mój Boże, a ja myślałam, że on jest zbyt dorosły na takie rzeczy – uśmiechnęła się Theresa do Erlinga.
– Mam do ciebie prośbę: nie mówmy na razie nic na temat Dolga i Nera, dobrze?
– Nie, oczywiście, że nie. Przecież i tak chyba tylko Tiril zdaje sobie sprawę z tego, co oznacza fakt, że Nero żyje.
– I nic dziwnego, że nigdy się z nim nie rozstaje. O mój Boże, iluż to młodych gości się zebrało! Myślisz, że to nie będzie zbyt męczące?
– To są ich szkolni koledzy. Cała trójka naszych wnuków chodzi przecież do tej samej klasy. Tylko Armas uczy się w szkole Obcych w północnej części kraju. Odwagi, Thereso, nie jesteśmy jeszcze tacy starzy.
– No pewnie – roześmiała się Theresa. – Patrz, idzie Tiril z Nerem, zaczekajmy na nich.
Urodzinowe przyjęcie minęło spokojnie i większość gości rozeszła się już do domów. Wszyscy byli podnieceni i radośni. Zostało tylko sześcioro przyjaciół, którzy nie chcieli się jeszcze rozstawać. Ktoś wpadł na pomysł, by wybrać się na niewielki spacer, co wszyscy przyjęli z radością.
Taran też się ucieszyła, że wyszli, będzie mogła spokojnie posprzątać po orgii obżarstwa.
Co prawda zbliżała się pora snu, ale któż by się przejmował takimi sprawami w czasie ferii szkolnych, zwłaszcza że przecież w tym kraju światło trwało przez całą dobę.
– Chodźcie, pójdziemy brzegiem Złocistej Rzeki – rzekł Armas. – Nie byłem tam już bardzo dawno, a w ogóle to zawsze miałem ochotę zobaczyć, skąd ona wypływa.
Wszyscy natychmiast przystali na propozycję, tylko Jori, który niechętnie brał udział w nazbyt spokojnych przedsięwzięciach, zawołał, że najlepiej będzie, jeżeli wyruszą jego nową gondolą, którą dostał na urodziny. To całkiem nowy typ gondoli, porusza się zarówno w powietrzu, jak i na wodzie. Jori cieszył się ogromnie z prezentu i niechętnie zostawiłby pojazd w domu.
Ów pomysł Joriego miał im wkrótce uratować życie, ale na razie jeszcze o tym nie wiedzieli.
To podniecające być poza domem w porze snu, zwłaszcza że surowo przestrzegano zasad, cała społeczność musiała się im podporządkowywać, w przeciwnym razie bowiem powstałby w kraju trudny do opanowania chaos. Młodzi ludzie jednak zawsze uwielbiają nocne spacery i fakt, że w Królestwie Światła nigdy nie zapada zmrok, nie miał tu nic do rzeczy. Ta noc była zresztą wyjątkowa, poza tym mieli pozwolenie rodziców. Tylko Rafael i Amalie trochę protestowali. Berengaria nie skończyła jeszcze szesnastu lat. Miała jednak swoje sposoby, żeby przekonać rodziców, więc wkrótce i oni się zgodzili.
Kiedy znaleźli się już nad rzeką i pojazd Joriego delikatnie osiadł na połyskującej złotem wodzie, stwierdzili, że powietrze jest tej nocy dziwnie czyste, a wokół panuje niezmącony spokój. Nie było w tym świecie błękitnego nieba, które mogłoby się odbijać w wodzie, wszędzie panowało złociste światło. Glosy dźwięczały donośnie, na wzgórzach, za plecami spacerowiczów, leżały pogrążone we śnie zabudowania. Okna w domach szczelnie pozamykano, nikt nie mógł widzieć młodych, którzy odważnie wędrowali w górę rzeki. Berengaria była ogromnie podniecona.
Nagle Elena przystanęła.
– Cii! Słyszeliście?
Rzeczywiście, przystanęli i zaczęli nasłuchiwać jakichś okropnych, „śmiertelnych jęków”, dochodzących z daleka.
– Tutaj słychać je dużo wyraźniej niż w domu na Zachodnich Łąkach – rzekł Oko Nocy.
– Masz rację – potwierdził Jori. – Złocista Rzeka znajduje się bliżej Ciemności.
Berengaria wsunęła dłoń w rękę Jaskariego.
– Myślicie, że oni mogą tutaj przyjść?
– Oczywiście, że nie – odparł Jaskari. – Nie przedostaną się przecież przez mur.
Ruszyli znowu. Znajdowali się teraz bardzo daleko od domu. Dalej niż kiedykolwiek w tym kierunku zaszli, nie widzieli już stąd swojej osady. W ogóle żadnej osady.
Elena szła z tyłu za innymi i przyglądała im się w ostrym, złocistym świetle nocy. Patrzyła na małą sylwetkę Berengarii i wzdychała w głębi duszy z goryczą. Mama Berengarii jest duża i niezdarna, myślała. Córka jednak odziedziczyła urodę po swoim pięknym, romantycznym, delikatnie zbudowanym ojcu, Rafaelu. Moja matka jest drobna i krucha, we wszystkich mężczyznach budzi instynkty opiekuńcze. Jest śliczna jak rzadko kto, ta moja mama Danielle. Ja natomiast wszystko wzięłam od ojca, dużego i silnego chłopskiego syna. Bardzo kocham tatę, ale dlaczego los jest taki niesprawiedliwy? Dlaczego człowiek może się urodzić z talią podchodzącą pod ramiona i biodrami jak wyciosanymi z ciężkiej kłody drewna?