Ksi?ga wszystkich dokona? Sherlocka Holmesa
- Автор: Конан Дойл Артур
- Год: 2004
- Язык: польский
- Жанр: Классические детективы
Электронная книга - «Ksi?ga wszystkich dokona? Sherlocka Holmesa». Краткое содержание книги:
- Jednak w tym przypadku.
- Nigdy nie robię wyjątków. Wyjątek wyklucza regułę. Miałeś kiedyś okazję badać charakter człowieka na podstawie jego pisma? Co byś powiedział o tych gryzmołach?
- Pismo jest czytelne i regularne - odparłem. - To mężczyzna o nawykach biznesmena i dość silnym charakterze.
Holmes potrząsnął głową.
- Spójrz na te długie litery - powiedział. - Ledwie się wznoszą ponad krótkie. To „d” równie dobrze mogłoby być „a”, „l” zaś mogłoby być „e”. Ludzie o silnym charakterze zawsze odróżniają wysokie i niskie litery niezależnie od tego, jak nieczytelne może być ich pismo. W jego „k” widać niezdecydowanie, a w wielkich literach poczucie własnej wartości. Wychodzę teraz, Watsonie. Muszę się dowiedzieć paru rzeczy. Pozwól, że polecę ci tę właśnie książkę, jedną z najbardziej niezwykłych, jakie kiedykolwiek napisano. To Męczeństwo człowieka Winwooda Reade’a. Wrócę za godzinę.
Siedziałem przy oknie z książką w ręku, jednak moje myśli odbiegały daleko od śmiałych spekulacji autora i powracały do naszej klientki, jej uśmiechu, głębokiego dźwięcznego tonu głosu i dziwnej tajemnicy, która zawisła nad jej życiem. Skoro miała siedemnaście lat, gdy zaginął jej ojciec, teraz musiała mieć dwadzieścia siedem. Słodki wiek, gdy młodość straciła już swą pewność siebie, a doświadczenie nieco ją otrzeźwiło. Siedziałem tak pogrążony w zadumie, póki nie zaczęły mi przychodzić do głowy myśli tak niebezpieczne, że szybkim krokiem ruszyłem do biurka i z wściekłością zagłębiłem się w najnowszy traktat z dziedziny patologii. Kimże ja byłem? Wojskowym lekarzem z kontuzjowaną nogą i jeszcze gorszym stanem konta? Jak mogłem się ośmielić myśleć o takich rzeczach? Mary Morstan jednostką, czynnikiem. Niczym więcej. Skoro moja przyszłość malowała się w tak ponurych barwach, z całą pewnością lepiej było stawić jej czoło jak mężczyzna, zamiast próbować ją rozjaśniać
błędnymi ognikami własnej wyobraźni.
Rozdział trzeci
W poszukiwaniu rozwiązania
Gdy Holmes wrócił, ożywiony, pełen zapału i w doskonałym humorze, było już wpół do szóstej. W jego przypadku taki nastrój pojawiał się na przemian z napadami najczarniejszej depresji.
- Nie ma w tej sprawie jakiejś wielkiej tajemnicy - powiedział, biorąc do ręki filiżankę herbaty, którą mu nalałem. - Fakty wydają się dopuszczać tylko jedno wyjaśnienie.
- Co takiego?! Już rozwiązałeś tę sprawę?
- Cóż, to za wiele powiedziane. Odkryłem pewien bardzo istotny fakt, to wszystko, ale wciąż brakuje kilku szczegółów. Dowiedziałem się właśnie po sprawdzeniu w archiwach „Timesa”, że major Sholto z Upper Norwood, który służył niegdyś w 34. pułku piechoty bombajskiej, zmarł 28 kwietnia 1882 roku.
- Być może jestem bardzo ograniczony, Holmesie, ale zupełnie nie rozumiem, na co miałoby to wskazywać.
- Nie? Zaskakujesz mnie, Watsonie. A więc spójrzmy na to w ten sposób. Kapitan Morstan znika. Jedyną osobą w Londynie, którą mógł odwiedzić, jest major Sholto. Ten zaprzecza, jakoby w ogóle wiedział, że jego przyjaciel jest w mieście. Cztery lata później Sholto umiera. W tydzień po jego śmierci córka kapitana Morstana otrzymuje cenny prezent, a następnie dostaje takie prezenty co roku. Teraz sprawa osiąga punkt kulminacyjny, gdy panna Morstan otrzymuje list, z którego wynika, że jest pokrzywdzoną kobietą. Na cóż innego może to wskazywać poza tym, że jej ojca czegoś pozbawiono? I dlaczego prezenty miałyby się pojawić bezpośrednio po śmierci Sholto? Nie było żadnego powodu, chyba że dziedzic Sholto znał jakiś fragment tej tajemnicy i pragnął jej coś zrekompensować. Masz jakąś inną teorię, która wyjaśniałaby wszystkie te fakty?
- Ale cóż to za osobliwa rekompensata! I w jaki dziwny sposób dokonywana! Dlaczego poza tym miałby napisać do niej teraz, a nie sześć lat temu? Z drugiej strony w liście jest mowa o tym, że sprawiedliwości stało się zadość. Cóż to za sprawiedliwość? Chyba zbyt śmiałym byłoby założyć, że ojciec panny Morstan nadal żyje. W jej sprawie nie było żadnej innej niesprawiedliwości, o której byśmy wiedzieli.
