Śledztwo wysokich obcasach
- Автор: Halliday Gemma
- Язык: польский
- Жанр: Современные любовные романы
Электронная книга - «Śledztwo wysokich obcasach». Краткое содержание книги:
Od razu rozpoznałam Bunny ze zdjęcia z Greenwayem w jednym z brukowców. Siedziała na stołku, paliła papierosa i patrzyła, jak technicy sprawdzają kamery. Była mojego wzrostu, ale jakieś dwa kilo szczuplejsza i tak napompowana silikonem, że w każdej chwili mogła stracić równowagę i runąć do przodu. Nie wyglądała na kogoś, kto byłby w stanie zwlec ciało Greenwaya na dół i upchnąć je w kontenerze na śmieci. Musiałam jednak sprawdzić wszystkie możliwości.
– Bunny Hoffenmeyer? – zapytałam. Spojrzała na mnie obojętnie.
– Tak?
– Witam. Nazywam się Maddie… Ramirez. – Nie mam pojęcia, dlaczego podałam akurat to nazwisko. Chyba nie chciałam, żeby wiedziała jak naprawdę się nazywam. Przynajmniej dopóki się nie upewnię, że nie posiada broni.
– Cześć – powiedziała Bunny, wypuszczając dym w kierunku sufitu.
– Miło mi. Eee, czy mogłabym zadać ci kilka pytań na temat Devona Greenwaya?
– Dlaczego? – spytała podejrzliwie. No właśnie. Bardzo dobre pytanie.
– Jestem reporterką lokalnego magazynu plotkarskiego, przygotowujemy materiał o śmierci Greenwaya. Chcemy zamieścić wywiady z ludźmi, którzy byli mu bliscy.
Bunny nadal patrzyła na mnie z powątpiewaniem, więc spróbowałam ją zachęcić.
– Planujemy też zamieścić zdjęcia. Miałabyś idealną okazję, żeby się pokazać.
Na wzmiankę o zdjęciach Bunny się wyprostowała.
– Co chcesz wiedzieć?
Zabiłaś go? Po krótkim namyśle doszłam do wniosku, że to zbyt bezpośrednie pytanie. W Prawie i porządku zawsze najpierw urabiali podejrzanych. Skupiłam się.
– Słyszałam, że byłaś blisko z Greenwayem. Na jej usta wypłynął kpiący uśmieszek.
– Można tak powiedzieć.
Miałam przeczucie, że pożałuję następnego pytania.
– Jak blisko? Bunny uniosła brew.
– Od czasu do czasu chodziłam z nim do łóżka, jeśli o to pytasz. Przynajmniej nie owijała w bawełnę.
– Okay. Kiedy ostatni raz się z nim… widziałaś? Zaciągnęła się papierosem.
– W zeszły czwartek.
Ożywiłam się. W czwartek Richard odwołał kolację ze mną, żeby spotkać się z Greenwayem. Ciekawe, czy Bunny z nim była.
– Co robiliście?
– Zjedliśmy kolację w La Petite's, tej potwornie drogiej francuskiej restauracji na Ventura. Potem musiał się spotkać ze swoim prawnikiem. Takim Kenem w garniturze.
Hej! Ten Ken, jak go nazwała, był moim facetem. Chociaż musiałam przyznać, że Richard rzeczywiście trochę przypominał chłopaka Barbie. Idealna, plastikowa powierzchowność, a w środku pustka. Och.
– Wiesz, po co się spotkali?
Przechyliła głowę, przyglądając mi się uważnie.
– Nie wiem. Jakieś spotkanie w interesach. Nie moja broszka. Czułam, jak z balonika mojej nadziei schodzi powietrze. Nawet jeśli Barbie – Gwiazda Porno była obecna na spotkaniu Richarda z Greenwayem, to pewnie i tak nic nie dotarło do jej wypełnionego silikonem mózgu.
– I nie widziałaś się z nim więcej od czwartku? Powoli wypuściła dym w kierunku sufitu.
– Nie. Skończyłam z nim.
– Naprawdę? Dlaczego? – Poważnie, Greenway i Bunny wydawali się dla siebie stworzeni.
– Znalazłam u niego w kieszeni stringi jakiejś laski.
– Żony?
Bunny znowu uśmiechnęła się kpiąco.
– Skarbie, żony nie noszą takich rzeczy. To były prześwitujące stringi w lamparcie cętki. Spał z jakąś cizią.
Jestem prawie pewna, że bezwiednie skierowałam wzrok na łóżko, w którym przed chwilą Bunny nagrywała scenę. Jakoś trudno mi było uwierzyć, że jest zwolenniczką monogamii.
– Hej, to tylko praca – powiedziała wzbraniająco. – W pracy udaję. To, co było między mną a Devonem, było na poważnie. A skoro zadawał się z inną, nie chciałam mieć z nim nic wspólnego.
Byłam skłonna jej wierzyć.