- To są właśnie trudności, które nas czekają. Z całą pewnością mamy do czynienia z pewnymi wątpliwościami - rzekł z zadumą Sherlock Holmes. - Sądzę jednak, że nasza dzisiejsza wieczorna wyprawa wszystkie je rozwieje. Oto i dorożka, a w niej siedzi nasza klientka. Jesteś gotów? W takim razie lepiej zejdźmy na dół, bo jest już kilka minut po szóstej.
Wziąłem kapelusz i najcięższą z moich lasek, zauważyłem też, jak Holmes wyciąga z szuflady swój rewolwer i wsuwa go do kieszeni. Było dla mnie oczywistym, że uważał, iż nasza przygoda dziś w nocy będzie bardzo niebezpieczna.
Panna Morstan była otulona ciemną peleryną, a jej wrażliwa twarz, choć blada, była opanowana. Trudno oczekiwać, żeby kobieta nie czuła się nieswojo przed tym dziwnym przedsięwzięciem, w które właśnie wszyscy się zaangażowaliśmy. Doskonale jednak panowała nad sobą i chętnie odpowiedziała na kilka dodatkowych pytań zadanych przez mojego przyjaciela Sherlocka Holmesa.
- Major Sholto był bardzo szczególnym przyjacielem tatusia - powiedziała. - W swoich listach ojciec bardzo często wspominał o majorze. On i tatuś dowodzili wojskiem na Andamanach i bardzo się do siebie zbliżyli. Nawiasem mówiąc, w biurku mojego ojca znaleziono dziwny dokument, którego nikt nie był w stanie zrozumieć. Nie sądzę, by miał jakiekolwiek znaczenie, pomyślałam jednak, że być może zechce pan rzucić na niego okiem, wzięłam więc go ze sobą. Oto on.
Holmes ostrożnie rozłożył kartkę papieru i rozprostował ją na kolanie. Następnie bardzo dokładnie zbadał ją za pomocą swojej podwójnej lupy.
- To papier z hinduskiej manufaktury - zauważył. - Przez jakiś czas wisiał przyczepiony do tablicy. Wyrysowany na nim diagram wygląda na plan części jakiegoś dużego budynku o licznych salach, korytarzach i przejściach. W jednym punkcie znajduje się mały krzyżyk zakreślony czerwonym atramentem, a nad nim widać spłowiały napis ołówkiem: „3,37 od lewej”. W lewym narożniku narysowany jest ciekawy znak, przypominający nieco hieroglif, złożony z czterech krzyżyków w jednej linii, stykających się ramionami. Obok napisano niechlujnie bardzo nierównymi literami: „Znak czterech, Jonathan Small, Mahomet Singh, Abdullah Khan, Dost Akbar”. Muszę przyznać, że nie mam pojęcia, jaki to może mieć wpływ na naszą sprawę, najwyraźniej jednak to bardzo ważny dokument. Jestem pewien, że był ostrożnie przechowywany w notesie, ponieważ obie jego strony nie są zabrudzone.
- Właśnie w notesie znaleźliśmy go.
- Proszę go starannie przechowywać, panno Morstan, ponieważ jeszcze może nam się przydać. Zaczynam podejrzewać, że ta sprawa jest o wiele głębsza i subtelniejsza, niż sądziłem na początku. Muszę jeszcze raz to wszystko rozważyć. - Rozsiadł się wygodnie w dorożce, a ja widziałem po jego ściągniętych brwiach i pustym spojrzeniu, że pogrążył się w myślach. Panna Morstan i ja rozmawialiśmy ściszonymi głosami o naszej obecnej wyprawie i jej możliwych skutkach, Holmes natomiast pozostawał nieprzenikniony aż do końca podróży.
Szybko zapadł wrześniowy wieczór, chociaż do siódmej było daleko, jednak cały ten dzień był ponury, a gęsta dżdżysta mgła wisiała nisko nad ogromnym miastem. Chmury koloru błota zwieszały się smutno nad brudnymi ulicami. Latarnie na Strandzie były zaledwie zamglonymi plamkami rozproszonego światła, rzucającymi słabą poświatę na lśniące śliskie chodniki. Żółte światło płynące ze sklepowych witryn rozpraszało się w parnym gęstym powietrzu i rzucało tajemnicze zmienne promienie na zatłoczoną główną ulicę. Wydawało mi się, że było coś upiornego i demonicznego w tym niekończącym się korowodzie twarzy przemykających przez wąskie pasma światła - twarzy smutnych i radosnych, wynędzniałych i zadowolonych. Podobnie jak cała ludzka rasa wyłaniały się z mroku na światło, aby ponownie pogrążyć się w ciemności. Nie jestem podatny na takie wrażenia, jednak pochmurny parny wieczór i dziwna sprawa, jaka zaprzątała nasze umysły, wszystko to razem sprawiło, że byłem zdenerwowany i przygnębiony. Widziałem po zachowaniu panny Morstan, że ją również dręczą podobne myśli. Tylko Holmes był w stanie wznieść się ponad takie drobne, niewiele znaczące ludzkie słabości. Na kolanie trzymał otwarty notes, od czasu do czasu zapisywał w nim jakieś liczby i coś notował, świecąc sobie kieszonkową latarką.