– Wiesz, czyje mogły być te stringi?
Na ustach Bunny znów zagościł drwiący uśmieszek.
– Jakiejś zdziry. Myślę, że bzykał się z nią podczas lunchu, bo wtedy nigdy nie odbierał telefonu.
– Ostatnie pytanie. Gdzie byłaś wczoraj wieczorem? – Choć Bunny błyskawicznie przesuwała się w dół mojej listy podejrzanych, uznałam, że nie zaszkodzi zapytać.
– Tutaj. Kręciliśmy scenę z Lasek w wielkim mieście.
– W porządku, nie chcę zabierać ci więcej czasu. – Już miałam uścisnąć jej rękę, gdy nagle uświadomiłam sobie, że nie wiem, co przed chwilą ta ręka robiła. Tak więc tylko jej pomachałam, odwróciłam się i skierowałam z powrotem do recepcji.
– Hej, czekaj! Odwróciłam się.
– Tak?
– A co ze zdjęciami? Racja, zdjęcia.
– Fotograf wpadnie tu jutro – skłamałam. Rety, byłam w tym coraz lepsza. – Jeszcze raz dziękuję.
Kiedy znalazłam się w dżipie, wyciągnęłam swoją listę podejrzanych. Nie miałam stuprocentowej pewności, że Barbie – Gwiazda Porno nie jest moją blondynką, ale ciężko mi było wyobrazić sobie, jak włamuje się na konta Greenwaya i podprowadza dwadzieścia milionów dolarów. Nie wyglądała na zbyt mądrą. Pod „blondynka w szpilkach” dopisałam „stringi w cętki, seks podczas lunchu”. Hm… Bunny miała rację. Zalatywało zdzirą.
Wracałam właśnie czterystapiątką, patrząc, jak słońce chowa się powoli za wzgórzami, kiedy zadzwoniła moja komórka. Spojrzałam na wyświetlacz. Podrabiany Tatuś. Cholera, o czym znowu zapomniałam?
– Halo?
– Gdzie jesteś?
– Jadę czterystapiątką. Dlaczego pytasz?
– To dobrze. Twoja mama jest już w Beefcakes i zaczyna się o ciebie martwić.
Cholera! Pacnęłam się dłonią w czoło. Beefcakes.
– Właśnie tam jadę. Podrabiany Tatuś odetchnął z ulgą.
– To dobrze. Przez chwilę myślałem, że znowu zapomniałaś.
– Kto, ja? Nigdy. Milczał chwilę.
– Mads, jesteś ostatnio roztargniona. Masz jakieś problemy? Oparłam się pragnieniu wybuchnięcia maniakalnym śmiechem.
– Wszystko w porządku, Ralph. – Jasne! – Okay, muszę kończyć. Jadę przez kanion.
Rozłączyłam się, szybko zmieniłam pas na prawy i zjechałam z autostrady, kierując się do Beefcakes.
Co za tydzień. Dziwki, gwiazdy porno, a teraz jeszcze striptizerzy. Rety!
Rozdział 13
Zanim Beefcakes, położony między La Brea a Highland, stał się mekką przyszłych małżonek, rozwódek i napalonych gospodyń domowych, był barem, w którym w czasach prohibicji sprzedawano potajemnie alkohol. Pod pomalowanymi na czarno ścianami stały różowe aksamitne sofy. Pośrodku znajdował się wybieg, otoczony fioletowymi stolikami i krzesłami. Okupujące je hordy kobiet w średnim wieku, ściskające w garści banknoty, wrzeszczały i zachowywały się jak nastolatki na koncercie Hilary Duff. Wytropiłam mamę i panią Rosenblatt przy jednym ze stolików przy końcu wybiegu. Była z nimi kowbojka, istna Calamity Jane, która wydała z siebie dziki okrzyk entuzjazmu, gdy na wybiegu pojawił się Strażak Bob.
– Mads! – zawołała mama, przekrzykując ogólną histerię. Nie było po niej widać nawet śladu niedawnego załamania. Z cosmopolitanem w ręce, kiwała głową w rytm muzyki. Miała na sobie swój strój imprezowy: czarny top ze spandeksu (bez stanika, choć bardzo by się przydał), rybaczki w grochy i czerwone conversy. Z uwagi na wyjątkową okazję nie żałowała cienia do powiek i zmalowała się na niebiesko aż do brwi. Siedząca obok niej przy stoliku pani Rosenblatt włożyła długą, luźną suknię, idealnie dobraną pod kolor dwóch fioletowych krzeseł, które zajmowała.
– Dobrze się bawicie? – zapytałam, ściskając mamę.
– Mowa. Boże, Mads, ale z niego bysior, co?
Spojrzałam na Strażaka Boba, który miał na sobie ciężkie buty, szelki i prawie nic poza tym. Kiedy mój wzrok padł na jego czerwone stringi, uświadomiłam sobie, że od bardzo dawna nie uprawiałam seksu.